na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
czwartek, 29 marca 2012
pracowo
I jutro już koniec pracowego tygodnia. Strasznie szybko mi to leci ostatnimi czasy. Ani się człowiek obejrzał, szast-prast i tydzień zleciał.
Dzisiaj po raz pierwszy od początku mojej przesiadki Niefrasobliwa_Ciotka_Klotka spędziła ze mną cza dokładnie na tym na czym powinna. Aż sobie to muszę zanotować, żeby mi nie umknęło.
Wgryzam się w temat, wczytuję w ustawy i rozporządzenia. Trochę jak ślepy we mgle, bo:
po pierwsze ona chyba nie jest zainteresowana tym, żebym ja się wyszkoliła dość szybko (i tu się nawet nie dziwię),
po drugie tłumaczy tak zawile i od dupy strony, że żal mi serce ściska (ale może dlatego, że patrz po pierwsze),
po trzecie muszę sama zgłębić temat, żeby mieć pojęcia faktyczne, bo tak na dobrą sprawę to ja nie wiem czy jest tak jak mówi ona, bo wolę sprawdzić, bo ona nie jest dla mnie wiarygodna, niestety.
Cały czas czekam na to przesiadkowe szkolenie, które jest mi potrzebne najbardziej, a które się wciąż nie może zacząć. Wszystkie inne szkolenia, studia i warsztaty są fajne i na pewno się przydadzą w przyszłości, albo tak po trochę, ale to na czym mi zależy najbardziej niestety póki co jest poza moimi możliwościami. Z drugiej strony patrząc na mój grafik zajęć obecnie, na to, że remont mi się zacznie lada chwila to jednak Bogu dziękuję, że się jednak jeszcze nie zaczęło. Może od maja coś ruszy, a jak nie to dopiero na jesieni pewnie. więc zostaje mi tak zwane samodokształcanie. Na ślepo trochę, niestety.
domowo
udało mi się wypchnąć SZM na szczepienie z potomkami więc mam szansę poklikać, ale tak tylko na szybciora.
Weekend będzie na wyjeździe, studencko, hotelowo.
świątecznie
goście już sproszeni. Skład ten co zwykle czyli teściostwo, rodzice i rodzeństwo moje. Szaleńczej jazdy na szmacie nie będzie, menu ustalimy z SZM, dam mu się wyżyć kulinarnie :-)
Bogu dzięki nie praktykujemy tradycji dawania sobie prezentów, (bo w moim rejonie się daje :-)), więc odpada ten problem.

z aktualności
dzisiejsze info na temat przedłużenia wieku emerytalnego z lekka mnie zdołowało, bo gazeta na F wyliczyła mi kiedyś, że na emeryturę przejdę w roku 2035. Masakra!
A jaki bodziec do samokształcenia w kwestii przesiadki pracowej :-)
poniedziałek, 26 marca 2012
weekend w domu
Starzeją się nam dzieci, oj starzeją. Zaplanowana impreza rodzinna, na którą podążyliśmy my dwa stare grzybki w charakterze delegacji rodzinnej. Bo Młody do pracy, a potem późno w nocy na swoją imprezę typu domówka (nienawidzę tego słowa, kto je w ogóle wymyślił?) z zaplanowanym powrotem rano. A Mała na urodzinowe party do koleżanki, które już założenia przeradzało się w pidżama-party, więc z noclegiem. I tak to pojechaliśmy sobie sami i wróciliśmy sami, znaczy przywiozłam SZM do chałupki. On poszedł spać, a ja zasiadłam do kompa i korzystając ze spokoju jaki był w domu wyprodukowałam sobie już pierwszy rozdział mojej pracy dyplomowej. Sama z siebie jestem dumna :-)
W niedzielę spałam do późna, w okolicach południa do domu wróciły dzieci, w myśl zasady, że dzieci dobrze wychowane wracają do domu na śniadanie :-))) SZM pichcił obiad, a ja stanęłam do prasowania i tak to wyprasowałam wszyściuchno. Na tamtą chwilę, bo w pralce kolejne rzeczy czekają już na powieszenie. A jak powalczyłam z żelazkiem to wpadli z wizytą rodzice. O dziwo nie było przepychanek słownych na linii matencja - tatencjusz. A po ich wyjściu zasiadłam do kompa pod pretekstem rozliczeń podatkowych. I nim się za nie wzięłam to sporo czasu minęło. Ani się obejrzałam jak północ wybiła. Ale była przecież zmiana czasu więc trochę inaczej to będzie, albo byłoby...
dietowanie
nie chcę zapeszać, ale tak gdzies w środku siebie utwierdzam przekonanie, że trzeba coś dla siebie zrobić, że tak dalej być nie może. Żadnych katorżniczych diet, żadnej krzywdy :-) Szlaban na słodycze i podjadanie z nudów, w przelocie, w biegu i wieczorem.
Dzwon alarmowy zadzwonił gdy jedna złośliwa, ciekawska i plotkarska baba zapytała czy może jestem w ciąży? A ja na to, że nie, tylko tak grubo wyglądam :-) Może zmyliła ją ubrana tunika, nie wiem.  Sama się zmitygowała, że przesadziła, bo jak potem powiedziała przecież brzucha nie mam, tylko biodra szerokie.
Obiecaliśmy sobie ruszyć dupcie na rowery. Obiecanki cacanki...
plany na najbliższe dni
Ten weekend zleci mi na pewno błyskawicznie.
Dermatolog, wymrażanie.
Wizyta u specjalisty z dziećmi, szczepienie na które może uda mi się wypchnąć SZM.
Szkolenie informatyczne.
Potem już prawie koniec tygodnia.
Kolejny weekend spędzę w hotelu i na uczelni.
Potem Święta, święta i po świętach. Znaczy goście na śniadaniu i obiedzie.
A zaraz po świętach remont.
I tak już do maja.
piątek, 23 marca 2012
SZM od wczoraj w delegacji. I nic. Cisza. Nie żeby zżerała mnie tęsknota, ale... Żadnego dojechałem, jestem na miejscu. Żadnego co słychać w domu. Nic, cisza w eterze. I źle się z tym czuję. Przesadzam, wiem, ale nic by się mu nie stało gdyby dał znać, że żyje, prawda?

