na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
środa, 30 grudnia 2009
i tak siedzę sobie w domu...

Popracowałam nad pracą i to nawet mocno. Ale w poniedziałek, bo we wtorek do Malej przyszła kumpela i nie miałam sumienia odganiać ich od kompa. Poza tym trochę mi to ich siedzenie przed kompem było na rękę :-)
Posprzątałam chałupkę.
Zrobiłam zakupy na ryneczku osiedlowym.
Zrobiłam generalna próbę kreacji sylwestrowej, którą szczegółowo kompletuję pracowicie od poniedziałku.
Zrobiłam porządek w papierzyskach domowych. Stoją teraz wszystkie segregatory karnie w rządku, opisane, uporządkowane. Porządek musi być :-)
Zrobiliśmy dziś zakupy biedronkowe żeby uniknąć jutrzejszych tłumów. I nawet kilka innych rzeczy załatwiliśmy.
Zrzuciłam zdjęcia świąteczne z aparatu. ...i co? Gdybym tak umarła to nie mają dowodu na to, że Święta spędzili ze mną. Na jednym zdjęciu jedyny kawałek mnie i to bez głowy, się zdecydowanie nie liczy.
Do końca roku coraz bliżej. Wierzyć mi się nie chce...


Dzisiaj nie darowałam sobie kawalątka tortu.


poniedziałek, 28 grudnia 2009
Prezent dla SZM najwyraźniej trafiony. Ciesz mnie to niezmiernie. Jak tylko wrócił z pracy odpalił DVD i deszcze niespokojne targają u nas sad non-stop :-)))
niedziela, 27 grudnia 2009
Ostatni to już dzień maratonu świątecznego.

Wigilia
...minęła w zupełnym porządeczku. Najpierw miałam wrażenie, że muszę sobie motorek podpiąć do tyłeczka, ale koniec końców daliśmy radę, nawet - tu uwaga! - na przedwigilijną drzemkę czas się znalazł! A to już był szczyt niemożności w mojej chorej mentalności. Oczy się zamykały, ciało wołało snu, a dusza swoje czyli - jakże to tak na drzemkę gdy matencja sama tam walczy na polu bitwy? Stwierdziłam, że odrobina egoizmu nikomu nie zaszkodzi.
Impreza wigilijna OK. To pierwsza wigilia kiedy nie było szopki pod tytułem Aniołek (bo u nas Aniołek, a nie Dzieciątko) przyniósł prezenty. Nie było więc chowania paczek, wysyłania dzieci, ostatnio tylko Małej, do okien by wypatrywała Aniołka. I trochę żal, że przynajmniej z naszej strony już się ten etap zakończył. Ale tak to jest, że jeden etap się zakończył, drugi się otwiera. To moja pierwsza Gwiazdka, na której dostałam upominek od dzieci. Bolałam co roku nad tym, że Młody nie przejawia inicjatywy w kwestii obdarowania nas prezentem. W tym roku zagrałam nieco brutalnie, ale zasugerowałam Młodemu, żeby pomógł Małej przy prezentach, że może jeden wspólny, zapytałam czy mają pomysł na prezent dla Taty, czy podjechać z nimi do centrum handlowego, itp. W efekcie prezent dla mnie wybierały dzieci z Tatą, a dla Taty kupował sam Młody, i sam z siebie pamiętał o upominku dla siostry. Małej pomogłam ja :-) Bardzo to było miłe, bo widziałam ile radości im to sprawiło, radości i frajdy.
Matencja jak to matencja miała swoje wstawki wigilijne, ale oboje z SZM przymykamy na to oko, już się chyba zestarzeliśmy, znaczy dojrzaliśmy, wiemy, że nic się na to nie poradzi, że już się jej/ich nie zmieni.
Zmieniło się moje patrzenie na nich. Kiedys patrzyłam oczami matencji i widziałam tego złego, niedobrego ojca, a teraz myślę sobie - ideałem to on nie jest na pewno,  ale ile ma cierpliwości...
Wieczorem zajrzało rodzeństwo z rodziną i wtedy zobaczyłam w ich oczach radość. W oczach rodziców, że mają wszystkich bliskich obok siebie, że syn z rodziną jednak przyszedł z życzeniami.
W mojej głowie zrodziła się myśl, żeby ustalić z rodzeństwem fakt tak zwanego zapewniania towarzystwa rodzicom w wigilię, żeby nie powiedzieć dyżurów :-) Bo osobiście nie wyobrażam sobie zostawienia ich na wigilię samych, ale równie dobrze możemy ustalić, że raz oni, znaczy rodzeństwo z rodziną, a raz my, zapewniamy towarzystwo.
Tak sobie tylko póki co dywaguję...

