na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
czwartek, 13 grudnia 2018

Przeprowadzka, wyprowadzka ze strony technicznej jeszcze trwa i pewnie potrwa chwilę. Bo na ten przykład wczoraj nikt się nie pojawił po jakiekolwiek rzeczy. Ani widu ani słychu, ani sms-a. Nie chcę pakować i wyprowadzać go na siłę, ale skoro już się zdecydował to kule-bele niechby zrobili to tak jak z Panną, raz a konkretnie. A ja będę mogła zagospodarować pokój po swojemu :-) 

Temat wyfrunięcia z gniazdka nastawia mnie nieco nostalgicznie, sentymentalnie. Przerobiłam już w głowie etap, że mogłam być lepszą mamą w całym dotychczasowym jego życiu, że może bardziej powinnam dbać o więzi, a potem doszłam do wniosku, że to przecież normalny etap, wkraczanie w dorosłość i nauka na własnych błędach. Patrząc z boku na całą tę sytuację widzę jak staję po drugiej stronie lustra i widzę matencję w czasach gdy to ja wyfruwałam z domu.
I to są uczucia mieszane... Bo z jednej strony fajnie, że dorósł, że dojrzał, że chce, że ma z kim, że jest szczęśliwy. Z drugiej żal, że to wynajem. Z trzeciej lepszy wspólny wynajem niż wspólny kredyt, bo nigdy nic nie wiadomo, a kredyt do spłaty zostaje :-) Dla nas psychicznie i atmosferowo w domu chyba lepiej, bo te drobne, ale jednak uciążliwości z jego bywaniem-pomieszkiwaniem u Panny, jej u nas już się wyprostują. Zostaje obawa czy dadzą radę unieść to finansowo, czy będą w stanie myśleć i cokolwiek odkładać na przyszłe swoje.

poniedziałek, 10 grudnia 2018

Młody
...mieszka już na tak zwanym swoim, ale rzeczy z pokoju wynosi sukcesywnie po trochę. Nie wiem czy do świąt zdąży :-)
Uczucia mieszane mam z tą sytuacją. Z tą jego wyprowadzką, decyzją... To już drugie jego/ich podejście do wyprowadzki do wynajmowanego mieszkania. Za pierwszym razem wytłumaczyliśmy, że zamiast płacić komuś za wynajem to lepiej uzbierać by mieć na start na coś swojego. Ale tak, na swoje kupione nie ma widoków, bo kredytu póki co raz, że nie dostanie, bo umowa o pracę na czas określony, a dwa, że dochody za małe, zatem kupno odpada. Po drodze była propozycja przeprowadzki do Panny mieszkającej z rodzicami w wynajmowanym mieszkaniu, a mam wrażenie, że potrzebowali może nie sponsora, ale osoby która by się dokładała do budżetu i sprytnie wykombinowali sobie taki plan. Nie wypalił, bo młody dojrzał do tego, że lepiej zaczynać osobno, a nie z teściami na karku. W dodatku z teściami z niejasną sytuacją finansową.
Inna opcja to mieszkanie z miasta do remontu, do złożenia wniosku niejako przymusiłam oboje dzieciostwo, bo czas działa im na korzyść, ale po pierwsze trzeba tam zaglądać i szukać czy jest cokolwiek co się nadaje, a po drugie jak się już nada to trza mieć kasę na ten remont, co nie? Zatem oszczędzanie znowu się kłania. I tak się kółko zamknęło. w międzyczasie doszłam do wniosku, że skoro chce iść na swoje to ja go siłą trzymać nie będę, mieszkanie wspolne stawało się z lekka uciążliwe, bo to przecaś dorosły chłop, a my mamy inklinacje do tego by traktować go jak dzieciątko nasze. Bardziej ja mam takie instynkty, przyznaję. No i doszłam do tego, że jak zechce to oponować nie będę.
Osobny rozdział to sytuacja życiowa Panny Młodego, z lekka skomplikowana. Bez widoków na jakiekolwiek wsparcie ze strony rodziców, z wiszącą groźbą spłaty zadłużenia rodziców, tudzież utrzymywania ich na starość. Mam nieodparte wrażenie, że Panna uciekła spod ich skrzydeł, by w końcu zacząć życie na własny rachunek. I chyba stąd taka prawie nagła decyzja o wyprowadzce, poszukiwania na cito mieszkania do wynajęcia, szybka przeprowadzka itp. Panna przeprowadzona w ciągu jednego weekendu, zabrała z domu co mogła, tak przynajmniej to wygląda. Akcja przeprowadzki Panny odbyła się podczas naszego weekendowego wypadu andrzejkowego planowanego od ponad miesiąca, kiedy jeszcze ptaszki nie śpiewały o wyprowadzce Młodego, ale koledzy Młodego stanęli na wyskości zadania, i bardzo dobrze :-)
Mieszkanko mają fajne, jak na początek i ich potrzeby całkiem OK. 40 metrów kwadratowych, dwa pokoje, kuchnia, łazienka, balkon, centralne ogrzewanie sieciowe, ciepła woda z piecyka. Umowa wynajmu na dwa lata. Mieszkanie odświeżone, częściowo umeblowane, tzn. konkretnie to jeden pokój ten sypialniany był bez mebli. No i fakt, że mieszkają blisko nas :-)
Widzieliśmy to mieszkanie na surowo przed przeprowadzką, mimo odświeżenia widziałam tam jeszcze kilka rzeczy do poprawki, ale to już ich sprawa. Generalnie fakt, że nie jest to standard typu apartament z górnej pólki to moim zdaniem na plus bo mają motywację by dążyć do swojego o wysokim standardzie, a może się mylę, nie wiem.
Układają się tam powoli, montują internet, telewizję, przenoszą ciuchy i wyposażenie.
Początkowo stałam na stanowisku, że niech się urządzą tylko własnymi siłami i zobaczą co to za miód, ile rzeczy będzie im brakować. Ale potem jak babcie (Matencja, Teściowa) zaczęły akcję pod tytułem "czego Wam potrzeba?" uznałam, że przecież nie mogę być taka złośliwa :-) Zatem daję co mogę, co potrzebują. A oni sami obawiali się braku akceptacji wspólnego zamieszkania bez ślubu ze strony babć, a tu niespodziewajka, bo babcia jedna wspomogła finansowo, a druga rzeczowo :-) I tak to.
A my... nie narzucamy się z pomocą, pytamy czy nie potrzebują, a oni uparcie twierdzą, że dają radę i widzę, że są zadowoleni i szczęśliwi, a to przecaś najważniejsze :-)

