na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
czwartek, 25 lutego 2016

chciałabym sobie poklikać, ale zamiast zacząć od wpisu to ja rzuciłam się do czytania co u Was chcąc nadrobić zaległości i w głowie mam Wasze wpisy. Umknęło mi już to, co chciałam naklikać :-) A tak bez ładu i składu to wyjdzie jakiś totalny masakryczny nieład...

Małe dzieci mały kłopot, dzieci rosną, kłopoty również. Święta to prawda.

Jako rodzic dorastającej młodzieży zmagam się z dylematami rodzicielskiej moralności i tego co wolno, co wypada, na co chcę pozwolić, a na co nie... I nie jest to proste.

Mlody, lat 24, student, w dalszym ciągu mieszka z nami, dorabia coś tam na boku, ale generalnie jest na naszym utrzymaniu, bo to co dorobi to jego tzw. kieszonkowe. Wydawać by się mogło, że dorosły facet. Inni w jego wieku zakładają rodziny, a tu w domu u nas - dziecko beztroskie.
Wieczne tarcia na linii SZM - Młody i pojęcia nie mam z czego się to bierze. Nawet nie chce mi się analizować, bo do czego dojdę, do jakich wniosków...? SZM wychował się bez ojca, bo ten zmarł gdy SZM miał 8 - 9 lat. Nie ma więc wzorca. Mam wrażenie, że SZM wiecznie się czepia Młodego, zawsze usiłuje mu udowodnić, że on znaczy Młody nie ma racji, że się nie zna, nie ma racji. Sprowadza go do parteru, sponiewiera, nie dosłownie praktycznie, ale sposobem rozmowy. Może to ja jestem jakaś przeczulona, sama już nie wiem. Inna sprawa, że Młody ma w sobie sporo/trochę (?) przemądrzalstwa, jakiejś takiej przekory. Ale to z kolei może się właśnie brać w odwecie, w reakcji na to wieczne punktowanie przez SZM. Nie twierdzę, że jestem rodzicem idealnym, bo tak nie jest, ale kiedy słyszę jak SZM zaczyna się czepiać to mnie się nóż w kieszeni otwiera, a co dopiero Młodemu. A SZM ma jeszcze do mnie pretensje, że nie staję po jego stronie, że nie ma we mnie oparcia. Powiedziałam mu nawet ostatnio, że sprowadza w rozmowie Młodego do parteru, sponiewiera go jakimś tam komentarzem, a moim zdaniem robi tak w momencie kiedy brakuje mu rzeczowych i konkretnych argumentów. Wówczas rzuca hasłem nie krzycz, nie dokazuj, uważaj sobie, a co ty się tam znasz i takie tam inne, wyraźnie wskazujące kto w tej grze ma przewagę. Nienawidzę tego szczerze! Samego Młodego też nierzadko mam ochotę walnąć na tak zwane otrzeźwienie, bo zawsze mu się wydaje, że on wie lepiej. A to z kolei może być jego reakcja obronna na to nasze czepialstwo. I jak oglądam społeczne reklamy o dobrym rodzicielstwie, jak czytam o tym jak to rodzice powinni wspierać swoje dzieci, jak w nie wierzyć bezgranicznie to z żalem przyznaję, że ja takim rodzicem nie jestem. Nie potrafię bezgranicznie i ślepo wierzyć, że on jest świetny i da radę, bo gdzieś tam z tyłu głowy mam obawy, że tak właśnie nie jest.
Młody pracuje wieczorami, wraca z pracy ok. 23. Często po pracy jeszcze gdzieś tam idzie spotkać się z kolegami, albo do dziewczyny. Zasadą panującą w naszym domu jest to, że dzieci mówią, piszą, dzwonią gdzie są i o której wrócą. Problemem dla Młodego jest punktualny powrót. Od zawsze. Już mu nawet kiedyś powiedziałam, że skoro sam sobie wyznacza termin powrotu to dla zasady niech dorzuci godzinkę w zapasie, bo jak wróci wcześniej to my się mile zdziwimy, ale się nie spóźni. A on jakiś taki notorycznie nierozgarnięty w tej kwestii. No i SZM punktuje go przy każdej okazji. To w temacie późnych powrotów, ale przerabiamy jeszcze temat nie wracania do domu czyli będę nocował u M. Przełykamy to z trudem, ale dajemy radę. Bo tak sobie myślę, no dorosły facet jest, a skoro rodzice dziewczyny pozwalają na takie nocowanie to co ja się będę zamartwiać. Próbą tolerancji był dla nas weekend walentynkowy, bo byli na imprezie blisko naszego domu i poręczniej było nocować u nas. Niestety nie mamy pokoju gościnnego, który rozwiązałby problematyczną dla nas, a może tylko dla mnie? sytuację. No ale pierwsze koty za płoty.
I serio coraz bardziej obawiam się, że to właśnie może być TA dziewczyna, bo tak jakoś mnie nie zachwyca :-) Ale w końcu chyba chodzi o to, by to Młody był zachwycony, no nie? A może jest zaślepiony...? hue, hue:-)