Już odtrąbiłam koniec tygodnia pracowego. Tempo pracy dzisiaj było zabójcze. Masakra po prostu. Nawet nie miałam siły, czasu i ochoty  powkurzać się na Niefrasobliwą_Ciotkę_Klotkę.

Świadomość, że ten weekend spędzam w domu - bezcenna. Że mnie czeka jutro impreza urodzinowa mojej chrześnicy - mniej cenna. Da się przeżyć to spotkanie rodzinne, zagryzę zęby, nie będę wdawać się w dyskusje, podjem coś pysznego i zaraz potem postanowię po raz kolejny, że odstawię słodycze :-) Jak patrzę w lustro to widzę swoje gigantyczne biodra i to nie nastraja mnie optymistycznie. A wiosna idzie i w stare letnie ciuchy muszę się zmieścić. Muszę, bo mam teraz inne priorytety, a nie kupowanie ciuchów. Więc szlaban na lodówkę i łańcuch na słodycze!
...ale od poniedziałku, bo przecież jutro te urodziny :-)

Coś muszę wymyślić, żeby szybko nakarmić rodzinę. Ale z drugiej strony... Młody w pracy do późna, SZM teoretycznie nie wiem kiedy wróci (bo skąd, skoro nie daje znaku życia), Mała właśnie wchłonęła tosty, a ja coś tam sobie znajdę. Ewentualnemu delikwentowi rodzinnemu, który okaże się być głodny zawsze mogę zrobić jajecznicę, prawda?

