na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
środa, 23 grudnia 2015

Hmmm..., dogorywam w oczekiwaniu na godzinę 15 kiedy to wybija fajrant mój pracowy. I tak sobie pomyślałam, że jak wpadnę do domu i ogarnie mnie kurzy szał (jak mawia moja blogowa siostra Iksińska) to już nie będzie mi w głowie blogowanie. Zatem wykorzystując ten czas pracowy, kiedy to siedzę sama przy biurku i mogę bezkarnie klikać a nikt mi przez ramię nie zagląda, nikt do mnie nie gada, nie rozprasza i mogę skupić myśli i w ogóle jest ok, no więc taki czas wykorzystuję właśnie by złożyć Wam życzenia.

Kochani,
niech ten świąteczny czas będzie dla Was przyjazny,
życzę Wam
wielu wspaniałych chwil, emocji i wspomnień.
Po prostu wszystkiego najlepszego!
A Nowy rok niech Wam przynosi same dobre rzeczy!

                 Anonimka

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Jak zwykle klikam po nocy. Zasiedziałam się dzisiaj niemożebnie. Zazwyczaj padam szybciej, bo to bieganie tak na mnie wpływa, że mi się doba unormowała, ale dzisiaj i wczoraj zrobiłam sobie wolne od biegania, bo mi po prostu czasu brakło i uznałam, że jednak nic na siłę. No to się zasiedziałam. Więc klikam... :-)

Przygotowania do Świąt już praktycznie zakończone. Jedna szuflada w zamrażarce to wigilia: uszka, pierogi z kapustą i ruskie, no i zamrożony gęsty wywar z gotowanych grzybów, który dopełni smaku barszczu. W kolejnej szufladzie schabowe rolady z nadzieniem mięsnym na obiad świąteczny;po raz pierwszy je zrobiłam (wedle pracowego przepisu), ale mam nadzieję, że będą ok. I w jeszcze kolejnej leżą zamrożone cudne pstrągi (bo my jesteśmy pstrągowi a nie karpiowi). W lodówce w słojach stoją już śledzie w zalewie z tzw. mleczkiem, a na blacie kuchennym słoje z opiekanymi śledziami w marynacie octowej. Choinka stoi, mieszkanie przystrojone. Ponieważ dzieci małych nie ma więc odpada nam cyrk z chowaniem prezentów, zatem stoją torby i torebki z upominkami dla bliskich. Nasze dzieci dostały już duży wspólny upominek mikołajowo-choinkowy więc też ich mamy z głowy. Ja od SZM też dostałam prześliczne kolczyki z uwagi na wartość mikołajkowo-choinkowe. Więc sporo wymyślania nam odpadło. Dzisiaj zakupiliśmy sporo upominków, a to, czego nie kupiliśmy zamówiłam przez internet i w tym tygodniu powinny być przesyłki do odbioru. Zrobiłam się wygodna i leniwa, bo nie chce mi się np. biegać po Empiku i szukać pozycji, wolę kliknąć tu i tam i jeszcze się potem okazuje że w Matrasie taniej :-)

