na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
wtorek, 29 stycznia 2013
Wymyka mi się z rąk ta moja mała dziewczynka.
Obie z koleżusią są fankami japońskich komiksów i udzielają się w tej materii dosyć mocno, towarzysko, i w szkole i w necie.
Chyba powinnam się pogodzić z faktem zawierania coraz to nowych znajomości, nawet przez internet.
...

takie słowa napisałam kilka dni temu, ale nie dane mi było ich skończyć na dobrą sprawę nawet nie wiem dlaczego.
Co autor miał na myśli?
Że do Małej zawitali nastoletni koledzy. Siedemnastoletni! A moja Mała to rocznik 98 - więc jak łatwo policzyć ma lat 15. I niby mała, nawet zdrowa różnica, ale mnie się to niespecjalnie podoba. Zwłaszcza, że koledzy, których JA nie znam. I nie są ze szkoły.
Dramat matczyny, mój własny, bo siedziały z koleżusią w pokoju razem z kolegami, których zaprosiła Mała po konsultacji ze mną. Sama na to pozwoliłam. Ale wtedy chyba nie wiedziałam, że chłopaki mają lat 17. A potem jak weszłam do pokoju to owa koleżusia jednemu z nich siedziała na kolanach. Bogu dzięki nie była to moja Mała, wolę chyba nie widzieć, bo umarłabym chyba :-) Niby nic złego, ale czy na pewno, zwłaszcza gdy się myśli cały czas w kategorii - dziecko.
Potem trzepnęło mnie, bo już zaczęli się umawiać na kolejne sobotnie spotkanie, ale w nieco większym gronie, gdzieś tam w centrum handlowym, bo jak się dowiedziałam "na neutralnym terenie jest gdzie posiedzieć większą grupą". ...i w sumie to prawda. A że spotykają się gdy na dworze jasno to nawet nie ma argumentu, że niebezpiecznie czy coś w ten deseń.
Ale i tak ja już sama nie bardzo wiedziałam, a nawet wiedziałam na pewno, że nie chcę się zgodzić na takie kontakty. O matko.
Biłam się z myślami jak durna jaka i nawet już dojrzałam do tego, że przecież nic złego nie robi (póki co) więc niech ma i idzie, choćby w nagrodę za te piątki na półrocze i wysoką średnią.
Na szczęście (!) w piątek Mała wzięła i zachorowała. Dramatu nie ma, ale doktor kazał leżeć stwierdzając wirusa. Więc mowy o wyjściu nie było.
Sobota. Oczywiście laptop był w użyciu non-stop i gadanie i takie tam, ze wszystkimi, a z jednym z owych młodzieńców szczególnie. Młodzieniec nawet wybierał się w odwiedziny, ale nie dostał pozwolenia ode mnie, bo przecież mamy stwierdzonego wirusa :-) No to w niedzielę zawitał był niespodziewanie tylko po to, by podrzucić Małej ulubiony słodycz, by jej się milej chorowało.
I mój opór niby słabnie, bo to taki sympatyczny gest. Bo młodzieniec wygląda miło i sympatycznie... Ale ma przecież 17 lat!!! Więc już na zapas się boję i w ogóle. Help!
Pewnie bardziej przeżywam jak Mała, bo ona cały czas twierdzi, że to wszystko w kategoriach kolega-koleżanka. I jak zaczęła mi Mała opowiadać jak to jej koleżanki się obnoszą z chłopakami na przerwach i tak dalej, to mi ręce opadły, bo wyszło na to, że takie siedzenie koledze na kolanach to pikuś, a nawet Pan Pikuś, a ja mentalnie jestem matrona stara rodem ze średniowiecza. Bogu dzięki mam z nią, z Mała, a nie z ową matroną,  świetny kontakt i oby to trwalo jak najdłużej.
Howgh!