Mała vel Młoda, lat jeszcze 17, ale w marcu już 18(!) też nadal w związku. Ferie - Mała razem z Ł. pojechali na 3 dni w góry. Zgodziliśmy się, bo jak powiedział SZM jak będą chcieli coś nabroić to nie muszą jechać w góry. Przeprowadziłam rozmowy pedagogiczne, bo mam z nią dobry kontakt, a tak przynajmniej mi się wydaje, ale na ile jestem skuteczna, a ona szczera to się okaże. Boję się, że ona tak się angażuje a ten związek może nie przetrwać, bo przecież studia dopiero przed nimi. Ale z drugiej strony, nawet gdyby tak miało być to będzie miała miłe wspomnienia. Jest szczęśliwa, to niech ma :-) Ostatnio była na urodzinach mamy chłopaka. A w czasie wakacji jadą do jego rodziny na wesele. Coraz poważniej się robi... ;-) On też u nas już nocował (po Sylwestrze), ale nie zgodziliśmy się na wspólne łóżko. Akurat Młodego nie było więc miał do dyspozycji jego łóżko. Ale oczywiście w dyskusji padło zdanie-pytanie Małej, że co za różnica czy śpią na wyjeździe konwentowym/harcerskim/jakimkolwiek innym, pod jednym śpiworem czy w domu pod jedną kołdrą. No dla nas jako rodziców zasadnicza, ale głównym argumentem rzeczowym była małoletność Młodej.

Wyszły mi dylematy rodzicielskie...

SZM... No cóż... Staram się bardzo. ...ale nie zawsze mi się chce, to prawda :-) Nie jest super, ale dramatu też nie ma. Chyba. Wierzę, że będzie lepiej.

Pracowo coraz bardziej się zadomawiam. Nie dostałam jeszcze obiecanej podwyżki, ostatnio nawet w świetle wydarzeń nawiązałam do rozmowy i mam co nieco obiecane, ale życie mnie nauczyło, że dopóki nie będę mieć na koncie to nie ma co się cieszyć. Ale pracuje mi się dobrze. Ogarniam, nadrabiam zaległości, organizuję sobie pracę i oswajam stresa :-)

Biegowo pauzuję, bo po pierwsze interwencja chirurgiczna zmiany dermatologicznej, a po drugie paskudne przeziębienie. Dwa tygodnie bez biegania, za to pochłaniam słodycze. Dwa tygodnie bez biegania, ale w niedzielę jadę na zawody na 5 km. Dwa tygodnie bez biegania, a w marcu wybieram się na zawody 10 km. Dwa tygodnie bez biegania i jednocześnie rok jak się wkręciłam na maxa w bieganie, bo pod koniec lutego zeszłego roku zaczęłam wspólne treningi. No i już się nie mogę doczekać.
...nigdy bym siebie nie podejrzewała, że kiedy wyjdę z pracy i na dworze będzie cudna prawie wiosenna słoneczna pogoda (dwa dni temu) to moją pierwszą myślą będzie "ale by się super biegało!"  :-)

piątek, 12 lutego 2016

Sporadycznie tu zaglądam, ale bardzo nie chcę, by to miejsce umarło. Naprawdę. Kawał życia tu włożyłam, świetne znajomości zawarłam, wiele pozytywnych wibracji płynie stąd w moim kierunku, wiele dobrych rad (w jak najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu) zaczerpnęłam stąd właśnie.

Pracowo stopniowo krzepnę. Oswajam się. jestem zdyscyplinowana a przynajmniej tak mi się wydaje, więc staram się nie robić bałaganu, chaosu i jakoś panować nad tymi papierami i cyferkami. Miejmy nadzieję, że daję radę. Póki co jest OK.

Zdrowotnie, czekam na wynik, bo zmiana usunięta. Trzymam się wersji, że będzie ok. Z racji wycięcia póki co nie mogę biegać i tego mi żal...

Domowo... hmmm... Mamy z SZM trudny czas. Wzajemne pretensje i fochy, i milczenie, bo nie mam ochoty walczyć, kłócić się, dyskutować. Wolę wysłuchać i zmilczeć, bo mam wrażenie że mogę powiedzieć coś, czego będę żałować, a nie da się tego cofnąć. wolę więc milczeć. Milczę i ważę słowa. Musimy jakoś się oswoić. Jestem dobrej myśli, ale mi ciężko. Byle do wiosny.

Dzieciaki są ok.I tak niech będzie. Co nie znaczy, że SZM nie ma do nich pretensji, bo ma. Bez komentarza. A ja jak zwykle między młotem a kowadłem.

Matencja i tatencjusz są teraz jakby w tle mojego życia, gdzies tam majaczą na horyzoncie, ale nie dominują. Przez to bieganie nie mam tyle czasu co przedtem i nie bywam tam tak tak często jak wcześniej. I sama widzę, że wychodzi mi to na zdrowie.

Macham Wam wszystkim!