na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
niedziela, 23 grudnia 2018

Niech te Święta będą dla Was przyjemnością, chwilą zatrzymania, refleksji i zadumy w codziennym pośpiechu, pełną drobnych, ale jakże cennych emocji. Życzę Wam również byście za rok o tej porze, gdy nadejdzie czas podsumowań, mogli powiedzieć "to był dobry rok"! 

Anonimka :)

23:30, anonim002
Link Komentarze (5) »
wtorek, 18 grudnia 2018

Kot a właściwie kotka, bo to dziewczynka przecież jest :-)
Mała od dłuższego już czasu prowadziła lobbing na rzecz futrzastego zwierzątka. Poważnym problemem była, a może nadal jest, tego nie wie nikt, alergia. Młoda od pani doktor ma zapewnienie, że na kota uczulenia nie posiada. Drugim alergikiem domowym jest Młody, który był własnie uprzejmy się wyprowadzić na tak zwane swoje, wynajmowane bo wynajmowane, ale zawsze już swoje, lepsze takie jak żadne. Trzecim alergikiem domowym jest SZM, który co prawda wychował się w domowym zwierzyńcu, bo tam były i koty i psy, ale jako dziecko tak bardzo chorował, że oparło się o astmę i pobyt w sanatorium. Ale kto tam wówczas myślał, wiedział o alergiach. Jego alergia ma reakcję natychmiastową. Bierze i dusi, albo wysypuje i swędzi, albo łzawi oczy, albo nie wiem co tam jeszcze. Młoda wymysliła, że wyśle tatusia na testy alergiczne. Tatuś zwolennik futer utrzymuje do dziś, że o ile na psy uczulenie ma i to wiemy, bo widać :-) to na koty nie, bo nic się z nim nie dzieje w towarzystwie kotków. Ustalili, że pojadą do wybranego przez młodą schroniska pooglądać już wybrane przez nią kotki (do tej pory oglądane w necie) i rozważymy zabranie zwierza w okresie zimowych ferii, żeby w procesie adaptacji tak długo zwierzak nie był w domu sam. Wybrane były kocurki i jedna kotka. Pojechaliśmy, na miejscu okazało się, że owa kotka to jest namłodszy kotek i Młoda oglądanie zaczęła właśnie od niej, no i na niej skończyła, bo jak dostała na ręce ją to już mowy nie było o innych kotach:-) A że planowaliśmy dopiero w ferie to pani ze schroniska powiedziała, że ok, w takim razie nikomu jej nie będzie już polecać, ale kto by się tam przejmował wcześniejszymi planami. W drodze do domu ze schroniska pojechaliśmy od razu do sklepu Zoo po wyprawkę i z powrotem do schroniska :-) No i wróciliśmy z kotem, tzn. z kotką :-))) Młoda/Mała jest kocią mamą na sto procent, wpisana do dokumentów jako właściciel, sama sfinansowała całą wyprawkę (czy ja pisałam, że Młoda załapała się do pracy, a właściwie to praca załapała Młodą), jest obczytana, wyoglądana filmików z behawiorystami i innymi ekspertami, no szał ciał, mówię Wam :-)
SZM ma też mnóstwo uciechy, sama Młoda powiedziała, że tacie chyba brakowało zwierzątka w domu, bo gdyby mógł to siedziałby cały czas w pokoju Młodej, bo kot zgodnie z zaleceniami Młodej póki co siedzi tylko w jej pokoju. A ja też się cieszę ;-) Odpowiadając na pytanie - nie, nie mam doświadczeń z życia z wolno biegającym po domu zwierzątkiem, bo do tej pory zwierzątka mieszkające u nas były tak zwane klatkowe (chomiki, świnka morska, rybki, ptaszki, żółwie). Też się cieszę, ale obawiam się nieco psot i niespodziewajek :-) Nic jeszcze nie ma wycięte, bo jeszcze za malutka jest, ma chyba 3 miesiące.

