na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
czwartek, 26 lutego 2009
Z umorusanym czołem wkraczamy w okres Wielkiego Postu. to jedyny czas kiedy można bezkarnie odmówić zjedzenia słodyczy. No, może jeszcze adwent... Tak, byłam w kościele. Sama z siebie jestem dumna. Bo z niedzielnymi mszami to już tak dobrze nie jest jak sobie obiecywałam.

Chorwacja raz jest bliżej nas, raz dalej. U SZM w pracy zawirowania na maxa. Współczuję mu atmosfery, bo pamiętam jak kiedyś to samo działo się u nas. Nie dopuszczam do siebie myśli co będzie jeżeli SZM straci pracę. Stoję na stanowisku, że mam nadzieję, że nas to nie dotyczy. A jednak się dzieje. Jak mówią media kryzys szaleje wszędzie.
Wypadałoby zarezerwować wakacje dzieciom. Ale jak to robic kiedy nie wiadomo co będzie dalej z pracą. SZM się denerwuje, że trzeba to rzucić w cholerę, żeby nie być tym, który zgasi światło. Ale żeby rzucić w cholerę trzeba miec przynajmniej szkic planu B. Na razie rozpuszczamy wici. Boję się zmian, niepewności... Wiem, może się zdarzyć, że wyjdzie nam to na lepsze. Mnie na przyklad wyszło. Ale i tak się boję. Moja pensja była tylko dodatkiem do budżetu który tworzyła pensja SZM. Nerwy zjadają mnie od środka.

Do matencji jeżdże teraz naprawdę niezwykle rzadko. Nie chcę pchać się na drogę w takie wstrętne warunki pogodowe, skoro nic się nie dzieje, nie ma nic pilnego. I nie powiem, jest mi w tej sytuacji bardzo wygodnie.
Mam tyle wizyt towarzyskich do nadrobienia, że przez tydzień powinnam chodzic codziennie po chałupach, żeby to nadrobić. Ostatnio wychodzę z zalożenia, że robię to, co jest dla mnie wygodne, nie umartwiam się, nie poświęcam. Szkoda na to zycia. Ale wiem, że przyjdzie czas, zmieni się pogoda i malenka Anonimka zawoła gdzies tam we mnie w środku - czas brać się do dzieła, dłużej tak nie można.


poniedziałek, 23 lutego 2009
a dzis atrakcje pracowe w pelnym tego slowa znaczeniu.

Bieluski snieg.
Ognisko.
Grzaniec.
Koniki.
Sanie.

i praca na pelnym etacie :-)
niedziela, 22 lutego 2009
Żeby opisać wszystko to, co mi siedzi w głowie musiałabym tu stworzyć elaborat. Pomijam kwestię jako-takiej anonimowości :-) Nie mam ani zdrowia, ani siły żeby tak twórczo się tu udzielać, dlatego będzie zwięźle.
:-)

*
Studenckie oblewanie zakończonego semestru:
knajpka de luxe, najpierw smutne wieści i moje łzy (sama się dziwię swojej reakcji), a potem miło i sympatycznie:-)
**
ostatnia sobota karnawału czyli rodzeństwo z rodziną u nas:
rodzina się nam powiększa :-)))
zapętlenia towarzyskie na gruncie poza rodzinnym. Prędzej czy później można się było spodziewać, że zainteresowana będzie chciała się dowiedzieć co i jak, poznać genezę pewnych decyzji.
Źle się czuję uwikłana w takie zależności. Nie lubię takich sytuacji. I mam jakieś takie wewnętrzne poczucie winy.
***
Oczka mi się samiuśkie zamykają...
Dobranoc
czwartek, 19 lutego 2009
ile macie ich w sobie?


wtorek, 17 lutego 2009
Nie wstawiam wielu zdjęć na portal N-K. Dla zasady. Bo wstawianie fotek typu koło palmy, przed piramidą, u stóp wodospadu itp. to dla mnie żenua totalna. Wczoraj coś mnie podkusiło, wstawiłam sobie nowe (nie takie całkiem, ale jednak) swoje. I zaskoczyła mnie ilość komentarzy pod tą fotką. Pozytywnych!
Nie, nie mam zamiary zmieniać nawyków, ale mimo wszystko to miłe. I odezwał się też dawny kolega sprzed lat, nawet nie liczę ilu :-)

Jutro w pracy MegaKontrola. Wszyscy dramatyzują, może i słusznie. Ulegam emocjom tłumu i też mnie telepie :-)

Denerwuje mnie ten spadający złoty. Naprawdę.
Czuję się teraz tak jak w dniu ogłoszenia stanu wojennego. Jak ja się już umówiłam z koleżankami na lodowisko to ONI sobie wymyślili stan wojenny. Żal miałam do całego świata, że jak to tak?
Tyle historia. A współcześnie...
Jak ja już wakacyjny wyjazd nad ciepłe morze mam zaplanowany to ONI windują kurs euro. Nożesz ty... Gdzie tu sprawiedliwość dziejowa?

