na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
piątek, 16 stycznia 2015

W temacie fryzjerskim dokonałam wczoraj ostrego zdecydowanego cięcia. Jestem teraz w klubie tych co to "na krótko". Ogół mówi, że ok i że młodziej (ha ha!), a ja jestem zadowolona i to chyba póki co najważniejsze :-) SZM powiedział, że zdecydowanie lepiej, Młody się nie wypowiedział, a Mała wręcz przeciwnie, bo jej się nie podoba. Tak więc równowaga została zachowana. A fryzurkę mam jak to określiła pani fryzjerka "na Kożuchowską", tyle że włosy ciemne. I jest mega-mega wygodnie. Zwłaszcza rano :-)))

Moje bieganie jednak zdecydowanie musi odejść w niebyt, bo znowu zaczęła mnie boleć głowa. Chyba zmuszę SZM do wędrówki z kijami. Kije mamy więc zostaje tylko zmusić się i chodzić. Regularnie.

Dzisiaj - pierwsza w tym roku babska impreza. Oby było fajnie.

Deprymujące dla mnie jest to, że po przesiadce pracowej rozchodzą mi się dróżki z ekipą przedprzesiadkową. Niby się trzymamy dalej razem, ale to już nie to samo. Wiele rzeczy i newsów siłą rzeczy mnie omija. I czuję to. Zdaję sobie sprawę, że taka kolej rzeczy, ale to przykre jest. Z tymi babskimi spotkaniami jest podobnie, bo gros dziewczyn się widzi na gruncie pracowym, a ja z nimi tylko na tych imprezach i to już nie jest to, co dawniej.

W pracy wyhamowuję sama siebie. Bo niepotrzebnie spalam się na maxa. Nie lubię odkładania na ostatnią chwilę, nie lubię pracy na wariackich papierach, nie lubię rozgardiaszu, szaleństwa i plecenia trzy po trzy jaka to ja jestem zapracowana. Nie lubię i już. Ja lubię zrobić co trzeba i mieć święty spokój. I tu się różnimy z N_C_K. Ale daję radę. To już ostatni rok.

Miłego weekendowania Wam życzę :-)))

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Obejrzałam "Idę".

Powiem szczerze - nie rozumiem zachwytów.

 

To, że nie piszę nie znaczy, że nie bywam. Bywam, ale nie komentuję, bo bywam przez komórkę i trochę kłopotliwe jest klikanie przez telefon. No i nie mogę pisać na swoim blogu, bo tak jakby Blox nie widział treści wpisu i wciąż się o nią upomina:-(

Bieganie zaczęłam, bieganie raczej symboliczne bo czas biegu ok. 20 minut i dystans nie poraża, bo póki co max 2,5 km. A biegałam już aż 3 razy :-))

Źle się dzieje na Śląsku i trochę się boję czym skończy się ta akcja. Boję się eskalacji tych niepokojów społecznych...

Mała dzisiaj/wczoraj grała razem z Owsiakiem. Wróciła zadowolona i dumna.

Wczoraj zaliczyliśmy wizytę u teściostwa i też nam nerwy puszczały. Oboje wyraziliśmy nadzieję, że z nami tak nie będzie. Oby.

SZM obiecał mi, że od poniedziałku (to już dzisiaj) zaczyna walczyć z wagą. Ile w tym prawdy wie tylko on...

Czas spać. Kolorowych snów.

środa, 07 stycznia 2015

Wyrzut sumienia kazał mi wyciągnąć dzisiaj całą moją anonimową rodzinę na pierwszą w tym roku (i w okresie Świąt, a także od niepamiętnych czasów) wizytę do moich rodziców.
Bosze, mam szczerą nadzieję, że moje dzieci nie będą przeżywały tego co my. Spełniliśmy obowiązek i tyle, bo przyjemności nie było żadnej, absolutnie żadnej. Właściwie szkoda klikania na wałkowanie tematu, bo nic nowego tu nie napiszę.
Jest źle, a będzie jeszcze gorzej. Bogu dziękować, że nie wymagają opieki, że radzą sobie sami i oby tak jak najdłużej. Towarzysko za to beznadzieja czyli jak zwykle. Rozgrywki między nimi przenoszone na grunt wizyt rodzinnych, bo a może przy okazji odwiedzin dzieci będzie okazja dowalić tatencjuszowi? Przeżyliśmy te dwie godziny, starając się lawirować między tematami i sprawiedliwie obdzielając uwagą to jedno to drugie. A nie było łatwo.
SZM odreagował ten stres i niechęć do wizyty i całego tego bagna wyżywając się tam na dysputach ze mną. Miałam wrażenie, że strzelamy do siebie z karabinów przerzucając się argumentami w dyskusji na tematy społeczne. Nie omieszkałam mu tego potem wytknąć, że zachowuje się jak matencja, która zawsze wie lepiej. Bo ona nawet lepiej wie czy tatencjusz dobrze się czuje czy nie, bo przecież widzi. To był cytat. W każdym razie pańszczyzna odprawiona, kolejna wizyta to chyba będzie na dzień babci i dziadka, ale jakby się tak uprzeć, to przecież my nie musimy, tylko dzieci... :-)

Chodzi za mną bieganie. Po prostu chce mi się biegać, mieć frajdę z takiego wysiłku, móc przebiec dłuższy kawałek.  I chyba odważę się znowu zacząć... Może od jutra? Co z tego, że biało, buty mam z podeszwą do biegów terenowych, może dam radę...