poniedziałek, 21 stycznia 2013
*
w Prackowie...
N_C_K pracuje, sama goni do pracy i zachęca do działań. A jest to rzeczywiście godne odnotowania, bo ona zazwyczaj albo "idzie na fajkę", albo wisi na telefonie. To zakrawa na absurd, że chce mi się pisać tutaj, że ona ma chęć do pracy. Chęć jak chęć, przypuszczam, że N_C_K została z lekka ochrzaniona, bo tak coś w powietrzu ostatnio iskrzyło i efekt jest taki, że teraz musi zrobić dobre wrażenie. Więc robi.
Zaciskam zęby, robię dobrą minę do złej gry i uczę się mówić w liczbie pojedynczej. JA zrobiłam, JA policzyłam, JA uporządkowałam itp. bo zorientowałam się, że o czymkolwiek byśmy nie mówiły to ona zawsze mówi MY, ale jej to akurat jest na rękę :-)
Uczę się odrobiny zdrowego zawodowego egoizmu. Powoli i z trudem, bo niejednokrotnie, najpierw palnę, a potem zdaję sobie sprawę, że nie tak to miało być.
Okres przesiadki wydłuża się i mój zdrowy rozsądek mi podpowiada, że to będzie jednak dłużej niżbym chciała chyba...
*
W domu...
Świętowanie babciowania i dziadowania zakończone, zaliczone weekendowo. Miło i sympatycznie.
Wczoraj zjadłam ostatnie ciasto, ostatni słodycz, bo od dzisiaj pochylam głowę, wracam do dietowania.
Który to już raz? Nie wiem.
Liczę na to, że jak zacznę ja to zmobilizuję do działania SZM, bo wkrótce SZM będzie się toczyć po drodze. Nawet nie chcę wiedzieć ile on teraz waży. Wygląda jak wygląda i nie o to chodzi, ale widzę jak mu ciężko, jak niełatwe jest życie z 30-40 kilogramowym plecakiem z przodu i nie tylko.
Nie chcę wypisywać tu co tam gdzieś głęboko sobie myślę o tej jego tuszy, ale zależy mi bardzo żeby zaczął cokolwiek robić w tej kwestii.
Jest nerwowy, bo nie jest proste pracować i czekać na wyrok - zwolnią czy nie. Istnieje tez możliwość zmiany miejsca świadczenia pracy, na przykład na stolycę.
I tak źle i tak niedobrze. Nie wyobrażam sobie takiej zmiany dla nas wszystkich. Nawet nie biorę tego pod uwagę.
*
Auto
dalej stoi i ma nas w głębokim poważaniu. Trzeba go chyba holować do jakiegoś magika od elektroniki. Dzisiaj jeszcze spróbujemy podziałać cokolwiek sami. My jak my, ale SZM, bo ja się na tym kompletnie nie znam.
*
a teraz lecę do kuchni...

PS
Blender w reklamacji, czekam na wyrok i tęsknię za nim na maxa. Bardzo się boję że mi go oddadzą ze słowami "uszkodzenie mechaniczne" :-(
piątek, 18 stycznia 2013
Podobno trwa Maraton Blogerów, ale jakoś mało mnie to wzrusza.

Mój samochód w dalszym ciągu odmawia współpracy, ale też specjalnie nikt o tę współpracę nie zabiega, niestety. SZM jutro w południe (bo jasno i cieplej) powalczy trochę. Trzymajcie kciuki, pliiz!

Zaliczona wizyta Małej u specjalisty. Zlecenie na (kontrolny, trzeci już w jej krótkim 14 letnim życiu) rezonans i konsultacja u innego specjalisty, a po drodze przed rezonansem jeszcze badania krwi. Więc mam do ustalenia dwa terminy badań - rezonans Małej i mój tomograf.

Kulinarnie zaszalałam i na obiad dzisiaj zaserwowałam własnoręcznie zrobione sushi. Foto jeszcze w telefonie, ale jest.

Jutro chyba zaliczymy jedno "dziadostwo" w ramach świętowania i winszowania (Dzień Babci, Dziadka), a w niedzielę drugie. To tyle tytułem planów weekendowych.

