na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
O autorze
poniedziałek, 27 marca 2017

A jednak!
Meble zamówione. Przywiozą je jutro. Robimy totalny kipisz w pokojach dzieci.
U Młodej/Małej będzie nowa duża zasuwana szafa, fajny stół w charakterze biurka z kontenerkiem, krzesło biurkowe, regał, dwie proste półki ścienne, no i super łóżko. Ze starych rzeczy zostaje stolik :-)
U Młodego będzie nowa, nie tak duża, ale fajna zasuwana szafa. Będzie też mniejsze biurko niejako w spadku po Małej, do tego komoda i niski regał, plus krzesło biurkowe, no i łóżko też. U niego ze starego wyposażenia zostanie regał na książki,  stolik i wisząca półka :)
Remontowo - u Młodego jest do przemalowania sufit i tapeta do odświeżenia, czyli umycia. U Małej trzeba pomalować sufit, niestety tapeta do wymiany.
Młoda zachwycona, a Młody początkowo niechetny jakimkolwiek zmianom jednak się cieszy, bo sam widzi, że zmiana na lepsze.
Będzie się działo... :-)

niedziela, 26 marca 2017

Nadszedł wiekopomny czas w naszym domu na wymianę szafy u Małej. Szafa ma prawie tyle lat co Mała, może nieco mniej, ale od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie myśl, żeby ją wymienić, zwłaszcza, że się zbuntowała owa szafa i zaczęła się rozsypywać, po trochę to tu to tam odmawia współpracy. Akurat  w wielgachnym szwedzkim sklepie nadarzyła się promocja na szafy trzyliterowe, których nazwy nie wymieniam, żeby nie robić reklamy. Zmobilizowało nas to do konkretnych działań, mimo, że planowaliśmy te ruchy dopiero po maturze Małej.
Wczoraj działania panów z wod-kan zmobilizowały nas do dzisiejszych porządków w naszej mikroskopijnej piwnicy. A potem już rozwinęłam się domowo w tym obszarze co to mi pozostał, czyli poprzekładać tak rzeczy w owej szafy, żeby było wiadomo gdzie co ma leżeć i mieszkać. Bo w tej szafie dwumetrowej były rzeczy różne. Poprzekładałam, nabiłam kilometrów przy tym przenoszeniu w te i we wte. Ale uskuteczniłam i dojrzeliśmy do tego, że do pokoju Młodego też trzeba szafę, bo jak przyszło co do czego i wrzuciłam mu wszystkie kurtki i inne jego przyodziewki to się okazało czarne na białym to, co ja wiedziałam od dawna, czyli że ta jego półmetrowa szafunia jest zdecydowanie za mała, koniecznie trzeba coś większego.
Małej chcemy wymienić prawie wszystko, bo to co stoi kupowane było sto lat temu na tymczasem póki Mała nie dorośnie. No więc dorosła :-)

Stanęłam wczoraj na wadze i umarłam. Już wiem czemu biega mi się gorzej. Ciężko się napracowałam na to by zobaczyć obecny wynik, bo nie jest łatwo wrąbać tabliczkę czekolady praktycznie na raz, albo jakieś inne łakocie, słodycze, ciasta, ciasteczka... Nic się nie dzieje bez przyczyny. A biegania było zdecydowanie mniej. Nadszedł czas na zmiany, biegania więcej albo tyle co średnio, a szlaban zakładam na słodycze, muszę wyłączyć tego jamochłona...

Narzekałam na paznokcie, które kruszyły się jak nie wiadomo co i rozwartswiały. Zdecydowałam się w styczniu na wizytę u profesjonalistki, bo już mnie opuszki palców bolały, takie miałam je krótkie. Najpierw hybrydy, a ostatnio żele, pojęcia nie mam czym to się różni oprócz ceny, i proszę efekt jest taki, że nie mogę doczekać się wizyty bo mam je już tak długie, że palce mnie bolą. Nie dogodzisz kobiecie, tak źle i tak nie dobrze :-)

Chyba zwlokę się do łóżka, bo nie dość, że dzisiaj krócej śpimy to jeszcze my z rańca do sklepu jedziemy więc o spaniu dłuższym mogę zapomnieć.

