na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
niedziela, 26 lutego 2012
Z przedremontowego kuchennego pola walki donoszę, że kolejne kroki w kierunku metamorfozy naszej kuchni poczynione. Rozpoznanie cenowe sprzętu AGD musieliśmy ograniczyć możliwością kupowania tychże na raty. Pojechaliśmy do sklepów sieciowych. I mogę już się pochwalić i powiedzieć, że jesteśmy szczęśliwymi posiadaczami sprzętu AGD. Sprzęt dopiero do nas przyjedzie, ale kredyt już mamy przyznany i od kwietnia płacić trzeba. A to nasze zakupy:

kuchenka do zabudowy (Amica)

  

+ okap (Amica)


i zmywarka (Bosch)



A w gratisie wzięliśmy sobie takie cudeńko,

bo to które mamy jest dosyć mocno eksploatowane i przyda się nam nowsze, lepsze, ładniejsze ;-)

piątek, 24 lutego 2012
Ze studenckiego grafiku i rozpiski wynika, że na 28 weekendów 14 spędzę poza domem. Nie wiem czy się śmiać czy płakać.
Jeden z tych czternastu weekendów nie pasuje mi bardzo i praktycznie nie ma takiej opcji żebym wówczas wylądowała na uczelni, ponieważ już od listopada planujemy w tamtym konkretnym terminie wojaż krótki, intensywny, zagraniczny.

Wczoraj trochę pogrzebałam w szafkach, wyrzuciłam kilka rzeczy, które tak sobie siedziały w szafce na wszelki wypadek, bo wyrzucić żal. I zrobiło mi się lepiej.

Dzisiaj pojechaliśmy pooglądać sprzęt AGD do kuchni, ale nic z tego nie wynikło, mimo wszystko wolę sama sobie wyszukiwać w neciku co by mi tam w duszy zagrało. Póki co wyszukałam już kuchenkę, okap i zmywarkę, muszę tylko jeszcze zrobić badanie rynku cenowego.
czwartek, 23 lutego 2012
Panik mi się włączył. Sama widzę jak bardzo w środku jestem rozedrgana od wczoraj. Muszę uporządkować przestrzeń wokół siebie. Mam wrażenie, że od pewnego czasu wszystko wokół mnie tak pędzi, że tęsknię za leniwym popołudniem. Dzisiaj wizyta kontrolna u specjalisty z potomkami. W mieszkaniu totalny kipisz, niepościelone łóżka, sterta prania do prasowania, co to właśnie wyschło. Obiad jeszcze w głowie w postaci pomysłu. A ja cały czas myślę, ogarniam temat swojego czasu przyszłego. Jestem tam w środku mocno przerażona i sama siebie pytam po co mi to wszystko. Muszę być dobrej myśli, innego wyjścia nie ma.
Jestem zadaniowcem, wiem. Muszę mieć jasno wytyczone cele.
Więc najpierw ogarnąć chałupę, zrobić obiad, zawieźć dzieci. A tak w ogole wyznaczyć remontowy plan działania. Luknąć w kalendarz i spróbować gdzież przełożyć zaplanowaną już imprezę urodzinową Małej, bo wszystko wskazuje na to, że właśnie wówczas będę na zjeździe studenckim.

a tak po cichu to jednak się ciut cieszę :-)
Wieczory w hotelu spędzone z dobrą książką to będzie fajne, tak mi się przynajmniej wydaje dzisiaj.
Bogu dzięki, że mam to drugie auto...
środa, 22 lutego 2012
Przesiadka w pracy trwa. Tematów do ogarnięcia jeszcze sporo. Beztroska-Ciotka-Klotka potrafi wkurzyć.
To raz.

Zaczęłam szkolenie w ramach programu unijnego. Zachciało mi się szkolić informatycznie i językowo. No to mam. i długo jeszcze będę miała, bo szkolenie trwa dłuuugo.
To dwa.

Zapisałam się na kurs stricte związany z moją przesiadką pracową. Kurs się jeszcze nie zaczął, ale spotkanie organizacyjne planowane było/jest na początek marca. Musi się zebrać grupa osób zainteresowanych. Może ruszą ze szkoleniem w marcu, może w kwietniu, może później.
To trzy.