Wigilia gościnna, bo co prawda moi rodzice idą do rodzeństwa, ale u nas gościmy 6 osób. Razem z nami to dycha. Jak znam życie i matencję, to nie wytrzyma i po kolacji tak czy owak do nas zajrzą :-) W pierwszy dzień obie strony rodziców zaprosiliśmy na obiad. Dobrze dzisiaj SZM określił stanowisko reszty rodzeństwa i mojego i jego. Zaprosiliśmy ich a reszta mówi ojej a my chcieliśmy. Chcą, to na co czekają? Na to, że my zaprosiliśmy a oni z żalem powiedzą, że za późno a przecież chcieli... Ręce mi opadają. Ostatni raz wyciągam rękę do poprawy stosunków rodzinnych, które tak bardzo się rozluźniły, że aż wierzyć mi się nie chce, że jesteśmy rodziną. Zawsze mówię, że ostatni raz, a potem macham ręką. W pierwszy dzień znowu u nas posiadówa, bo jakoś żaden się nie przejmuje i nie zaprasza, a nie wepchniemy się komuś na siłę. Nie potrafię tak. No więc pierwszy dzień obiad gościnny z rodzicami, a po południu rodzeństwo. I jeżeli teście zapewne szybko pójdą do domu, o tyle przypuszczam, że matencja będzie siedzieć w najlepsze do końca. I z jednej strony jej się nie dziwię, bo co ma robić w domu sama, bo ojciec nawet jak jest to tak jakby go nie było, a z drugiej trochę mnie to drażni, bo my młodzi może chcielibyśmy trochę bez rodzicielskiego oka pożartować... No i dobra, ok, uznałam/śmy że ten pierwszy dzień to dla rodziny, drugi za to spędzamy sami, bez żadnego gościa, nie zapraszamy nikogutko. W niedzielę poświąteczną to my idziemy w gości, ale do znajomych. Już teraz obiecuję sobie, że za rok nie zapraszam nikogo, czekam na zaproszenia, a jak ich nie będzie to będziemy celebrować spokój :-) Tak sobie kontrolnie poczytałam jak to było rok temu. I jeszcze wcześniej czyli w 2013.

Tak bieganie wciągnęło mnie i to bardzo mocno. Nie jestem biegaczem szybkim, nie złamię długo jeszcze 30 minut na 5 km, tego jestem świadoma, ale potrafię przebiec 10 km bez przerwy. Biegam od końca lutego i zrzuciłam z siebie 12 kg. Zmniejszyłam swoje obwody, wysmukliłam sylwetkę. Sama widzę zmiany i lubię siebie w lustrze. Zawarłam wiele biegowych znajomości, przeżyłam mnóstwo pięknych chwil, wyprodukowałam morze endorfin. A ostatnio kiedy jedna kumpela biegowa pisze do mnie z pytaniem czy nie wybieram się na truchtanie, bo ona nie była na treningu i czegoś jej brak; druga mi pisze, że nie wie czy da radę, bo nie wie czy się wyrobi ze sprzątaniem, a potem mówi, że owszem biegnie bo się musi odstresować; i kiedy ja w ferworze walki przedświątecznej i sprzątania myślę sobie "a jak to wszystko skończę to sobie pójdę pobiegać"; to uznałam że jesteśmy wszystkie razem nieźle zakręcone na punkcie tego biegania. Pozytywnie.

W tym tygodniu wizyta u dermatologa, chirurg powiedział, że nie ma sprawy z wycięciem, ale tak na wszelki wypadek niech to sobie poogląda jeszcze dermatolog. No to czekam. I tak dobrze, że udało mi się załapać jeszcze przed świętami i to na NFZ, a nie tam żadna prywata i to bez znajomości :-)

A teraz jednak zdecydowanym ruchem zamknę tego lapka, bo jutro, patrz dzisiaj będę w robocie pólprzytomna, a jestem sama, bo N_C_K wybiera urlop.

Do poczytania Wam, którzy tu jeszcze zaglądacie :-)

środa, 09 grudnia 2015

Summa summarum uszek narobiłam 300 sztuk. I jestem z tego dumna!

W poniedziałek pojechałam starym autem do matencji, nie było gdzie zaparkować, trzy razy objeżdżałam okolicę, w końcu wjechałam w podwórko i usiłując zaparkować zleciałam z wysokiego krawężnika przednimi kołami, coś chrobotnęło. I już widziałam czarny scnariusz, dziury, wgniecenia i cieknący olej albo inne mazidło. Potem się okazało, że niby dramatu nie było, bo po prostu wycofałam, zaparkowałam gdzie indziej, a po wszystkim potem dojechałam do domu. Na drugi dzień przestawiłam auto o kilka metrów żeby zobaczyć czy mi tam nic nie cieknie. Mała plama była, a nawet dwie, ale naprawdę małe. A dzisiaj auto nie odpala. Kręci, kręci i załapać nie może. Teraz znależć mechanika który tu podjedzie, bo jak nie to tylko hol wchodzi w rachubę. Masakra.

