na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Blog > Komentarze do wpisu

8 / 2016

i jak zwykle czyli święta, święta i po świętach :-)
Na śniadaniu jedni i drudzy rodzice. Ten sam zestaw na obiedzie.
Teściowa tradycyjnie już źle się czuła. Zastanawiam się czy to nie jest taktyka zwracania na siebie uwagi i wzbudzenia konieczności zainteresowania, zaopiekowania się nią. Za każdym razem źle się czuje. No chyba że to taki wiek... Sama nie wiem.
Moi rodzice nawet znośni. Przygłuchy tatencjusz, który udaje że wszystko jest OK i za cholerę nie da się wygonić po aparat słuchowy, i do tego matencja wykorzystująca każdą okazję by mu dowalić, albo cokolwiek ugrać wedle siebie. Męczą mnie te jej gierki, nie wykazuję zainteresowania i tyle. I za każdym razem gdy wyrzucam sobie jaka to ze mnie wyrodna córka, bez uczuć i empatii, to w momencie gdy ona zaczyna cokolwiek ze swoich gierek łapię się na myśli, że właśnie dlatego trzymam się z dala.

I miałam tu naklikane już nieco więcej, ale Blox mi to zeżarł był i uśmiechnął się złośliwie.  A tylko do akapitu udało mi się odzyskać. Dobre i to.

Kontynuując...

Popołudnie niedzielne wielkanocne spędziliśmy u mojego rodzeństwa, bo nas do siebie zaprosili. Momentami brakowało nam tematu, bo widzimy się rzadko. A też nie o wszystkim pogadamy przy matencji, bo czasem bezpieczniej się nie odzywać. I tak na przykład matencja nie wiedziała, że jadę do dużego miasta na bieg 10 km, bo nasłuchałabym się na bank jaka to ja jestem nieodpowiedzialna i na co mi to tak w ogóle. Nieodpowiedzialna, bo męczę się od dłuższego czasu z okropnym kaszlem, męczę się ale jest go coraz mniej. A co się nasłucham to moje. No więc uznałam i zapowiedziałam rodzinie, że mają nie mowić o wyjeździe. Po fakcie to co innego :-)

W Poniedziałek na obiedzie w charakterze gościa - dziewczyna Młodego, chłopak Małej niestety nie mógł dotrzeć. Trochę się rozpędziłam z tymi zaproszeniami, ale jakoś tak mnie naszło, a potem już było za późno. On nie mógł, liczyłam potem na to, że jej też coś wypadnie, ale dotarła i nie było źle :-) A po południu z kolei do siostry SZM jechaliśmy z wizytą tak zwaną proszoną. I tak nam minęły te Święta.

Za to wtorek oboje mieliśmy wolny, urlopowy. I to był bardzo dobry pomysł :-)

Uskuteczniamy z Małą marszobiegi.
Dzisiaj kiedy jej opowiadałam jaką wielką frajdę i satysfakcję miałam na ostatnim treningu kiedy czułam, że przyspieszam, że mogę jeszcze, że mam zapas w nogach (bo tak było!) to Mała mnie skomentowała: chyba wam tam jakieś pranie mózgu robią... Jak można się tak upajać tym, że się człowiek sponiewiera na maxa? A dzisiaj po marszobiegach kiedy szło jej super i kiedy poczuła to "coś" to mi powiedziała: chyba trochę rozumiem to wasze pranie mózgu :-)

Się Wam pochwalę, a co! W kwietniu mamy rodzinne święto - 25 rocznicę ślubu. Zastanawiamy się czy gdzieś nie myknąć na weekend. Rodzinnie w czwórkę, z dziećmi. Żeby było dlanich atrakcyjnie powinien tam być basen i inne fajerwerki. Raz się w końcu żyje, no nie? Tylko pomysłu nie mam gdzie i dokąd... Macie może jakieś takie fajne miejsce na południu Polski? Dokładnie rzecz biorąc mniej więcej w promieniu 200 km od stolicy Górnego Sląska :-) Jeżeli tak to uprasza się o info :-)))

czwartek, 31 marca 2016, anonim002
Komentarze
2016/04/05 00:11:08
Basenu nie ma, ale poza tym cudnie: zameczek Petrovice u Karviné - jakies 10km od Jastrzebia
-
2016/04/11 01:09:47
rzeczywiście pięknie, ale to jednak nie to, czego szukamy. Nie mniej jednak dziękuję!