na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
O autorze
poniedziałek, 25 lipca 2016

Młody dostał pracę :-)
Czeka na telefon z kadr i od sierpnia zaczyna. Najpierw umowa próbna i szkolenie, a potem się okaże co dalej.

Emocjonalnie w stosunku do SZM, do naszego bycia razem - jestem na wyczerpaniu. W sensie negatywnym. Nie mam siły walczyć o nas. To straszne uczucie. Wieje chłodem, lodem, milcząca obojętność. Nawet pisać mi się nie chce.

sobota, 16 lipca 2016

W temacie rowerowych wakacji - bagażnik zakupiony. Może jutro nastąpi moment montażu. Ważne, że jest.
Miejsce docelowe zarezerwowane.
Wyposażenie rowerowe na stanie.
Nic tylko jechać i korzystać.
Problemem jest brak kondycji SZM. Miejmy nadzieję, że będzie ok.

W temacie dzieci:
Młody był dzisiaj na rozmowie o pracę. W poniedziałek się okaże czy zadzwonią. Uprasza się o trzymanie kciukasów :-)
Mała w ten weekend świętuje rocznicę ze swoim chłopakiem. Trochę mam mieszane uczucia w stosunku do niego. Miły, fajny, sympatyczny, sprytny w pozytywnym tego słowa znaczeniu, ale kurczę złapałam się na tym, że łapię jak się przechwala, a tego nie trawię. Może przesadzam, a chłopak chce robić wrażenie... no sama nie wiem :-)

W temacie relacji małżeńskich - nie jest dobrze, ale nie jest też beznadziejnie. Jeżeli SZM w taki sam sposób podchodzi do mnie i myśli w tym samym tonie na mój temat co ja o nim to jestem szczerze zdziwiona, że jeszcze jesteśmy razem. Łapię się na tym, że zmilczam i to sporo. Zrobił się z niego stary zrzędzący zgred. Wiecznie niezadowolony, skwaśniały, marudny, czepiający się o prawie wszystko. Dzisiaj wrócił z pracy w takim nastroju, że od progu wiadomo było, że lepiej mu w drogę nie wchodzić. Rozumiem, że stres w pracy i takie tam inne, ale kule-bele nie mogę cały czas traktować go jak świętą krowę. A teraz tak robię. Nie komentuję negatywnie i dbam o wypowiedzi w dobrym tonie, albo zmilczam, bo jak sobie pomyślę, że mamy się przegadywać to wolę odpuścić. Nie chce mi się kłócić, szkoda mi na to czasu i energii. Wygodna jestem, ot co.
Szlag jasny mnie trafia kiedy słyszę jego dysputy z Młodym, kiedy widzę jego relacje z nim. On twierdzi, że jak zwykle przesadzam, że wszystkiemu winna jestem ja, bo zawsze go tzn. Młodego wytłumaczę i wiele mu wybaczam. Już się przyzwyczaiłam, że to co złe to ja. Rzadko się zdarza, żeby SZM wypowiadał się o mnie pozytywnie. Niestety.
Facet, ten mój SZM, rocznik 1967, nie jest przecież taki stary, a jak na niego patrzę, słucham i obserwuję to mam wrażenie, że jest po sześćdziesiątce. Stary chłop po prostu. Wygląda staro, bo dodatkowe kilogramy, a jest ich całe mnóstwo, dodają mu lat. Nie żebym ja jakąś młódką była, ale jak można być wiecznie niezadowolonym z czegokolwiek? Jedyną rzeczą o której mówi z uśmiechem to jedzenie. Mam wrażenie, że nadaje ono jego życiu sens.
Koniec żalów :-)

...

Najpierw Francja, a teraz w Turcji się dzieje... Boję się trochę tego w jakim kierunku ten świat zmierza. A tak było fajnie...

niedziela, 10 lipca 2016

Sprawa bagażnika na rower jeszcze jest otwarta. Nie jest to tani interes. Tych tańszych SZM w sklepach nie znalazł. Były tylko wypaśne i drogie. Szukamy taniego luksusu. Zastanawiam się czy jest sens wydawać kasiorę na to, by przewozić te rowery. Ale moje wewnętrzne ja krzyczy i buntuje się i jest na tak. Moje wewnętrzne obawy są takie, że może się okazać, że SZM będzie szukać tego bagażnika mało skutecznie i kompletnie bez serca i po prostu go nie znajdzie więc pojedziemy bez rowerów i o to pewnie mu chodzi, Nie zdziwiłabym się.

