na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
piątek, 25 stycznia 2019

Młody zaprosił nas na ciacho i kawę. Idziemy w niedzielę. Przypuszczam, że gdyby nie rozmowa jego z matencją to nie byłoby tego zaproszenia. Jeszcze, a może i w ogóle :-)
Generalnie rzecz biorąc u nas Młody bywa rzadko, na palcach mogę policzyć. Tak konkretnie w odwiedzinach w styczniu to oboje byli raz.
Narzekają, że zapracowani, że czasu nie mają, że zmęczeni. Najpierw sobie myślę, a co będzie gdy kiedyś na horyzoncie pojawi się dziecko? A potem pomyślałam, że ja też takie teksty zasuwam do matencji. Ale chyba az tak nie narzekam, a oni mam wrażenie tylko narzekają i narzekają.
Nie chcę się uprzedzać, ale chyba trochę za późno :-)
Panna generalnie jest z gatunku tych co to wiecznie zmęczona. Zwracaliśmy nawet Młodemu uwagę, że na pytanie jak leci nigdy, ale to nigdy nie odpowiada dziękuję, jest ok. Zawsze albo już dobrze, co sugeruje, że wcześniej było do bani, albo z miną cierpiętnicy mówi jakoś to leci. Mlody chyba przejął od niej tą manierę.
Narzekają na nawał roboty, że jutro trzeba iść do pracy a im się tak nie chce, itp. aż SZM nie wytrzymał i dowalił ostatnio, że chyba lepiej nie chcieć i musieć, niż chcieć i nie mieć gdzie iść. :-)
Bardzo zainteresowane ich wspólnym gospodarowaniem są obie babcie, i matencja i teściowa moja osobista. No i podpadła Panna, bo w tym związku jak się dowiedziałam od nich, to gotuje Młody. Bo Panna nie potrafi, nie umie. No i chyba nie wykazuje chęci ;-) Panna sprowadziła się z psem, którego chyba wyprowadza tylko Młody. Młody sprowadził się z autem, którym jeździ do pracy Panna, a Młody przesiadł się do autobusu.
Tak znam ten kawał gdy pewna matka opowiada koleżance o swoich dzieciach; że córka w małżeństwie świetnie trafiła, bo we wszystkim wyręcza ją świeżo poślubiony małżonek, a z kolei syn to ma pecha, bo jego żona nic nie robi i on musi wszystko za nią :-)
Jak to mawia SZM o Młodym, guuupi i tyle, jak se poukłada tak będzie miał. A ja z kolei mam zagwozdkę. czy podsunąć temat w rozmowie z nim, że może za bardzo go ta Panna wykorzystuje, bo oczywiście jestem troskliwą mamusią, która dba o syna, czy wyjaśnić, że jak na początku się ustawią to potem tak już pewnie będzie. No i żeby nie był głupi i nie dawał się wykorzystywać. bo jak na mój gust to Panna jest od tego by leżeć i pachnieć. :-) Z drugiej strony myślę, że to jego życie, jak zrobi tak będzie miał. Z trzeciej strony myślę, że te moje przemyślenia opierają się generalnie na opowieściach babć i strzępkach rozmowy z Młodym. Bo póki co nie było warunków by na spokojnie go podpytać jak to u nich wygląda na co dzień, bo niezręcznie mi było wypytywać w obecności Panny.
Matencja dała mi do myślenia pytając czy poznaliśmy rodziców Panny. No więc nie poznaliśmy, bo żadna ze stron nie wykazała inwencji w tym temacie. Ja uważam, że powinni rodzice Panny. a chyba najlepiej by było żeby Młody i Panna zaprosili do siebie obie strony. Bo rodzice Panny za bardzo nie maja teraz gdzie zapraszać, ale to osobna historia jest. A Młody powiedział do babci w tym temacie, że poznawać się mogą jak się planuje ślub, a on jeszcze nie wie czy się będzie żenił. Z tego co mówił wcześniej, mieszkając jeszcze z nami, to nie planują ślubu, bo im do szczęścia nie jest potrzebny. A babcia, matencja znaczy się, uczepiła się tego zdania, że może Młodemu Panna przestaje pasować :-)
A ja oczywiście mam wewnętrzne rozterki, że może niepotrzebnie tak go poganialiśmy z tą wyprowadzką, zabieraniem swoich rzeczy itd., no ale skoro zawarli już umowę najmu to na co było czekać... No i centralna moja rozterka pod tytułem karma wraca, czyli może ja do matencji za rzadko zaglądam, a teraz mam to samo. i śmiać mi się z tego chce i płakać jednocześnie.
I tak to...

piątek, 11 stycznia 2019

Młody wyprowadzony w grudniu, konkretnie to pierwszego. Deklarował, że jak się poukładają tak na maxa to nas zaproszą. Na zaproszenie czekamy do dzisiaj...
Trochę mnie to deprymuje, nie ukrywam. Nie chcę ich osaczać i być namona więc nie dzwonię, nie chodzę. Zresztą powiedzieliśmy mu przy jego bytności u nas dlaczego nie dzwonimy. Ale zastanawiam się czy taka polityka jest dobre. Bo jak tak dalej pójdzie to strace z nim kontakt zupełnie, bo z jego strony prawie żadnych ruchów nie ma. I odbieram to trochę jak policzek, porażkę wychowawczą. A zaraz potem zastanwiam się czy nie dramatyzuję. Ale z kolei raz na jakiś czas zadzwonić zapytać czy wszystko ok, to nie tak duże wymagania dla dorosłego syna, prawda? a on mam wrażenie że się po prostu odciął.
No i ta jego pseudosłowność... Pożyczył rzecz tylko na Sylwestra, do dzisiaj nie oddał. W międzyczasie pożyczył następną rzecz, ktorą już zaraz, jutro, pojutrze odda. W sobotę miną chyba dwa tygodnie. Nóż mi się w kieszeni otwiera...

