na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Blog > Komentarze do wpisu

sukcesy konsumenckie

sukcesy konsumenckie
Co by nie mówić lubię popularne sieciówki. Być może dlatego, że jeszcze się nie przejechałam negatywnie na ich przepisach. Póki co jest OK.
Plecak szkolny Małej kupiony we wrześniu, dwa lata gwarancji. Dzisiaj sfatygowany, popruty na szwach, z przetartym dnem - wymieniony na nowy, inny, lepszy, z kolejną gwarancją:-)
Spodnie moje, kupione przed Świętami, które w praktyce okazały się być jednak zbyt duże - zamienione na mniejsze. Tu troszkę musiałam nakombinować, ale liczy się efekt, korzystny dla mnie, oczywiście :-)
Poza tym w końcu dorobiliśmy się nowego odkurzacza.
Stary, prawie 15-letni chodzi jak czołg, słyszy go chyba całe osiedle. Za każdym razem zastanawiam się ile jeszcze pociągnie.
 Ale to już czas przeszły :-)

nocne niepokoje
Znowu telefon w nocy. Tatencjusz ma znowu wysokie ciśnienie. I brak mi słów, bo po co ta matencja do mnie dzwoni? Po to by odpowiedzialność przerzucić na mnie? Zdrowy rozsądek nakazuje zadzwonić po pogotowie, ale tatencjusz nie pozwala, a ona go słucha. Żeby się nie złościł, żeby nie odstawił cyrków, żeby mu ciśnienie nie skoczyło jeszcze bardziej. Już sobie obiecałam, że przy kolejnej okazji tego typu po pogotowie zadzwonię ja. Od razu. I po prostu ich tylko poinformuję, że karetka już jedzie. Niech go wezmą, przebadają i może przemówią do rozsądku. Może zacznie brać leki regularnie, a nie tylko wtedy gdy mu strach tyłek ściśnie. Argumenty, że na coś trzeba umrzeć i że najwyżej go trafi, jakoś do mnie nie przemawiają, nie są zabawne. I żadna rozmowa z nim, bo od razu słyszę w słuchawce, że tak, tak, już wiem, będę brał, poprawię się.

rodzicielskie dylematy pedagogiczne
Mała ma grono koleżanek szkolnych, ma tez koleżusię podwórkową, z którą zaprzyjaźnia się coraz bardziej. Koleżusia niestety nie jest uczennicą piątkową, nie ma idealnych wzorcowych rodziców, bo tato pije. To generalnie rodzina z jakąś mroczną historią w tle. Nie znam ojca, mamę tylko na dzień dobry. Mała gdyby mogła spędzałaby u koleżusi caluteńki dzień. Koleżusia ma pieska, więc w pewnym sensie jest wytłumaczenie, ale czy aby na pewno o to chodzi? Koleżusia ma jeszcze swoją koleżankę, która jakoś nie przypadła mi na oko od pierwszego razu. Koleżanka jest rok starsza, bo gdzieś w podstawówce powtarzała klasę. Najpierw były we dwie, a teraz w te ferie tak we trójkę rządzą.
Najlepsze w tym wszystkim jest to, że Mała jest mądra, wie, że koleżusi rodzina jest troszkę pokaleczona, że nie zachwyca nas ta przyjaźń, ale sama mówi mi takie argumenty, takie sensowne, tak pedagogicznie akuratne, że ręce opadają. Bo co mam jej powiedzieć, że czego się boję? Coś tam próbowałam tłumaczyć. A ona mi na to, że przecież to nie jest winą tych dziewczynek, że mają rodziny takie a nie inne, że przecież nie są przez to gorsze, że ona je bardzo lubi, że są naprawdę bardzo fajne itp.
Powiem wprost. Nie jestem zadowolona z tej przyjaźni z koleżusią. O tej drugiej dziewczynce nie wspomnę.
Bo mam wrażenie, że koleżusia pociągnie Małą w dół, bo nie ma ciągot do nauki, bo absorbuje ją, bo Mała mogłaby ten czas spędzić na jakimś ciekawszym zajęciu, albo w innym towarzystwie. Bo ilekroć Mała wraca od koleżusi caluteńka śmierdzi domem palaczy. Bo nie wiem czy nie robię krzywdy tamtej drugiej dziewczynce, ale tkwi we mnie jakieś wewnętrzne przekonanie, że dziecko, które powtarzało klasę ma na pewno jakiś problem ze sobą, albo będzie go miało w przyszłości i obawiam się że pociągnie ze sobą Małą. Bo boję się, że przez te dziewczynki Mała wpadnie w jakieś złe towarzystwo, nabierze złych nawyków.
Wiem, że piątki na świadectwie nie są żadną miarą, ani gwarantem czegokolwiek, ja to wszystko wiem! Wiem, że nie powinnam tak myśleć, ani mieć takich obaw. Nie powinnam dzielić koleżanek na gorsze, lepsze, na odpowiednie i mniej właściwe. Ale wolałabym gdyby Mała tak blisko trzymała się raczej swoich szkolnych koleżanek.
Nawet jej dzisiaj powiedziałam, że nie powinna się tak od tamtych szkolnych odcinać w czasie ferii i kurczowo trzymać koleżusi, bo doczeka się, że tamte wykluczą ją ze swojego grona, bo pomyślą, że przecież ona ma swoją koleżusię i ich nie potrzebuje.

problem medyczny
Młody zaliczył już podejście numer dwa do swojego problemu medycznego. Za pierwszym razem wydawało się, że już wszystko OK. Minęło trochę czasu i sprawa się odnowiła. Teraz niby koniec sprawy, ale patrzę i mam wrażenie, że to jednak jeszcze nie koniec. Jutro podjedzie do specjalisty, zobaczymy co on powie.

odwiedziny duszpasterskie
u nas jutro. Jak ja tego nie lubię. Jakie odwiedziny, inspekcja raczej, albo spis ludności i poborca podatkowy w jednym. Ech!
środa, 28 grudnia 2011, anonim002
Komentarze
2011/12/29 00:58:58
Co do wizyty księdza mam identyczne zdanie, no ale babcia nie odpuści i trzeba jej przy tym asystować.

