na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
poniedziałek, 25 listopada 2013

rzadko zaglądam ostatnio...

Najpierw był weekend studencki.
Potem szybki tydzień zakończony firmową imprezą integracyjną. Impreza fajna, udana. Nie powiem, żebym się tak bardzo zintegrowała ze wszystkimi, ale jest już zdecydowanie lepiej jak było. A pamiętam czas gdy był po prostu dramat żeby nie powiedzieć masakra, z tą moją/naszą integracją... Znaczy idzie ku lepszemu.
Potem sobotnia impreza rodzinna z cyklu urodziny SZM.
Dzisiaj leniwa niedziela. Leniwa i filmowa: Uniwersytet Potworny, który oglądało mi się naprawdę bardzo fajnie i równie fajna lekka komedia Millerowie. Potem w ramach tego lenistwa zrobiłam dwie blachy ciasta na urodziny SZM do firmy. A potem znowu miałam wieczór oglądacza, ale już telewizyjny :-)
I jak zrobiło się późno to zamiast iść spać - zasiadłam do kompa i się zaoglądałam, zaczytałam... Nie pierwszy to raz.
Jutro/dzisiaj złożymy SZM życzenia urodzinowe i powiemy żeby sobie sam zamówił prezent, bo nie bardzo wiemy na co konkretnie się zdecydować.
SZM marzy o szachach, z dużymi figurami. Młody oglądał w sklepie w MieścieWojewódzkim, ale nic go nie zachwyciło, ani gabaryty, ani estetyka, więc najlepiej chyba poszukać w necie.
Szukać będziemy chyba jutro, znaczy dzisiaj, ale może Wy już znacie takie miejsce? :-)

 

 

 

 

piątek, 15 listopada 2013

...a więc (wiem, wiem, zdania nie zaczynamy od więc...:-]) wyjazd zaliczam do tych udanych. Po raz pierwszy (bo dziecięctwo wczesne czyli lat 5 się nie liczy) zaliczyłam tamte okolice. Srebrna Góra, Huta Szkła Kryształowego, Skalne Miasto i sam Karpacz. Piękna okolica. Fajne towarzystwo. Dobra zabawa. Czego chcieć więcej?

*

Młody i jego obrona doprowadzą mnie do nerwicy. Pani promotor pracę zaakceptowała, ale obrona będzie dopiero w lutym 2014. Bo pani promotor nie ma czasu. W sumie to się nie dziwię, skoro Młody nie miał wcześniej czasu by się zmieścić w terminie to dlaczego teraz ona ma go mieć ot tak na zawołanie?
Praktycznie nie wygląda to zbyt wesoło. Od listopada Młody zostaje skreślony z listy studentów. Więc do ubezpieczenia zdrowotnego my rodzice starego konia już zgłaszać nie możemy, bo się nie uczy. Powinien się zarejestrować w Urzędzie Pracy jako osoba bezrobotna i Urząd zgłosi go do ubezpieczenia. Ponieważ jak student ma pracę dorywczą w postaci umowy zlecenia nie może się zarejestrować jako bezrobotny. A zleceniodawcy musi zgłosić utratę statusu studenta. O utracie ulg studenckich w komunikacji miejskiej już pisałam. Ulga na dzieci też odpada, nawet gdyby zarobił mało.
Wczoraj jak mi Młody zakomunikował co i jak to mi się taki wkurw włączył, że myślałam, że go osobiście ukatrupię. Po cichu w głębi ducha gdzieś tam naiwnie liczyłam, że jednak mu się to wszystko uda i jeszcze wskoczy na tę magisterkę. ...a tu zonk!
Może taki prysznic mu się przyda...
Dzisiaj Młody zaliczył rozmowę ze zleceniobiorcą podczas której wyjaśnił co i jak, więc go zgłosili do ZUS (a ja się obawiałam, że zakończą z nim współpracę by nie iść w koszty). Jednocześnie podjechał do pobliskiego Centrum Handlowego i zostawił CV, bo dostał cynk, że w jednym ze sklepów jest/będzie nabór do pracy. I ku mojemu zdziwieniu już do niego zadzwonili i jutro idzie na rozmowę w sprawie pracy. Kokosów nie zarobi, ale w domu tego nie wysiedzi.

