na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
czwartek, 28 stycznia 2010
Mam łeb jak sklep.
Matencja chora. Z Tatencjuszem na wojennej ścieżce. Tatencjusz zadzwonił po ratunek. Pojechałam.
Chyba bym lepiej zrobiła siedząc w domu.
Cokolwiek bym nie powiedziała - wiadomo - jestem po stronie ojca. Cokolwiek bym nie zrobiła - ona nie ma we mnie oparcia. Słyszy tylko to, co chce, wybiera wersję odpowiednią dla siebie. Wypiera się powiedzianych słów. Zawsze wie lepiej, bo jej intuicja mówi to i owo. Trzy razy powiedziany na głos jakikolwiek domysł staje się rzetelnym faktem. No nie daję rady. Puściły mi nerwy.
Oboje działają na siebie jak płachta na byka. Żadne nie jest bez winy. Tyle już lat tkwią w tym chorym związku, a lepiej nie będzie na pewno. Jeżeli do tej pory się nie rozeszli, nie zdecydowali na rozwód, to muszą jakoś się dogadać, znaczy że albo chcą być ze sobą mimo wszystko, albo sa leniwi, albo niewolnikami konwenansów.
Jeszcze kwestia kasy - matencja sama nie da sobie rady.
Gdybym powiedziała wszystko tak naprawdę szczerze i otwarcie  co myślę to matencja dostałaby apopleksji.
Skoro wszyscy zwracają uwagę jej, a nie Tatencjuszowi czego ona się spodziewa, wymaga, oczekuje, to chyba powinno jej to trochę dać do myslenia, nie? Że może coś jest na rzeczy.
Czy ja jako córka powinnam stawać między nimi i karcić jedno, bo się na przykład źle zachowuje w stosunku do drugiego?
Czy ja muszę wysłuchiwać relacji intymnych z historii małżeństwa? Muszę słuchać co ona z nim przeżyła i jak jej dał w kość (znaczy zdradzał)?
Nie dość że usłyszałam jak to się na mnie zawiodła, bo nie ma we mnie oparcia, to jeszcze na podorędziu były szlochy, łzy i oczywiście obraza.

...a teraz sama siebie przekonuję, że nie jestem taka zła...
niedziela, 24 stycznia 2010
Nie jest to kopiowanie jednak takie jak sobie wymyśliłam, dlatego rezygnuję. Być  może nie potrafię obsługiwać tego programu. Myślalam, że skopiuję to wszystko do jednego worka, a sam worek wrzucę gdzieś-tam na orbitę. A tu chyba tak prosto się nie da. Przy okazji zajrzałam do początków pierwszego bloga.
20 września 2004 roku uczyniłam pierwszy blogo-wpis. Mała w przedszkolu jeszcze, Młody w pierwszej gimnazjum, a ja taka niedojrzała emocjonalnie... Mam wrażenie, że przez blogowanie dojrzałam. Serio. Poza tym dziś Mała jest piątoklasistką, a Młody miał dzisiaj w nocy studniówkę. Ech!
Planowaliśmy dziś zafundować sobie spacer do naszego okolicznego lasku, nad staw/jeziorko. W połowie drogi zamiary się zmieniły, ostry porywisty, lodowaty wręcz wiatr umilał nam spacer i nie było to fajne. Podreptaliśmy do auta, odpalić kontrolnie, żeby się był samochód z lekka rozgrzał. No to zamiast spaceru - przejażdżka. Żałowałam, że nie zabrałam aparatu, takie piękne widoki zimy.
Potem, po powrocie sen mnie zmorzył, a SZM wspaniałomyślnie uprasował caluteńką stertę prania. Wstałam, podjadłam własnoręcznie wczoraj upieczonego makowca z kokosem. Teraz SZM przysnął przy filmie (Ogniem i mieczem), a mnie tradycyjnie spać się nie chce, ale obiecałam sobie chodzić spać o ludzkiej cywilizowanej porze, czyli przed północą.
Skasowałam z kompa to blogowanie, ale tak się zastanawiam czy nie zrobić jednak kopii i gdzieś sobie nie wrzucić w cyberprzestrzeń tak na wszelki wypadek. Żal mi tylko, że nie zapisuje komentarzy. Chyba nie zapisuje.

Jak to Wy widziałyście że jest OK, a ja styczniowych wpisów nie miałam wcale? Jak to możliwe?

Na szczęście dzięki pioornik.blox.pl udalo mi sie przywrócić wszystko. Ale strachu się najadłam całe mnóstwo. Niby nic by się nie stało, no bo co tam, kilka notek, ale jakoś tak przykro mi się zrobiło. Jakby zniknął kawalątek mnie samej.
Program BLOXIE, który mi polecił mpieck jest naprawdę debeściarski. Ani się obejrzałam i już mam na kompie caluteńką zawartość obu moich blogów. Ca-lu-teń-ką! Nie wiem co prawda czy to jest dobry pomysł zważywszy na to, że ja bloguję w ogromnej tajemnicy i pełnej konspirze :-)
A do tego można przez niego blogować, znaczy pisać notki, będąc offline. Z tego co zauważyłam, wpisy blogowe się kopiują na kompa, ale niestety nie kopiują się komentarze. Chyba że ja tej opcji po prostu jeszcze nie znalazłam. Ale wszystko przede mną.