Porządki jutro, teraz idę puścić pranie nr 1. I może House'a?...
czwartek, 22 marca 2012
Musiałam się trochę wyciszyć po tej gonitwie w ciągu dnia. Po raz pierwszy od kilku dni udało mi się obejrzeć wiadomości w TV. Przejrzałam newsy na Gazecie, a na świecie się dzieje, a i w Polsce też. Pomijam cyrki i dyskusje naszych politykierów w sprawie naszej emerytury (Gazeta na F wyliczyła, że pójdę na emeryturę w 2035 roku!). Z przykrością odkryłam, że Szansy na sukces już nie będzie. Toż to kawał historii naszej rozrywkowej. I do tego ta klasa prowadzącego. Żal.
domowo
SZM od rana do jutra wieczór w delegacji. Młody od rana na uczelni, a potem jechał prosto do pracy, a my z Małą zaliczyłyśmy rajd szlakiem załatwienia bardzo_ważnych_spraw. Różne takie, mniej czy bardziej ważne, ale czasochłonne. Prezent dla koleżanki, bo w sobotę Mała idzie na party. Przy okazji bytności w centrum handlowym zakupiłyśmy od razu drugi prezent dla drugiej koleżanki, bo za tydzień kolejne party. Przesunąć termin dostawy sprzętów agd, bo teraz nie bardzo jest gdzie je postawić. I trochę jeszcze innych.
matencja
... jeszcze na chwilkę do matencji, ale tam się nie da wejść na chwilkę, bo matencja wymyśla co chwilę to, owo i śmo. Najpierw piętnaście minut dyskutuje dlaczego nie chcemy herbaty, kawy, soku, ciastka (niepotrzebne skreślić), potem pyta, czy może jednak chcemy, potem znowu dlaczego nie chcemy, a czas mija. Jak już po raz fafnasty usłyszy, że nie bo nie (kiedyś dawałam się sterroryzować, ale teraz nie mam na to czasu) i nim się ogarnie co i jak, to nasz czasowy limit bytności u niej mija i wychodzimy. W sumie zajmuje nam to godzinkę. Moim zdaniem nie jest to mało, ale matencja sama sobie rozwala ten czas, bo zamiast spędzić go z nami na miłej pogawędce, rozmowie, to ona usiłuje wmanewrować nas w tę herbatkę, bo ma wrażenie, że wówczas posiedzimy dłużej (bo gorąca jest, nie?). I tak to. Więc jeździmy rzadziej, bo wiadomo, że na godzinkę się nie da. Tyle zyskała.
pracowo
doszkalam się i to mocno, widzę, że Niefrasobliwa_Ciotka_Klotka dostała ochrzan, bo ewidentnie wzięła się w garść i robi wrażenie, że mnie szkoli. A robi wszystko, żeby zbyt szybko nie sprzedać mi całej swojej wiedzy. Głupia nie jestem ani ja, ani ona chyba. Przeraża mnie ilość zaległości i jej niechlujstwo. Maleńką działkę tego królestwa już oporządziłam i bardzo dbam, żeby mi tam nie nabruździła. Ale co z resztą? Nim ja to odgruzuję to lata świetlne miną... Szefostwo wymyśliło sobie jedną taką akcję, którą zdusiłam w zarodku podpierając się paragrafami, ustawami i kodeksem. Mam wrażenie, że utwierdziłam ich w przekonaniu, że podjęli dobrą decyzję :-)
świątecznie
Tradycji staje się zadość i na śniadanie wielkanocne, a także obiad zapraszamy obie mamy z przychówkiem. Na popołudnie może jeszcze moje rodzeństwo. Faktem jest, że to będą moje najbrudniejsze święta, bo nie mam najmniejszego zamiaru nawet kiwnąć palcem w kierunku jakichkolwiek porządków w typie świątecznych z racji tego, że zaraz po świętach bierzemy się za ten remont kuchni.

...miałam w planach odgruzowanie mieszkania, ale jutro przecież piątek, a w ten weekend na uczelnię nie jadę. Mam w nosie sprzątanie, układanie, pranie i prasowanie. Za chwilkę wskoczę do łazienki, w pidżamkę, paciorek, siusiu i spać.
Dobranoc.

21.03.2012 godz.15.30

Moje życie w takim tempie mnie lekko stresuje. Gdzie te leniwe godziny, smętnie spędzane popołudnia kiedy nie musiałam się nigdzie śpieszyć?
Wczoraj sama zrezygnowałam ze spotkania ex-studentek na rzecz dziewczyńskiego wieczoru w towarzystwie Małej. I było sympatycznie, a Małej buzia się nie zamykała :-) Skonsumowałyśmy pizzę, połaziłyśmy po sklepach w centrum handlowym w poszukiwaniu kurteczki dla Małej, a na koniec zaliczyłyśmy słodki poczęstunek w miłym miejscu :-)
Teraz wpadłam tylko na chwilkę, sprawdzam pocztę i gnam na szkolenie. No to do wieczora, może?