Do następnego przeczytania!

PS

A Przyjaciółek wciąż nie obejrzałam... :-)

środa, 22 marca 2017

SZM na wyjeździe, delegacja znaczy się. Takie miałam bujne plany na popołudnie. Odstawiłam szybkie prasowanko i chciałam nadrobić zaległości w "Przyjaciółkach" tymczasem siadłam do lapka i utonęłam w zdjęciach z Krakowa... No i sterta książek leży do przeczytania... A ja marnuję czas na nurkowanie w necie :-)

wtorek, 21 marca 2017

Kraków za mną.
Rok temu to było dla mnie biegowe święto, euforia, lekki bieg, endorfinki i takie tam inne. Biegowa radość w najczystszym wydaniu.
W tym roku masakra, walka o przetrwanie od 6 km.
Jakby mi ktoś odciął zasilanie. Marzyłam tylko o tym, by dobiec do mety. Nie miałam siły, by przyspieszyć.
I ten wiatr, walka z wiatrem, który wieje centralnie w twarz...
Zegarek pokazał, że tempo było dobre, nawet za szybko trochę zaczęłam i może dlatego potem brakło mi sił. Inna sprawa, że rok temu przez styczeń i luty więcej biegałam.
A swoją drogą to pokarało mnie i przywróciło do pionu, bo gdzieś tam w głębi duszy wydawało mi się, że jestem lepsza niż Taka_Jedna co ze mną biega, a tu zonk, do 6 km liderką w naszym teamie byłam ja, a potem już raczej wciągałam kurz spod jej butów.
Pokora. Tego mi trzeba było.
I jeszcze niedosyt lekki, że to było tylko 10 km, że nie zdecydowałam się na pełny półmaraton. Rozsądek mówi tak ma być, a serducho by chciało tych półmaratońskich emocji...
A prawda taka, że od początku roku się z lekka opuściłam w tym bieganiu, bo zimno, bo mokro, bo smog, bo noga, bo biodro... Podjadałam słodycze i długo czekać na efekty nie trzeba. Tyłek większy niż był, a kondycja bez rewelacji. I niby czas miałam lepszy niż rok temu i pewnie gdyby nie ten wiatr to byłby większy progres, a tak to nieco ponad minutę, mało bo mało ale ważne, że jest.

piątek, 17 marca 2017

 Naprawdę rzadko tu teraz zaglądam, ale jak już zajrzę to mam kilka starych wydeptanych ścieżek. Jedna wiodła w miejsce gdzie od dawna nikt nie pisał, aż to wczoraj chyba niespodzianka, wczoraj odkryłam, że tam jest kilka wpisów. I same takie newsy, których sama bym nie wymyśliła. Cały dzień myślę o tym jak to życie się toczy i jak ludzie potrafią sobie skomplikować swojej jestestwo.

Za nami 19 urodziny Małej. Wierzyć mi się nie chce, że moja mała córeczka jest już taka duża. Pamiętam ten dzień gdy hormony szczęścia buzowały mi pod czachą, a serce puchło z miłości. I te rozterki jak to zrobić by kochać oboje dzieci, bo przecież pierwszy był Młody i tak bardzo go kochałam, że wydawało mi się, że to się nie da tak kochać oboje po równo, bo musiałabym bardziej, a już się nie da. Tak wówczas myślałam. Pamiętam te rozterki i tamtą radość. Bo ja, matka syna jedynaka, tak strasznie chciałam mieć córkę. Na wszelki wypadek wolałam nie znać płci przed porodem. Bałam się samej siebie gdyby się okazało, że to będzie chłopczyk.