01:07, anonim002
Link Komentarze (4) »
sobota, 23 stycznia 2010
Jakaś awaria na Bloxie? Co się dzieje???

Wcięło mi wszystkie notki ze stycznia 2010. Qrcze blade!!!
Babska imprezka zaliczona.
środa, 20 stycznia 2010
Poprawki w pracy są, ale niewielkie. Hura!
Wracałam do domu prawie 2 godziny. Żeby było jasne - do przejechania miałam jakieś góra 15 km. Śnieg, mróz, ślizgawica i zakorkowane miasto - ot co. Warunki jazdy tragiczne. Umówiona byłam na wieczorne babskie wyjście do kina. Sama zrezygnowałam. Wolę posiedzieć w cieplutkim domeczku z kubkiem czegoś pysznego.
wtorek, 19 stycznia 2010
serce matki krwawi...
Dziecię moje starsze, pełnoletnie, Młody znaczy się, chce sobie załatwić pracę w czasie wakacji. Kelner w ośrodku wczasowym gdzieś nad morzem.
Chwała mu za to. Problem w tym, że:
lipiec - nie wiem czy nie trzeba będzie za jakąś uczelnią biegać, czegoś załatwiać, nie wiem jak to jest w czasie rozłożone. Do tego wesele w rodzinie, fajne wesele; z noclegiem w hotelu i z poprawinami :-)))
sierpień - planowany nasz urlop nad ciepłym morzem:-)
Dziecko chce jechać w sierpniu.
Serce matki rozumie, że rówieśnicy, że dobra zabawa, że fajnie być z kolegami i SAMEMU, że z nami się z lekka nudził i że towarzystwa w jego wieku z nami nie będzie, a przynajmniej nic nie wiadomo tej kwestii.
Serce matki krwawi, że dziecię będzie siódme poty wylewać, biegać z talerzami, harować ciężko nad zimnym Bałtykiem, a my tam nad ciepłą wodą tyłeczki grzać będziemy...
niedziela, 17 stycznia 2010
w kwestii studiów...
Wczoraj w nocy zakończyłam pisanie drugiego rozdziału mojej pracy. Pierwsze pisanie :-) Popłynęło wszystko internetowymi dróżkami do oceny promotora. Mam nadzieję, że nie trzeba będzie nanosić aż tak wielu poprawek. Pożyjemy, zobaczymy...

kinomaniak, ale mikroskopijny...
Dzisiaj wybrałyśmy się z Małą do kina. "Księżyc w nowiu". Poszłam tylko ze względu na nią. Mało nie zasnęłam. Jak dla mnie to totalna kaszana, ale ja pewnie jestem za stara na takie filmy :-) Przegadany cały ten film, najczęściej pojawiający się zwrot to "protect you", parę scen godnych uwagi, na szczęście mało bania się. Ot, taki sobie! Głowny bohater - maslak - chuderlak, ale taki jeden wilk - nie powiem, miłe dla oka ciasteczko, w sensie muskulatury, bo co do fizis twarzy miałabym kilka uwag :-)

Zdarzyło mi się obejrzeć ostatnio Rewers i Surogaci. Rewers to taki dziwny film, specyficzny. Jednak mnie nie zachwycił. Surogaci za to podobali mi się bardziej. wiem, że to inny gatunek, ale oglądałam cięgiem jeden za drugim, tylko w odwrotnej kolejności niż napisałam.
Kilka dni temu dla odmóżdżenia po ciężkim wysiłku umysłowym przy pisaniu pracy mgr w środku nocy nie mogąc zasnąć obejrzałam Złoty środek. Przybylska jest jednak urodziwa. I zgrabna, qrde mol!
W kolejce czeka na mnie Dom zły. Mam za sobą już dwa podejścia i nie dałam rady. Byłam zbyt zmęczona i zasypiało mi się. Ambitne kino polskie jakoś na mnie nie działa. Ponieważ dzisiejsze późne popołudnie przespałam, teraz mogę właściwie spróbować obejrzeć. Może dam radę. To będzie podejście nr 3.
A czeka też na mnie Wojna polsko-ruska. SZM mówi, że nie warto, ale chcę się sama przekonać.
Zdecydowanie bardziej wolę kino, które jest ładne kolorowe i podnosi na duchu.
czwartek, 14 stycznia 2010
Mam za swoje. W czasie Świąt palcem praktycznie nie kiwnęłam w kierunku pracy. No, może raz zasiadłam tak solidnie i potem już uznałam, że wystarczy, że Święta są. no to teraz mam za swoje. Odstawiam maraton jakich mało. W niedzielę do piątej rano. W poniedziałek do 2 rano. We wtorek do drugiej i dzisiaj niby w środę też jak widać do drugiej (a już przecież czwartek...)
Efekty są, no są, trzeba przyznać. Rozdział pierwszy już oddany do sprawdzenia. A drugi gotowy w 75 procentach. Żeby się tylko nie okazało, że poprawek będzie taka masa, że klęknę...

No to teraz już zdecydowanie idę spać... Dobranoc.
 
1 , 2