na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
niedziela, 22 listopada 2009
Ustaliliśmy, że na Wigilię idziemy do Rodziców. Matencja zadowolona na maxa. Dzieci chyba tez, bo u Dziadków jest fajnie :-) Ja w głębi duszy też się cieszę i nie tylko z czysto egoistycznych pobudek, że dla mnie roboty mniej :-) Jakoś się podzielimy pracą, jednakże z matencją ciężko wygrać w wyścigu o to kto zrobi więcej. Ja wiem, że ona ma z tego dzika frajdę, że czuje się potrzebna, spełniona, ale mnie potem trochę gryzą wyrzuty sumienia, bo ona jest po prostu zmęczona i lata juz nie te co kiedyś.
W pierwszy dzień Świąt robimy zjazd rodzinny u nas. Rodzice Teście i rodzeństwo z obu stron czyli jakby imprezka urodzinowa, bo zwykle taki skład się pojawia na urodzinach. Bo my obchodzimy urodziny :)
To tyle tytułem Świąt.

Co do studiów - opadły mi skrzydła. Brak mi motywacji do czegokolwiek. Odliczam dni do końca, niechby już się skończyło. A tyle pracy jeszcze przede mną.
Najgorsza jest chyba świadomość, że tak na dobrą sprawę skończenie tych studiów, ten tytuł trzyliterkowy, niczego nie zmienia, nie otwiera żadnej furtki i żadne narody przede mną nie klękną...

Pracowity tydzień przede mną. SZM ma w tym tygodniu urodziny, szykuje się więc maleńka imprezka w domu. Maleńka, bo huczne imprezy robimy dzieciom. Był czas, że dorosłe urodziny spędzaliśmy w ścisłym naszoczwórkowym gronie, ale tak się jednak nie da. Zapowiedziała się teściowa, pewnie wpadną moi rodzice. Tak więc ciasto i kolacje trza naszykować. Nie ma rady. Do tego ciasto do pracy SZM, bo taki mają zwyczaj. Ostatnio SZM przytargał z pracy przepis na sernik, zrobił go i to po prostu niebo w gębie było. I teraz postanowił powtórzyć tę akcję.
Aż się boję, bo moje skłonności do pożerania słodyczy widać już w pełnym rozkwicie. Pamiętacie jak się odchudzałam? Wspomagałam się farmakologicznie nawet. Pięknie wyglądałam w czasie wakacji, naprawdę. A teraz jestem w punkcie wyjścia. Nawet gorzej chyba, bo po lekach od gina otłuściła mi się talia i mam tak zwane boczki :-)))
Ale nic straconego do Sylwestra pełny miesiąc.
...a miało być o pracowitym tygodniu. No więc najpierw zakupy  (poniedziałek) i szykowanie, pieczenie (wtorek), potem  (środa) goście, w czwartek po południu będę andrzejkować w pracy, a w  piątek - w piątek póki co cisza. Coś wspominał SZM, żeby go odebrać, bo impreza pracowa mu się szykuje...
I ani się człek obejrzy jeszcze się tydzień nie zaczął, a już czekam weekendu :-)
piątek, 20 listopada 2009
Jestem, żyję, mam się dobrze :-) Dziękuję za słowa otuchy, ale co się nadenerwowałam to moje. Innymi słowy jeżeli mówiłam, że spoko-luz i bez strachu to... kłamałam :-)))

A co do Warszawy... Dziękuję za zaproszenie, bardzo to miłe :-)))
Zapewne potrzeba więcej czasu by poznać jakieś miasto, jego zakątki. Ja po prostu co innego sobie wyobraziłam, a co innego zastałam. Porównywałam z Krakowem. A ostatnio jestem zachwycona wręcz Wrocławiem. Moja własne osobiste Miasto jest brzydkie jak noc listopadowa, więc nie powinnam tak wybrzydzać. Wojewódzkie może i ladniejsze, ale tam bywam rzadko, więc jakby mnie nie dotyczy.

Zawirowania uczelniano-finansowe jakby zeszły na drugi plan. Taka już jestem, że nie potrafię stać z boku, a potem sama na siebie się złoszczę, za to, że pcham się na barykady.

Niestety nie mam czasu Was poodwiedzać, nadrobić zaległości. Nauczona doświadczeniem zaczęłam od wpisu własnego, osobistego, bo potem jak człowiek wsiąknie w czytanie innych , nawet wpadając tylko na minutkę, to różnie potem bywa, wiem z doświadczenia :-)

Po południu do matencji na zlot rodzinny. Bez ochoty, ale idę.