Impreza rodzinna zaliczona. Tak zwany spęd, ale bez pokolenia rówieśników. Nie wiem co to się dzieje z tą rodziną. 19 urodziny i przychodzą same stare ciotki i wujki (moi rówieśnicy), a kuzynostwo ma to w głębokim poważaniu. Kiedyś dawno temu bardzo pilnowaliśmy, żeby nasze dzieci chodziły z nami, zwłaszcza na urodziny rówieśników, ale miałam potem wrażenie, że my tu sobie żyły wypruwamy, a cała reszta rodziny ma to w nosie więc też daliśmy spokój i uznaliśmy, że nic na siłę. Kontakty się nam rozluźniły i to bardzo mocno. Praktycznie rzecz biorąc nie jeździmy do żadnego rodzeństwa. Wstyd, bo nawet nie pamiętam kiedy ostatni raz byłam/byliśmy u sióstr SZM bez specjalnej okazji pt. urodziny albo święta. Ponieważ nie zaprosiliśmy ich, tzn. sióstr SZM, na ostatnie Boże Narodzenie to nie widzieliśmy się z nimi wcale. Bo nas też żadne z nich nie zaprosiło. Bez okazji SZM tam nie chce jeździć, kilka razy zapraszaliśmy do nas, ale bez skutku. Nic na siłę. Dzieci między sobą kontaktu nie mają więc w zasadzie nie ma co się dziwić, że nie przyjeżdżają. Ale to jest to, co powiedziałam im kiedyś już; to my musimy zadbać o to, by oni mieli ze sobą kontakt. Teraz już zdecydowanie za późno na zacieśnianie więzi.

Może i popisalabym jeszcze, ale noc późna i ciemna. Zatem w skrócie...

Na paznokciach żele i jest cudnie, bo są piękne. Farba na włosy stoi w szafce, bo mam lenia i nie chce mi się jej nakladać, a trzeba by.  W poniedziałek czeka mnie wizyta u specjalisty celem dobrania soczewek i okularów do chodzenia i do czytania. A widzę coraz gorzej. Masakra, bo jeszcze mam wizytę u dentysty.

SZM zestresowany, bo w firmie źle się dzieje. Szefostwo wymyśliło wyjazd firmowy i przekazanie informacji na temat firmowej polityki kadrowej podczas tegoż wyjazdu. Widzę jak go zżera stres. Musi być poważnie, bo jeszcze tak go nie siekło.

Babcia jedna i bynajmniej nie matencja moja nam zdradziła tajemnicę, że rozmawiała z Młodym tak trochę o życiu i że marzy o mieszkaniu własnym i zbiera na pierścionek zaręczynowy. :-)???

W pracy różnie, raz młyn, raz spokojniej. Nie, nie żałuję przesiadki. Wręcz nie potrafię sobie wyobrazić siebie wciąż tam gdzie byłam wcześniej. Jest OK.

No i bieganie. Czeka mnie 10 km w Krakowie. Ale boli mnie biodro, noga, jeden z mięśni, sama nie wiem co to będzie. Nie mam parcia na czasówki, życiówki i rekordy. Chciałabym mieć lepszy czas niż rok temu, ale przede wszystkim chcę mieć mnóstwo radochy... Oby.

 

02:00, anonim002
Link Komentarze (4) »

Blox się zmienia, coraz bardziej obco się tu czuję i boję się że kiedyś mnie po prostu nie wpuści. Za każdym razem obiecuję sobie zarchiwizować swoje wpisy na obu blogach, bo to kawał mojego życia jest i szkoda by mi było...

