na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Blog > Komentarze do wpisu

20 / 2017

to cudem jakimś odzyskany przez Bloxa wpis po długim weekendzie :-)

 

Długi weekend się był skończył. Nie mieliśmy żadnych specjalnych planów. Zawsze po fakcie żałuję, ale przed nie mam parcia na organizowanie, planowanie itp.
Zaczęłam ten wydłużony weekend od towarzyskiej imprezy tanecznej w biegowym światku, na którą SZM nie chciał ze mną pójść, to poszłam sama. Usiłowałam go namówić, ale jak nie to nie. Było nas kilka singielek. Było super.
Zaliczyliśmy wizytę u znajomych niskopiennych górali, to w Boże Ciało.
Piątek mieliśmy wolny. Zawieźliśmy Młodą na dworzec PKS do WojewódzkiegoMiasta, bo Młoda wybywała na harcerski wyjazd. I potem posnuliśmy się trochę po okolicy. Mieliśmy plany nawet pójścia gdzieś coś zjeść, ale... Zakończyłam co prawda swój post, ale jeszcze tak na 100% z niego nie wyszłam. Od jutra zaczynam jeść nabiał, a dopiero za tydzień mięso. Staram się nie jeść produktów z glutenem, tłustych, itp. No i powiem Wam, że nie jest łatwo cokolwiek znaleźć w tym klimacie na mieście. Lody, serniczki, ciasteczka, kawa, niestety odpadają. Dania obiadowe to kompletna katastrofa. Albo mięso, albo nabiał. Żadnych kasz z warzywami, niczego takiego nie znalazłam tam gdzie byliśmy. No i wróciliśmy do domu :-) Zjedliśmy późny obiad, a potem przyjechał Młody z dziewczyną i oni w trójkę z SZM oglądali film, a ja z książką w pokoju Młodej.
Zadeszczoną sobotę spędziliśmy w domu. Kocyk, kubek herbaty, książka, pilot do tv.
Niedzielę zaczęłam biegowo, 8 km w fajnym towarzystwie. Potem wybraliśmy się do parku, przejechaliśmy się kolejką linową, zaliczyliśmy zlot foodtrucków, gdzie oczywiście nie znalazłam niczego dla siebie, a SZM nie był głodny. I znowu powrót do domu na późny obiad, potem tv, książka, a w efekcie drzemka popołudniowa. Potem wróciła Młoda z opowieściami jak było i tak się kończy weekend...

Dietowo
Jak już pisałam wcześniej, zakończyłam post, wytrwałam 28 dni. W zasadzie mogłabym dłużej postować, ale do końca postu zrzuciłam 8 kg i nie chciałam więcej już chudnąć, więc zdecydowałam się na wyjście z postu. Podczas wychodzenia zrzuciłam jeszcze prawie 2 kg, czyli w sumie 10 kg mam na minusie. To sporo. Widać. Gdyby nie biust, a właściwie ewidentny jego ubytek to byłoby super. Bardzo się boję, żeby mi nie wróciło. Dokładnie rzecz biorąc to tak ze 2 albo 3 kilo mogłyby mi wrócić, ale nie więcej. Czuję się wyśmienicie, nie piję kawy, nie palę fajek (na imprezie zapaliłam jedną i utwierdziłam się w przekonaniu, że jednak nie), nie mam obrzęków, wzdęć, zaparć.

czwartek, 29 czerwca 2017, anonim002
Komentarze
2017/06/29 14:52:22
cudnie!
zazdraszczam i podziwiam, że wśród rodziny ze swoimi utrwalonymi nawykami wytrwałaś!
-
2017/06/30 10:15:31
Pięknie, gratuluję!
Ja schudłam przez miesiąc 3 kg, dietą mż, mocnym ograniczeniem cukru, większym ruchem, i przypuszczam, że wyjazd spowoduje kolejny ubytek kg, bo tam to isę dopiero nazasuwam.
-
2017/06/30 11:48:44
Fantastycznie! Gratuluję wytrwałości, bo w odchudzaniu ona przecież najważniejsza. Przez jej brak jest tyle porażek w zrzucaniu wagi. Jesteś wspaniałym przykładem, że można o siebie zadbać i mieć z tego satysfakcję.
-
2017/07/03 13:17:01
GRATULUJĘ CI BARDZO BARDZO!!! szacun i podziw!!!