Zdecydowaliśmy się na remont kuchni. Gorący czas to marzec, kwiecień, maj. Jak remont kuchni, to wiadomo, że bajzel w całym domu. Jak skończymy kuchnię, to przedpokój się kłania do odświeżenia przynajmniej, bo na suficie uroczo farba odpada od tapety.
To cztery.

Dziś zadzwoniono do mnie z informacją, że zakwalifikowałam się na studia podyplomowe. Weekendowe zjazdy z zapewnionym noclegiem i wyżywieniem, plus zwrot kosztów za dojazd. Tak było w zeszłym roku, mam nadzieję, że w tym też.
Niby super, bo wszystko za unijną kasę. Inna sprawa, że dojechać trzeba ponad 100 km. Zjazdy nienormowane, prawie w każdy weekend. Start już w marcu!
To pięć.


Jak ja na to wszystko znajdę czas?
poniedziałek, 20 lutego 2012
remontowo
Dzisiaj umowa została podpisana, cena wynegocjowana, ustalony został termin realizacji.
Przed nami więc zadania do wykonania:
- zbić kafelki i wyrównać ścianę
- przesunąć /przedłużyć rurki/ ujęcie wody i dwa liczniki wody
- ... rurkę gazową
- podciągnąć prąd tu i tam, zamontować gniazdka, kontakty, punkty oświetleniowe
- położyć nowe kafelki, płytki, czy tam coś innego na ścianie
- zrobić podłogę (panele znaczy się)
- zamówić drzwi (łamane)
- zlikwidować parapet okienny
no i zakupy tak zwane sprzętowe:
- zmywarka do zabudowy (45cm)
- kuchenka do zabudowy (do szafki 60cm) czyli zestaw płyta gazowa + piekarnik. Ważne, żeby kuchenka kurki miała na dole, a nie przy płycie u góry i żeby ruszt przy palnikach był mały i zgrabny. Nie wiem tylko czy chcę płytę czarną szklaną czy też niklowaną.
Nasze wymagania co do piekarnika: programator czasowy, samooczyszczanie, termoobieg (a nawet dwa), grill, mile widziany mechanizm wózkowy. I duże pojemne blaszki. To taki koncert życzeń.
- zlewozmywak kuchenny - 1,5 komory plus ociekacz. Niklowany. Kto wie jaka jest różnica między satyną a jedwabiem, czy coś takiego?
- okap; najzwyklejszy filtrowy, płaski, nie ten najcieńszy (w nich większość urządzenia chowa się w szafce), bo zależy mi na tym, żeby w szafce nad okapem było dużo wolnego miejsca
Może w kwestii sprzętu możecie mi coś podpowiedzieć?

Jak wszystko pójdzie dobrze to weekendowy majowy obiad będziemy robić w nowej kuchni. Oby. Teraz jestem optymistką, zastanawiam się kiedy życie zweryfikuje moje oczekiwania.