Zaliczyłam dzisiaj szkolenie w MieścieWojewódzkim. Skorzystałam z komunikacji miejskiej, by uniknąć problemów z poszukiwaniem miejsca do parkowania. Jechalam tzw. studenckim busem, studenckim, bo zazwyczaj młodzież na uczelnie rano nim jedzie. I uderzyło mnie to, że wszyscy jechali z nosami w komórkach ze słuchawkami na uszach. Rzadko korzystam z komunikacji więc nie mam takich widoków na co dzień.

to pisalam 9 marca 2017, wrzucilam w robocze i jakoś zapomniało mi się to opublikować

01:32, anonim002
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 13 lutego 2017

Nowy tydzień. Ciężko mi się rozhulać pracowo. No to szukam zajęcia tymczasowego :-)

Mała już wróciła do szkoły. Ładnie się goi wszystko, a raczej chyba już się zagoiło, bo lada chwila strupek odpadnie. Mnie jutro czeka wizyta kontrolna w sprawie tarczycy. Nie dotarłam do endokrynologa, zobaczymy co jutro powie chirurg. Dzisiaj po południu przegląd u stomatologa, już się trzymam za kieszeń.
Nie za bardzo mam o czym pisać...
W sobotę kino z SZM. Zaprosiłam go na randkę, to nie mógł mi odmówić :-) Oglądaliśmy historię Michaliny W., tej od Sztuki :-) Podobało nam się, zwłaszcza, że byliśmy w małym kameralnym kinie, gdzie nikt nie chrupał, ciamkał, siorbał i szeleścił :-) Film fajny, polecam. Zaciekawiłam się i szukałam dalszego info na jej temat. Jeszcze chętnie bym książkę przeczytała.
W niedzielę obiad rodzinny z połówkami naszych pociech, a potem po południu babskie zakupy z Małą. A przy okazji przypadkowe spotkanie z kolegą z podstawówki. Na szczęście poznałam osobnika, który mnie zaczepił. Miłe.

poniedziałek, 06 lutego 2017

Mała już po zabiegu usunięcia guzka piersi. Wynik jak najbardziej OK. Kamień z serca. Niby biopsja już wykazała zmianę łagodną, ale to było w grudniu, a poza tym po zabiegu cały materiał szedł do badania. Koniec końców jest OK i to mnie niesamowicie cieszy. Jutro zmiana opatrunku, ewentualnie zdjęcie szwów. Nikomu z rodziny nie mówiliśmy, że coś w tym temacie się dzieje, że Mała idzie/jest/była w szpitalu. Uznalam samowolnie, że tak będzie lepiej, bo unikniemy w ten sposób wydzwaniania, wypytywania i stękania, które i tak niczego by nie zmieniło, a znacznie utrudniło nam życie. Nam jak nam, przede wszystkim mnie. A czas grypy nam się do tego wszystkiego pięknie wkomponował i mieliśmy spokój. Nawet nie wiem czy w ogóle teraz ruszać temat. Bo i po co...?

A mnie już chyba dopadło przekwitanie ewidentne. Pierwsza Mirena zmniejszyla mi obfitość krwawienia. Przy drugiej zmniejszyła mi się ilość krwawień. Tak jak powiedział dowcipny doktor. Niesamowicie wygodne jest mieć z rzadka skąpe miesiączki lub też nie mieć ich przez dłuższy czas, jak kto woli. Uderzenia gorąca zaczęły się chyba w czasie wakacji, potem był spokój i właściwie to o nich zapomniałam. Od tygodnia pojawiły się znowu. Początkowo wątpiłam czy to na pewno TO. Ale teraz już raczej nie mam wątpliwości. Siedzę przy lapku i na przemian to ściągam to zakładam bluzę polarową. Mam ją już stale na podorędziu :-)
Przyznam szczerze, nikomu o tym nie powiedziałam. Może to śmieszne i pewnie tak jest, ale wstyd mi się przyznać, że dopadła mnie już menopauza. To zdecydowanie inny rodzaj wstydu niż przy ciąży. Przy pierwszej ciąży na samiuśkim początku miałam takie poczucie wstydu, że wszyscy wokół wiedzą, że już robiłam TO, no bo przecież nie jestem wiatropylna. To śmieszne wiem, miałam 22 lata, ale tak było :-)Przy drugiej ciąży już nie. Dorosłam :-)

Wróciłam do biegania. W sobotę bieg charytatywny, przefajny, kameralny, rodzinny... W niedzielę trening w lesie w miłym towarzystwie. Zaczęłam znowu biegać i postanowienie mam nie ruszać słodyczy, bo pochłaniam je jak jamochłon i widzę tylko jak waga rośnie. Nic dziwnego, jem więcej niż spalam. No to mam za swoje.

