na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
poniedziałek, 31 marca 2008
Może bym i popisała.
Może bym i miała o czym.

Oczy same mi się zamykają. Nie dam rady.

Dobranoc.
sobota, 29 marca 2008
Notowałam już pierwszą randkę, miłość czy też sympatię Młodego. Dziś notuję pierwsze wyjście do klubu muzycznego, żeby nie powiedzieć do knajpy :-) Wyjście i dosyć późny powrót, bo granica została wyznaczona na godzinę dwunastą w nocy. Załatwił sobie z dziadkiem transport do domu, więc argument o nocnej jeździe autobusami wytrącił mi z ręki na początku rozmowy. Wrócił 10 minut przed czasem, rozbawiony, zadowolony, ale pachnący(?) piwem. Pozwalamy mu pić w domu piwo, w rozsądnych ilościach oczywiście. Wszystko było w granicach normy, ale na wszelki wypadek zaznaczyliśmy dziś, że następnym razem zamiast dwóch piw niech pije jedno, bo umiar należy zachować. :-)
Zastanawiam się tylko czy nie jestesmy nazbyt tolerancyjni jak na rodziców siedmenastolatka...
piątek, 28 marca 2008
Wizyta u gina zaliczona, moja panika jak się okazało niepotrzebna. Uff! Tak to już jest, że zawsze się mysli o najgorszym. Chociaż niedosyt wizyty pozostał, jest różnica między lekarzem, a lekarzem, między prywatą a wizytą w ramach NFZ, a przecież nie powinno tak być. Badania cytologicznego nie było, badania piersi nie było, a usg - mam do umówienia termin. Ważne, że nerwy puściły :-)
W niedzielę znowu zajęcia na uczelni. Tak się składa, że tym razem dojadę wspólnie z inną kumpelą troszkę później. Najchętniej nie jechałabym wcale, ale ta opcja odpada, bo wchodzi mi nowy przedmiot i trzeba zbadac grunt co i jak.

Mała już zaliczyła pierwszy rowerowy spacer z SZM.
Stałam w oknie i serce mi się radowało, że jednak jedzie, niewprawnie jeszcze, ale jednak jedzie sama. Daje radę. I przypomniały mi się słowa tego lekarza, który sugerował szkołę dla słabowidzących, który skreślał ją już na początku. A ona traktowana przez nas jak normalnie widzące dziecko świetnie daje sobie radę. Nie robimy dramatu z jej wady wzroku, nie załamujemu rąk... i pewnie dlatego jest OK.
Są momenty gdy zdaję sobie sprawę z tego, że wada zwroku może jej utrudniać życie, gdy widzę różnicę między nią, a jej zdrowymi rówieśnikami. ale to tylko momenty. Sama nie wiem jeszcze jak potoczy się jej życie. Zdolna bestia jest, ale dopiero w czwartej klasie gdy przyjdą nowi nauczyciele, gdy wymagania wzrosną, okaże się tak naprawdę jaką będzie uczennicą.

U mnie już wiosna, słoneczko, ciepełko...
Nareszcie!

czwartek, 27 marca 2008
Zakupiliśmy rower dla Małej, właściwie to sama sobie go kupiła, bo ma jeszcze zaskórniaki komunijne :-) Problem mamy - gdzie go trzymać? W naszyj mikroskopijnej piwnicy trzy rowery to aż nadto, a teraz dochodzi jeszcze czwarty. Nie ma tego złego - dziś odstawiliśmy porządki w piwnicy. A rower musi zawisnąć na ścianie, innego wyjścia nie ma.

Zdrowotnie jestem zaniepokojona i to dość mocno. Jutro spróbuję dostać się do dowcipnego lekarza. Niby już jestem zarejestrowana, ale wszystko zalezy od tego jak długo trzeba będzie czekac, bo czasu mam zdecydowanie za mało.
Już się boję diagnozy.


środa, 26 marca 2008

Po dłuższej nieobecności w pracy zawsze mam syndrom wolnych dni czy jak tam zwał. Po polsku mówiąc prosto z mostu - lenia mam i tyle. Nawet jak sobie powiem, nakładę do głowy, że powinnam, że wypoczęta jestem, że mam doskonale naładowane akumulatory i takie tam inne to guzik z pętelką z tego wychodzi. Nie daję rady. Lenistwo mnie ogarnia na maxa. Wypalenie zawodowe, tak się to chyba nazywa fachowo. Z całego szkolenia, a byłam na takowym, zapamiętałam, że świetnie nastrój poprawiają zakupy. A dla mnie ten sposób nie istnieje. Więcej, ja powinnam komisyjnie spalić, pociąć kartę płatniczą.

Narzekam na brak kasy - znaczy wiele się nie zmieniło :-)))

Młody dziś przeżył stresa.
Wracał jak zwykle autobusem do domu. Wsiadła grupa młodzieżowych wyrostków - 8 sztuk. Z relacji Młodego wynika, że jedna starsza pani sprowokowała pyskówkę, inny starszy pan zwrócił uwagę wyrostkom, jednego z nich przy tym uderzając czy jakoś tak. Uderzony wyrostek nie pozostał dłużny. W obronie starszych stanął był młodzieniec. Wyrostki zaatakowały więc młodzieńca. Starszą panią szarpali, chcąc wyrwac jej torebkę, młodzieńca prali równo, aż upadł na podłogę autobusu, chyba go nawet zamroczyło. Pobili go bardzo mocno. Nie zareagował nikt.
Młody wystraszył się mocno. W pewnym sensie tłumaczył mi się ze swojej biernej postawy, mówiąc, że ich było ośmiu i tak nie miałby szans. Kierowca nie reagował. Ludzie wołali by dzwonił, jechał na policję, a on nic. Sprawcy uciekli na najbliższym przystanku. To był środek dnia.
Z jednej strony zastanawiam się czy Młody nie powinien był zareagować, z drugiej strony Bogu dziękuję, że nic mu się nie stało.

poniedziałek, 24 marca 2008
Święta, święta i po świętach...
Dzieci, a zwłaszcza Mała lekko rozczarowane, że Zajączek nic nie przyniósł. Nic, znaczy tylko słodycze :-)
Staram się nie łamać zasad, ale nie wiem czy za rok nie będę musiała, bo wokół wszystkie dzieci wędrują z prezentami, a moje jedne nie. Dobrze, że od babć i dziadka dostały kasiorkę to sobie coś kupią, bo naprawdę wyszłoby na to, że są pokrzywdzone przez los :-)

Jutro do pracy, niestety. A ja mam problem zdrowotny. Wizyta u lekarza dowcipnego chyba konieczna. Sypię się po prostu. Uzębienie do leczenia, na szczęście już w trakcie; żylaki aż się proszą o porządek; teraz jeszcze dowcipas się dołącza. A o takich przyziemnych sprawach jak kłopoty z gardłem, prawie że notoryczne, pisać nie będę.

Nic to. Głowa do góry.

sobota, 22 marca 2008
Nowe miejsce.

...

Duszno mi w zakluczonym blogu, gdzie czuję się trochę jak w akwarium.

Przeprowadzka zakończona.

Jeszcze tylko - oswoić przestrzeń...



22:21, anonim002
Link Komentarze (1) »