na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
środa, 28 lutego 2018

Dużo bym chciała, ale muszę po kolei, bo się pogubię...
Zmarł, nagle i niespodziewanie bliski nam sąsiad. Położył się spać i rano żona znalazła go już sinego. 65 lat. Aktywny, wysportowany, wulkan energii. Szok nr 1.
Nie mogłam się ogarnąć przez kilka dni, wciąż myśląc o nim, o niej...
Znajomi, z którymi odwiedzaliśmy się okazjonalnie. Kiedyś pracowałam z nią, nasi mężowie poznali się przez nas. Rówieśnicy nasi. Odwiedzamy się rzadko, ale podtrzymujemy kontakt. Okazało się, że od 2,5 roku źle się między nimi dzieje. Jeszcze nie miałam okazji pogadać z nią tak po babsku, na spokojnie, dała mi tylko cynk w odpowiedzi na nasze zaproszenie. Ma już dosyć i postanowiła przestać udawać. Szok nr 2.
Przychodzisz w odwiedziny, obserwujesz i wydaje ci się, że wszystko gra. Jak widać nigdy nie wiemy co się dzieje kiedy za gośćmi zamykają się drzwi...

Zaliczyłam wizytę u kardiologa: EKG, EKG, USG nerek, pomiar ciśnienia, wywiad i diagnoza - lekkie nadciśnienie tętnicze 1 stopnia. Zapisane tabletki na obniżenie ciśnienia, coś na literkę N, nie pamiętam. Mała dawka. W lipcu czeka mnie 24-godzinny holter i wizyta. Mam normalnie żyć, bo jak to ładnie powiedziała pani doktor po to biorę leki by móc normalnie żyć.

Znowu odezwały się fale gorąca. Klimakterium i już! Zapytałam pani doktor czy ten wzrost ciśnienia nie jest spowodowany klimakterium, Mireną itp. Zaprzeczyła. Wychodzi na to, że mam je, to nadciśnienie, zapisane w genach :-)

Wciągnęłam się w serial polski "Diagnoza". Generalnie fajny, ale kurczę, drażnią mnie takie niedopracowania tematu, takie pływanie na granicy rzeczywistości, bo skoro jest osadzony w naszych realiach to niech będzie. Ja pewnie jestem zboczona, ale nienawidzę kiedy życie sobie, a film sobie. Wrrr. No i to niepotrzebne przeciąganie scen, ujęć panoramicznych i zoomów.
A Mała poleciła mi i wciągnęła mnie (bo ona już widziała) inny serial, brytyjski - "Czarne lustro". Bardzo mi się podoba, ale w zbyt dużej dawce robi się mało strawne. Jednakże daje do myślenia. No i super jest to, że każdy film ma inną obsadę  jest kompletnie o czymś innym. O czym jest? O wyborach, o moralności, o wadach, zaletach, odpowiedzialności... 

Zimno, u nas lekko biało, ale bardzo zimno, bardzo czyli -11 i więcej, a raczej mniej :-) Z bieganiem nie odpuszczam. Wczoraj zrobiłam prawie 7 km w jak na mnie szybkim tempie, średnio 6:14. Co oznacza, że przebiegłam 1 km w czasie 6 minut i 14 sekund, średnio. W marcu, konkretnie 11, czeka mnie fajny bieg na 10 km, ciekawam czy do tego czasu mrozy znikną.

SZM pojechał na delegację, wraca dopiero w czwartek. Dooglądałam Diagnozę, zwalczyłam senność i teraz ani mi w głowie spanie. A do pracy rano trzeba będzie wstać...
No to póki co - dobranoc jednak. Macham łapką do tych co tu jeszcze zaglądają.

poniedziałek, 19 lutego 2018

Już miałam zamykać kompa ale przypomniało mi się o blogoświecie... Tak, tak, wiatr hula po blogach, wpisów nie widać, komentarzy mniej... a to kawał życia w tych moich literkach.

No to żeby nie było - czas uzupełnić zaległości.