Bawi mnie sprawa Durczoka. I stołu. Może dlatego, że lubię gościa, a może patriotyzm lokalny się we mnie odzywa... I naprawdę ubawiłam się oglądając wczorajsze Fakty, bo to, co powiedział na końcu media cytowały, ale jak przed rozpoczęciem czołówki glancował rękawem blat feralnego stołu pominięto milczeniem. Lubię gościa i już.

Wzieło mnie na odrabianie zaległości domowych. Wczoraj przewalczyłam caluteńki stos prania do prasowania, do tego mniejszy stosik rzeczy do pozaszywania. Dziś zmieniłam pościel, odkurzyłam chałupkę, wyprałam, powiesiłam pranie i mam poczucie dobrze spełnionego obowiązku. :-)

Świat wokół mnie zasypany na biało. Na maxa. Nawałnica dzisiaj była u nas taka, że zrezygnowałam z odwiedzin u matencji. Jak nie tak pilne to może poczekać. Warunki do jazdy są straszne, to nie będę się tak sama dobrowolnie pchać na drogę.

W piątek czeka mnie babska imprezka. Nieco inna, bo studencka. Świętujemy zaliczony I semestr.

Wczoraj wpisując różne terminy do kalendarza zdałam sobie sprawę, że ani się obejrzałam i umknął mi gdzieś styczeń. Teraz już było-nie-było druga połowa lutego. Na dobrą sprawę o Wielkanocy czas pomyśleć. Mam wrażenie, że im jestem starsza tym czas szybciej płynie.
niedziela, 15 lutego 2009
Walenty był i minął. Dla nas na sportowo. Z "miotełkami" w rękach :-) Zabawa przednia była. Od SzM dostałam takie symboliczne miniaturowe serduszko z czekoladkami. Przyznam się bez bicia ja dla niego nie miałam nic. Jakoś tak nie zadbałam. W związku z tym mam trochę poczucie winy. Nawet nie wiem czy winy czy obawy, że SzM kiedyś poda mi na talerzu fakt, że nie dostał ode mnie serduszka.
Od dzieci nic. Mała chciała iść rano kupić wszystkim kwiatki, ale ją troszkę zbanowałam. I zastanawiam się czy przez takie hamowanie nie wyciszyłam sama własnoręcznie Młodego w temacie upominków dla nas. Pewnie tak było... Czy teraz po latach da się to odkręcić...?
Po powrocie z lodowiska SzM przygotował pyszną kolację i spałaszowaliśmy lody bakaliowe. Potem film "Chyba kocham moją żonę". Nie pamiętam dokładnie tytułu, ale dość fajny był. Komedia romantyczna.
Samo Święto Walentego dziś przyprawiało mnie prawie o mdłości. Na każdej stacji radiowej i tv wszyscy trąbili o Walentynkach. Ileż można...?

Od poniedziałku w pracy nerwowo. Wkracza do nas BardzoWażnaInstytucjaKontrolującINadzorująca. Papiery, papiery i jeszcze raz papiery.

W kwestii odchudzania tabletkowego - zaczynałam wagą startową chyba 78kg. I to było na początku grudnia. Dziś jest 69,5kg i to mi się podoba, nie ukrywam:-)))
piątek, 13 lutego 2009
Chłopcy pojechali do kina, a my - dziewczynki spędziłyśmy wieczór przy komputerze.
Zakładanie konta pocztowego email, konta na N-K i wybieranie odpowiednich zdjęć, które przejdą casting nie jest takie znowu ani proste ani szybkie.
Mamy to już za sobą. Wszelkie uwagi, wskazówki, ustawienia prywatności i takie tam inne związane z bytnością w internecie - również.
Przekierowanie poczty do mamusi również :-)))
Ale jest już założone, to, na co Mała czekała od chyba roku - konto na N-K!
...i uszczęśliwiona idzie spać, a ja do garów nadrabiać zaległości.
A miał to być spokojny wieczór z książką w ręce...
środa, 11 lutego 2009
Ulotne to życie. Pstryk! ...i nie ma.
Przeżyć wspólnie 52 lata małżeństwa. To jest nie byle co. Szkoda tylko, że dzieci z tego nie było. Samotność jest okropna.
I tym sposobem w piątek czeka mnie uroczystość pogrzebowa. Wierzyć mi się nie chce. Bardzo mi jej żal. Została teraz sama.
Dobrze, że Młody jeszcze zdążył się zobaczyć z obojgiem.
Przyszywani dziadkowie. Nasi dawni sąsiedzi.