Dzisiaj - niedziela rodzinna, obiad magisterski, zaproszenie dziadkowie jedni i drudzy, i "połówki" moich dzieci. Coś takiego mają ci nasi dziadkowie w sobie, że w momencie kiedy oni wchodzą to mnie ciśnie skacze w górę i poziom agresji rośnie na maxa. Matencja jak zwykle dała popis tresowania tatencjusza, na moją uwagę "a tak było miło" nie omieszkała zareagować, że to wszystko przez tatę, wiadomo. Nóż mi się w kieszeni otwiera, zagryzam zęby i odliczam do końca ich wizyty. Śmiem twierdzić, że zdecydowanie bardziej irytują mnie moi rodzice niż teściostwo. Przykre, ale prawdziwe. Złapałam się na tym, że włącza mi sie taki stopień agresji i przekory że jestem skłonna dla zasady i z czystej złośliwości negować wszystkie jej wypowiedzi, tylko po to, by być w opozycji. Nie jest mi z tym dobrze, przykre to.

Dzisiejsza noc miniona to pierwsza kiedy w jednym pokoju nocuje dziewczyna Młodego, a w drugim chłopak Małej. I mam problem z tym jego nocowaniem, bo o ile Młody i jego dziewczyna są dorośli, po studiach, wiekowi że tak powiem, to Mała, która idzie do klasy maturalnej i dwa lata starszy chłopak to już mi się nie uklada tak jak powinno. Mimo tej wiedzy, że oni jeszcze są w bezpiecznym ukladzie, że mają w głowie ułożone, że są rozsądni i takie tam dyrdymały. Z tyłu głowy pali mi się czerwona lampka czy w razie jakiejś niechcianej sytuacji nie będę mogła powiedzieć sama do siebie, że przyłożyłam do niej rękę. Schiza.

...a jednak Portugalia :-) czyli przegraliśmy z Mistrzem.

sobota, 09 lipca 2016

Nie wiem czy pisałam, że wymyśliłam sobie sto lat temu, że wakacje na rowerach to będzie dobry sposób na rozruszanie SZM. Powiem szczerze, że w ostatnim czasie myślałam, że nic z tego nie wypali, bo SZM zdecydowanie oporny, ale ta daaam! Obym tylko nie zapeszyła...
Rezerwacja dokonana, a SZM pojechał kupić bazę na dach auta abyśmy mogli przywieźć rowery swoje własne, a nie korzystać z tych na miejscu. WoW!
Nie wiem ile z tych planów moich wypali, ale pierwszy krok zrobiony. Opornie mu to idzie, opornie...
Ja to sobie wyobrażam, że zjemy śniadanko, spakujemy się i wolnym krokiem/tempem na rowerach podążymy w bliski świat. Po drodze oglądając, zwiedzając i takie tam inne. Po drodze zahaczymy o plażę i troszkę zażyjemy i tej dobroci wakacyjnej, bo jedziemy nad morze. Ale tylko troszkę, bo SZM nie lubi smażenia się, a ja po ostatnich perturabacjach onkologiczno-dermatologicznych jakoś straciłam serce do opalania :-) Taaak, tak bym chciała, a jak będzie życie pokaże.
Pierwszy tydzień nad morzem we dwoje plus rowery. Drugi na drugim końcu Polski, bo w górach, ale całkiem zorganizowany wyjazd prawie, że roboczy, ale nie pracowy. Będzie roboczo, ale fajnie!

