na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
środa, 06 lutego 2019

Przychodzi taki czas gdy trzeba zacząć mysleć o odświeżeniu mieszkania, żeby nie powiedzieć o remoncie ;-)
Przed Świętami Bożego Narodzenia mieliśmy awarię pradu. SZM na szybko zrobił taką tam prowizorkę tylko na tyle byśmy mieli wszystko jak trzeba, ale by nie trzeba było kuć ścian. Teraz czas na to, by zrobić z tym porządek, czyli od skrzynki, która jest nad drzwiami wejściowymi poprowadzić nowe kabelki wszędzie, no prawie wszędzie. To temat nr 1.

Kuchnia remontowana kilka lat temu prosi o odświeżenie ścian i sufitu. Sufit do pomalowania, bo wyłożony tapetą fliselinową do malowania, ale przybrudzony mocno. Musi w tym roku zobaczyć się z farbą. Kuchnia mała to i ściany mało, ale ta co jest wymaga zmiany tapety. No i przy jednym blacie roboczym marzy mi się płyta na ścianę, albo szklana, albo plexi, albo drewno w kolorze frontów. Nad tą płytą półka, a pod półką lampy led, bo przy tym konkretnym blacie to trochę ciemno jest. To temat nr 2.

Duży pokój wytapetowany tapetą fliselinowa na ścianach i suficie wymaga zmiany, bo na suficie tapeta przestała trzymać. nie widać tak od razu na wejściu, ale my wiemy że tam i owam są puste pęcherze, nie ma co malować, bo samo odpadnie :-) Czyli wytapetować i pomalować. Może na ściany zdecydujemy się na jakieś kolorowe tapety, to już bez malowania, ale sufit to mus fliselina, bo wówczas nie widać pęknięć. A gładzie do nas nie przemawiają. Przy okazji tego prądu z tematu nr 1 - dodatkowe gniazdko w jednym miejscu. To temat nr 3.

Skoro prąd trzeba ciągnąć przez caluteńki przedpokój to najwyższy już czas zrobić tam generalny porządek, czyli po pierwsze zlikwidować istniejącą starą zabudowę. Rozebrać wszystko. Ściągnąć stare panele z podłogi, wywalić to zielone gówno, które przy układaniu podłogi miało nas uchronić przed robieniem wylewki, które miało wypoziomować podłogę pod panele, a w chwili obecnej kruszy się tak, że spod listew przypodłogowych wyłazi zielony pył. Czyli teraz to chyba trzeba jednak zrobić wylewkę i dopiero potem układać panele. Ściany doprowadzić do porządku, połatać dziury, wyprostować, wytapetować ściany kolorem i sufit fliseliną no i pomalować go. I postawić nową szafę, zorganizować garderobę, takie tam. To temat nr 4.

Pokoje dzieci, nie tak znowu dawno odświeżaliśmy, więc póki co jest ok. Prąd pociągniemy do puszki i zostawimy tak, by przy kolejnym remoncie tychże pokoi pociągnąć go dalej. Tutaj spoko luz.

Taki ostatnim tematem są balkony, które wypadałoby odświeżyć, czyli malnąć na biało. A balkony mamy dwa :-) Tylko nie wiem czy będziemy mieć na to jeszcze siłę. :-)))

Prąd będzie robił SZM. Do reszty chciałam tym razem kogoś wynająć by fachową ręką zrobił szybko to, co trzeba i jak należy. A zdążyć z tym wszystkim chcemy do Wielkanocy. Z uwagi na to, że ekipy, które polecali nam znajomi mają wolne terminy dopiero na jesień, to chyba skończy się na tym, że będziemy to wszystko robić sami. Z jednej strony kasa zostaje w kieszeni, z drugiej strony obawiam się, że czasowo nie damy rady. Oboje pracujemy. Ja jestem w domu przed 16, SZM wraca ok. 17, więc wiele czasu na robotę nam nie zostaje oprócz weekendów. A nie chcieliśmy się pakować w remont w czasie gdy na dworze będzie już ładnie i można gdzieś kręcić już na rowerze. 