Ostatkowy weekend spędziliśmy w górach. Bardzo lubię Firmowe-Wyjazdy-Za-Małe-Pieniądze :-) Było fajnie i sympatycznie. Doszłam do wniosku, że już starość nas dogania, albo też zbyt często trafiają się nam takie okazje do balowania, bo ochota do tańcowania już nie ta, już szału nie ma.
Mała z wyjazdu zadowolona, skumplowała się z córeczką znajomych więc można myśleć o tym, by wysłać je na FirmowyObóz, bo we dwie raźniej w nowej grupie.
Ośrodek nie zachwyca, ale weekend to nie wieczność, za to żarcie mieli pyszne.
Na koniec "wygrałam konkurs" na bycie kierowcą i przyszło mi wracać do domu. Dałam radę :-)
Młody został w domu sam, zaliczył koncert, popracował i nawet skusił się na przejażdżkę samochodem. Znaczy przeżył sam i nie umarł z głodu :-)
Dzisiaj do pracy też jechał autem i wrócił cało i zdrowo, a drogi śliskie. Powoli oswaja się z autem, widzę.
jo-jo i nie tylko
Zdałam też sobie sprawę z tego, że czas Wielkiego Postu powinien być dla mnie okresem postu w pełnym tego słowa znaczeniu, bo wkrótce toczyć się będę. Od środy startuję, bo źle się czuję w otoczeniu zbędnych fałdek.
SZM już się toczy, nad czym boleję bardzo. Już sama nie wiem jak go zmotywować, bo dygresje słowne nie skutkują. Nie mogę patrzeć na koszulę, która opina wielkie ciało, żeby nie powiedzieć brzuch, a guzik już-już lada chwila eksploduje w kosmos. Przykro to pisac, ale taka jest prawda. Był czas, że SZM tak pięknie zeszczuplał, ale to było chyba ze cztery lata temu. Nadrobił wszyściuchno i jeszcze nawet dołożył. Z jednej strony go rozumiem, bo praca przy biurku, mało ruchu, zjeść lubi, nie ma co ukrywać. Ale z drugiej strony nadziwić się nie mogę jak się upasł, bo to już nie podchodzi pod słówko przytył.
. . .
na wszelki wypadek kliknęłam sobie "zapisz jako szkic", żeby mi znowu nie zeżarło moich wypocin :-)
. . .
towarzysko i w ogóle
wrąbaliśmy się, brzydko mówiąc, w spotkanie towarzyskie z okazji tak zwanego ostatkowego śledzia, znaczy jutro.
Przy czym wczoraj późnym popołudniem wróciliśmy i padłam jak kawka (czy ktoś wie dlaczego tak się mówi?), przesypiając resztę wieczora. Dzisiaj rano oczywiście do pracy, potem po pracy załatwianie bardzo ważnych spraw i niestety późnym popołudniem znowu do pracy, na tak zwane nadgodziny z konieczności. Wróciłam późno i nie miałam siły ruszyć ani ręką ani nogą.
Po powrocie z gór jestem zakatarzona na maxa i generalnie źle się czuję. Jutro od rana do pracy, a po południu goście.
Jestem jak się to mówi w głębokiej czarnej dziurze, żeby nie powiedzieć brzydko. Najchętniej pierdyknęłabym tą wizytą i odwołała wszystko, ale jakoś nie potrafię. Wychodzę z założenia, że dam radę. Jak Pstrowski, wiem, że to głupie. Dobija mnie świadomość, że w środę też nie odpocznę, bo czekają mnie zajęcia kursowe, na który sama się zgłosiłam ;-/
Jutro planuję zerwać się z pracy jakąś godzinkę wcześniej, zrobić szybkie zakupy i coś tam śledziowego upichcić. O ogarnięciu chałupy nie wspomnę.




czwartek, 16 lutego 2012
Naklikałam, naklikałam i wpis mi zeżarło.
!$%$^(**!!

Widać nie miało go być.

...ale emocje wywaliłam.
środa, 15 lutego 2012
Fachman od mebli kuchennych się był odezwał i cena powaliła nas na kolana. Po zasięgnięciu tak zwanego języka już wiemy, że za tę jakość i tak nie jest to cena wygórowana, ale nie zmienia to faktu, że uskładanej kasy mamy za mało.
Cena za kompletny zestaw mebli z montażem i wszystkim co się tych mebli tyczy zeżre nam caluteńką kasiorkę, jaką mamy na ten cel przygotowaną. A gdzie przeróbki wody, gazu, prądu, podłoga, nowy zlew, kuchenka, piekarnik, zmywarka, kafelki...
Oboje teraz zastanawiamy się czy odczekać jeszcze, dooszczędzić, doskładać i wówczas zabrać się do roboty z pewnym komfortem psychicznym, czy też rzucać się już w wir robót opierając się na uzyskanych w sklepie ratach za sprzęt AGD i kredyt liniowy w koncie. Wówczas w maju mielibyśmy już kuchenkę jak się patrzy...