:-)

15:37, anonim002
Link Komentarze (2) »
czwartek, 07 lipca 2016


Temat tarczycy jeszcze nie jest zamknięty ostatecznie. Póki co wiem, że badanie jest ok, ale do kontroli jeszcze nie dotarłam, tak bardzo się uspokoiłam, że straciłam pęd.
Fala upałów dała się we znaki wszystkim. Mnie też. Ale qrcze mam wrażenie, że te poty i oblewające mnie fale gorąca niekoniecznie są związane z upałami. Taaak, licznik bije nieubłaganie :-)
Na liczniku od czerwca 47 lat. Mirena na stanie. Ostatnia miesiączka bardzo ale to bardzo oszczędna jeszcze w maju, a poprzednie też cieniuśkie. Od czerwca mam prywatne fale upałów niekoniecznie związane z aurą. I nie jest to fajne.
Wpadło mi do głowy, że może to być też związane z tą tarczycą... No to chyba się zmotywuję do tej kontroli...

Młody obroniony, na piątkę. Teraz pytanie brzmi co dalej z tym fantem?I nie jest to temat do żartów :-)Do końca tygodnia wrzuca na luz, bo się musi odstresować, a poza tym w piątek ma obronę jego dziewczyna. A potem zaczynają poszukiwanie pracy. Oby skuteczne...

Mała założyła sobie, że podczas wakcji zarobi troszkę grosza, własnego. Poroznosiła cv, ku mojemu zdziwieniu telefony były, ale powiem szczerze mało atrakcyjne, a to to ona bardzo by chciała to raczej nie wypaliło, ale może to i dobrze, bo to miało być na dłuższy czas, a tu matura na horyzoncie. Mam wyjaśnić moje określenie mało atrakcyjne?
- sprzedawca w osiedlowym warzywniaku - odradziłam, bo nadźwiga się kobietka na maxa, a stosunek właścicieli do personelu pozostawia wiele do życzenia, a poza tym usłyszała na wstępie, że pierwsze parę dni to pracuje ku chwale ojczyzny, a raczej właścicieli, bo przecież dopiero się będzie uczyła.
- kasjerka w dużym markecie ze wstępem na kartę - byłoby fajne gdyby się Małej nie pomyliły sklepy :-) Do tego, który się odezwał trzeba jechać dwoma autobusami.
- sprzedawca w małym osiedlowym spożywczaku, prawie tuż przy domu, praca na zmiany bo to sklep nocny, gdzie przychodzą różne osiedlowe indywidua wiadomo po co. Na to się nie zgadzam. Nie wiem po co w ogóle tam się zgłaszała.
Zaliczona jeszcze rozmowa w osiedlowej cukierni - szkoda, że nie pykło. I w sklepie z herbatami - tego Mała żałuje najbardziej, niestety też nie pykło.
Finansowo szału nie ma. 7 do 9 zł na godzinę.
Najfajniej by było gdyby trafiła się jej praca w jakiejś sieciówce z ciuchami. Może jestem w błędzie, ale tak mi się wydaje. A póki co niech się cieszy wakacjami. Nie zdecydowała się w tym roku na żaden obóz ani wyjazd zorganizowany. Ma już zarezerwowany tydzień w górach w pensjonacie. Jedzie razem z chłopakiem. Mam zaufanie, dobry kontakt, jestem w temacie, że to jeszcze nie ten etap i takie tam inne, niby jestem spokojna, ale ciutek się obawiam. Nie mniej jednak niech jadą oficjalnie niżby mieli kombinować co by tu zrobić żeby razem pojechać.
Nawet nocleg u chłopaka ma już zaliczony i to nie jeden, bo chyba dwa. Ciężko mi to przyszło, bo ja stare pokolenie jestem i w takim temacie nie jestem tak nowatorska. Na wszelki wypadek poprosiłam, żeby przed babciami się nie chwaliła, bo zbiorę gromy od jeszcze starszego pokolenia. :-)
Młodego związek trwa i też chyba kwitnie. I tu mam zdecydowanie uczucia mieszane, za które sama siebie ganię. :-)
Przypuszczam, że jak dostaną pracę to będą chcieli razem zamieszkać, coś pewnie wynająć, bo innej opcji nie ma. Ostatnio powiedziałam do SZM, że musimy mieć poduszkę finansową, bo Młody lat 25 może zechcieć się żenić za jakiś czas i wypadałoby mieć troszkę kasiorki.

Taaa, małe dzieci mały kłopot...