W sprawie rewolucji etatowej u SZM na razie wiadomo ile głów poleci, ale jeszcze nie wiadomo które.

U mnie w prackowie - nerwy trzymam na wodzy, szkolę się i chłonę i coraz częściej myślę na co mi to było? I na siłę muszę sobie przypominać argumenty, które wówczas były "za".
Gwoli przypomnienia:
- chory kręgosłup, więc praca tak zwanej biurwy jak najbardziej na tak,
- zmęczenie materiału, wyczerpanie emocjonalne czy też wypalenie zawodowe, jak zwał tak zwał - to też argument na tak,
- no i kasa, misiu, kasa.
Niestety w czasie przyszłym, dalekim... Nie przypuszczałam jednak że stan przejściowy będzie trwał tak długo...

Drinkujemy sobie wspólnie z SZM i fajnie nam tak, więc idę z powrotem do niego. Pewnie liczy na jakiś ciąg dalszy tak mile zapowiadającego się wieczoru. :-)

środa, 16 stycznia 2013
Zaliczona wizyta u ortopedy.
Moje bioderko wymaga dokładniejszego badania. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że nie przyszłoby mi do głowy skierować się do jakiegokolwiek lekarza z powodu biodra, a skierował mnie neurolog u którego wylądowałam z powodu kręgosłupa. A tu się okazuje, że trzeba się upewnić czy aby na pewno jest to tylko wysepka kostna, bo myślę proszę pani, że na 99% procent jest, ale sprawdzić trzeba. No to sprawdźmy, skoro trzeba. Jak tylko ustalimy termin badania TK, ale jeszcze tam nie dojechałam. :-)

Zastanawiam się jeszcze czy nie powinnam przejść się po skierowanie na jakieś badania ogólne, bo sama nie wiem co to się ze mną dzieje. Zmęczenie materiału jakieś. Jestem w stanie funkcjonować normalnie, aktywnie, zaraz po przyjściu z pracy. Wtedy jestem pełna energii i zapału, a potem jak zjem obiad to zalegam na kanapie i nie mam siły ruszyć ani ręką ani nogą. Słabość mnie ogarnia. Fizyczna, mentalna, każda. Mogłabym chyba mniej kolorowo napisać po prostu, że mam lenia, ale taka słabość totalna chyba lepiej brzmi :-)

Dzisiaj wpadłam do domu pełna zapału, z rozpędu zrobiłam najpierw szybkie ciasto. Zupa pomidorowa była z wczoraj. A dwudniowa pomidorówka jest najpyszniejsza pod słońcem! Potem wena mnie ogarnęła i na drugie z filetów drobiowych szybki warzywno-mięsny (papryka, marchew, cebula, pieczarki) gulasz i zachciało mi się do tego placków ziemniaczanych zamiast zwyczajnych gotowanych ziemniaków. Zachciało mi się, bo przecież mam super blender. No i szlag trafił blender! Mój ukochany cudowny blender z szatkownicą! Nie tak całkiem bo wszystko chodzi jak trzeba, ale ułamał się taki maleńki bardzo ważny pipizdówek w tej szatkownicy. I ta szatkownica jest bez tego elementu do bani. A jestem pełna obaw czy uznają mi reklamację, czy nie powiedzą, że to uszkodzenie mechaniczne i mam spadać na drzewo. Razem z blenderem.
Nawet już wybrałam się do tego sklepu z tym blenderem, ale niestety moje auto odmówiło współpracy wczoraj, a dzisiaj swoje zdanie podtrzymało i nawet zażarta dyskusja z SZM nie przyniosła efektu. Zdarzało się mojemu autku już wcześniej miewać humorki i nawet powiedziałam dzisiaj do SZM że gdyby to jego aucie takie rzeczy się zdarzały to by to zrobił błyskawicznie, a nie czekał drugi sezon, bo przecież na ogół jest OK. No to jeszcze wieczorem poszedł posprawdzać co i jak, ale nic nie zdziałał.
Więc do sklepu nie dojechałam, bo mi się nie chciało iść po drugie auto (moje stoi pod domem).
Ale zła jestem na maxa z powodu tego blendera. Bo tak po cichu przypuszczam, że nierozważnie sama się chyba przyczyniłam do tej awarii, ale pewna nie jestem.