I nie zgodzę się z Tobą Droga Anonimko, że piątki na świadectwie nie są wyznacznikiem. Są. Wyznacznikiem tego na co dziecko poświęca czas, na naukę czy głupoty.

Strasznie fajnie, że rozmawiasz tak o wszystkim z Małą, ale kiedy ja miałam takie koleżanki, które w domu się nie podobały to mi ukrócono z nimi kontakt, mimo płaczu, krzyku czy obrazy majestatu. Z perspektywy czasu wiem, że to "to nie jest towarzystwo warte twojego czasu" czy też wprost "to nie są koleżanki dla ciebie", to wiem, że mieli rację, bo widzę gdzie jestem ja a gdzie one, choć nie były to dzieciaki z dysfunkcyjnych rodzin, a zwyczajnie leniwe łobuzice z podwórka.
Gdyby Mała siedziała z nimi i np. pomagała w nauce, to w sumie czemu nie i to jeszcze u Was w domu, żeby dymu papierosowego nie wdychać, no ba super sprawa! Możesz jej zasugerować, że może im pomóc skoro w domu się nimi nie interesują, przy odrobinie szczęścia, nie będą chciały się za nic angażować w edukacyjne rozrywki i same sobie odpuszczą z nią kontakt. W sumie to patent ode mnie z domu, na mojej skórze przerobiony. Większość zwiała na widok zeszytów, ale jedna została, do dziś jak spotkamy się na osiedlu powtarza, że to dzięki temu naszemu siedzeniu nad zeszytami poszła do nie najgorszego LO, a stamtąd już bliżej było na studia.
Albo może ta znajomość to melodia jednej zimy i nie ma się co martwić na zapas :)
Jeeej jak ja już zacznę gadać/pisać to skończyć nie mogę, szkoda, że z magisterką mi tak nie idzie! :)
-
2011/12/29 11:13:05
Z tymi kolezankami ,ocenami ,srodowiskiem szeroko pojetym,to trudna sprawa.Mała sama musi sie nauczyć i miec wyczucie,czy to odpowiednie towarzystwo, dobrze,ze rozmawiacie,moze jej cos tam w tych kolezusiach imponuje,a moze zwyczajnie jest jej ich zal..kto wie.
Moje miały takie kolezanki w szkole,nigdy sie nie zaprzyjazniały na mur ,wiec nie bylo problemu,a kiedy widziały ,ze kolezanki sa jakies nie bardzo,to same sie odsuwały od nich.
jednak moje zdanie znały równiez i zawsze mowiłam,by byly ostrozne i zbytnio sie nie angażowały. Co do tych ocen,to nie ma wyznacznika, widze u obu córek jak te 5 i 6 kolezanki nagle stały się zupełnie inne, oceny zdobywają ąltwo,wcale nir to ze siedzą i sie uczą,bywają tez cwane,potrafia sciągać itp,mają uklady i znajomosci.taka jest prawda.
Częśc z tych kolezanek i kolegów ma duze problemy ,narkotyki,papierochy, wóda, imprezy, co z tego ze były pietkowe i jedne z najlepszych,juz nie są. Jedna jest juz matką,dwie inne trafiły do wieczorówek i chodzą z bardzo szemranym towarzystwem.Kolega za narkotyki jest w jakims osrtodku juz 3 rok ... moge tak wymieniac i wymieniac..

Więć kochana anonimko,pozostaje wierzyc we wlasne dziecko,ze ma wyczucie,jest pod twoja dobra opieka,ze co najwazniejsze ma do ciebie zaufanie i mozecie rozmawiac,ze ma dobry przyklad z domu..to wszystko procentuje.Miej reke na pulsie, po cichu kontroluj,podpytuj a powinno byc dobrze.
Masz rację i dobrze powiedziałas,zeby nie odsuwala kolezanek szkolnych,moze nawiaze nowe przyjaznie.


-
2011/12/30 14:18:28
Jak nastolatka poznałam nowe środowisko i nową koleżankę. Z bardzo biednej, żydowskiej rodziny. Moi Rodzice, stuprocentowi inteligenci ciągle mi wiercili dziurę w brzuchu, że to nieodpowiednie towarzystwo, że powinnam zakolegować się z dziewczynka, której ojciec jest lekarzem weterynarii, albo z córką dentysty. Tylko tamte dziewczynki jakieś takie puste były, a z ta chudą żydóweczką bardzo fajnie mi się spedzało czas. Po latach wiem, że nic się nie stało takiego. Ta przyjaźń jakoś tak sama się wypaliła. Niczego złego do domu nie ściągnęłam, nie opuściłam się w nauce. Zaufaj Młodej. Już teraz widać, że ma bardzo dobry ogląd świata!