Zdrowotnie się trochę posypałam. Tabletki na wyregulowanie, ustabilizowanie ciśnienia biorę, bo się trochę wystraszyłam /rozkurczowe w okolicach 100 - 115/. Szykuję się do wizyty prywatnej u kardiologa co by mnie dokładnie przebadała i zdiagnozowała. Nie wiem czy to może stres ze szpitalnymi przygodami tatencjusza ze mnie wychodzi, czy to po prostu sks czyli sprawa peselowa :-) Tabletki biorę od 3 tygodni, najmniejszą możliwą dawkę i efekt że tak powiem średni, zmienny, nie zachwyca.

A propos tatencjusza jak tylko poczuł się lepiej to już odpuścił wszelkie zalecone badania, no masakra z nim po prostu, ręce opadają. A matencja dzwoni do mnie i za każdym razem wylicza mi czego on nie zrobił, a przecież powinien. I jak ja mam mieć niskie ciśnienie? :-)

Młody już jest stażystą. Póki co zadowolony. Pożyjemy zobaczymy, w banku też mu się na początku podobało. On sam powiedział, że najważniejsze, że nie pracuje w sprzedaży i nie ma bezpośredniego kontaktu z klientem. Teraz wszystko zależy od niego, bo staż to dopiero początek, a na to jak potoczy się dalej to już tylko on sam ma wpływ. Trzymam kciuki za powodzenie. Oby mu się...! Staż na pół roku, kokosów nie zarobi, jak to na stażach, ale zawsze jakieś doświadczenie w branży będzie miał. Może nauczy go to troszkę oszczędzania, szacunku do pieniądza i jeszcze paru rzeczy.
To aż niemożliwe jak różne są te moje dzieci. Starszy Młody, który powinien być odpowiedzialny, doroślejszy i dojrzalszy w ogóle nie poczuwa się do jakiegokolwiek partycypowania w czymkolwiek, dopóki nie usłyszy jasnego komunikatu. Tak ma i tyle. I nie wiem czy sęp, sknerus czy niedomyślne toto, a może po prostu egoista wyhodowany na własnej piersi. 7 lat bycia jedynakiem zrobiło swoje? A Mała, która dopiero co doczekała się stałego dochodu i to w kwocie raczej symbolicznej, sama z siebie wychodzi z inicjatywą zwrotu kosztów np. zakupu okularów i sama finansuje część swoich zakupów ciuchowych, kosmetycznych. Od zawsze tak miała, że chciała coś kupić, się dołożyć, albo np. sama z siebie zapraszała mnie na ciastko. W życiu się takiego czegoś nie doczekałam ze strony Młodego.
Związek Młodego z Jeszczeniesynową trwa. Tak coś czuję przez skórę, że to będzie TA dziewczyna. Chyba dlatego, że jakoś tak średnio do mnie przemawia, no nie wiem co w niej takiego jest. Bardzo się staram, żeby nie było widać tego, że mnie z lekka delikatnie mówiąc drażni. Wiem, najważniejsze, żeby jemu pasowało i żeby to on był szczęśliwy. Wiem.
Wiem też, że jak Młody wyjdzie z domu to raczej pożytku z niego mieć nie będziemy. Mam wrażenie, że tracimy kontakt. Wypracował sobie taki styl życia, że od poniedziałku do piątku, czwartku mieszka u nas, a w piątek po pracy (tak było już jak jeszcze pracował w banku) jedzie do Jeszczeniesynowej i zostaje u niej do niedzieli, a wraca wieczorem. Ona do nas też przyjeżdza i zostaje, kiedyś to się rozkladało jakby pół na pól, ale teraz mam wrażenie, że zdecydowanie częściej on jest u niej.
I tak, po pierwsze będąc tam prawie wcale się nie odzywa, nie dzwoni, nie pisze sms, nawet nie wiem, że żyje. No tak dorosły jest, ale tak się zawsze umawiamy z dziećmi, że dają znać, że żyją. Może przesadzam...?
Po drugie nie podoba mi się to pomieszkiwanie u Jeszcze nie synowej, bo im się nie przelewa, to wiem, a Jeszczeniesynowa też nie pracuje, a takie pomieszkiwanie to było nie było jeszcze jedna osoba na utrzymaniu. Uważam, i powiedziałam to ostatnio głośno i wyraźnie po raz chyba drugi, że to mi się nie podoba i że nie ma do niej aż tak daleko, a auto ma do dyspozycji i swobodnie może wracać do domu, no chyba, że są po imprezie i wracają późno a do niej akurat mają bliżej, bo ona mieszka w centrum miasta, a my w "sypialni". Teraz miał argument, bo w sobotę szli na urodziny. Zobaczę co będzie w tym tygodniu.