Boże Narodzenie
...czyli zjazd rodzinny u nas. 19 sztuk wszystkiego razem.:-)))
Wszystko OK, bez sensacji, złośliwości, krytyk i innych tego typu zachowań.
Było miło, sympatycznie i rodzinnie. :-)))

Drugi dzień Świąt
...totalne lenistwo, nicnierobienie, telemaniactwo i obżarstwo na maxa!

Dzisiaj
...chyba podobnie jak wczoraj, ale bez totalnego obżarstwa, bo już nie dajemy rady :-) Wczoraj część pyszności powędrowało do zamrażarki, bo szkoda żeby się zmarnowało.

A na balkonie stoi przepyszny robiony przez matencję jednak jeszcze nietknięty tort orzechowy, z masą czekoladową.
Stoi i woła... :-)))

I teraz tylko do Sylwestra zostało odliczanie...
A przede mną przerwa świąteczna w domciu, zafundowałam sobie wolne mając nadzieję na ruszenie czegoś w pracy, ale osobiście dzisiaj w to wątpię, bo ja nad sobą muszę mieć bata, albo prawdziwy entuzjam, którego ewidentnie brak.
...a bata nie widać :-)))
czwartek, 24 grudnia 2009
Jak zwykle brakuje mi jednego dnia. Znaczy nic się nie zmieniło, niczego się nie nauczyłam. I nawet sobie nie obiecuję tak zwanej  starannej rzetelności :-)

Wpadłam tu tylko po to, by życzyć wszystkim Wam, moi drodzy Blogoznajomi

WESOŁYCH ŚWIĄT!!!
piątek, 18 grudnia 2009
Ostre starcie na linii SZM i Młody - wczoraj.
Poszło o Sylwestra. Skończyło się jak zwykle. Brak mi słów gdy patrzę jak się obaj miotają.
Idziemy na bal. Młody chciał zorganizować u nas imprezę dla swoich znajomych. I niby nic takiego, ale...
przyznam szczerze, że w pierwszym odruchu nawet nie mialam specjalnych zastrzeżeń, bo ja też przecież robiłam imprezy jak byłam młoda, ale...
Dodać trzeba że tak na dobrą sprawę Młody nie wie czy my na pewno wybędziemy z domu.
Nie znam jego znajomych kompletnie, wcale a wcale. Z całego wymienionego towarzystwa (9 osób) tylko jeden chlopak był u nas raptem kilka razy. Reszta to dla nas no name. Spotykają się na mieście, nie odwiedzają się po domach wcale. Pojęcia nie mam co to za ludzie, jak będzie wyglądała ta impreza i jak będzie wyglądało nasze mieszkanie po niej. Że bycie gospodarzem na imprezie to kiepska fucha, że będzie musiał wszystkiego pilnować i mieć oczy wokół głowy, itp. Mam wrażenie, że Młody chciał błysnąć wśród znajomych a oni znaleźli łosia, który da chatę. Może patrzę zbyt ostro, ale trudno.
Moja strategia rozmów i podejmowania decyzji jest taka by w wyniku rozmowy pokazać mu wszystkie za i przeciw i żeby Młody zdał sobie sprawę, że to nie jest trafiony pomysł.
Rozmowa Młodego z SZM to tak zwane huzia-na-Józia. SZM podnosi krzyk i wyciąga wszystkie przeciw kategorycznie stwierdzając, że absolutnie nie, bo ludzi nie zna, bo zniszczą, okradną, popiją i takie tam.
Szlag jasny mnie trafił.
Dziś po pracy w mieszkaniu bez dzieci wydarliśmy się na siebie ile wlazło. Oczywiście SZM jak zakuty łeb swoje w kółko. Wywaliłam mu wszystko co mi leżało na wątrobie, że go nie szanuje, że poniewiera, że nie traktuje jak partnera, jak czlowieka, że nawet jak jest przeciw to niech do cholery rozmawia, rozmawia i jeszcze raz rozmawia i nie podnosi głosu. Że doskonale rozumiem Młodego, bo wiem co siedzi w jego głowie, bo ja byłam podobna.
Ze strony SZM padały zarzuty w moją stronę, ale oczywiście zarzuty z serii "bo ty zawsze, bo ja nigdy", a ja chcę rozpatrywać konkretną sytuację, a nie duchy z przeszłości i wywlekać wszystkie żale. O Boszsze, ale ostra jazda była.
Jednakże mimo wszystko mam wrażenie, że część moich argumentów trafiła, bo jak ze szkoły wrócił Młody to SZM zagaił na spokojnie. No i takie tam inne.
Ale ile nerwów mnie to kosztowało tylko ja wiem...