A biegam wciąż :-)))

 

wtorek, 05 lipca 2016

Jestem mamą magistra :-)

czwartek, 02 czerwca 2016

Zdrowotnej huśtawki ciąg dalszy. Dwa lata temu diagnozowali mnie pod kątem raka kości. Ostatnio usuwałam zmianę barwnikowa podejrzaną o bycie rakiem. Wydawać by się mogło, że nic innego nie mam do roboty jak biegać po doktorach. Wszystko wychodziło niby to przypadkiem. Teraz diagnozuję tarczycę. Wymacałam sobie oczywiście przypadkiem porządne zgrubienie na szyi. USG mówi, że to guz 3cm w płacie tarczycy i jeszcze w promocji po drugiej stronie jeden malutki. I tu bez cięcia chyba się nie obejdzie. I znowu się boję.

Pracowo - dopiero co pisałam, że lajcik i luz. To było dawno temu i już nieaktualne. :-)

Domowo - zagęszcza się nam przestrzeń i kalendarz.

Młody skończył pisać pracę mgr i poprosił o korektę całości (edycja i takie tam inne). Praca ma 120 stron. Dzisiaj dotarłam do 35. Jest lepiej niż przy licencjacie.

Mała jutro wycieczkuje z klasą. Dzisiaj była na swojej pierwszej w życiu rozmowie kwalifikacyjnej. Chce sobie dorobić w naszej osiedlowej całkiem fajnej lodziarni/kafejce.

Sezon truskawkowy u mnie już trwa, a u Was? :-)

czwartek, 19 maja 2016

Hmmm... nie chcę zapeszać, ale w końcu pracowo jestem chyba na etapie kiedy jestem w miarę, albo całkiem na bieżąco. I jest fajnie. Fakt, że zdarzają się chwile kiedy nie mam jak pracować, bo firmowe życie towarzyskie kwitnie, ale to chyba na plus, bo skoro ludzie przychodzą pogadać to raczej jest OK :-)

Najpierw kawa, potem FB, potem poczta privat, potem Blox i potem właściwie mogłabym już zabrać się za robotę, ale co chwilę ktoś, coś... I tak leci. Dzisiaj kategorycznie zaraz biorę się za robotę, bo koniec miesiąca dla mnie jest zdecydowanie bliżej niż w kalendarzu :-)

Wczoraj wyraziłam zgodę na oficjalne nocowanie Małej u chłopaka. Do tej pory stałam na stanowisku, że dbam o jej dobre imię, opinię, cokolwiek by to nie znaczyło, ale jest za młoda na jakieś oficjalne zostawania na noc u chłopaka. I jeszcze jej tłumaczyłam, że co by sobie o niej pomyśleli rodzice chłopaka :-0
Teraz wygląda sprawa nieco inaczej, bo jego rodzice wyjeżdżają na weekend, zostaje chłopak sam w dużym domu pod lasem, na skraju wsi :-) To raz.
Wierzę jej i doceniam szczerość. Mogliby oboje ściemniać, że impreza jakaś albo wyjazd, a powiedziała mi Młoda/Mała otwarcie i szczerze, że chciałaby po prostu zostać na noc, żeby on nie musiał jej odwozić po nocy. To dwa.
Powiem szczerze rozumiem ich, bo ich miejscu też bym chciała :-) To trzy.
A rano planują zakupy ciuchowe, bo jakoś z nami Młoda nie może znaleźć wizytowej sukienki marzeń, która jest jej potrzebna na koniec czerwca.
SZM jak na odpowiedzialnego (sic!) ojca przystało powiedział "jak ci mama pozwoli to możesz", a ja się zgodziłam. Zonk!? :-)

Młody dopracowuje pracę mgr. Oby tym razem zmieścił się w czasie :-)

środa, 18 maja 2016

Zrobiłam rachunek sumienia i uznałam, że coś muszę zrobić. Postanowiłam zacząć od oderwania się od komórki :-)

w pracy dostałam sms od SZM i "odbierz pocztę" i w głowie zakiełkowała mi myśl, że może SZM coś napisał a'propos nas, może dojrzał do ...rozstania? I bardzo się wystraszyłam tej mysli, bo tego bym nie chciała, aż tak mi nie dopiekł :-) Tu odpowiedziałam sama sobie na pytanie postawione przez Agradabla. A w poczcie była propozycja wycieczki na sobotę. Uff. Osobiście bardziej bym się ucieszyła z propozycji wyjścia na rower, niż wyjazdu autem gdziekolwiek. Ale jak się nie ma co się lubi...
SZM wrócił z pracy i ... był normalny. Nie wracaliśmy do tematu. Pewnie też przemyślał to, co ja jemu mówiłam. Że nerwowy, że agresywny, w stosunku do wszystkich i wszystkiego, a także na każdy temat. Było miło.