wtorek, 04 grudnia 2018

Uwaga, nadejszła wiekopomna chwila, tadam! Młody się wyprowadził.
Zdecydowali się wynająć mieszkanie, bo niestety póki co widoków na swoje nie mają, a chcieli rozpocząć życie na własny rachunek.

:-)))

poniedziałek, 19 listopada 2018

Zima przyszła. Niby norma, ale jednak żal ciepełka i słoneczka.

Imprezowa integracja pracowa zaliczona. Było fajnie. Jechałam kompletnie bez ochoty i nastroju, być może dlatego teraz uważam, że było ok, bo jak się człowiek nastawi, że będzie fajnie to może zbyt duże oczekiwania powodują, że wydaje się mniej fajnie niż jest.

Wcześniej zaliczyłam jeszcze incydent ciśnieniowy z tatencjuszem. Masakra z nimi. Tatencjusz jak chory to do rany przyłóż, potulny, wszystko zrobi co tylko trzeba. Jak tylko wydobrzeje, poczuje się ciutek lepiej, przestaje się bać, to zmienia się kompletnie. Taki pacjent to masakra. Do tego dochodzą rozgrywki między nimi, znaczy tatencjusz i matencja. Zawsze zastanawiam się czy w innych rodzinach też to tak wygląda czy tylko u nas taki bigos.
Jestem już po prostu zmęczona tymi rozgrywkami. Każda rozmowa z matencją kończy się narzekaniem na tatencjusza. Każda wizyta u nich to samo. A jak się jeszcze zdarzy, że oboje są w domu to matencja usiłuje wykorzystać moją, naszą obecność i cokolwiek ugrać, znaczy dowalić mu ile wlezie, udowodnić, że ona ma rację itp. Dlatego niechętnie tam jeździmy. Powiem szczerze, że rodzinnie jeździmy tylko wtedy gdy musimy. Ja jeżdżę głównie z poczucia przyzwoitości i leczenia swoich wyrzutów sumienia grzecznej córeczki. Cała sobą podskórnie boję się i nie chcę być tak postrzegana przez moje dzieci. Tatencjusz święty nie jest, mówi mało, ale jak się odezwie to w pięty idzie. Matencja nadaje non stop. Biedna jest, bo tak na dobrą sprawę to nie ma towarzystwa. Siedzi w domu sama. Mieszkanie traktuje jak świątynię, tu przestawi, tam poprawie i ma z tego radość. Ale siedzi sama w tym wielkim mieszkaniu czystym, wysprzątanym, eleganckim, poukładanym, ale pustym. Był moment że usiłowałam znaleźć jej jakieś zajęcie, towarzystwo, namawiałam na Uniwersytet Trzeciego Wieku, na jakieś zajęcia przy kościele, ale chęci nie było, a teraz to chyba i możliwości za bardzo nie ma, bo i wiek, i stan zdrowia. I tak to. Błędne kółko. Robi mi się jej żal, jadę, myślę sobie posiedzę troszkę, pogadam, będzie miała trochę radości. Przyjeżdżam i po 10 minutach mam dość. Ileż można słuchać wywodów, narzekań i utyskiwań na temat tatencjusza. I wychodzi na to, że wyrodmna ze mnie córka, bo nie wspieram, nie współczuję. I zżera mnie to od środka.
Żal, bo jadę do teściostwa, a tam zupełnie inna atmosfera, nie żeby wodotryski i fajerwerki, ale inaczej. A u moich zgorzkniała matencja. I co mam jej powiedzieć, że sama sobie winna bo skory on zawsze taki był zły to miała podjąc decyzję, odejść, zacząć życie na swój rachunek. Zagryzam zęby i nie mówię nic gdy narzeka jak to jej było źle, bo wszystko sama, bez wsparcia (to fakt, bo rodzina była daleko) i cały dom na jej głowie. Ale przecież nie pracowała. I to też był błąd, bo miałaby może jakies koleżanki z pracy. A ja całe życie słyszałam, jak to jej zazdroszczą znajome i rodzina, bo one pracują a ona nie i one są złośliwe. łomatko...
