na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
poniedziałek, 13 lutego 2017

Nowy tydzień. Ciężko mi się rozhulać pracowo. No to szukam zajęcia tymczasowego :-)

Mała już wróciła do szkoły. Ładnie się goi wszystko, a raczej chyba już się zagoiło, bo lada chwila strupek odpadnie. Mnie jutro czeka wizyta kontrolna w sprawie tarczycy. Nie dotarłam do endokrynologa, zobaczymy co jutro powie chirurg. Dzisiaj po południu przegląd u stomatologa, już się trzymam za kieszeń.
Nie za bardzo mam o czym pisać...
W sobotę kino z SZM. Zaprosiłam go na randkę, to nie mógł mi odmówić :-) Oglądaliśmy historię Michaliny W., tej od Sztuki :-) Podobało nam się, zwłaszcza, że byliśmy w małym kameralnym kinie, gdzie nikt nie chrupał, ciamkał, siorbał i szeleścił :-) Film fajny, polecam. Zaciekawiłam się i szukałam dalszego info na jej temat. Jeszcze chętnie bym książkę przeczytała.
W niedzielę obiad rodzinny z połówkami naszych pociech, a potem po południu babskie zakupy z Małą. A przy okazji przypadkowe spotkanie z kolegą z podstawówki. Na szczęście poznałam osobnika, który mnie zaczepił. Miłe.

poniedziałek, 06 lutego 2017

Mała już po zabiegu usunięcia guzka piersi. Wynik jak najbardziej OK. Kamień z serca. Niby biopsja już wykazała zmianę łagodną, ale to było w grudniu, a poza tym po zabiegu cały materiał szedł do badania. Koniec końców jest OK i to mnie niesamowicie cieszy. Jutro zmiana opatrunku, ewentualnie zdjęcie szwów. Nikomu z rodziny nie mówiliśmy, że coś w tym temacie się dzieje, że Mała idzie/jest/była w szpitalu. Uznalam samowolnie, że tak będzie lepiej, bo unikniemy w ten sposób wydzwaniania, wypytywania i stękania, które i tak niczego by nie zmieniło, a znacznie utrudniło nam życie. Nam jak nam, przede wszystkim mnie. A czas grypy nam się do tego wszystkiego pięknie wkomponował i mieliśmy spokój. Nawet nie wiem czy w ogóle teraz ruszać temat. Bo i po co...?

A mnie już chyba dopadło przekwitanie ewidentne. Pierwsza Mirena zmniejszyla mi obfitość krwawienia. Przy drugiej zmniejszyła mi się ilość krwawień. Tak jak powiedział dowcipny doktor. Niesamowicie wygodne jest mieć z rzadka skąpe miesiączki lub też nie mieć ich przez dłuższy czas, jak kto woli. Uderzenia gorąca zaczęły się chyba w czasie wakacji, potem był spokój i właściwie to o nich zapomniałam. Od tygodnia pojawiły się znowu. Początkowo wątpiłam czy to na pewno TO. Ale teraz już raczej nie mam wątpliwości. Siedzę przy lapku i na przemian to ściągam to zakładam bluzę polarową. Mam ją już stale na podorędziu :-)
Przyznam szczerze, nikomu o tym nie powiedziałam. Może to śmieszne i pewnie tak jest, ale wstyd mi się przyznać, że dopadła mnie już menopauza. To zdecydowanie inny rodzaj wstydu niż przy ciąży. Przy pierwszej ciąży na samiuśkim początku miałam takie poczucie wstydu, że wszyscy wokół wiedzą, że już robiłam TO, no bo przecież nie jestem wiatropylna. To śmieszne wiem, miałam 22 lata, ale tak było :-)Przy drugiej ciąży już nie. Dorosłam :-)

Wróciłam do biegania. W sobotę bieg charytatywny, przefajny, kameralny, rodzinny... W niedzielę trening w lesie w miłym towarzystwie. Zaczęłam znowu biegać i postanowienie mam nie ruszać słodyczy, bo pochłaniam je jak jamochłon i widzę tylko jak waga rośnie. Nic dziwnego, jem więcej niż spalam. No to mam za swoje.