wtorek, 15 grudnia 2009
W ferworze przygotowań świątecznych zdałam sobie sprawę, że dobrze byłoby wskoczyć na próbę w kiecuszkę, którą planuję założyć w noc sylwestrową na bal.  Kiecka została kupiona kilka lat temu na wesele, byłam nieco szczupleksza, ale fason jest taki, że powinna być OK. Powinna, ale pewności nie było. Wskoczyłam w tę kieckę, SZM był nieobecny więc młody mężczyzna w postaci Młodego wydał mi się odpowiedni do oceny.
W kieckę wskakiwałam w przelocie między kończeniem sosu do makaronu i gotowaniem makaronu, więc na większe finezje i dyrdymałki czasu nie było, bo na horyzoncie czekało już wyjście do szkoły na zebranie u Małej.
Zrzuciłam spodnie, na stopach zostały skarpetki, ładne cytrynowe - :-))) Bielizna też jakby niezbyt, bo sportowy stanik z ramiączkami.
Kiecka jest z gołymi plecami, na karku wiązana,  rozkloszowana, znaczy jakby trapezowa od linii biustu, długość ciut za kolanko :-)))
Rzut oka do lustra - moim zdaniem OK, ale niech tam, zapytam Młodego. No i się zaczęło...

Staję przed Młodym i ...
- te ramiączka to nie bardzo...
- na to nie patrz, bielizna będzie inna, odpowiednia!
- hmmm, trochę grubo...
(taaak, wałeczki dodatkowych kilogramów pięknie się prezentują w talii i nad linią bioder... niestety...)
- tu będą rajstopy ściągające, wszystko się wygładzi!
- ale nogi...
- skarpetek nie będzie!
- łydki trochę grube...
- piekne rajstopy i do tego obcas, zmieni sylwetkę i wysmukli łydkę!
- ...no...
- I jak, może być?
- no, jak będzie to wszystko o czym mówisz to może być...
- No to fajnie, dzięki!
- ...ale łydki i tak masz grube...

Też mi, powiedział co wiedział.
Nigdy nie byłam szprotką w rozmiarze S, ale żeby zaraz za grube łydki? Syn do matki?


