na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
niedziela, 28 marca 2010
Niemoc w dalszym ciągu trwa.
Przeżyłam zajęcia na uczelni. Nawet gadać mi się dziś nie chciało, wszystkie pytały co się stało, że ja taka cicha...
piątek, 26 marca 2010
Wiosna przyszła w całej krasie. Nareszcie! Jednakże chyba jakie przesilenie wiosenne mnie dopadło, bo lenia mam na maxa. Wewnętrzny jakiś opór przed robieniem czegokolwiek. Słabość taka.

W kwestii odchudzania - jestem minus 4 kilogramy. Bardzo mnie to cieszy. Jeszcze troszkę i wrócę do formy.

SZM miał dzisiaj iść na swoje pracowe party. Miałam miec popołudnie wolne, w sensie, że bez faceta w domu. Nawet już zaplanowałam akcję "okna", bo czas najwyższy przetrzeć szyby i zmienić firany. Rano wspominał, że brak mu chęci i ochoty. Zadzwonił, że wyłgał się, że woli spędzić czas z nami, ze mną. Zorganizował wyjście do naszej ulubionej knajpki w miłym towarzystwie. I zamiast sprzątania całkiem miły wieczór nam się szykuje. I kwestie finansowe, a raczej brak finansów nie ma już znaczenia. :-)))

Święta - jak każe tradycja rodzice i teściostwo u nas od rana, a po południu spóźniona impreza urodzinowa Małej. Znaczy zapieprz lekki w kuchni caluteńki dzień. Ale za to w poniedziałek laba totalna.

Ostatnio naszło mnie na rękodzieło.


poniedziałek, 22 marca 2010
Dawno już nie miałam poczucia tak zwanej nudy, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. :-)))
SZM brzdąka sobie na gitarze podpatrując "Nianię".
A ja chyba przejrzę dyski z filmami...
niedziela, 21 marca 2010
Zafundowałam sobie wieczór filmowy.
Najpierw lekko i przyjemnie czyli Kobiety, a potem siłą rozpędu Ciekawy przypadek Beniamina Buttona.
Warto było.
Kurtki zimowe, te bardzo grube już pochowane, zimowe buty już w kartonikach na półkach karnie stoją, pościel zmieniona, wyprana łopocze na wietrze wisząc na sznurach na balkonie. Nawet parę porządkowych rzeczy a-propos nadchodzących Świąt już wykonałam. Potem popołudniowe moczenie się w wannie z książką w garści  - tak zwana domowa farma piękności.
I dzisiaj aż nienormalne wydaje mi się to, że jakby nie mam co robić. Jakbym tak na siłę poszukała to na pewno by się co nieco znalazło, ale póki co luz-blues.
piątek, 19 marca 2010
Mała uparcie kaszle i kaszle. W poniedziałek idziemy do kontrolnego osłuchania i obawiam się, że do szkoły jednak jeszcze nie pójdzie. Dobrze, że z Małej dobra i pilna uczennica to nie mam stresa jak sobie poradzi.

Wiosna idzie. Już mi się tej wiosny chce; słońca, ciepła i rześkiego wiaterku we włosach. Jutro mam wolne od studiowania więc wyżyję się w porządkowaniu chałupy i garderoby. Raz już to zrobiłam, a potem wrócił śnieg :-)
wtorek, 16 marca 2010
A'propos zaległości filmowych - Efekt motyla 3 - jak dla mnie totalna beznadzieja. Jedynka podobała mi się bardzo, dwójka wcale, a trójka to jak już pisałam - porażka totalna.

Mała od piątkowego wieczora kaszle. W poniedziałek osłuchana przez doktora - zapalenie oskrzeli. Bez temperatury, bez innych objawów, tylko ten kaszel. Od poniedziałku przez tydzień będzie siedzieć w domu. Ona teraz z kolei wciągnęła się w książki, ale ku mojemu ogromnemu żalowi nie chce czytać całej masy super-w-moim-mniemaniu-książek, znajdujących się w naszej domowej biblioteczce. Podrzucam, zachęcam, ale nic z tego. Wciągnęła się w Zmierzch, który przewalczyła w trzy dni (bagatelka - 416 stron). Dzisiaj kupiłam jej drugą część - też niezła cegłówka.

Definitywnie skończyłam pracę nad pierwszym i drugim rozdziałem mojej pracy mgr. Drugi mam już zaakceptowany w całości, po akceptację pierwszego muszę jeszcze pojechać do promotora. Czas się zabrać za badania...

Odchudzanie
Od niedzieli wspomagam się farmakologicznie w staraniach, by wrócić do wagi wakacyjnej. Nawet nie śmiem marzyć, żeby wrócić do tej konkretnej wagi, ale 8-10 kilo mniej by mi się przydało.
Waga wyjściowa 80kg. Nie chce być inaczej. Tyle jeszcze nie ważyłam nigdy w życiu, no chyba że w ciąży... Wzrost 170cm. Jest z czym walczyć.
No to do boju...


sobota, 13 marca 2010

W dalszym ciągu nadrabiam zaległości filmowe, kinowe. Nadrabiam, ale w domu. Nie narzekam, tak chyba nawet lepiej :-)
Tym razem do kolekcji dorzucam moja ulubioną Meryl Streep w "To skomplikowane". Polecam, bo warto :-)))
piątek, 12 marca 2010
Człowiek uplanuje sobie, że rodzinną imprezkę z okazji urodzin Małej robi zdecydowanie później. Zawiadamia wszystkich i jest OK. W dniu tychże urodzin dzwoni matencja i truje dupę, że dlaczego tak późno, że robimy dziecku krzywdę (jaką, się pytam, jaką?!) i że tak nie powinno być. W tej samej rozmowie informuje, że wpadnie wieczorem z życzeniami i prezentem. I tak miała podjechać, w innej sprawie, ale skoro poinformowała, że z życzeniami - poczułam się w obowiązku i do maleńkiego kupionego torcika upiekłam na szybciora ciasto. Piekłam je tylko i wyłącznie z jej powodu. A wieczorem matencja beztrosko dzwoni, że owszem miała przyjechać, ale czeka na dostawcę mebla i już nie przyjedzie.
Można się wkurzyć, prawda? I nawet nie o to ciasto, ale po cholerę dyskutuje na temat naszych rodzinnych decyzji? I nie żeby powiedziała raz, ona po prostu usiłowała mnie namówić na zmianę planów. Nie ważne że my sobie coś tam ustaliliśmy, ważne że ona myśli że biednemu dziecku krzywda się dzieje. No żesz...
Podskórnie czekałam jeszcze na to, że jak przyjedzie z tymi życzeniami to uświadomi Małą jaka to jej straszna krzywda się dzieje, bo impreza rodzinna będzie później. Mała sprawę przyjęła na spokojnie, koleżanki z życzeniami przychodzą dzisiaj więc krzywdy chyba nie ma.
Powinnam założyć zeszyt i wpisywać te wszystkie wybryki, żeby na starość nie popełniać takich błędów i nie raczyć nimi moich własnych pociech.

...no to pozbyłam się żółci.
I nawet dyskusja na ten temat z matencją nie ma sensu, jakiekolwiek zwracanie jej uwagi, bo ona oczywiście powie, że chciała dobrze, że się nie wtrąca i takie tam.
Wyjdę jak zwykle na wyrodną córkę.
wtorek, 09 marca 2010
Nie chciało mi się jechać. Nikt nie lubi być przymuszanym, nawet do przyjemności. Gdzieś pod skórą czułam, wiedziałam, że będzie fajnie...
 
1 , 2