W pracy różnie. W stosunku do N_C_K wyhamowuję. Nie pcham się przed orkiestrę. I uczę się mówić JA zrobiłam, PANI zrobiła. Bo cwana bestia o prawie wszystkim mówi MY zrobiłyśmy. I tylko ja wiem, że większość robię ja, a nie ona. Ale nie bądźmy małostkowi...
Uzbrajam się w cierpliwość, jestem zdystansowana i akuratna, ale kompetentna. Taka chcę być. Howgh!

W lutym czeka nas prawie-firmowy wyjazdowy kulig w górach - hurra!

I tak to.

poniedziałek, 14 stycznia 2013
Zachwyciła mnie TA mowa weselna Pana Młodego. Sami zobaczcie i posłuchajcie, bo naprawdę warto. Niestety brak tłumaczenia na polski, ale jest cudna!

Siadłam do kompa ze skwaszoną miną, bo w pracy nieciekawie, bo doła złapałam i takie tam, ale teraz to już po prostu nieaktualne.
Lecę do kuchni!

= = =
godz. 20.18
Poszalałam kulinarnie. Zupa z wczoraj - rosół z makaronem, więc norma. Ale na drugie danie - własnoręcznie robione ziemniaczane pyzy z mięsem, z cebulką i ze skwareczkami.
A teraz na balkonie stoi i chłodzi się jeszcze, tężeje, deser - galaretka z owocami.
Wyżyłam się kulinarnie :-)

...dieta? Jaka dieta?
niedziela, 13 stycznia 2013
Wczoraj, w sobotę, mój prywatny osobisty Anioł Stróż napracował się i to bardzo mocno.
Jadąc autem, nawet nie za szybko, leciuteńko nacisnęłam hamulec. Warunki były jakie były. Ślisko i wciąż padający śnieg. Wpadłam w poślizg. Ściągnęło mnie na przeciwległy pas, na szczęście z przeciwka nikt nie jechał. Udało mi się z tego pasa uciec, ale już potem niespecjalnie miałam cokolwiek do powiedzenia w kwestii kierunku jazdy. W prostej linii auto wjechało na chodnik, na szczęście nikt nie szedł, a potem na małą skarpę, centralnie między rosnące dość gęsto drzewa. Zatrzymało mnie na tej skarpie dokładnie pomiędzy drzewami. Straszna była ta niemoc. To było tak szybko, ułamki sekund. Tak mi się wydaje.
Bez przeszkód wycofałam, zjechałam i pojechałam dalej. Spodziewałabym się po sobie jakichś emocji, nerwów, drżących kolan itp. A tu nic.
Pewnie dlatego, że nic się nie stało...
piątek, 11 stycznia 2013
Zgłosiłam się na studia podyplomowe. Wiem, że specjalnych szans w rekrutacji nie mam, bo to raczej dla kadry zarządzającej, którą jednak nie jestem (buuu!), ale w głębi duszy chciałabym, chciała-a-a-a...
czwartek, 10 stycznia 2013
Jak mam wenę to Blox szaleje, a jak Blox łaskawie zezwala na działalność to u mnie w głowie pustka...

W pracy - niefajnie, bo przyłapałam N_C_K na byciu nie fair. Ukryła przede mną coś co i tak prędzej czy później wyjdzie na jaw i tylko nie wiem jaki był motyw tego działania. Ukryła niechlujnie, co wyłapałam i poprawiłam :-) Może bada przepływ informacji, moje zorientowanie w sytuacji, moją reakcję na taki fakt, albo robi tzw. krecią robotę by móc kiedyś wytknąć to i owo (bo nie wie, że już poprawione). Sama nie wiem. Postanowiłam udawać, że póki co nie zauważyłam, a w odpowiedniej chwili bynajmniej nie być zdziwioną tylko własnie zapytać "co autor miał na myśli?"

