na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Blog > Komentarze do wpisu

35 / 2018

Kot a właściwie kotka, bo to dziewczynka przecież jest :-)
Mała od dłuższego już czasu prowadziła lobbing na rzecz futrzastego zwierzątka. Poważnym problemem była, a może nadal jest, tego nie wie nikt, alergia. Młoda od pani doktor ma zapewnienie, że na kota uczulenia nie posiada. Drugim alergikiem domowym jest Młody, który był własnie uprzejmy się wyprowadzić na tak zwane swoje, wynajmowane bo wynajmowane, ale zawsze już swoje, lepsze takie jak żadne. Trzecim alergikiem domowym jest SZM, który co prawda wychował się w domowym zwierzyńcu, bo tam były i koty i psy, ale jako dziecko tak bardzo chorował, że oparło się o astmę i pobyt w sanatorium. Ale kto tam wówczas myślał, wiedział o alergiach. Jego alergia ma reakcję natychmiastową. Bierze i dusi, albo wysypuje i swędzi, albo łzawi oczy, albo nie wiem co tam jeszcze. Młoda wymysliła, że wyśle tatusia na testy alergiczne. Tatuś zwolennik futer utrzymuje do dziś, że o ile na psy uczulenie ma i to wiemy, bo widać :-) to na koty nie, bo nic się z nim nie dzieje w towarzystwie kotków. Ustalili, że pojadą do wybranego przez młodą schroniska pooglądać już wybrane przez nią kotki (do tej pory oglądane w necie) i rozważymy zabranie zwierza w okresie zimowych ferii, żeby w procesie adaptacji tak długo zwierzak nie był w domu sam. Wybrane były kocurki i jedna kotka. Pojechaliśmy, na miejscu okazało się, że owa kotka to jest namłodszy kotek i Młoda oglądanie zaczęła właśnie od niej, no i na niej skończyła, bo jak dostała na ręce ją to już mowy nie było o innych kotach:-) A że planowaliśmy dopiero w ferie to pani ze schroniska powiedziała, że ok, w takim razie nikomu jej nie będzie już polecać, ale kto by się tam przejmował wcześniejszymi planami. W drodze do domu ze schroniska pojechaliśmy od razu do sklepu Zoo po wyprawkę i z powrotem do schroniska :-) No i wróciliśmy z kotem, tzn. z kotką :-))) Młoda/Mała jest kocią mamą na sto procent, wpisana do dokumentów jako właściciel, sama sfinansowała całą wyprawkę (czy ja pisałam, że Młoda załapała się do pracy, a właściwie to praca załapała Młodą), jest obczytana, wyoglądana filmików z behawiorystami i innymi ekspertami, no szał ciał, mówię Wam :-)
SZM ma też mnóstwo uciechy, sama Młoda powiedziała, że tacie chyba brakowało zwierzątka w domu, bo gdyby mógł to siedziałby cały czas w pokoju Młodej, bo kot zgodnie z zaleceniami Młodej póki co siedzi tylko w jej pokoju. A ja też się cieszę ;-) Odpowiadając na pytanie - nie, nie mam doświadczeń z życia z wolno biegającym po domu zwierzątkiem, bo do tej pory zwierzątka mieszkające u nas były tak zwane klatkowe (chomiki, świnka morska, rybki, ptaszki, żółwie). Też się cieszę, ale obawiam się nieco psot i niespodziewajek :-) Nic jeszcze nie ma wycięte, bo jeszcze za malutka jest, ma chyba 3 miesiące.