poniedziałek, 07 stycznia 2019

Święta, święta... no i już po Sylwestrze :-)

Rodzinnie

Wigilia w licznym gronie, bo i teście, i moi rodzice, i siostra SZM z rodziną, no i Młody z Panną. Było miło i sympatycznie. Serio.
Pierwszy dzień Świąt - obiadek w domu, a po południu na kawę do rodzeństwa. Tam dołączył Młody z Panną, moi rodzice i rodzice drugiej połówki mojego rodzeństwa, a konkretnie to tata, bo mama źle się czuła.
Drugi dzień Świąt - na obiedzie u nas rodzice, teście, Młody z Panną i Mała z Kawalerem :-). Takie były plany, ale niestety teście nie dotarli. Ich strata. Po obiedzie kawa i świętowanie wspólne, nawet nie takie długie. Tak więc późne popołudnie, a już wieczór to na pewno, mieliśmy tylko dla siebie, bo Mała i Kawaler zajęli się potem sobą, a późno w nocy to już w ogóle wyjeżdżali w świat, razem z rodzicami Kawalera :-)
I tak minęły Święta...
Sylwester... nie zapowiadał się wyjściowo, bo o ile my rok temu zrobiliśmy prywatko-domówkę na prawie 20 luda, o tyle ze strony tych ludów jakoś nie płynęły żadne wieści, które mogłyby wskazywać na to, że ktoś z nich chciałby nas zaprosić. Nawet mnie to trochę wkurzyło. Konkretnie to od jednej takiej to było nawet słówko, a raczej pół, ale po pierwsze ona nigdy nie jest konkretna, po drugie nie wiem czy zależało nam na tym by tam iść, a po trzecie niechby się zdeklarowała, robi, zaprasza i sprawa jest jasna, a takie pitolenie że niby, że może, to mnie tylko wkurza. To na zasadzie, żeby potem mogła była powiedzieć, że przecież ja chciałam... No ale tuż przed Świętami posypały się propozycje. Z uwagi na naszego najnowszego członka rodziny (przypomnę, że mieszka u nas kot-ka), którego zachowania podczas strzelania w Sylwestra jeszcze nie znamy, wybraliśmy dogodną lokalizację. Było miło, sympatycznie, statycznie. Achów i ochów piać nie będę, bo nie ma nad czym.
Nowy domownik, a raczej domowniczka jest urocza, oswaja się coraz bardziej, rośnie, ale dalej jest cudna. Między Świętami a Sylwestrem kiedy to byliśmy w domu tylko we dwójkę plus kot(ka), doszłam do tego, że dobrze, że jest ten kot, bo tak siedzielibyśmy kompletnie sami :-)
Młody na swoim gospodarzy razem z Panną, chyba im tam dobrze, ale jeszcze nas nie zaprosili do siebie, a my/ja nie chcę się narzucać i niezaproszona nie pójdę. Dochodzę do wniosku, że mieszka się nam bez niego spokojniej. Nawet się zastanawiałam na czym to polega. Dzisiaj Mała zadała mi pytanie czy nie uważam, że odkąd Młodego z nami nie ma to tacie się więcej chce? Czyli to chyba nie tylko moje wrażenie. A całe clou chyba tkwi w tym, że SZM toczył jakąś chorą rywalizację, sama nie wiem jak to nazwać. On tego czegoś robić nie będzie, bo może to zrobić Młody. Ja podskórnie już się denerwowałam takim stanem rzeczy. Poza tym osobna bajka to czy Młody to zrobi, to raz. Dlaczego SZM zrobić tego nie chce, to dwa. Czy Młody zrobi to tak jak trzeba, to trzy. No i czy w terminie, to cztery. Bo Młody taki jest. Nigdy nie wiem czy jak powie że coś zrobi to zrobi, albo czy zrobi w terminie, czy nie trzeba będzie poprawiać, albo robć za niego :-)
A teraz żyje nam się spokojniej. Na pewno mnie. Nie drżę czy Młody zrobi, nie wkurzam się, że Młody nie zrobił, nie mam po kim poprawiać, kogo rozliczać, bo każdy z nas wie co do niego należy i to po prostu robi.

Biegowo

Z uwagi na to, że miałam zdrowotną pauzę w treningach, tak się rozpasałam, że dorwał mnie Leniwiec Gigantus. Wybiłam się z rytmu treningowego. Przytyłam. Coraz trudniej jest mi znaleźć na tyle silnej woli by pójść na trening. Postanowiłam zatem wyznaczyć sobie cel, nowy, ambitny... Zapisałam się na półmaraton. Od lutego/marca zaczynam ambitne treningi stricte pod ten dystans.

Pracowo

Przy okazji padły w moją stronę słowa sugerujące ewentualną możliwość awansu. Niestety znowu w kompletnie inną zawodową stronę. I teraz mam zagwozdkę, nawet nie jedną. Bo raz, że nie wiadomo czy się uda. Bo dwa, dopiero co poczułam się w miarę pewnie tu gdzie teraz jestem, uporządkowałam cały zastany burdel, przygotowałam sobie plan działania, ogarnęłam przestrzeń, a tu zonk, znowu zmiana? Bo trzy, na tym nowym poletku jest zdecydowanie wyższa motywacja finansowa, i to jest chyba najsilniejszy argument. Bo tak naprawdę to nic więcej mi tam nie pasuje. I mam taką maleńką cichą, szczerą nadzieję, że po prostu nic z tego nie wyjdzie :-)

Byliśmy w kinie na Bohemian Rhapsody. Polecam! :-)