na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
poniedziałek, 19 listopada 2018

Zima przyszła. Niby norma, ale jednak żal ciepełka i słoneczka.

Imprezowa integracja pracowa zaliczona. Było fajnie. Jechałam kompletnie bez ochoty i nastroju, być może dlatego teraz uważam, że było ok, bo jak się człowiek nastawi, że będzie fajnie to może zbyt duże oczekiwania powodują, że wydaje się mniej fajnie niż jest.

Wcześniej zaliczyłam jeszcze incydent ciśnieniowy z tatencjuszem. Masakra z nimi. Tatencjusz jak chory to do rany przyłóż, potulny, wszystko zrobi co tylko trzeba. Jak tylko wydobrzeje, poczuje się ciutek lepiej, przestaje się bać, to zmienia się kompletnie. Taki pacjent to masakra. Do tego dochodzą rozgrywki między nimi, znaczy tatencjusz i matencja. Zawsze zastanawiam się czy w innych rodzinach też to tak wygląda czy tylko u nas taki bigos.
Jestem już po prostu zmęczona tymi rozgrywkami. Każda rozmowa z matencją kończy się narzekaniem na tatencjusza. Każda wizyta u nich to samo. A jak się jeszcze zdarzy, że oboje są w domu to matencja usiłuje wykorzystać moją, naszą obecność i cokolwiek ugrać, znaczy dowalić mu ile wlezie, udowodnić, że ona ma rację itp. Dlatego niechętnie tam jeździmy. Powiem szczerze, że rodzinnie jeździmy tylko wtedy gdy musimy. Ja jeżdżę głównie z poczucia przyzwoitości i leczenia swoich wyrzutów sumienia grzecznej córeczki. Cała sobą podskórnie boję się i nie chcę być tak postrzegana przez moje dzieci. Tatencjusz święty nie jest, mówi mało, ale jak się odezwie to w pięty idzie. Matencja nadaje non stop. Biedna jest, bo tak na dobrą sprawę to nie ma towarzystwa. Siedzi w domu sama. Mieszkanie traktuje jak świątynię, tu przestawi, tam poprawie i ma z tego radość. Ale siedzi sama w tym wielkim mieszkaniu czystym, wysprzątanym, eleganckim, poukładanym, ale pustym. Był moment że usiłowałam znaleźć jej jakieś zajęcie, towarzystwo, namawiałam na Uniwersytet Trzeciego Wieku, na jakieś zajęcia przy kościele, ale chęci nie było, a teraz to chyba i możliwości za bardzo nie ma, bo i wiek, i stan zdrowia. I tak to. Błędne kółko. Robi mi się jej żal, jadę, myślę sobie posiedzę troszkę, pogadam, będzie miała trochę radości. Przyjeżdżam i po 10 minutach mam dość. Ileż można słuchać wywodów, narzekań i utyskiwań na temat tatencjusza. I wychodzi na to, że wyrodmna ze mnie córka, bo nie wspieram, nie współczuję. I zżera mnie to od środka.
Żal, bo jadę do teściostwa, a tam zupełnie inna atmosfera, nie żeby wodotryski i fajerwerki, ale inaczej. A u moich zgorzkniała matencja. I co mam jej powiedzieć, że sama sobie winna bo skory on zawsze taki był zły to miała podjąc decyzję, odejść, zacząć życie na swój rachunek. Zagryzam zęby i nie mówię nic gdy narzeka jak to jej było źle, bo wszystko sama, bez wsparcia (to fakt, bo rodzina była daleko) i cały dom na jej głowie. Ale przecież nie pracowała. I to też był błąd, bo miałaby może jakies koleżanki z pracy. A ja całe życie słyszałam, jak to jej zazdroszczą znajome i rodzina, bo one pracują a ona nie i one są złośliwe. łomatko...
Nawet sobie postanowiłam, że zadam jej chyba zadanie domowe, pytanie, żeby mi wymieniła 5 szczęśliwych momentów, chwil ze swojego życia. Czy ona takie w ogóle miala, czy je pamięta...
Dzieci też nie za bardzo chcą jeździć, jadą, bo tak trzeba, bo je o to proszę...
Jak ja zazdroszczę tym, którzy mają pogodnych, nieskłóconych ze sobą rodziców, dziadków...

piątek, 09 listopada 2018

Zdrowotnie
...jestem już po drugim zabiegu. Same zabiegi to pikuś, pomijając aspekt finansowy oczywiście. Dramat jest z noszeniem pończoch kompresyjnych, uciskowych II stopnia. No masakra mówię Wam. Same pończochy to jeszcze nic, po prostu dobrze ściągają nogę, ale te zakończenia, gumowe wypustki, które mają za zadanie podtrzymywać je, by nie zjeżdżały w dół to masakra. Pończochy dobrej firmy, fakt, ale kurde bele, już odliczam dni, a raczej tygodnie kiedy będę mogła zaprzestać noszenia.
biegowo
...pauzuję, bo biegać nie mogę. Na wagę boję się wtoczyć, bo wchłaniam wszystko jak jamochłon :-)
domowo
... jest ok, raz z górki, raz pod górkę.
Nieplanowana akcja prądowa czyli planowany remont przedpokoju na wiosnę, bo teraz nam się po prostu nie chce i zdecydowaliśmy się póki co na prowizorkę, a dokładnie opracujemy temat wiosną. Przy okazji przedpokoju nr 1, zrobić musimy koniecznie przedpokój nr 2, a z rozpędu zrobimy odświeżenie ścian w tak zwanym dużym pokoju, no i ściany kuchni już proszą też.
świątecznie
...jak zwykle na Wigilii u nas rodzice, teście, a żeby było weselej, tłoczniej i rodzinnie doprosiliśmy sobie siostrę SZM z rodziną. A co! :-)
Młody
...zakończył umowę na czas próbny, dostał umowę na czas określony. Lekko się załamał, bo nie dostanie na rękę nawet dwóch tysięcy. Mówi że szuka czegoś innego, ale chyba nie dość skutecznie. Inna sprawa, że do tej pory zapychał w tej firmie od rana do wieczora i pewnie brakowało mu sił i ochoty na cokolwiek po powrocie do domu. Z jednej strony uważam, że to dla niego dobra szkoła życia, a zdrugiej żal mi go i mysle jak ma się usamodzielnić. z trzeciej strony jak przeanalizowałam jego CV, to nie bójmy się słów, nie jest imponujące.
Wykonałam jeden krok, do którego zbierałam się od kilku tygodni. Jednak nie wiem czy to cokolwiek da. Zobaczymy. Trzymam kciuki żeby mu się w końcu zaczęło układać...
Związek Młodego trwa. Aż mnie ręka świerzbi by dodać słówko "niestety". Reszta bez komentarza. Samą siebie muszę upominać.
Młoda
... studiuje, zadowolona nadal. Aktywistka. Związek Młodej trwa. Chłopak prezentuje się póki co ok. I nie o wygląd mi tu idzie.
Rodzice
...mają się dobrze, aczkolwiek coraz bardziej sypią się kondycyjnie, zdrowotnie. Z przykrością stwierdzam, że widzę jak się starzeją, jak Matencja coraz słabiej jarzy, ale jest aktywna, chce być aktywna i niezależna. Póki co nie wymagają żadnej koniecznej pomocy i oby to trwało jak najdłużej.
Towarzysko
...naklikałam się jak guuupia, a wszystko poszło w kosmos, bo się nie zapisało, jak widać.

@#$#%$^!!!