Młody
jeszcze się wyprowadza. Obiecywałam sobie, że nie będę go wyprowadzać, żeby mi w przyszłości nie powiedział, że go wyrzucałam z domu, ale... Czas leci, święta coraz bliżej, a tempo jego przeprowadzki mnie po prostu rozwalało. Gdyby codziennie przychodził i zabierał po trochę to rozumiem, że drobnymi kroczkami posuwa się do przodu, ale kto by się przejmował tym, że rzeczy trzeba przenieść, no nie? Wieczorkiem w piątek pojawił się , spakował dwie torby i uznał, że wystarczy, że reszta później (!). No to na sobotę mu przygotowałam całą resztę. Zabrał z naszą (SZM i Młodej) pomocą, ale drobna część dobytku została i czeka do dzisiaj. Problem w tym, że gdyby poświęcił jeden wieczór na to by sobie to wszystko posegregować, przygotować to by było lżej. A tak dostał w pakiecie wszystko i u siebie na miejscu ogarnia temat. A jak wcześniej mówiłam, że to i owo raczej niepotrzebne, że może próbować sprzedać, to uznawał, że to skarby i że absolutnie nie da się, nie można, nie wolno się tego pozbywać. Jak się okazuje jednak można. To, co zostało to już przejrzy na miejscu, bo to skarby z najwyższej półki :-) Najbardziej mnie rozwaliło to, że nie załatwił sprawy swojej przeprowadzki, a wolną sobotę już sobie zorganizowali towarzysko zamiast dopiąć wszystko na tak wany ostatni guzik. Ja nie znoszę takiego zawieszenia. Dlatego musiałam go zmobilizować. Tak się usprawiedliwiam :-)
A ja korzystając z tego, że zwolnił miejsce poświęciłam cały weekend na porządki domowe, przenoszenie ciuchów (bo szafy wolne) i aranżację pokoju dla nas :-) I w ten weekend odwaliliśmy wszystko, łącznie z ustawieniem już choinki. Mamy już w domu Święta, no za wyjątkiem tej sterty co to wciąż czeka, ale to już drobiazg. Zresztą powiedziałam, że jak już przesegregował a coś mu się nie mieści w tych ich 40 metrach to może to przywieźć, zostawić u nas, bo przecież go nie wyganiam. Jeszcze musimy mu oficjalnie otwartym tekstem, żeby nie było niedomówień, powiedzieć, żeby miał świadomość, że zawsze może do nas wrócić.

Panna
nie, żebym była uprzedzona, ale jak już wcześniej pisałam, zachwytu z mojej strony nie ma. Tłumaczę sobie, że to on ma być zachwycony, a nie ja. Ja mam taką cichą nadzieję, że Panna go ogarnie i z tego co widzę chyba tak się dzieje, a jemu to z pewnością wyjdzie na dobre. Już go ćwiczy w trzymaniu porządku i dyscyplinie domowej, bo jak powiedział mi Młody "jest gorsza od ciebie" ;-)

Ja
...cóż jestem na etapie myślenia sentymentalnego, co chwile łapię się na tym, że zdaję sobie sprawę z upływu czasu. Że się zestarzałam, że dzieci duże już dorosłe, że zostajemy z SZM powoli sami, że taka kolej rzeczy, norma znaczy się, że mnóstwo rzeczy chciałam jeszcze wspólnie z dziećmi zrobić, planowałam, a tu już się chyba raczej nie da w tej formie, której planowałam. Pilnuję się bardzo by nie popełniać tych rzeczy, które mnie u matencji drażniły, drażnią, by nie zagłaskiwać otoczenia, dać im oddychać. To pewnie etap, który muszę przeżyć. No i przygotować się na drugi raz, gdy przyjdzie moment kiedy będzie szła na swoje Mloda/Mała, a ona już się odgraża, że to za jakieś dwa lata. I znowu mam uczucia mieszane, bo cały czas czekałam na to by mieć sypialnię, ale gaszę swoją radość z tego faktu, bo wewnętrzny chochlik mówi mi, że zamknął się właśnie jakiś etap. Sama sobie tłumaczę, że to raczej nowe otwarcie :-)