I szukam motywacji by cokolwiek zacząć, postanowić, przedsięwziąć, bo jak siedzę w posprzątanym czyściutkim mieszkaniu i myślę sobie, że jak zacznę remont to ten widok odejdzie w zapomnienie to już mi się odechciewa tego remontu...

Jak wrażenia po wizycie? :-)

Jakby to powiedzieć... szału nie ma. Mieszkanko małe, pełne rzeczy, niekoniecznie ich, bo jak się okazuje pomieszkują u nich rodzice Panny. Nie będę tu opisywać ich sytuacji życiowej, powiem tylko że nie jest ciekawa i niejednokrotnie mówiliśmy Młodemu, że jest w takiej sytuacji, że bierze Pannę z dobrodziejstwem inwentarza. Ktoś z Was pięknie napisał mi w komentarzu że dorosłość polega na prawie do popełniania własnych błędów. Szczera to prawda. Nie ukrywam, że czekam co z tego wyniknie, kiedy Młody będzie miał dość. A może nie będzie miał. Jakby ktoś przypuszczał, że mieliśmy okazję więc do poznania rodziców to spieszę wyjaśnić, że jest w błędzie, albowiem rodzice skrzętnie nas unikają.
Posiedzieliśmy chyba 2 godzinki. Zjedliśmy ciastko, wypiliśmy kawę. Pannę zmogła choroba (autentycznie!), widzieliśmy, że ledwo siedzi więc nie było sensu przedłużać odwiedzin.
Chałupę mają zawaloną różnymi rzeczami, starałam się nie komentować do SZM, ale jak potem widzieliśmy się z Młodym to sam SZM zapytał czy oni kiedyś sprzątają :-)
Mieliśmy potem w następnych dniach okazję rozmawiać z Młodym w tak zwane cztery oczy i powiedzieliśmy mu, że gdyby kiedykolwiek zmienił zdanie, doszedł do wniosku, że to nie to, to zawsze może do nas wrócić. Żeby miał świadomość, że ma w nas oparcie. On dokładnie wie, że jesteśmy przeciwni tej sytuacji, która teraz tam trwa. Ale Panna podobno go zapytała czy rodzice mogą się na chwilę wprowadzić.
Szlag mnie trafia, bo wcale mi się to nie podoba. Powiem to - mam szczerą nadzieję, że ten związek się rozsypie. Bo widzę jak Młody wciąga się w bagno. Tak, wiem pieniądze szczęścia nie dają, ale warto je mieć. Warto mieć swój kąt, gdzie zawsze można się schronić i jest gdzie wracać. Nie musi to być mieszkanie własnościowe, duże, ale niech będzie jakiekolwiek, takie do ktorego ma prawo. Jak widać rodzice Panny go nie mają. I warto mieć pracę, a nawet chęci do pracy, by dzięki tej pracy mieć za co żyć i opłacać się na bieżąco. A z tym u nich różnie bywa. Nie mam jasnej sytuacji, bo wersje zmieniają się w zależności od sytuacji i nie wiem kto bardziej kłamie czy Młody czy Panna.
Chciałabym mieć świadomość, że pomagam Młodym, że polepszam ich los, a nie że wspieram rodziców Panny. Może to i dobrze, nawet na pewno dobrze, że Panna wspiera rodziców, niby dobrze to świadczy o niej, ale dla mnie ta sytuacja jest za trudna, nie potrafię sobie z nią poradzić.
Sytuacja jest tak dziwna, że nawet nikomu o tym nie mówię, bo sama niewiele wiem, wiem tyle ile powiedzą mi młodzi, a oni cedzą info jak mogą. Od Panny nawet usłyszałam, że nie chce na ten temat rozmawiać, bo ma dość świecenia oczami za rodziców. Ręce mi opadły.

No i tak to...