A propos postanowień noworocznych -
1. do wspomnianego zagranicznego wujka jeszcze nie zadzwoniłam, wpisuje sobie to jako zadanie do wykonania w tym tygodniu, ale...
2. ostatnio wprosiliśmy się do mojego rodzeństwa w odwiedziny. Uznałam, że przestaję się certolić i czekać na zaproszenie, w końcu to najbliższa rodzina i jak im nie będzie pasowało to sami powiedzą. Było średnio powiem szczerze. Ale postanowienie dotyczące nawiązania relacji z rodzeństwem mogę chyba uznać za zaliczone, bo najpierw siostra SZM była u nas na nasze zaproszenie, a teraz my u mojego rodzeństwa. Yes!
3. odnawianie kontaktów towarzyskich ciężko idzie, bo po imprezie sylwestrowej u nas spodziewałam się, że to nasi goście do nas zadzwonią z propozycją spotkania, ale niestety tak się nie stało. Trochę to smutne. Do jednych takich, których nie zapraszaliśmy na Sylwestra, zadzwoniłam z zaproszeniem na kawę, ale jak się potem okazało nasz termin im nie pasował, więc do niczego nie doszło.
4. Częstsze jeżdżenie do matencji też mi nie wyszło, bo przeziębiona byłam i obolała chyba grypowo, ale bez gorączki na szczęście, a poza tym to ciśnienie i te tabletki powodują, że ja prawie cały czas śpię. Dzisiaj to wyjątek jakiś, albo nasycenie snem na maxa.
5. Z powodu choróbska miałam przymusową pauzę w bieganiu przez dwa tygodnie, ale już wróciłam na ścieżki. Wczoraj zaliczyłam 12 km :-)
Reszta punktów czeka...

Ostatnio nadrabiam zaległości czytelnicze i staram się opróżnić półkę z pozycjami do przeczytania.
- Najlepszy - Ł. Grass - najpierw zobaczyłam film, potem przeczytałam książkę. Film lepszy. Książka była tylko podstawą do napisania scenariusza, szacun za wyobraźnię dla autora scenariusza.
- Zielone drzwi - K. Grochola - dzięki tej książce dowiedziałam się, że lubiana przeze mnie Dorota Sz. to córka autorki.
- Przeznaczeni - K. Grochola - nie zachwyciła mnie, trochę się z nią męczyłam.
- Magnolia - G. Jeromin-Gałuszka - połknęłam w jedną niedzielę, fajne.
- cały czas czeka z zakładką między stronami na dokończenie czytania, a raczej na porządne się wczytanie - To jest napad - M. Wałkuski - trochę za suche, encyklopedyczne, on tak ładnie opowiada w Trójce, a jego słowo pisane/czytane do mnie nie przemawia chyba, ale może się rozkręci...
- czeka też - Gringo wśród dzikich plemion - W. Cejrowski - pierwszą książką - Rio Anaconda byłam zachwycona, a tu nie potrafię się wciągnąć.
- a od wczoraj do dzisiaj połknęłam książkę, o której myślałam od Bożego Narodzenia, gdy wpadłam na nią w sklepie - Ania - M. Drzewicki, G. Kubicki - najpierw uznałam, że za dużo lukru, zbyt nachalnie, prosto, a potem się wciągnęłam i na końcu popłakałam.
Bo ja lubię biografie i filmy na faktach. Wtedy chyba bardziej uruchamia mi się wyobraźnia.