W niedzielę czeka mnie impreza biegowa, bardzo fajna, na tyle fajna, że udało mi się zachęcić Małą i SZM do kibicowania. Potem wciągnęłam Małą i będziemy biec razem :-) SZM miał jechać z nami i kibicować nam obu. Podczas weekendu nafoczony SZM uznał, że nie pojedzie. Nie to nie. Lepiej dla mnie, bo nie będę się musiała stresować jak się odnajdzie w grupie, której nie zna. Jego miejsce poszło w obce ręce. A on sam chyba żałuje bo dopytywał czy już się znalazł ktoś chętny. Wczoraj jeszcze dopytywał o szczegóły wyjazdu i kto wie czy nie ma zamiaru jechać sam i niby to zrobić nam niespodziankę. Powiem szczerze - niech się wypcha z taką niespodzianką. Ale oficjalnie nic przecież nie wiem. Zatem się nie odzywam.

Po pięknej analizie dokonanej w komentarzach przez Issa (pozdrawiam!) nie zdecyduję się na terapię par, bo wiem po prostu że SZM by mnie wyśmiał z takim pomysłem, znam go. Mam nadzieję, że póki co damy sobie radę sami. Uzbroję się w cierpliwość i będę walczyć zmieniając strategię. Walczyć to słowo jednak nie na miejscu. Będę pracować nad nami, nad sobą. Odpuszczę mu trochę. ... bo może faktycznie za bardzo ich męczę tymi porządkami, sama nie wiem. Pogubiłam się trochę...

Boli mnie jeszcze to, że na linii SZM - dzieci nie ma takich reakcji jakbym ja chciała. Obsztorcowuje i docina niby życzliwie, ale złośliwość wyziera zza każdej głoski, zwłaszcza w stosunku do Młodego. Qrcze mam wrażenie, sto lat temu to pisałam, że SZM jest złośliwie zazdrosny, że Młody jest w lepszej sytuacji niż on sam czyli SZM w jego wieku. Młody studiuje, dorabia na swoje kieszonkowe, mieszka z nami i nie ma co ukrywać - myślę, że dobrze mu tak. SZM w jego wieku już pracował i oddawał sporą dolę na tak zwane życie teściowej. Złośliwości i wyrzuty, że Młody całą kasę wydaje na imprezowanie nie są w pełni zasadne. A odzywa się ten, co niby nie imprezował i tak strasznie oszczędzał i sobie kupował nie wiadomo co. Tu nie słychać może, ale wstawiam dużą dawkę ironii prześmiewczej. 

wtorek, 17 maja 2016

Wczorajsza rozmowa nie wniosła wiele nowego.
Wpis na blogu pozwolił mi na zebranie i ułożenie myśli, swobodną przemyślaną wypowiedź. Wylewaliśmy swoje żale, każdy swoje, a jeden nie rozumie drugiego.
Tak, ja tez nie jestem bez winy to wiem od samiuśkiego początku, ale nic się nie dzieje bez przyczyny.
...bo ty tylko z komórką w ręce i sprawdzasz wiadomości i newsy od biegowych znajomych,
...bo Ty nie przyjdziesz i nie przytulisz się jak kiedyś, dawniej,
...bo odrabiasz tu tylko pańszczyznę, a żyjesz w swoim świecie,
...bo wiecznie jesteś nieobecna duchem,
...bo zawsze wiesz lepiej i wszystko musi być tak jak Ty chcesz,
...bo nie potrafisz przyznać się do błędu; przez 25 lat ani razu nie usłyszałem od Ciebie słowa przepraszam, itd., itd.

Boli.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 100