Nawet sobie postanowiłam, że zadam jej chyba zadanie domowe, pytanie, żeby mi wymieniła 5 szczęśliwych momentów, chwil ze swojego życia. Czy ona takie w ogóle miala, czy je pamięta...
Dzieci też nie za bardzo chcą jeździć, jadą, bo tak trzeba, bo je o to proszę...
Jak ja zazdroszczę tym, którzy mają pogodnych, nieskłóconych ze sobą rodziców, dziadków...

piątek, 09 listopada 2018

Zdrowotnie
...jestem już po drugim zabiegu. Same zabiegi to pikuś, pomijając aspekt finansowy oczywiście. Dramat jest z noszeniem pończoch kompresyjnych, uciskowych II stopnia. No masakra mówię Wam. Same pończochy to jeszcze nic, po prostu dobrze ściągają nogę, ale te zakończenia, gumowe wypustki, które mają za zadanie podtrzymywać je, by nie zjeżdżały w dół to masakra. Pończochy dobrej firmy, fakt, ale kurde bele, już odliczam dni, a raczej tygodnie kiedy będę mogła zaprzestać noszenia.
biegowo
...pauzuję, bo biegać nie mogę. Na wagę boję się wtoczyć, bo wchłaniam wszystko jak jamochłon :-)
domowo
... jest ok, raz z górki, raz pod górkę.
Nieplanowana akcja prądowa czyli planowany remont przedpokoju na wiosnę, bo teraz nam się po prostu nie chce i zdecydowaliśmy się póki co na prowizorkę, a dokładnie opracujemy temat wiosną. Przy okazji przedpokoju nr 1, zrobić musimy koniecznie przedpokój nr 2, a z rozpędu zrobimy odświeżenie ścian w tak zwanym dużym pokoju, no i ściany kuchni już proszą też.
świątecznie
...jak zwykle na Wigilii u nas rodzice, teście, a żeby było weselej, tłoczniej i rodzinnie doprosiliśmy sobie siostrę SZM z rodziną. A co! :-)
Młody
...zakończył umowę na czas próbny, dostał umowę na czas określony. Lekko się załamał, bo nie dostanie na rękę nawet dwóch tysięcy. Mówi że szuka czegoś innego, ale chyba nie dość skutecznie. Inna sprawa, że do tej pory zapychał w tej firmie od rana do wieczora i pewnie brakowało mu sił i ochoty na cokolwiek po powrocie do domu. Z jednej strony uważam, że to dla niego dobra szkoła życia, a zdrugiej żal mi go i mysle jak ma się usamodzielnić. z trzeciej strony jak przeanalizowałam jego CV, to nie bójmy się słów, nie jest imponujące.
Wykonałam jeden krok, do którego zbierałam się od kilku tygodni. Jednak nie wiem czy to cokolwiek da. Zobaczymy. Trzymam kciuki żeby mu się w końcu zaczęło układać...
Związek Młodego trwa. Aż mnie ręka świerzbi by dodać słówko "niestety". Reszta bez komentarza. Samą siebie muszę upominać.
Młoda
... studiuje, zadowolona nadal. Aktywistka. Związek Młodej trwa. Chłopak prezentuje się póki co ok. I nie o wygląd mi tu idzie.
Rodzice
...mają się dobrze, aczkolwiek coraz bardziej sypią się kondycyjnie, zdrowotnie. Z przykrością stwierdzam, że widzę jak się starzeją, jak Matencja coraz słabiej jarzy, ale jest aktywna, chce być aktywna i niezależna. Póki co nie wymagają żadnej koniecznej pomocy i oby to trwało jak najdłużej.
Towarzysko
...naklikałam się jak guuupia, a wszystko poszło w kosmos, bo się nie zapisało, jak widać.