Mam szczerą nadzieję, że w naszym związku to ja umrę pierwsza.
Nie, jeszcze nie teraz. Jeszcze za wcześnie.




niedziela, 08 lutego 2009
Jestem już studentką drugiego semestru studiów uzupełniających magisterskich. Egzamin, którego tak się bałam zaliczyłam na ocenę bardzo dobrą i mam nieprzyzwoitą średnią 4,9.
Mam jeszcze cichą, cichuteńką i maleńką nadzieję, że być może uda mi się zamienić tę jedyną czwórkę na piątkę, ale jednak jakichś wielkich nadziei sobie w tymże kierunku nie robię.

Za tydzień planowana impreza z okazji oblewania zaliczenia sesji.

Piątkowa impreza czterdziestolatkowa (nie moja, koleżanki) - mega udana. Serio. Fajne są babskie imprezki, polecam wszystkim!

A dziś po powrocie z egzaminu czekała na mnie upieczona własnoręcznie przez SZM karpatka.
I butelka czerwonego wina, którą właśnie kończę :-)))
...a do tego uczta dla duszy i oczu - 4 najnowsze, świeżutkie odcinki piątej serii Lostów. Został mi jeszcze jeden do obejrzenia, zatem spadam stąd,

Ta-dam!!!
czwartek, 05 lutego 2009
Zaliczyłam wizytę u matencji.
Pojechałam, bo już mnie wyrzuty sumienia gryzły, bo dawno nie byłam, bo roboty ma, miała pełne ręce roboty, jak to przy przestawianiu mebli, a ja się nie pofatygowałam do pomocy. No i w ogóle mnie zeżerało, a opcja była taka, że albo dziś, albo dopiero w następnym tygodniu.
Zabrałam ze sobą Małą i pojechałyśmy. I wiecie co? Było miło i fajnie. Potem dołączył do nas tata, ale obyło się bez nerwowej atmosfery, bez złośliwości, bez wymówek, skarg i opowieści co on powiedział jej, a ona jemu. Aż wierzyć mi się nie chce. Nasuwa mi się wniosek, że może to dlatego, że naprawdę dawno mnie tam nie było. Sobotniej wizyty nie wliczam, bo to pomocowa wizyta była, a nie towarzyska. Wiem, zdaję sobie sprawę z tego, że to nie ma związku z tym jak się do siebie odnoszą, do ich relacji, ale to jest taka forma wewnętrznego usprawiedliwienia się za długa nieobecnośc u matencji.

Jutro kolejna impreza pod hasłem "40 lat minęło". Chcę się dobrze bawić, ale świadomość, że w niedzielę mam egzamin trochę mnie paraliżuje.

Cały czas wydawało mi się, że chorują wszyscy, a my nie. My zdrowi. No i niestety. Mała zakatarzona, a moje gardło woła o pomstę do nieba. A matencja każe mi wcinac czosnek. Mówię jej, że nie będę, bo z ludźmi pracuję, ale do niej to nie przemawia, ważniejsze jest zdrowie. Uciełam zapowiadającą się dyskusję-przemowę krótkim - "czosnku jeść nie będę, koniec kropka, szkoda dyskusji". A Mała dodała "kropka kom pl" i roześmiałyśmy się wszystkie.

Chyba dzisiaj moja matencja zdała sobie sprawę, że jestem już dużą dziewczynką :-)) Podczas rozmowy z mojej strony padło zdanie na temat moich koleżanek "przecież same wiedzą czego chcą, to nie są dzieci, tylko dorosłe czterdziestoletnie kobiety".
I widziałam ten moment w jej oczach, wyrazie twarzy, zastanowieniu, ten ulamek sekundy, kiedy zdała sobie sprawę, że ja też.
 
1 , 2