na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Blog > Komentarze do wpisu

1/2018

Święta, święta i po ...
Impreza Sylwestrowa mega udana. Bawili się wszyscy, zmieścili się wszyscy i zadowoleni byli wszyscy. I do dzisiaj nie żałowałam ani razu, że się zdecydowaliśmy na taką prywatko-domówkę. Było super! Bawiliśmy się wszyscy do prawie czwartej, potem jeszcze herbata dla tych co zostali i takie tam inne, ostatecznie kładłam się spać przed 6.

Maużon nadal gubi kilogramy, dzisiaj na wadze pokazała mu się ósemka, czyli 89 z hakiem, a zaczynał od 113. Brawo on. Po okresie świąteczno - noworocznym moja waga z 70-71 wzrosła do 72,5, ale mam nadzieję powalczyć troszkę i wrócić do tamtego czasu, gdy czasem nawet pokazywało mi się 69 z hakiem.

Dzisiaj, a właściwie to wczoraj, zrobiliśmy sobie wycieczkę do Wisły szlakiem wspomnień, poszliśmy zobaczyć jak wygląda okolica gdzie byliśmy na wczasach ponad dwadzieścia lat temu, a to były nasze pierwsze wczasy... I w drodze powrotnej podjęliśmy postanowienie, że od wiosny, gdy zrobi się nieco cieplej, będziemy sobie robić wypady w góry, ale takie wędrówki piesze na szczyty jakieś, żeby mieć cel. Zobaczymy ile nam z tego wyjdzie, ale fajnie by było.

Młody dostał się na staż do firmy, na której mu bardzo zależało. Czeka jeszcze na załatwienie formalności i informację kiedy dokładnie zaczyna i na jak długo, ale mam nadzieję, że wszystko będzie ok.

U mnie w pracy - roboty huk, stresa mam, bo na początku roku zawsze pracy mnóstwo, a mój stres się boi, że nie ogarnie, nie zdąży, zawali itp. U SZM znowu jakieś rewolucje i zmiany, jak co roku.

Mała szykuje się do pierwszej sesji. Miejmy nadzieję, że da radę. Oby!

Rodzice. Tatencjusz po szpitalnych "turnusach" powinien być w zdecydowanie lepszej kondycji niż jest. Szwankuje mu serce. Do matencji chyba w końcu dotarło, że on może czuć się gorzej, być chorym itp. Do tej pory wychodziła z założenia, że złego diabli nie biorą, a jego to pałą nie dobije. A tu zonk! Do tego dochodzi kwestia aparatu słuchowego, który tatencjusz ma i to nawet dwa, na obydwoje uszu, ale rzecz w tym, że nie wystarczy mieć, trzeba ich jeszcze używać. A on je chyba kupił, żeby nikt mu nie zarzucił, że ich nie ma, ale nie używa, bo się chyba wstydzi. No bo innego powodu tego nieużywania to nie widzę. I szlag jasny mnie trafia z tego powodu, nieużywania oczywiście.
Ona, matencja, zdrowotnie też nie najlepiej. Po udarach fizycznie nie jest najgorzej, bo wyraźnych ubytków fizycznych nie ma, ale kojarzenie ma już zdecydowanie ograniczone. Nigdy nie była zbyt lotna, nie łapała kawałów, ironii i takich tam innych, ale nie trzeba było jej powtarzać po sto razy różnych rzeczy by zapamiętała. Wiek robi swoje. No i jest uciążliwa z tą swoją serdecznością, częstowaniem i pytaniem co chwilę o jedzenie, picie. Będzie tak pytać co pół minuty aż człowiek dla świętego spokoju się zgodzi. A potem jeszcze Ci powie, że ona od początku wiedziała, że się zgodzisz.
Oj książkę by można o nich...

Powinnam zacząć ten wpis od przeprosin i podziękowań. Przepraszam za brak życzeń z mojej strony, a dziękuję za to, że pamiętaliście o mnie. Tak, przyznaję, zaglądam tu sporadycznie, do Was też zaglądam rzadziej niż kiedyś, ale pojęcia nie macie jak często o Was myślę...

Nie spisywałam postanowień noworocznych, ale może jednak trzeba?

1. Być bardziej otwartą na kontakty rodzinne. Do jednego wiadomego wujka zagranicznego z ciocią zadzwonić i nawiązać nić kontaktu, bo aż wstyd, że z mojej strony nic. Nie chce mi się tu tłumaczyć, ale wychodzi na to, że olałam ich sikiem prostym, a oni nie zasłużyli sobie na to.
2. Podtrzymywać kontakty rodzinne z rodzeństwem, raz w miesiącu zadzwonić, popytać co słychać, wprosić się na kawę. Bo jak tak dalej pójdzie to stracimy kontakt całkiem. To samo dotyczy rodzeństwa SZM.
3. Trochę bardziej rozwinąć się towarzysko i odnowić te kontakty, które z lekka wygasły. A ten Sylwester to był taki pierwszy kroczek ku temu.
4. Częściej jeździć do matencji, bo raz na dwa tygodnie to zdecydowanie za mało. Dzwonię częściej, bo staram się minimum co drugi dzień, ale jeżdżę rzadko, a przecież nie mam daleko.
5. Biegać 3 razy w tygodniu, systematycznie, no i stopniowo zwiększając dystans. Póki co do maks 15 kilometrów, bo moje życiowe maks to chyba 12 albo 13 km na jakimś treningu kiedyś, ale po cichutku szeptem na ucho Wam i tylko Wam powiem, że fajnie byłoby zaliczyć, mieć na koncie jakiś półmaraton skromny (tj. 21 km), ale nie wiem czy kiedykolwiek mi się to uda, chciałabym tak jeszcze przed swoją 5o, więc mam czas do czerwca 2019. :-)
6. Na wiosnę rozpocząć górskie wędrówki weekendowe z SZM. Relaksacyjne.
7. Zorganizować majowy albo nawet czerwcowy wyjazd rodzinny. Bo jak widać spodobał się taki wyjazd SZM, bo sam mi to podpowiedział. Rok temu nie wypalił, bo najpierw matura Małej, a potem to oni już mieli terminy zajęte, albo ochoty za mało, sama nie wiem. Jak wezmę się za to wcześniej, postawię przed faktem dokonanym to i ochota się znajdzie i dzieciaki upchną nas w swoich terminarzach - taką mam nadzieję.
8. Finansowo trochę się zdyscyplinować i dopiąć co niektóre cele. A jest ich kilka.
9. Na wiosnę odświeżyć tzw. duży pokój i może z rozpędu przedpokój i sufit w kuchni.
10. Nie zostawać w pracy po godzinach, zdyscyplinować się tak, by wszystko robić w czasie godzin pracy. Wyrzucać delikatnie te wszystkie towarzyskie dusze, które przychodzą i zawracają gitarę.
11. Zrobić 14 dni postu dr Dąbrowskiej. Na wiosnę.
12. Zdyscyplinować się w temacie życzeń urodzinowych wysyłanych tradycyjną pocztą do rodziny. Bo jak do tej pory to kiepsko mi to idzie, bo ja zapominalska jestem przez kilka ostatnich lat.
I to chyba koniec... Czy mam to wydrukować i powiesić na lodówce by zapamiętać?

 

 

niedziela, 07 stycznia 2018, anonim002
Komentarze
2018/01/07 20:44:37
Dobrego Roku :-)