 

czwartek, 26 stycznia 2017

Takie tam...

W zeszłym roku pojechaliśmy z dziećmi na spóźniony weekend majowy, który był spóźnionym celebrowaniem naszej 25 rocznicy ślubu. Wówczas doszliśmy do wniosku, że dzieci nie będą już z nami jeździć na wczasy, ale na weekend dały się namówić i tę tradycję postaramy się pociągnąć. W tym roku w maju mamy maturę Małej. O ile Mała powiedziała, że spoko możemy jechać, bo matura dopiero 4-go w poniedziałek, o tyle Młody powiedział, że on chciałby z dziewczyną gdzieś sobie pojechać. Zwłaszcza, że nie byli nigdzie na wakacjach w zeszłym roku. Trudno. Nic na siłę.


Młody

Martwi mnie to, że Młody jest taki jakiś drewniany. Jako dziecko był bardzo wrażliwy i w życiu bym nie przypuszczała, że takie drewno z niego wyrośnie. Jest dużym egoistą, 7 lat bycia jedynakiem zrobiło swoje. A potem może i moja wina, bo starałam się bardzo żeby nie odczuł, że coś go omija, dlatego, że urodziło mu się rodzeństwo. SZM mówi, że to babcia go tak nauczyła, że wszystko dla niego, w pewnym stopniu się zgodzę, ale tylko troszkę. Na czym polega jego egoizm? Na tym, że nie jest empatyczny, nie wykazuje żadnych zachowań, które wskazywałyby na to, że myśli o innych, by starał się żeby innym było dobrze, żeby mieli z czegoś frajdę. Szukam w tym wszystkim naszej winy, bo nic się nie dzieje bez przyczyny. Za bardzo go hołubiliśmy chyba :-) Skutkuje to obecnymi zachowaniami. Złapałam się na tym, że cały czas na niego burczę i go ochrzaniam. Ale kiedy nie ma za co chwalić. Wczoraj pochwalilam, bo sprzątnął po sobie, wyrzucił śmieci, zrobił co miał zrobić. aż mu powiedziałam, że chwalę go bo jestem zdziwona. Sam przyznał, że ostatnio tylko po nim jeździłam to się postanowił wziąć za siebie. Może coś ruszy...

Mała

mam niejasne wrażenie, że ma kłopoty w swoim związku uczuciowym. Chyba się sobą przejedli, albo on jej. Nie chcę być prorokiem, ale... oby to nie miało wpływu na maturę, która ją czeka. W marcu moje dziecko skończy lat 19. Ostatnie naście...