Temat Świąt w mojej rodzinie już się zaczął rozwijać. I podchodzę do tematu egoistycznie - matencja chce się wykazać  chce czuć się potrzebna, chce rodzinnych Świąt to niech ma. W ten sposób mnie będzie lżej. A nie wiem ile jeszcze Świąt z Rodzicami będzie mi dane spędzić.
Problem w tym, że muszę dyplomatycznie urobić SZM, żeby też tak chciał

Lecę szykować jakieś jedzenie, bo za chwilę rodzina mi stanie w drzwiach, a u mnie w kuchni tylko przeciąg :-)

Buziole dla Was, Czytaczy moich kochanych :-)))



piątek, 13 listopada 2009
a jednak... we wtorek idę na chwilkę do szpitala, na zabieg. Szłam sobie do kontroli, zupełnie na luzie, a tu masz - niespodzianka.
Jeszcze jestem spokojna, jeszcze się nie denerwuję. Teraz mam wokół siebie inne zawirowania. Studencko-finansowe rzec by można, ale nawet nie chce mi się o tym pisać.

Z czystym sumieniem polecam ten film, który w tytule ma same cyferki. Suuuper! Podobał mi się bardzo. Mimo raczej pesymistycznej tematyki. Ale do kina warto iść. Polecam.

W sobotę i niedzielę moje starsze dziecko zawita do stolycy. Wstyd powiedzieć, ale moje dzieci nie znaja Warszawy. Przyznam że ja sama pierwszy raz na chwilkę byłam dopiero co, nie tak znowu dawno. I pamiętam jak bardzo się rozczarowałam... Niby ładne, ale jakoś wyobrażenia mialam zdecydowanie lepsze.

Za kilka tygodni czeka nas uroczystość chrzcin. Trzeba wymyslić prezent. Młody został poproszony o bycie chrzestnym. Dumny i blady gościu jest. Niech ma.

Od tygodnia usiłuję ufarbować włosy, ale tyle się dzieje, że jak zasiądę do poczty do wieści, do info to ani się obejrzę i ciach północ już! Dzisiaj tak samo.


wtorek, 10 listopada 2009
Tiaaa, cała ja.
Najpierw się wkurzam, że wszyscy czekają aż ja się wezmę do działania; zarzekam się w głębi duszy, że już koniec, że teraz nie, że dam innym pole do popisu, a potem szast! prast! siadam, działam.
...a potem jestem na siebie zła.

jutro, a właściwie dzisiaj kontrola u gina, mam szczerą nadzieję, że wszystko OK. Spiralka-Mirena jeszcze musi poczekać, ale OK, niech czeka, przyjdzie i na nią czas.

udało mi się jeszcze zrobić rezerwacje w kinie na środę. Te środy z Orendż to całkiem fajny pomysł. A teraz w środę jest wolne, bo święto, to idziemy do kina na ten film, co ma w tytule chyba same cyferki (:-)) Załapałam się na końcówkę rezerwacji, ale miejsca jeszcze całkiem ok. Tylko pora trochę wczesna, ale wszystko później już było zajęte.

Właśnie zdałam sobie sprawę, że tylko wtorek i znowu wolne. Bajera! Super!

Wrzesień 2004 - wtedy zaczęłam istnieć na Bloxie.
Najpierw na tamtym, do dziś zakluczonym Anonimowym Blogu.
Potem tutaj na Blogu Anonimki.
... ale to wciąż ta sama ja...
dobrze liczę? 5 lat?!!!
niedziela, 08 listopada 2009
***
Do wakacji niby daleko, ale jak zwykle już mnie nurtuje problem rezerwacji. Podjęłam pierwsze kroki. Nie mamy kasy, nie wiem czy będziemy tyle mieć, ale wychodzę z założenie, że kto nie ryzykuje ten nie ma.
Teraz kwestia doboru wakacyjnego towarzystwa. SZM powiedział, że nie podejmuje się tak dalekiej trasy w pojedynkę na jedno auto, więc musimy kogoś znaleźć. Smutne jest to, że jakoś lasu rąk chętnych nie widać...

***
Jak tu się odchudzać kiedy w piątek naszła mnie ochota i z rozpędu przy robieniu obiadku upiekło mi się ciasto, pyszne ciasto ze śliwkami, wg przepisu Veanki, a w sobotę SZM sam własnoręcznie upiekł przepyszny sernik, taki że cud miód i w ogóle.

***
...a jutro niestety do pracy...
Jednak nie lubię poniedziałku.
Praca powinna zaczynać się we wtorek :-)
Zamknęłaś drzwi, Ake?
Dla wszystkich czy tylko dla mnie?

niedziela, 01 listopada 2009
Sama nie wiem już czy to ja przesadzam czy faktycznie jest coś na rzeczy.
Faktem jest, że SZM od początku wiedział, że czeka go jazda autem rano. Bez skrupułów wieczorem zadrinkował, zupełnie bez potrzeby. A ja rano się postawiłam i nie dałam się wstawić za kierownicę. Generalnie wszyscy mieliśmy skwaszone miny i do kitu dzień, bo poleciało sporo ostrych słów. Trzymaliśmy fason, bo uprawialiśmy dzisiejszy grobing w towarzystwie.

...a miało być tak pięknie, rodzinnie, serdecznie...
...i spacer wieczorny cmentarną aleją miałam przyobiecany...
...a wyszło jak zwykle czyli do dupy.