@#$#%$^!!!

piątek, 26 października 2018

Kontrolna wizyta u specjalisty od moich żył wykazała, że wszystko jest ok. Specmen powiedział "rzadko się zdarza by tak szybko żyła zniknęła". Czy jest gites, ale pończochę uciskową czyli kompresyjną nosić trzeba. Uznałam, że wytrzymam i mimo, że jak powiedział mogę sobie czasem od niej odpocząć, to postanawiam póki co trzymać się wcześniejszych wytycznych. A jak wszystko pójdzie OK to za tydzień druga noga. Tak z rozpędu. Zrobić co trzeba i móc powiedzieć jest ok, sytuacja opanowana.

Wzięłam się za zaległą domową papierkową robotę i teraz spać mi się nie chce. Ale od tygodnia mnie to męczyło i w końcu dzisiaj opanowałam temat. Uf...

Ale teraz to już idę spać, bo jutro nie wstanę.

piątek, 19 października 2018

I już! Przeżyłam, nie było xźe, a nawet było dobrze. Nie bolało. A co się nastresowałam to moje :-) Teraz pończocha kompresyjna przez 4 tygodnie, a za tydzień kontrola. Zabieg szybki, bo wszystko razem czyli przygotowanie, instruktaż po i sam zabieg, zamknęło się chyba w 40 minut. Druga noga będzie robiona inną metodą, bo nie jest w takim kiepskim stanie. No i mam nadzieję, że koszty drugiej nogi będą zdecydowanie niższe. Serce boli gdy sobie pomyślę, że co miesiąc z mojej pensji idzie kasa do ZUS, a jak przyjdzie co do czego to się okazuje, że takich zabiegów NFZ nie refunduje. A podejrzewam, że jakby tak podsumować zwykłą operację szydełkową plus wszystkie procedury i koszty z nią związane to wyszłoby pewnie mniej, albo nawet tyle samo. A komfort pacjenta nieporównywalny.

Dziękuję za trzymanie kciukasów :-)

czwartek, 18 października 2018

Nie mam weny. Chciałam cokolwiek, ale nie mam pomysłu. bo przecież nic nowego, nic się nie zmienia. Stara bieda jak to się mawia. I dobrze, że nie nowa :-)

Dzisiaj idę na zabieg robiący porządek z moimi żylakami. Bo jestem posiadaczką takich. Hoduje je na jednej nodze jeszcze od czasu ciąży z Młodym, a na drugiej nodze jakoś tak w międzyczasie się wyhodowały same. Jedna noga jest wizualnie gorsza, a jak się okazało po magicznym badaniu, w stanie lepszym. Napatrzywszy się na Matencję doszłam do wniosku, że czas zrobić porządek póki jestem jeszcze względnie młoda. Fiuu... ależ to brzmi ;-) No i dzisiaj właśnie idę na taki nowoczesny zabieg na tej nodze co to niby wygląda lepiej, a w środku jak się okazuje nie jest tak fajnie. Uprasza się o trzymanie kciukasow. :-)