czwartek, 10 grudnia 2009
Wstałam dzis rano z pytaniem na ustach
- dzisiaj środa czy wtorek?
I ku wielkiemu swemu zdziwieniu usłyszałam
- czwartek!
Uciekł mi jeden dzień. Tydzień się kończy, a ja nie wiem kiedy się zaczął. Weekendy zajęte na maksa już chyba do lutego.
Sto tysięcy spraw na głowie, zero chęci do zrobienia czegokolwiek, uczucie bezsilności, powolności i ułomności wszechogarniające mnie od jakiegoś czasu jest okropne. Staram się jak mogę, a mam wrażenie, że moje staranie to jak film oglądany na zwolnionych obrotach, prawie stopklatka. Źle się z tym czuję. Ja lubię wiedzieć, że nad wszystkim panuję, że dam radę i będzie OK. Psychicznie jestem dętka. I sama się nakręcam na bycie jeszcze większa dętką. wiem. Ale nie mam ani siły ani ochoty na walkę sama ze sobą...
środa, 02 grudnia 2009
Czas ucieka mi w takim tempie, że aż się boję myśleć co będzie dalej.
Zaległości...
Młody jest już po całej serii próbnych matur. Aż się boję jakież będą te wyniki. Jak wyjdzie kiepsko to załamka w prostej linii. Jak wyjdzie OK to znaczy nie jest źle, jeszcze nie skończyłem powtarzać materiału, a już mi wyszło dobrze. To po co się przepracowywać?
Mała - zapalenie gardła, od środy na lekach, do szkoły nie chodzi i wszystko nie byłoby takie złe gdyby nie fakt, że dopiero dwie noce (dzisiejsza to trzecia) bez gorączki. Ale mam nadzieję idzie ku dobremu. Ona, bo ja na pewno nie, bo cały czas jak tu siedzę, to mi mrówki po gardle biegają. Jakoś tak dziwnie, po jednej połowie...
Urodziny SZM przeżyliśmy. Ciasto zrobiłam wieczorem dnia poprzedniego. Po pracy miałam wpaść do domu i szykować wszystko w tempie ekspresowym, bo sie okazało, że zebranie w szkole u Młodego jest zaplanowane. Ale zamiast po pracy do domu to leciałam jeszcze z Małą do lekarza, bo dreszcze, gorączka i ból i gardła. Potem galopkiem do domu, ogarnąć chałupę, przygotować stół, pokroić ciasto itp., zlecić resztę robót na froncie dzieciom i wio do szkoły. A w drodze ze szkoły do domu jeszcze uzupełnić zakupy. Wejść do domu, przygotować kolację dla gości i uroczo się uśmiechać jak na żonę solenizanta przystało... Dało radę.

Tak mi tamten tydzień dał do wiwatu, że mimo obiecanek samej sobie, że w niedzielę ruszam w poszukiwaniu prezentów, leniwie snułam się po domu w stroju niedbałym. Snułam się w sobotę, a potem w niedzielę. Leniwie, bez pospiechu i z tatalna olewką wszystkiego.

Niestety od poniedziałku apiać od nowa :-)
Wczoraj rajd po sklepach z matencją. W ekspressowym tempie zaliczyłyśmy 4 hipermarkety, w tym jeden dwukrotnie. Matencja nie jeździ po takich sklepach. Dla niej to atrakcja, nacieszy oczy, napatrzy się. Wzrusza się przy każdej okazji. i to nie jest poudarowe, ona tak po prostu ma. Rzutuje to trochę na jej zachowanie, bo płaczliwa jest przeokropnie. I moja Mała chyba się w babcię wdała, bo też jej wiele nie potrzeba do łez.
Wieczorem padłam jak kawka.
Dzisiaj rajd z SZM. Owocny nawet, nie powiem.
Na jutro jesteśmy umówieni na kolejną sklepową eskapadę. ...ale najpierw z Małą do kontroli do lekarza.
W czwartek lecę do kontroli dowcipnej, dzisiaj odebrałam h-p - jest ok.
W piątek mam zamiar się wybornie bawić w przesympatycznym gronie moich koleżanek. Czeka mnie babskie spotkanie :-) !!!
Za to w sobotę/niedzielę - wszystko na raz - uczelnia, kolęda w domu (pierwszy raz przed Świętami cóż to za kolęda bez choinki?), urodziny w rodzinie i jeszcze do tego chrzciny. Pełen zestaw.
Z poczucia obowiązku nadmienię tylko, że do pisania pracy nie przyłożyłam się ani trochę.

Lista rzeczy do wykonania rośnie z dnia na dzień, a doba ma tylko 24 godziny...

Nie mam czasu pozaglądać. Jak tylko nadrobię czasowo cokolwiek to uzupełnię swoje braki. Obiecuję poprawę. Serio!