Młody
jeszcze się wyprowadza. Obiecywałam sobie, że nie będę go wyprowadzać, żeby mi w przyszłości nie powiedział, że go wyrzucałam z domu, ale... Czas leci, święta coraz bliżej, a tempo jego przeprowadzki mnie po prostu rozwalało. Gdyby codziennie przychodził i zabierał po trochę to rozumiem, że drobnymi kroczkami posuwa się do przodu, ale kto by się przejmował tym, że rzeczy trzeba przenieść, no nie? Wieczorkiem w piątek pojawił się , spakował dwie torby i uznał, że wystarczy, że reszta później (!). No to na sobotę mu przygotowałam całą resztę. Zabrał z naszą (SZM i Młodej) pomocą, ale drobna część dobytku została i czeka do dzisiaj. Problem w tym, że gdyby poświęcił jeden wieczór na to by sobie to wszystko posegregować, przygotować to by było lżej. A tak dostał w pakiecie wszystko i u siebie na miejscu ogarnia temat. A jak wcześniej mówiłam, że to i owo raczej niepotrzebne, że może próbować sprzedać, to uznawał, że to skarby i że absolutnie nie da się, nie można, nie wolno się tego pozbywać. Jak się okazuje jednak można. To, co zostało to już przejrzy na miejscu, bo to skarby z najwyższej półki :-) Najbardziej mnie rozwaliło to, że nie załatwił sprawy swojej przeprowadzki, a wolną sobotę już sobie zorganizowali towarzysko zamiast dopiąć wszystko na tak wany ostatni guzik. Ja nie znoszę takiego zawieszenia. Dlatego musiałam go zmobilizować. Tak się usprawiedliwiam :-)
A ja korzystając z tego, że zwolnił miejsce poświęciłam cały weekend na porządki domowe, przenoszenie ciuchów (bo szafy wolne) i aranżację pokoju dla nas :-) I w ten weekend odwaliliśmy wszystko, łącznie z ustawieniem już choinki. Mamy już w domu Święta, no za wyjątkiem tej sterty co to wciąż czeka, ale to już drobiazg. Zresztą powiedziałam, że jak już przesegregował a coś mu się nie mieści w tych ich 40 metrach to może to przywieźć, zostawić u nas, bo przecież go nie wyganiam. Jeszcze musimy mu oficjalnie otwartym tekstem, żeby nie było niedomówień, powiedzieć, żeby miał świadomość, że zawsze może do nas wrócić.

Panna
nie, żebym była uprzedzona, ale jak już wcześniej pisałam, zachwytu z mojej strony nie ma. Tłumaczę sobie, że to on ma być zachwycony, a nie ja. Ja mam taką cichą nadzieję, że Panna go ogarnie i z tego co widzę chyba tak się dzieje, a jemu to z pewnością wyjdzie na dobre. Już go ćwiczy w trzymaniu porządku i dyscyplinie domowej, bo jak powiedział mi Młody "jest gorsza od ciebie" ;-)

Ja
...cóż jestem na etapie myślenia sentymentalnego, co chwile łapię się na tym, że zdaję sobie sprawę z upływu czasu. Że się zestarzałam, że dzieci duże już dorosłe, że zostajemy z SZM powoli sami, że taka kolej rzeczy, norma znaczy się, że mnóstwo rzeczy chciałam jeszcze wspólnie z dziećmi zrobić, planowałam, a tu już się chyba raczej nie da w tej formie, której planowałam. Pilnuję się bardzo by nie popełniać tych rzeczy, które mnie u matencji drażniły, drażnią, by nie zagłaskiwać otoczenia, dać im oddychać. To pewnie etap, który muszę przeżyć. No i przygotować się na drugi raz, gdy przyjdzie moment kiedy będzie szła na swoje Mloda/Mała, a ona już się odgraża, że to za jakieś dwa lata. I znowu mam uczucia mieszane, bo cały czas czekałam na to by mieć sypialnię, ale gaszę swoją radość z tego faktu, bo wewnętrzny chochlik mówi mi, że zamknął się właśnie jakiś etap. Sama sobie tłumaczę, że to raczej nowe otwarcie :-)

poniedziałek, 17 grudnia 2018

Mamy nowego domownika, a właściwie to domowniczkę :-)

Moja Mała jest od wczoraj kocią mamą i jest przeszczęśliwa. Aż się biedna rozpłakała gdy pani w schronisku ją nam wydawała. Kotek jest śliczny, dachowiec, tygrysek, mały, ale wychowany, korzysta z kuwety, zaczipowany, zaszczepiony. Cudny po prostu. :-)

czwartek, 13 grudnia 2018

Przeprowadzka, wyprowadzka ze strony technicznej jeszcze trwa i pewnie potrwa chwilę. Bo na ten przykład wczoraj nikt się nie pojawił po jakiekolwiek rzeczy. Ani widu ani słychu, ani sms-a. Nie chcę pakować i wyprowadzać go na siłę, ale skoro już się zdecydował to kule-bele niechby zrobili to tak jak z Panną, raz a konkretnie. A ja będę mogła zagospodarować pokój po swojemu :-) 

Temat wyfrunięcia z gniazdka nastawia mnie nieco nostalgicznie, sentymentalnie. Przerobiłam już w głowie etap, że mogłam być lepszą mamą w całym dotychczasowym jego życiu, że może bardziej powinnam dbać o więzi, a potem doszłam do wniosku, że to przecież normalny etap, wkraczanie w dorosłość i nauka na własnych błędach. Patrząc z boku na całą tę sytuację widzę jak staję po drugiej stronie lustra i widzę matencję w czasach gdy to ja wyfruwałam z domu.
I to są uczucia mieszane... Bo z jednej strony fajnie, że dorósł, że dojrzał, że chce, że ma z kim, że jest szczęśliwy. Z drugiej żal, że to wynajem. Z trzeciej lepszy wspólny wynajem niż wspólny kredyt, bo nigdy nic nie wiadomo, a kredyt do spłaty zostaje :-) Dla nas psychicznie i atmosferowo w domu chyba lepiej, bo te drobne, ale jednak uciążliwości z jego bywaniem-pomieszkiwaniem u Panny, jej u nas już się wyprostują. Zostaje obawa czy dadzą radę unieść to finansowo, czy będą w stanie myśleć i cokolwiek odkładać na przyszłe swoje.