środa, 03 października 2018

Jesień... wierzyć mi się nie chce, że ten czas tak szybko zapinkala.
Mala zaczęła rok akademicki. Tamten zakończyła kampanią wrzesniową z jednego przedmiotu, a poza tym ok. kierunek jej się podoba. Poza tym jest w dalszym ciągu zapaloną harcerką, która właśnie została drużynową. Ona sama mówi, że nic się nie zmienia, bo robi dokładnie to co wcześniej, ale teraz zostało to sformalizowane. Jako matka stara harcerka moge powiedziec, że jestem dumna, że udało mi się zaszczepić w dzieciach harcerstwo. Młody przerobił etap wodniacki, co się nażeglował to jego.
Młody przeżywał kryzysy pracowe. Niby jest już fajnie i ok , ale i tak będzie szukał czegoś nowego lepszego, w myśl zasady, że gdy dostaniesz dobrą pracę to zaraz zaczynaj szukać lepszej. Na razie póki co do końca października ma umowę na czas próbną, zobaczymy czy mu przedłużą. Nauczona doświadczeniem nie jestem już niczego pewna.
Uwiera mnie ten jego brak wiarygodności. On sam zdaje sobie z tego sprawę, ale cóż sam sobie zapracował na to byśmy tak go traktowali. Nie, nie umilamy mu życia, ale ma świadomość, że to co nam mówi zawsze bierzemy z dużym marginesem. Straszne to jest dla mnie jako matki, nie móc powiedzieć, wiem że było dokładnie tak jak mówi mój syn. Za to Mała jest szczera aż do bólu. Jest szczera ale i otwarta, a Młody od zawsze był bardziej zamknięty i wycofany. A z czasem nabrał maniery upiększania i wybielania. Jak na niego patrzę i go słucham to mam przed oczami Tatencjusza. Ten też wszystko koloryzuje. Ponieważ otoczenie od zawsze mi mówiło, że ze mnie cały tata, chcąc uniknąć opinii ubarwiacza opowieści doprowadziłam do tego, że mam po prostu schizę na tym punkcie.
Rowerowe wakacje odbijają mi się czkawką do dzisiaj, bo wciąż mam problem z kolanem. Mimo wszystko jednak zaliczyłam fantastyczną imprezę biegową w Krynicy. To był mój trzeci Festiwal Biegowy. Nie wiem jednak czy za rok zdecyduję się na ponowny udział. Z drugiej jednak strony - czemu nie? Hamuje mnie fakt, że większość biegów jest dla prawdziwych bardziej lub mniej hardcorowców, a ja do takich nie należę. Nawet nie zwiększam dystansu ponad 10 km. A po Krynicy ciąg dalszy przymusowej pauzy w bieganiu. Nieśmiało i delikatnie zaliczyłam ostatnio dwa treningi. Pauza biegowa skutkuje zwiększoną ilościa wolnego czasu, nigdzie się nie spieszę, nie spinam. Ale czas wrócić do starego rytmu.
Byliśmy w kinie, na TYM filmie. Kino oblężone, sale pełne, kolejka do wejścia na seans. Mocny film, niejednoznaczny i daje do myślenia. Polecam.
Zaliczyliśmy też w międzyczasie tak zwanym imprezę rodzinną u mojego rodzeństwa. Zal, że widujemy się tylko z okazji. Normalnych kontaktów prawie lub wcale nie ma. Z początkiem roku postanowiłam coś z tym zrobić, wprosiliśmy się na kawę, na takie niezobowiązujące odwiedziny. Rewizyty do dnia dzisiejszego nie było. Umierają nam stosunki rodzinne. Z rodzeństwem SZM również. Boleję nad tym bardzo, ale nic nie robię w tym temacie. Jedna siostrunia nie jest lubiana przez SZM więc taka sytuacja to norma, a druga... Nie mogę go do nich wyciągnąć, bo zawsze coś ma w planie, albo po prostu mu się nie chce.
Sezon grzybowy rozpoczęliśmy w zeszłym tygodniu, ale powiem szczerze kiepsko było, bo bardzo sucho. Pojechaliśmy w nasze miejsca, gdzie zazwyczaj zbieramy, ale tym razem echo... Przywieźliśmy z 10-12 podgrzybków, ale to malizna była, ot tak na otarcie łez.