W domu - zakupiłam przezajefajny Lidl-owski blender (z przystawkami) i się bardzo cieszę. Aż żałuję, że sprawiłam sobie takie cudo dopiero teraz :-)

Nasz wyjazd o którym szeptem niewidzialnym drukiem pisałam w postanowieniach noworocznych oddala się z prędkością kolei TGV. Szkoda. Nie mniej jednak w tej chwili mamy inne priorytety.
Czekamy na rozwój akcji w firmie SZM. A owa akcja zapowiadana jest na mega skalę i nie wiem czy SZM się uchowa. Nerwy zżerają go od środka, niby nic, nie pokazuje po sobie, bo i tak nic nie jest w stanie zmienić, czeka po prostu na wyrok, ale widzę co się z nim dzieje...
Może pod koniec stycznia trafi nam się firmowy wyjazd na kulig. Korzystajmy ile się jeszcze da...

Przygotowuję się duchowo do dietowania, a przynajmniej do nieobjadania się słodyczami, dlatego póki jeszcze mogę zżeram słodkie na potęgę. Nie stawałam na wadze w trosce o swoje zdrowie psychiczne, ale dzisiaj zawalczyłam i wskazówka pokazała mi dramatyczną liczbę, same brzuszki:-(

Z początkiem roku odezwał się kolega sprzed lat z propozycją weekendowego wyjazdu grupowego śladami wspomnień. Wydawać by się mogło, że pomysł fajny i znajdą się chętni, a tu ECHO. Szkoda, chociaż powiem szczerze, że w pierwszej chwili się zachłysnęłam, ale potem zastanawiałam się czy na pewno tego chcę, czy mam na tyle czasu (i kasy też) by poświęcać go ludziom sprzed lat, ludziom z którymi nie mam już kontaktu, z którymi fajnie jest się spotkać i powspominać, ale jak się wspomnienia skończą to już nie bardzo jest o czym rozmawiać. I chyba problem rozwiąże się sam.

Mała zakomunikowała mi dzisiaj, że na półrocze będzie średnia 4,6 (i to jest wersja gorsza) albo 4,8 (i to jest wersja optymistyczna). Biorąc pod uwagę, że ostatnio na zebraniu średnia była 4,3 to i tak jest to wynik satysfakcjonujący. Chociaż jej ten gorszy wynik nie zadowala, bo jak sama powiedziała - a pasek gdzie? A pasek jest od 4,75 :-)
Koleżanka-Psiapsiółka, z którą Mała kiedyś się trzymała i to dosyć mocno o takiej średniej może tylko pomarzyć. Opadły jej skrzydła, obiektywnie przyznam, że zawsze była słabsza, ale ciągnęła w górę, bo chciała dorównać Małej, a teraz kiedy drogi im się rozeszły, kiedy ma inną psiapsiółkę, inny wzór, jej mama bardzo nad tym faktem boleje, wiem bo sama mi o tym mówiła. Mama, a nie ta ex-psiapsiółka. Ja też żałowałam, że miejsce Psiapsiółki zajęła Koleżusia, ale jak widać tak miało być.
Boże dzięki ci za to, że mam mądrą i rozsądną córkę... I niech tak będzie zawsze. Amen.



piątek, 04 stycznia 2013
Przeczytałam jednym tchem książkę, którą początkowo chciałam odrzucić. Bo zbyt mocno ją przeżywałam, zbyt wiele okrucieństwa, zła... Dałam radę, ale nie wiem czy dobrze zrobiłam czytając ją, czy nie zrobiłam krzywdy swojej psyche, bo teraz już zawsze chyba przy każdorazowym wyjściu Małej w jakikolwiek dalszy świat moja wyobraźnia będzie pracować. Pracowałaby i tak, ale teraz ma konkretny materiał, pożywkę...

środa, 02 stycznia 2013

Miałam nie robić ani podsumowań, ani postanowień, ale co mi tam...