wtorek, 18 grudnia 2018, anonim002
Komentarze
2018/12/18 19:58:25
Anonimko, kiedy męska część progenitury opuszczała domowe pielesze nie miałam jakiś specjalnych refleksji czy poczucia straty.
Oczywiście, dochodziło do mnie, ze pewien etap życia mam za sobą, ze w domu jest ciszej i luźniej, ale było to bezbolesne, raczej odetchnęłam z ulgą i trochę złośliwie sobie pomyślała "tak na tą dorosłość czekał jeden z drugim, to zobaczcie jak ta dorosłość smakuje";).
Było wiadomo, ze córka jeszcze sporo czasu w domu pomieszka (młodsza o 10 lat od chłopaków).
Ale jak córka opuszczała rodzinne progi, to już tak łatwo nie było, mimo, ze córka wyprowadzała się do własnego mieszkania dwie klatki dalej.
Przez jakieś pół roku trudno mi było znaleźć sobie miejsce, wydawało mi się, ze teraz to już tylko kłaść się do trumny, bo po co takie puste życie.
Ale do wszystkiego można się przyzwyczaić i okazało się, że ta "pustka" jest kojącą nerwy ciszą i spokojem.
Jak wnuczka miała pół roku to córka z nią zamieszkały u nas na trzy miesiące.
Po miesiącu zaczęliśmy się ze Ślubnym dopytywać jak idzie remont ich wspólnego mieszkania i kiedy się skończy;).
Po prostu tak jak jest teraz, jest bardzo dobrze.
I Ślubny i ja mamy swoje zainteresowania i znajomych i nie "wisimy" jeden na drugim bez przerwy, bo tak, to akurat bym nie chciała, bo byłoby mi duszno;)))
Więc się nie bój tego "pustego gniazda", bo to wyfruwanie dzieci wcale nie jest takie bolesne, a "puste gniazdo" może być wygodne, spokojne i kojące.
ps. intuicja mi mówi, ze Mała będzie świetną kocią mamą.
Z tego co o niej czytam wywnioskowałam, ze to bardzo odpowiedzialna i mądra Młoda Dama, a poza tym jest bardzo dobrym człowiekiem.
Możesz być z Niej dumna, a Młody... no cóż, Młody musi dorosnąć, bo niektórzy panowie dorastają dopiero około czterdziestki;).
I bardzo dobrze się stało, ze Młody poszedł "na swoje", niech spróbuje jak smakuje dorosłość;))).
-
2018/12/19 09:17:06
Dziękuję Veanko za mądre słowa i wsparcie :-)
Dobrze to ujęłaś teraz jest u nas w domu na pewno luźniej i zdecydowanie spokojniej. Takie mam odczucie. Nie mam kogo ganić, nie ma komu zwracać uwagi, pilnować i denerwować się, że znowu... bo od tego był Młody ;-)
A Mała, Mała jest zupełnie inna. też ma swoje za uszami, bo przecież nie ma ideałów, ale tak na dobrą sprawę, chyba nie mam na co narzekać ;-) Zastanawiam się tylko czy to syndrom drugiego dziecka, cechy charakteru czy mądrość wychowawcza :-)
-
2018/12/19 21:49:21
O to ogromne zmiany jak widzę.
Gratuluję wyboru. Kotka jest jeszcze bardziej kocią wersją kota :-) wszelkie zwierzęce samiczki, jak wynika z moich obserwacji sa zwykle bardziej przywiązane do rodziny, bardziej czułe i skłonne do przytulania. To mogę powiedzieć na podstawie doświadczeń
z własnymi i cudzymi, np sąsiedzkimi zwierzętami.
A co do dzieci i ich płci i syndromu pustego gniazda to moge powiedzieć ze obecny uklad bardzo mi odpowiada. Tzn Młoda przyjeżdża na weekendy a w ciagu tygodniu mieszka w Poznaniu. Szczerze mówiąc to nie miałabym jej za złe gdyby zechciała przyjeżdżać np co dwa lub trzy tygodnie...jak jej nie ma to ja sobie anektuję jej pokój.
Ale rozmawiamy sobie codziennie, piszemy i wysylamy zdjęcia i filmiki. Wciąż w kontakcie :-) bo bardzo jesteśmy związane.
Młody ma dopiero niecale 12 lat ale teraz już bardziej z ojcem spędza czas. Mama jest od tulenia, opowiadania jej o życiu i problemach ale to ojciec wiecej czasu z nim spedza jak pisalam. Chocby ze względu na to ze ok.15.00 obaj sa juz w domu a ja wracam ok 18.00.
-
2018/12/20 11:27:24
Zmiany na dobre !Mlodemu zyczę zadowolenia z wreszcie zupelnej samodzielnosci,chociaz myslę,ze gdyby pomieszkal sam kiedyś gdzieś,to tez dobrze,by to na neigo wpłyneło,bo teraz spod rodzicielskich skrzydeł trafił pod skrzydła Panny,a to też troche nie tak.Ale, moze i niehc im będzie dobrze, bo jak im to i wam:)

Młodą jestem zachwycona, madra dziewczyna,odpowiedzialna, taka dla równowagi w waszym zyciu:)))))

Powodzenia z koteczka,wszystko brzmi swietnie!
-
2018/12/20 11:29:42
Aaaa, Ty wiesz,ze u nas są ciagle rzeczy Starszej, malo,ale są,bo sie przydaja,jak czasem tu wpadnie,musi sie przebrac czy coś, ale to drobiazgi, natomiast jeszcze nie wyzbyłam się jej tapczanu z pokoju balkonowego.Teraz kiedy mieszkanie juz cale nasze spokojnie mogę to zrobic,bo spać w razie czego jest gdzie i nie musi to byc akurat ten pokoik,ktory obecnie zajmuje Mlodsza, ktora tez przecież jest raz tu raz tu.Zwariowac idzie z tymi dziećmi:))))))))