wtorek, 14 lutego 2012
zaległości matencyjne
tematu matencji nie mam ochoty już poruszać, ale z poczucia przyzwoitości dodam tylko, że dzisiaj byłam u niej i w przypływie serdeczności (tak przypuszczam z tonu i błysku łez w oku) powiedziała mi, że jestem zbyt radykalną matka, że mam moje dzieci bardziej przytulać, zwłaszcza (oczywiście) Młodego, bo on jest taki biedny, taki zamknięty w sobie i tu potok łez się wziął wydobył. Zebrałam się szybciutko do domu zapewniając, że po prostu muszę, bo raz, że goni mnie czas, a dwa, że jeżeli zostanę to na pewno się pokłócimy i powiem jej  zapewne coś czego na razie powiedzieć nie chcę. Zanim przyjechałam do domu matencja nie omieszkała już zatelefonować do Młodego, pytając o to i owo, i w tajemnicy powiedziała mu też, że tak naprawdę temat tego zostawienia go samego, bez jedzenia (o Bosze, jaki bezsens!) podjęła teściowa. Słowem SZM miał prawie rację. Ona oczywiście niewinna. Nawet gdyby tak było - w co nie wierzę, ale nawet gdyby tak było to po jaka cholerę ona sama się pcha między wódkę a zakąskę.
Doigrała się. Szkoda mi jej, ale muszę mocniej podciąć pępowinę dla własnego zdrowia psychicznego. Szybko, elegancko i z chirurgiczną precyzją.
zdrowotnie
wydaje się, że problem zdrowotny Młodego w końcu osiągnął finisz, ale pisze to takim scenicznym szeptem, żeby licho nie usłyszało. Jutro chyba już ostatnia kontrola.
Zaliczyłam wizytę u dermatologa - zmiany do likwidacji przez zamrażanie. Mam już ustalone terminy. Słowem powinno być OK.
Zarezerwowany termin do chirurga spożytkuję na taka jedną zaległość, do której zrobienia zbieram się i zbieram. No to w końcu się może zbiorę.
Powinnam też zaliczyć gina, ale to po miesiączce.
Póki co oczy - okulista - OK. Zęby - stomatolog - OK. Skóra - dermatolog - w trakcie, ale jak widać powinno być OK. Kręgosłup - czekam na MRI, ale mam nadzieję na normalne skrzywienie i zwyrodnienie :-) Chirurg - na razie mam termin, się dopiero okaże czy rezultat wizyty będzie OK, czy nie. 
Jeszcze trochę i poszczególne punkty mojego przeglądu gwarancyjnego będę mogła odhaczać.
imprezowo
sobotnia imprez urodzinowa w gronie prawie babskim była udana. Słówko prawie robi różnicę. Zarówno w przypadku grona, które tak do końca babskie nie było, jak i w przypadku skali tak zwanego udania się imprezy :-)
Rzucę tylko kilkoma hasełkami, które być może kiedyś doczekają się rozwinięcia.
Bycie seniorem w gronie nie jest fajne. Moja psyche mówi mi, że już nie jestem tak frywolna, pociągająca, jak chciałabym być. Coraz częściej dopada mnie uczucie żalu za upływającym czasem. I ciężko mi się z tym pogodzić. Żeby nie było niejasności. Patrzę na młodsze zadbane, piękne dziewczyny i żal mi, że ja już taka nie jestem. Nie ten rocznik, nie ten przebieg, nie to podejście. I to nie jest fajne. Nie jest fajne uczucie bycia przeźroczystą dla młodszego pokolenia.
remontowo
Byliśmy u jednego takiego, co robi fajne meble, taki co to go sobie ludzie polecają. Powiedzieliśmy czego oczekujemy, co byśmy chcieli, a on ma to nam przygotowac i zadzwnić powiedzieć na ile to wyliczył. Słowem sprawdzamy, czy nas na niego stać. I pierwszy zgrzyt, bo tego nie lubię. W sobotę pan się umówił, że w poniedziałek po południu zadzwoni i poda cenę. Niestety nie zadzwonił.
W międzyczasie rozsypała się nam bateria przy umywalce w toalecie. I tak mnie naszło, że chciałabym w końcu mieć tam szafki, które planowałam już sto lat temu. Na razie wymieniliśmy baterię. Zostało jeszcze kilka spraw: umywalka, szafka pod umywalkę, może nowa szafka na kosmetyki i konieczna szafka na chemię. Tyle bym chciała, ale najpierw kuchnia. Po kolei.
weekend