Bieganie

kręgosłup przestał mnie boleć, potencjalny półpasiec się nie rozwinął, przesiedziałam w domu od 8 stycznia wystarczająco długo, zżerając po drodze całe mnóstwo czekolady, no i w końcu dzisiaj ruszyłam dupkensa. SZM nawet nie wie jaki ma na mnie motywujący wpływ. On tylko pyta - nie biegasz? A ja już czuję przezskórnie, że mu się wydaje, że zaczyna się koniec mojego biegowego życia. I budzi się we mnie sprzeciw na takie jego myślenie :-) No więc poszłam, siłą rozpędu. Tzn. po pracy szybko zrobiłam co musiałam w domu i przed 16.30 wyleciałam z domu z nikim się nie umawiając. Ponieważ szłam sama, zabrałam telefon, a w domu zostawiłam kartkę. Cały czas się zastanawiałam czy biec do lasy czy w osiedle. Pobiegłam do lasu. Sama. O 16.30. Na ziemi gruba warstwa starszego już śniegu. Świadomość, że w naszym lesie jest całe mnóstwo dzików, które niczego się nie boją, wchodzą w osiedle aż miło, ale nie słyszałam by zaatakowały kogokolwiek. Trudno jest biec, jednocześnie patrzeć pod nogi i rozglądać się wokół. No i ścigać się sama ze sobą, a raczej ze zmierzchem. Mentalnie przerobiłam wszystkie czarne scenariusze od napaści dzików, przez skręcenie kostki, złamanie nogi, po napaść złoczyńców :-) Miał być spokojny bieg na rozruszanie się. Nie był :-) Zrobiłam tylko 5 km, ale jak tylko piknął mi zegarek, że jest już 5 km to od razu przeszłam do marszu. Ledwo żyłam... Doszłam też do wniosku, że taki porządek dnia jest chyba lepszy, wygodniejszy... Zanim ja wyszłam spod prysznica to SZM wrócił z pracy. Muszę to przemyśleć.

Rytm dnia

Zmieniło się nasze życie rodzinne, dobowy rytm dnia. Rano pierwsza wstaje Mała, która woli wstać wcześniej i bez kolejki do woli korzystać sobie z łazienki ile dusza zapragnie. Potem wstaje i rusza do łazienki SZM. Mała przechodzi do kuchni. Ja jeszcze śpię :-) SZM wychodzi do pracy ok.6.30, wstaję z łóżka i zamykam za nim drzwi. Do łazienki wkracza Młody. Ja zaczynam dzialać co nieco, a Mała już coś tam sobie działa w pokoju. Ona nawet jak ma na późniejszą godzinę to i tak wstaje wcześniej, ale za to wieczorem idzie spać przed nami. Młody wychodzi w końcu z łazienki, idzie do kuchni, a ja ostatnia w kolejce korzystam z łazienki. Czasem mi się uda wpaść tam przed Młodym, ale rzadko. Często się zdarza, że wychodzę z domu ostatnia, bo oni wszyscy są dojeżdżający, a ja na miejscu pracuję. Przed wyjściem z domu lubię sobie na sucho ogarnąć chałupkę, żebym nie musiała po powrocie z pracy zaczynać od sprzątania, składania łóżka itp. Wracam do domu przed 16 po drodze robiąć zakupy. Często się zdarza, że jestem nieco później, ale obiecałam sobie, że do 16.00 będę wychodzić, bo zaczyna to pachnieć pracoholizmem. Często się zdarza, że Mała po lekcjach jedzie gdzieś, do koleżanki, do chłopaka, gdzieś tam po coś, na zajęcia. Nie mam więc potrzeby tak bardzo spieszyć się z obiadem, bo SZM do domu ściaga dopiero w okolicach 17 - 17.30, a Młody po 18, czasem bliżej 19. Jeden pracuje do 16 i dojeżdża autem, drugi do 17 i korzysta z komunikacji miejskiej, a to oznacza przesiadkę w międzyczasie. Tak więc obiad albo jemy na raty, albo ok. 18.00. Nie mam parcia do gotowania za wszelką cenę, bo często mi się zdarza, że jeden zjadł w pracy, drugi idzie z kolegami/dziewczyną np. na kebaba, a Mała już zjadła u chłopaka. A ja? Wolę nie zjeść niż gotować tylko dla siebie :-) Dni wyglądają w zależności od tego czy mam trening czy nie. Jak mam bieganie to zazwyczaj wygląda to tak, że staram się nie zostawać za długo w pracy, wpadam do domu, szykuję obiad i już sobie coś tam podjem, żeby do 18 mi się poukładało w żołądku, bo o 18 biegam. Mijam się w drzwiach z wracającym z pracy SZM i lecę na trening. To w te dni kiedy biegam. A jak nie biegam to zdarza się, że zostaję dłużej w pracy, tzn. zostawałam, bo teraz już nie powinnam, bo przecież postanowienie noworoczne zostało złożone, wracam z pracy do domu, po drodze zakupy i w kuchni szykuje podwójnie tzn. na dzisiaj i na jutro, bo przecież trening będzie :-) Wracam z treningu to najedzony już SZM przysypia przy telewizorni, albo siedzi przy kompie. Dzieci - każde sobie rzepkę skrobie. Ja pod prysznic, do kuchni po jedzenie, coś ogarnąć w domu, zagadam coś do dzieciaków, powieszę pranie, puszczę zmywarkę i oczy mi się same zamykają.
Nie mam już biegania do i ze szkoły, przedszkola, na zajęcia dodatkowe, itp. Już nie jestem na tym etapie, ostatnio zdałam sobie z tego sprawę, że wracam do domu i na dobrą sprawę nic mnie nie goni. Tak, nasze dzieci są już duże :-)

