na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Blog > Komentarze do wpisu

1 / 2019

Święta, święta... no i już po Sylwestrze :-)

Rodzinnie

Wigilia w licznym gronie, bo i teście, i moi rodzice, i siostra SZM z rodziną, no i Młody z Panną. Było miło i sympatycznie. Serio.
Pierwszy dzień Świąt - obiadek w domu, a po południu na kawę do rodzeństwa. Tam dołączył Młody z Panną, moi rodzice i rodzice drugiej połówki mojego rodzeństwa, a konkretnie to tata, bo mama źle się czuła.
Drugi dzień Świąt - na obiedzie u nas rodzice, teście, Młody z Panną i Mała z Kawalerem :-). Takie były plany, ale niestety teście nie dotarli. Ich strata. Po obiedzie kawa i świętowanie wspólne, nawet nie takie długie. Tak więc późne popołudnie, a już wieczór to na pewno, mieliśmy tylko dla siebie, bo Mała i Kawaler zajęli się potem sobą, a późno w nocy to już w ogóle wyjeżdżali w świat, razem z rodzicami Kawalera :-)
I tak minęły Święta...
Sylwester... nie zapowiadał się wyjściowo, bo o ile my rok temu zrobiliśmy prywatko-domówkę na prawie 20 luda, o tyle ze strony tych ludów jakoś nie płynęły żadne wieści, które mogłyby wskazywać na to, że ktoś z nich chciałby nas zaprosić. Nawet mnie to trochę wkurzyło. Konkretnie to od jednej takiej to było nawet słówko, a raczej pół, ale po pierwsze ona nigdy nie jest konkretna, po drugie nie wiem czy zależało nam na tym by tam iść, a po trzecie niechby się zdeklarowała, robi, zaprasza i sprawa jest jasna, a takie pitolenie że niby, że może, to mnie tylko wkurza. To na zasadzie, żeby potem mogła była powiedzieć, że przecież ja chciałam... No ale tuż przed Świętami posypały się propozycje. Z uwagi na naszego najnowszego członka rodziny (przypomnę, że mieszka u nas kot-ka), którego zachowania podczas strzelania w Sylwestra jeszcze nie znamy, wybraliśmy dogodną lokalizację. Było miło, sympatycznie, statycznie. Achów i ochów piać nie będę, bo nie ma nad czym.
Nowy domownik, a raczej domowniczka jest urocza, oswaja się coraz bardziej, rośnie, ale dalej jest cudna. Między Świętami a Sylwestrem kiedy to byliśmy w domu tylko we dwójkę plus kot(ka), doszłam do tego, że dobrze, że jest ten kot, bo tak siedzielibyśmy kompletnie sami :-)
Młody na swoim gospodarzy razem z Panną, chyba im tam dobrze, ale jeszcze nas nie zaprosili do siebie, a my/ja nie chcę się narzucać i niezaproszona nie pójdę. Dochodzę do wniosku, że mieszka się nam bez niego spokojniej. Nawet się zastanawiałam na czym to polega. Dzisiaj Mała zadała mi pytanie czy nie uważam, że odkąd Młodego z nami nie ma to tacie się więcej chce? Czyli to chyba nie tylko moje wrażenie. A całe clou chyba tkwi w tym, że SZM toczył jakąś chorą rywalizację, sama nie wiem jak to nazwać. On tego czegoś robić nie będzie, bo może to zrobić Młody. Ja podskórnie już się denerwowałam takim stanem rzeczy. Poza tym osobna bajka to czy Młody to zrobi, to raz. Dlaczego SZM zrobić tego nie chce, to dwa. Czy Młody zrobi to tak jak trzeba, to trzy. No i czy w terminie, to cztery. Bo Młody taki jest. Nigdy nie wiem czy jak powie że coś zrobi to zrobi, albo czy zrobi w terminie, czy nie trzeba będzie poprawiać, albo robć za niego :-)
A teraz żyje nam się spokojniej. Na pewno mnie. Nie drżę czy Młody zrobi, nie wkurzam się, że Młody nie zrobił, nie mam po kim poprawiać, kogo rozliczać, bo każdy z nas wie co do niego należy i to po prostu robi.

Biegowo

Z uwagi na to, że miałam zdrowotną pauzę w treningach, tak się rozpasałam, że dorwał mnie Leniwiec Gigantus. Wybiłam się z rytmu treningowego. Przytyłam. Coraz trudniej jest mi znaleźć na tyle silnej woli by pójść na trening. Postanowiłam zatem wyznaczyć sobie cel, nowy, ambitny... Zapisałam się na półmaraton. Od lutego/marca zaczynam ambitne treningi stricte pod ten dystans.

Pracowo

Przy okazji padły w moją stronę słowa sugerujące ewentualną możliwość awansu. Niestety znowu w kompletnie inną zawodową stronę. I teraz mam zagwozdkę, nawet nie jedną. Bo raz, że nie wiadomo czy się uda. Bo dwa, dopiero co poczułam się w miarę pewnie tu gdzie teraz jestem, uporządkowałam cały zastany burdel, przygotowałam sobie plan działania, ogarnęłam przestrzeń, a tu zonk, znowu zmiana? Bo trzy, na tym nowym poletku jest zdecydowanie wyższa motywacja finansowa, i to jest chyba najsilniejszy argument. Bo tak naprawdę to nic więcej mi tam nie pasuje. I mam taką maleńką cichą, szczerą nadzieję, że po prostu nic z tego nie wyjdzie :-)

Byliśmy w kinie na Bohemian Rhapsody. Polecam! :-)

poniedziałek, 07 stycznia 2019, anonim002
Komentarze
2019/01/11 11:43:17
Ten urywek "pracowo" to jakbym o sobie czytała.
Też tak miałam, ze moimi rękami robiono porządek, tam gdzie ktoś nabałaganił.
Nazywano to awansem z większym wynagrodzeniem, ale w sumie to dobrze na tym nie wyszłam.
Napracowałam się tylko jak dziki osioł i narobiłam sobie wrogów, bo były osoby, którym ten nieporządek był na rękę do robienia machlojek.