niespodziewanie wyskoczył nam imprezowy wyjazd w góry. w końcu jest koniec karnawału, prawda? Okazje firmowe są przez nas bardzo lubiane :-) Tym razem zabieramy Małą, ale Młody zostaje, bo w sobotę koncert, a bilet już kupiony. A w niedzielę - praca studencka i potem wspólny bankiet :-)
I znowu babcia będzie ronić łzy,że biedny pokrzywdzony przez los Młody zostaje w domu, a wyrodni rodzice zabierają dupcie i jadą w świat. Niech roni...
edukacyjnie
Na szkolenie/kurs pracowy przydatny mi w przyszłym zawodowym życiu wpisałam się już i czekam kiedy dostanę info, że startują.
A w tak zwanym międzyczasie dostałam się na inne szkolenie, takie za unijne pieniądze. Zapisałam się tam ot tak, dla samej siebie. To się nazywa chyba wysoka chęć samokształcenia :-)
pracowo
wiele się nie zmieniło, niestety.
świątecznie
Wesołych Walentynek Wam życzę. Aczkolwiek przyznam szczerze, że denerwuje mnie to święto. Narzucone, wymuszone, zmałpowane, przesłodzone, skreślające Cię już na wstępie jeśli nie masz pary i generalnie chyba do kitu.
Tak, chyba się zdecydowanie zestarzałam. W końcu pikantny seksowny rocznik zobowiązuje...
wtorek, 07 lutego 2012
zdrowotnie
Bosze, czy to już nadszedł ten czas bym biegała od lekarza do lekarza? Kręgosłup nawala, czekam na badanie MRI.
Teraz mam dodatkową atrakcję - zmianę typu ewidentna zmiana na skórze. Na plecach. Na pewno wcześniej jej nie było, a teraz jest i przeszkadza, w dodatku nie wygląda zbyt ładnie. Zabrałam się do roboty i w przyszłym tygodniu mam konsultacje u dermatologa i zaraz potem u chirurga. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności udało mi się dostać szybkie terminy. Obym tylko nie zapeszyła.
Mam szczerą nadzieję, że skończy się interwencją chirurga i tyle. Oby.
pracowo
przemyślałam temat na poważnie. Rozmawiałam z szefostwem. Szczerze. Mam zielone światło na szkolenie zewnętrzne. Usłyszałam - wiem, ja to wszystko obserwuję. Niech no tylko pani załapie w czym rzecz i zaraz zrobię porządek. Drastycznie brzmi, ale taką wersję przedstawiono mi od początku, myślałam, że w międzyczasie temat był się rozmył, ale nieświadoma niczego Ciotka-Klotka pracuje mocno nad tym by wciąż był aktualny. Nie czekam na ten porządek, nie o to mi chodzi, ale szlag jasny mnie trafia na obecny stan rzeczy.
Dzisiaj po raz kolejny starała się wmanewrować mnie w uzupełnianie swoich zaległości, rzeczy odłożonych na później, które koniecznie trzeba zrobić.
domowo
Mała bohatersko wyszła z utarczki laboratoryjnej, bo w ramach atrakcji feriowych zafundowałam jej kontrolne badanie krwi :-) Przeżyła, więc jest dobrze. Oczywiście była z koleżusią. Teraz szykuje się na pidżama-party do koleżusi.
Młody coś tam kombinuje w pokoju. Wczoraj stał się szczęśliwym posiadaczem nowego aparatu telefonicznego za własne zarobione pieniądze więc jest dumny i blady :-)
W kuchni paruje pyszny kapuśniak zrobiony przeze mnie już wczoraj, więc tym bardziej pyszny :-)
Za chwilę SZM wkroczy do domu.
Zjemy obiad, bardziej chyba obiadokolację, ale to nasza zwykła normalna pora. Tak to u nas wygląda. Moglibyśmy niby z lekka wcześniej, ale zazwyczaj czekamy aż się wszyscy w komplecie zbiorą.
A potem zbiorę dupcię w garść i pojadę do Onej na babskie pogaduchy. Ta Ona w dalszym ciągu czeka na decyzję Specjalisty w swojej medyczno-zdrowotnej sprawie. Strasznie jakoś ten rok się zaczął, gdzie nie spojrzę to problemy ze zdrowiem.
Sterta prasowania patrzy na mnie tęsknym okiem, a ja udaję, że jej nie widzę.
Matencja
zadzwoniła późnym popłudniem, kazałam SZM powiedzieć, że mnie nie ma. Lekko się zdziwiła, ale nic na to nie poradzę. Nie mam ochoty wysłuchiwać kolejnych zarzutów. Albo też kwestii w stylu "to wcale nie tak, ja przecież tak nie powiedziałam, źle mnie zrozumiałaś, niepotrzebnie się denerwujesz, co ty taka nerwowa jesteś, to wcale tak nie było". I wcale bym się nie zdziwiła gdyby tak było.
 
1 , 2