I jeszcze jedna refleksja ku pamięci... nie chcę wchodzić w szczegóły, żeby nie zagłębiać się w opisy.
Straszne to jest gdy mąż odchodzi, umiera nagle. Człowiek jest bezsilny w obliczu śmierci. Wiem, nic nowego, ale chyba dzięki temu czego byłam, jestem świadkiem, bardziej doceniam to, co mam.

środa, 05 września 2018

03.08.2018

I tak to... upalnie.
Najpierw zaległości w pigułce.
Nowy związek Małej/Młodej kwitnie. Podziwiam ją za to, że potrafi ze mną tak szczerze rozmawiać, bo ja na przykład od zawsze miałam blokadę i nie potrafiłam tak z matencją na każdy temat, tak szczerze do bólu.

05.09.2018

Sto lat mnie tu nie było. To co wyżej zaczęłam miesiąc temu i jak widać nie było mi dane dokończyć.
Najpierw zaległości:
Wakacje rowerowe w tym roku w pełnym tego słowa znaczeniu. Udane, takie jak być powinny. nie pozabijaliśmy się, a wręcz na odwrót, było naprawdę fajnie. Aż chciałoby się powtórki. Zrobiliśmy sporo kilometrów na rowerze, blisko 400. Niestety po powrocie odezwało się moje kolanko i mam problem z bieganiem. Konkretnie rzecz biorąc to problemu nie mam, bo nie biegam ;-)

Mała ma się dobrze, nowy związek się rozwija, a ja na wszelki wypadek nie przyzwyczajam się do nowego Kawalera :-)

Młody, cóż... Zgryza mamy z Młodym, z jego Panną... Nawet nie wiem od czego zacząć... Chyba od tego, że już na sto procent stracił u nas wiarygodność, bo dozuje nam "perełki" informacyjne, przemilcza istotne informacje, kłamie...

Nie chcę tu snuć szczegółowych opowieści dotyczącej jej układów rodzinnych. Powiem tylko nie jest fajnie. Z perspektywy czasu sam Młody widzi, że wszystkie nasze przypuszczenia się potwierdzają.  On sam zakochany po uszy, chce być z nią i tylko z nią. A my powiem szczerze odetchniemy kiedy tylko ten związek się zakończy. A niestety nie wiem czy ten moment kiedyś nastąpi, ale bardzo na to liczę. Wiem, to okrutne. Już dwa razy z nim zrywała, oczywiście zawsze w trosce o jego dobro, bo nie chce go obciążać i takie tam inne dyrdymały, to może w końcu się rozejdą.

Angażując się w związek z Panną Młody sam się skazuje na obciążenia wynikające z jej sytuacji rodzinnej, materialnej i każdej innej. Możemy tylko na spokojnie snuć wizje ich przyszłości, z garbem w postaci rodziców bez stałych dochodów i jakichkolwiek widoków na przyszłość, z emocjonalnym uzależnieniem Panny od rodziców, podejściem do życia takim a nie innym.

Najbardziej boli mnie/nas to, że na chwilę obecną doprowadził do sytuacji gdy on nam coś mówi, opowiada, a my sami nie wiemy czy to prawda, jaka ta prawda jest, czy za chwilę nie okaże się, że wyjdą na jaw dodatkowe okoliczności itp. Zawsze mu powtarzam, że ma mówić prawdę, najgorszą, ale prawdę. On za każdym razem potwierdza, potakuje, obiecuje, a za chwilę okazuje się, że i tak ma to wszystko w głębokim poważaniu, bo nic się nie zmienia. Serce boli. A my bezsilni.

Na chwile obecną z niewypowiedzianych słów czuję, że chcąc za wszelką cenę pomóc Pannie, najchętniej wprowadziłby ją do naszego mieszkania. Niestety na to nie dostanie naszej zgody. Zresztą powiedziałam mu, że jak Panna ochłonie, emocje opadną, to na bank pogodzi się z rodzicami, nie odetnie pępowiny, a on sam będzie tym złym.

Małe dzieci, mały kłopot...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 109