*

Wczoraj W rozmowie z Małą dowiedziałam się, że Koleżusia o której kiedyś dawno pisałam (może ktoś pamięta?) bardzo się zmieniła i że ma problemy sama ze sobą. Depresja. Głęboka. Trochę mi opowiedziała i naświetliła sytuację dlaczego się im ścieżki rozeszły. Nie, nie pokłóciły się, po prostu rozeszły się i mają chyba inne priorytety, wyznają inne wartości. I doceniam moje mądre rozsądne dziecko, a nawet dumna z niej jestem, że tak mądrze myśli i rozumuje.
A dzisiaj zadzwoniła mama Koleżusi szukając Małej, bo chciała porozmawiać z nią o Koleżusi. Powiedziała mi to co wczoraj Mała, ale ze swojej perspektywy. Nawet od Małej dowiedziałam się więcej, szczerze powiem.
I z jednej strony bardzo się cieszę, że moje mądre dziecko zrezygnowało z tej zażyłości. A ta kobieta prosi mnie by Mała wyciągnęła rękę w kierunku Koleżusi, że może to jej coś pomoże. Że może ja bym mogła też z nią trochę porozmawiać.
I tak z jednej strony żal dziewczyny, bo nie radzi sobie sama ze sobą, ale czy to moja wina, że ojciec pije, a matka pracuje daleko. Eurosierota. Nie mnie oceniać, ale nie wiem czy nie powinna ta kobieta spakować się i wrócić do domu, by mieć rękę na pulsie, by to dziecko wiedziało, że komuś na niej zależy, że ma oparcie w kimś.
I mam zagwozdkę, bo sama nie wiem jak podejść do tego tematu...

piątek, 08 listopada 2013

Ufff, nareszcie koniec tygodnia i dłuugi weekend przed nami.

Tylko ja wiem jak bardzo mi się nie chce jechać.

Przesiedziałabym go sobie z książką w ręce i kubkiem ciepłej herbaty.

...

czwartek, 07 listopada 2013

Dzień za dniem leci jak szalony. Cały czas trwam w niedoczasie przeokropnym.
Powinnam teraz machnąć sobie farbę na włosy, ale tylko ja wiem jak bardzo mi się nie chce.
Powinnam też powiesić wyprane pranie, a nawet dwa. I też mi się nie chce.
W dużym pokoju już leży torba/waliza i na dobrą sprawę mogłabym już nas spakować, ale też leń mi nie pozwala.

A jutro będę biegać z szaleństwem w oku. To wiem na pewno. W sobotę wyjeżdżamy w góry. Tym razem Karkonosze. Dzieci zostają w domu i już mnie męczą wyrzuty sumienia. To chore jest, wiem. Ale moja wewnętrzna matka-idealna nie jest w stanie ot tak po prostu przyjąć do wiadomości, że nic złego się nie dzieje. Ja oczywiście będę chciała jutro posprzątać wszystko na błysk, tak jakby oni sami nie mogli zrobić tego w sobotę. Żeby tym sprzątaniem zagłuszyć poczucie tak zwanej "wyrodnej matki". Dzieci już się zorganizowały i wcale nie cierpią z tego powodu, ale moje chore psyche nie daje mi spokoju. Znaczy norma.

Młody w dalszym ciągu wie, że nic nie wie. Był dzisiaj na uczelni, chciał się dowiedzieć na czym stoi. Pani promotor jest na L-4, bo miała wypadek. Nic dodać, nic ująć.

Mała wciąż myśli o wyborze szkoły. Mam szczerą nadzieję, że uda mi się ją skłonić do pozostania w tej szkole gdzie jest teraz. Skoła dobra, dba o uczniów. Ona ma wyrobioną markę, więc nie będzie musiała na nowo zaznaczać swojego terytorium.
W klasie u Małej ostre przygotowania do wycieczki klasowej. Wycieczka co prawda będzie dopiero w maju, ale przygotowania czas już zacząć. Cel stolyca. W programie m.in. Centrum Nauki Kopernik. Wydaje się fajna. Niestety ze względu na koszt ok. 400zł bardzo możliwe, że do skutku nie dojdzie. Póki co szukamy sponsorów, może ktoś dorzuci do kosztów kilka złotówek, ziarnko do ziarnka... Wycieczka przez biuro podróży załatwiana to koszt. ok. 400 zł. Dzieciaki próbują załatwiać coś na własną rękę; nocleg, autobus, przewodnika. Nie wiem co im z tego wyjdzie...

Pora wczesna jak na moje możliwości, ale oczy same mi się zamykają, więc z powodu braku weny twórczej i permanentnego ziewania mówię Państwu ziewające dobraaaanoc.

poniedziałek, 04 listopada 2013

Pierwszy weekend studencki zaliczony. Wykłady interesujące i podane w naprawdę ciekawy sposób. Reszta też ok. Jest dobrze.

W pracy raczej pozytywnie.

W domu nie jest źle, więc też raczej OK.

Jutro spotkanie towarzyskie, pojutrze zebranie w szkole u Małej, potem w kolejny dzień umówione już popołudnie z Oną, w piątek spotkanie towarzyskie prawie moje firmowe, a w sobotę nasz wyjazd w miłym licznym gronie na długi weekend w góry, polskie, ale takie, które mnie jeszcze nie widziały :-) Więc atrakcji zapowiada się sporo. Z jednej strony fajnie, ale z drugiej znowu weekend zajęty, a kolejny to już będą zajęcia studenckie, więc póki co wizja weekendowego lenistwa baaardzo daleko przede mną.

Powinnam zadzwonić do matencji, ale tak bardzo mi się nie chce....