sobota, 21 stycznia 2017

Ja

Przymusowa przerwa w wbieganiu czyli kręgosłup dał znać, że jest. A do kompletu wysypka, którą lekarz podejrzewa o bycie półpaśćcem, ale nic nie boli, nie piecze, nie mrowi. Po prawdzie to tak lekko zaczęło, ale dopiero wczoraj, a jest od niedzieli więc powinna wczęśniej nieco już działać. Na razie smaruję to-to fioletem, bo tak dochtór kazali, a po leki mam przyjść jak się coś bardziej rozwinie, bo może to jednak nie jest półpasiec. Siedzę więc w domu, nadrobiłam domowe zaległości w sprzątaniu i zaraz potem siekł mnie ból pleców, zatem pauza w bieganiu, potem pojawiła się wysypka, zatem pauza nadal trwa. I ludzie, ile ja mam teraz czasu... Przypomniało mi się jak to jest mieć wolne popołudnie i nic nie musieć. Bo tak normalnie to albo szykuję na jutro, bo będzie trening, albo szykuję na dziś bo własnie jest trening. :-) Jak tak dalej pójdzie to wkrótce będę się toczyć, bo nie biegam, nie ruszam się pożeram tony słodyczy.
W pracy gorący okres. Do tego zamknięcie projektu. I już szefostwo marudzi o następnym. Muszę być asertywna. Będę.
Od kilku miesięcy już walczę z kruchymi paznokciami. Łamią mi się okropnie, są kruche jak diabli. A ja chyba od dwóch lat tylko odżywki i odżywki. Oczywiście Evelin, jakieś 8 w jednym i inne cuda. Jak się okazuje to wcale one takie dobre nie są. I może coś w tym jest, bo w czasie wakacji zmieniłam odżywkę to paznokcie mi się wzmocniły, a jak wróciłam do starych nawyków to apiać od nowa. Zainwestowałam nawet w odżywkę Sally Hansen. I nic, albo za krótko używałam, bo już cierpliwość mi się kończyła. No i ostatnio zdecydowałam się iść do profesjonalistki. I mam piękne eleganckie, jeszcze krótkie, bo nie przedłużane, ale żelowe paznokcie. Jestem mega zadowolona i jedyne czego żałuję to czemu tak późno się na to zdecydowałam? :-)

Mała

Mała już po studniowce. Wyglądała cudnie, czuła się jak księżniczka, wszyscy ją chwalili czyli o to właśnie chodziło :-) Z imprezy wrócili po piątej rano więc było chyba OK. Coś mi tam opowiadała, że mieli jakąś poważną rozmowę, ale to ich sprawa, więc się tu nie zagłębiam.