Moje cele czyli postanowienia noworoczne (spisane w kolejności dowolnej):
1. - pamiętać o wysyłaniu życzeń urodzinowych
...bo notorycznie zapominam, a znowu az tak wielu tych solenizantów nie mam do obskoczenia
2. - regularnie dzwonić do bardziej lubianej siostry SZM, drugiej połówki mojego rodzeństwa, Onej – nie przyjaciółki – dbać o te kontakty
...bo mam wrażenie, że przez nadmiar zajęć straciłam kontakt ze światem i zaniedbałam kontakty zarówno rodzinne, jak i towarzyskie. Zatem raz w miesiącu telefon kontrolny do rodziny i znajomych, żeby zawsze robić ten krok w kierunku, nie być wycofaną... Bo widzę, że ścieżki nam się rozeszły bardzo mocno i źle mi z tym.
3. - zaplanować jakieś babskie wyjście z Małą, a może i z Młodym też jakieś?
...bo o kontakty z dziećmi własnymi też powinnam zadbać, prawda? Irracjonalne dla mnie jest to, że wpisuję to do celów, bo powinna to być chyba potrzeba naturalna, a ja jakoś nie mogę wygospodarować czasu na takie coś, mimo że myślę o tym od dawna. Z Małą udało mi się wyjść chyba rok temu do babeczkarni i obiecałam sobie, że powtórzymy taki wypad, a tu echo, matka się nie spisała...
4. - regularnie spacerować, ruszyć dupsko z kanapy, a od od wiosny zacząć regularnie jeździć na rowerze
...bo jak ktoś mądrze napisał zanik pędu do ruchu to pierwsza oznaka starzenia się organizmu, i ja już to u siebie obserwuję, a to nie jest dobre, bo pesel jeszcze nie jest chyba adekwatny do zaistniałych zmian
5. - dbać o kontakty z Matencją, raz w tygodniu ją odwiedzać
...staram się wciąż, ale z tą regularnością różnie bywa, więc piszę.
6. - kontrolować domowe finanse i wyjść z debetu
...od tego chyba powinnam zacząć...
7. - zafundować sobie wizytę u kosmetyczki
...bo zawsze mam ważniejsze rzeczy na głowie, a też bym sobie chciała strzelić chwilkę przyjemności i być piękniejszą nawet jeżeli tylko tak mi się będzie wydawało :-)
8. - odchudzić SZM i siebie
...to jeden z ważniejszych celów, już chyba konieczność, a nie sugestia czy też zachciewajka, zwłaszcza SZM bo zdrowotnie, a ja finansowo, bo coraz mniej ciuchów zdatnych do użytku :-(
9. - zrealizować planowany wyjazd do F. - szlakiem z/n/L.
...bez komentarza póki co, bo plan jeszcze wisi w powietrzu
10. - pomyśleć poważniej o innej atrakcyjnej imprezie czyli propozycji pod nazwą Sylwester 2013/14
...to powinnam napisać niewidzialną czcionką, bo w ogóle nie wierzę, że cokolwiek dojdzie w tej kwestii do skutku...
11. - dokonać wszelkich przeglądów i napraw medycznych zarówno u siebie jak i reszty rodziny
...no kłania się ortopeda, ginekolog, dentysta, chirurg naczyniowy - to ja; okulista, chirurg, dentysta - to Mała; dentysta - to Młody, a SZM - podstawowy przegląd internistyczno-kardiologiczny ze względu na wagę, bo nie wiem jakie on te wyniki ma... Nie jest źle, bo część wizyt już mam z terminami, ale nie wszystkie ;-)
12. - wskakiwać w pidżamkę wcześniej, nie przesiadywać po nocach
...bo to ani dobre, ani zdrowe, ani mądre (nie patrzcie na godzinę publikacji tej notki, pliiiz!)

A na razie pozostaje wierzyć, że wszystko się uda!!!

I tej wersji będę się trzymać.

 
1 , 2