Pełna jestem stresu i niepokoju, bo czekam na wizytę do dermatologa. Udało mi się załapać jeszcze przed świętami i to w ramach kontraktu NFZ. Zrobiła mi się zmiana na plecach, zaczęło lekko swędzieć dlatego zwróciłam na to uwagę. Jak poczytałam tu i tam to książkowe objawy czerniaka mam jak nic. Przed scyntygrafią kości tak się nie bałam jak teraz przy tym znamieniu. Sama siebie pocieszam, że będzie dobrze...

Stanęło na tym, że jednak do rodzeństwa idzie matencja z tatencjuszem. Niech mają. Teraz zostało tylko omówić strategię pozostałych dni świąteczbych. Z kim kiedy i do kogo,

Zakańcza się mój przesiadkowy etap. Od stycznia zostaję sama i na samą myśl już mnie  ściska w dołku. To z jednej strony, a ten upragniony spokój bez trajkoczącej nad głową N_C_K to druga strona medalu.

Biegam dalej i jest fajnie :-)

poniedziałek, 07 grudnia 2015

Matencja znowu motla. Najpierw mi mówi, że woli być na wigilii u mnie, bo u nas cieplej, rodzinniej i że ona swobodniej się czuje. Dobra niech ma, popracowałam nad SZM. Ustaliliśmy że zapraszamy rodziców (wiadomo, że jak będą moi to i od razu jego też). Spontanicznie doprosiliśmy też jedną siostrę SZM z rodziną. Żeby było weselej, rodzinniej, gwarniej, a ponadto w ramach zacieśniania stosunków rodzinnych :-) Mojego rodzeństwa nie ma co zapraszać, bo druga połowa mojego rodzeństwa nie zostawi swoich rodziców samych na wigilię/śniadanie wielkanocne. Wiemy, bo przerobiliśmy ten temat. A tamci rodzice do nas nie chcą. Ten temat też już mamy opanowany :-)
No i wszystko ustalone. Nawet to, że w tym roku pierogi (z kapustą i ruskie) oraz uszka (z grzybami) zrobię sama, bo po takiej świątecznej produkcji matencja siedzi na wigilii jak z krzyża zdjęta. No więc ustalone, wczoraj wyprodukowałam 85 pierogów z kapustą i 145 uszek (uszka jeszcze dorobię). I przedwczoraj matencja mi powiedziała, że rodzeństwo ją zapraszało do siebie i co ona ma teraz zrobić. Zonk! Byłam pierwsza, no nie? Sama chciała do mnie, tak? Z ich powodu niejako sprosiłam sobie pół chałupy gości, tak? A ona się zastanawia co ma zrobić? W pierwszej wersji powiedziała, że byłam pierwsza i zwróciła uwagę, że gdyby wczesniej się odezwali to... A wczoraj mi powiedzieli, że jednak idą do nich, do rodzeństwa, bo on nie będzie miał na wigilii nikogo ze swojej rodziny. Ale hasło! I szlag mnie z jednej strony trafia. Ale tylko z jednej, bo nie powinnam może teo mówić, ale będzie zapewne milej, bo nie będzie szlochania matencji, strofowania tatencjusza i licytacji z teściową. Ale ręce mi opadły.
Faktem jest, że rodzeństwo pewnie zadzwoniło teraz licząc na to, że rodzice pewnie już mają u nas zaklepane miejsce, ale żeby nie było zadzwoni i zaprosi. A tu siurpriza wigilijna!

I dlatego między innymi nie lubię czasu Świąt. Niechby już było po!

A jak tam u Was? Okna pomyte? Porządki zrobione? Uszka i pierogi w zamrażalniku?

Noż kurza stopa, qrcze pieczone, naklikałam sie jak gupia i wszystko mi uleciało! !@#%$^%^* I nie da się odzyskać, a straciłam w momencie gdy kliknęłam zapisz jako szkic. Ja się pytam gdzie ten szkic!?