Za trzecim podejściem Mała zdała egzamin na prawo jazdy. Uff! Jest dumna i blada, czeka na dokument. Była tak zdesperowana, że zapowiedziała, że jeżeli za tym trzecim razem, który chciała koniecznie odwołać, nie pójdzie jej to już podchodzić nie będzie. Musiała iść na ten egzamin bo już nie było go jak odwołać :-)

Teraz została jej już tylko nauka do matury... I ze spraw zdrowotnych jeszcze zabieg usunięcia guzka piersi, który ma zaplanowany zaraz po feriach. Podobno ma się to zamknąć w trzech dniach; przyjęcie, zabieg i wypis. Biopsja wykazała zmianę łagodną, ale i tak się denerwuję...

Młody

Zapracowany, zagoniony, rozdarty między pracę, nas i dziewczynę. Łapię się na tym, że non stop go ochrzaniam, bo coś zawala, zapomina, nie ma na uwadze. Zła jestem na siebie, na niego. Już sama nie wiem na kogo bardziej. Jakiś taki jest niedorobiony ten mój Młody, bez pomyślunku, sprytu, chęci... Może to norma, sama nie wiem, ale Mała też narzeka, że on taki nieogarnięty. Aż drżę na myśl jak on tam funkcjonuje w tej pracy.

Znowu ja

Stresa mam i nawet nie mam z kim pogadać na ten temat. Z jednej strony wiem, że to przesada, z drugiej zżera mnie stres i tak, nawet jak to wiem. O co chodzi o finanse, wiadomo. Coraz więcej moich/naszych znajomych wydaje za mąż córki/żeni synów, kupuje im mieszkania, zapewnia przyszłość w jakimś tam stopniu. Pierwszy mój stres to świadomość, że czas zbierać kasę na jakieś przyjęcie weselne na wypadek gdyby... Drugi stres to kwestia tego mieszkania. Nie mam szans ani widoków na cokolwiek. Żaden spadek, mieszkanie po cioci, babci ani innej totumfackiej w grę nie wchodzi. A na składanie jakby nieco za późno...
I wiem doskonale wiem, że nie mam takiego obowiązku, ale gdzies tam w środku żre mnie robak, który szepcze, że wypadałoby o tym pomyśleć. A wiem, że z SZM nie mam nawet po co zaczynać rozmowy na ten temat, bo mnie wyśmieje. Jesteśmy z innych domów, mamy inne nastawienie do tych spraw. Moja matencja zadbała o mieszkanie dla mnie (to były inne czasy, mieszkania się załatwiało), a SZM jest z rodziny, która w ogóle się czymś takim nie przejmowała. Ani kasą na wesele, ani jego przyszłością. Jak sobie sam nie zorganizował to nie miał. A jak zorganizował kasę na garnitur ślubny, pierścionek i weselną wódkę to potem raty spłacaliśmy jako małżeństwo. A teściowa nie dość, że się nie dołożyła do samego wesela to jeszcze wymagała zaproszenia (pisemnego!) dla siebie i swojego ówczesnego faceta. Jak sobie przypomnę to aż mnie trzęsie. A ja nie chcę być jak moja teściowa :-)

My

Raz jest dobrze, raz mniej dobrze. Przez te wszystkie lata bycia razem wcale się nie upodobniliśmy wbrew obiegowej opinii, że ludzie w małżeństwach się do siebie upodabniają. Różni nas wszystko, lubimy co innego, mamy inne oczekiwania, poglądy... Nie wiem co to będzie dalej. Staram się. Bardzo.

Wakacje

z uwagi na gorące roszady w firmie SZM zdecydowaliśmy, że póki co nie będę wysyłać zaliczki celem potwierdzenia rezerwacji, więc sprawa wakacji jest wciąż otwarta. W planach mamy tydzień w pierwszej połowie sierpnia i dwa tygodnie w drugiej połowie września. Zobaczymy co przyniesie życie...

Bieganie

przypomniało mi się dlaczego zaczęłam biegać. Potrzebowałam wyjść z domu, bo ileż można się nudzić z SZM :-)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 102