poniedziałek, 10 grudnia 2018

Młody
...mieszka już na tak zwanym swoim, ale rzeczy z pokoju wynosi sukcesywnie po trochę. Nie wiem czy do świąt zdąży :-)
Uczucia mieszane mam z tą sytuacją. Z tą jego wyprowadzką, decyzją... To już drugie jego/ich podejście do wyprowadzki do wynajmowanego mieszkania. Za pierwszym razem wytłumaczyliśmy, że zamiast płacić komuś za wynajem to lepiej uzbierać by mieć na start na coś swojego. Ale tak, na swoje kupione nie ma widoków, bo kredytu póki co raz, że nie dostanie, bo umowa o pracę na czas określony, a dwa, że dochody za małe, zatem kupno odpada. Po drodze była propozycja przeprowadzki do Panny mieszkającej z rodzicami w wynajmowanym mieszkaniu, a mam wrażenie, że potrzebowali może nie sponsora, ale osoby która by się dokładała do budżetu i sprytnie wykombinowali sobie taki plan. Nie wypalił, bo młody dojrzał do tego, że lepiej zaczynać osobno, a nie z teściami na karku. W dodatku z teściami z niejasną sytuacją finansową.
Inna opcja to mieszkanie z miasta do remontu, do złożenia wniosku niejako przymusiłam oboje dzieciostwo, bo czas działa im na korzyść, ale po pierwsze trzeba tam zaglądać i szukać czy jest cokolwiek co się nadaje, a po drugie jak się już nada to trza mieć kasę na ten remont, co nie? Zatem oszczędzanie znowu się kłania. I tak się kółko zamknęło. w międzyczasie doszłam do wniosku, że skoro chce iść na swoje to ja go siłą trzymać nie będę, mieszkanie wspolne stawało się z lekka uciążliwe, bo to przecaś dorosły chłop, a my mamy inklinacje do tego by traktować go jak dzieciątko nasze. Bardziej ja mam takie instynkty, przyznaję. No i doszłam do tego, że jak zechce to oponować nie będę.
Osobny rozdział to sytuacja życiowa Panny Młodego, z lekka skomplikowana. Bez widoków na jakiekolwiek wsparcie ze strony rodziców, z wiszącą groźbą spłaty zadłużenia rodziców, tudzież utrzymywania ich na starość. Mam nieodparte wrażenie, że Panna uciekła spod ich skrzydeł, by w końcu zacząć życie na własny rachunek. I chyba stąd taka prawie nagła decyzja o wyprowadzce, poszukiwania na cito mieszkania do wynajęcia, szybka przeprowadzka itp. Panna przeprowadzona w ciągu jednego weekendu, zabrała z domu co mogła, tak przynajmniej to wygląda. Akcja przeprowadzki Panny odbyła się podczas naszego weekendowego wypadu andrzejkowego planowanego od ponad miesiąca, kiedy jeszcze ptaszki nie śpiewały o wyprowadzce Młodego, ale koledzy Młodego stanęli na wyskości zadania, i bardzo dobrze :-)
Mieszkanko mają fajne, jak na początek i ich potrzeby całkiem OK. 40 metrów kwadratowych, dwa pokoje, kuchnia, łazienka, balkon, centralne ogrzewanie sieciowe, ciepła woda z piecyka. Umowa wynajmu na dwa lata. Mieszkanie odświeżone, częściowo umeblowane, tzn. konkretnie to jeden pokój ten sypialniany był bez mebli. No i fakt, że mieszkają blisko nas :-)
Widzieliśmy to mieszkanie na surowo przed przeprowadzką, mimo odświeżenia widziałam tam jeszcze kilka rzeczy do poprawki, ale to już ich sprawa. Generalnie fakt, że nie jest to standard typu apartament z górnej pólki to moim zdaniem na plus bo mają motywację by dążyć do swojego o wysokim standardzie, a może się mylę, nie wiem.
Układają się tam powoli, montują internet, telewizję, przenoszą ciuchy i wyposażenie.
Początkowo stałam na stanowisku, że niech się urządzą tylko własnymi siłami i zobaczą co to za miód, ile rzeczy będzie im brakować. Ale potem jak babcie (Matencja, Teściowa) zaczęły akcję pod tytułem "czego Wam potrzeba?" uznałam, że przecież nie mogę być taka złośliwa :-) Zatem daję co mogę, co potrzebują. A oni sami obawiali się braku akceptacji wspólnego zamieszkania bez ślubu ze strony babć, a tu niespodziewajka, bo babcia jedna wspomogła finansowo, a druga rzeczowo :-) I tak to.
A my... nie narzucamy się z pomocą, pytamy czy nie potrzebują, a oni uparcie twierdzą, że dają radę i widzę, że są zadowoleni i szczęśliwi, a to przecaś najważniejsze :-)

wtorek, 04 grudnia 2018

Uwaga, nadejszła wiekopomna chwila, tadam! Młody się wyprowadził.
Zdecydowali się wynająć mieszkanie, bo niestety póki co widoków na swoje nie mają, a chcieli rozpocząć życie na własny rachunek.

:-)))