22.03.2012 godz. 00.55

Dobranoc, nie mam siły klikać.
niedziela, 18 marca 2012
studencko
Kolejny zjazd za mną. Mózg mam wyprany i wyciśnięty jak gąbka. Branżowy bełkot jest straszny. Siedzę tam i zastanawiam się po co mi to, po jakie licho?
Wśród studenckiego towarzystwa czuję się jak uboga krewna, która trafiła tam przypadkiem, przez pomyłkę. Gdyby nie pracowe koleżanki to bym tam chyba umarła.
Wczorajsza i dzisiejsza podróż do celu w charakterze pasażera kosztowała mnie więcej nerwów niż gdybym sama była kierowcą. Też się dowartościowałam :-) Tekst pod tytułem: Anonimko jak tam z prawej? powalił mnie na kolana. Nie wiem jak Wy, ale ja siedząc za kierownicą nikogo nie pytam, nikomu nie wierzę, sama muszę sprawdzić. No i cała masa innych takich tam...
...czeka mnie napisanie pracy dyplomowej w iście ekspressowym tempie. Mam zamiar iść po bandzie jak się to mawia i czepić się tematu bliskiego, zawodowego, już przerobionego z okazji magisterki i licencjata. Zarzekałam się, że na ten temat już nigdy ani słowa, ale mam zamiar maksymalnie ułatwić sobie życie. Nie wiem tylko czy mi to się uda.
pracowo
Przy okazji studiowania oczywiście też "pracujemy", czyli obrabiamy tematy pracowe. Wychodzi na to, że na moje pracowe "przesiadkowe" stanowisko byli inni chętni, tylko szefostwo nie wyraziło im zgody. Widać szefostwo chciało mnie. Samo do mnie przyszło z propozycją. Troszkę się dowartościowałam, nie powiem że nie :-)
wakacyjnie
Fakt, że nie planujemy niczego nie oznacza, że nie trafią się nam niespodziewajki. No właśnie!
Firmowy wyjazd nad nasze polskie morze (na kilka dni, ale zawsze to już coś) za naprawdę śmieszne pieniądze. SZM się jeszcze zastanawiał, ale stwierdziłam, że nawet jeżeli trochę wysiłku nas to będzie kosztowało (bo to przyjemne z pożytecznym) to i tak warto. Jak wszystko pójdzie na super cacy to może nawet całość pójdzie za friko. Rany Julek jak się cieszę!!! Minus taki, że bez dzieci, ale damy radę. Młody to już stary koń (ha, ha) i ucieszy się z wolnej chaty, a Mała będzie miała wcześniej swoje atrakcje więc krzywda jej się nie stanie na pewno, a starszy brat przypilnuje.
Jeszcze trzymam kciuki za powodzenie naszego planu jesiennego zagranicznego wyjazdu w kierunku żabich udek :-)
remontowo
Póki co ustalone terminy robót: woda, gaz, prąd, murarka plus kafelki.
Kafelki w domu. Zlew w domu. Zmywarka, kuchenka i okap jeszcze w sklepie, ale już nasze, bo od kwietnia lecą nam już raty do spłaty. Akcesoria prądowe w domu. Panele wybrane, zamówione. Drzwi też.
Trzeba jeszcze zakupić tapetę na ściany i te wszystkie czary-mary i zaprawy do kafelek.
domowo
Jak słucham opowieści koleżanek studentek o ich mężach, którzy dramatyzują z powodu tego, że muszą przez weekend opiekować się dziećmi (swoimi!) to sama chyba przypnę mojemu SZM aureolkę. Jak Mała miała półtora roku, a Młody siedem lat więcej niż Mała, to SZM sam pojechał z nimi na wczasy. Ja nie dostałam wówczas wolnego z pracy. I generalnie zawsze sobie radzi. i nie narzeka.
Ech...

piątek, 16 marca 2012
W powietrzu już czuć wiosnę.
Wczoraj idąc do pracy widziałam klucz kaczek, które głośno krzyczały. Pewnie wołały, że wiosna tuż, tuż :-) Wszyscy ludzie zadzierali głowy do góry i z uśmiechem patrzyli w niebo. Fajne to było uczucie. Dzisiaj rano szyby w autach przymrożone, ale za to jaki piękny dzień.
Po pracy ogarnęła mnie wena szopa czyściocha, ekspresowo poczyściłam balkony i już mogę na nich wieszać pranie, ale to dopiero rano, bo w nocy pewnie znowu złapie mróz :-) A potem walczyłam z naszymi kurtkami i butami, szykując, wyciągając na wierzch wiosenne i chowając zimowe. Jeszcze tylko kilka rzeczy i mogę wskakiwać do wanny żeby zrelaksować się przed studenckim weekendem. Resztę sprzątania zostawiam domownikom, coś muszą jutro przecież robić, prawda? :-)
czwartek, 15 marca 2012
Powinnam stać już w kuchni nad garami, ale jakoś muszę wyluzować...
pracowo
Niefrasobliwa_Ciotka_Klotka wróciła do pracy po kilkudniowej nieobecności. Dobrze wiem kto i czego od niej chciał podczas jej nieobecności. Sama zbierałam papiery "do załatwienia po powrocie". I słyszę od rana jak to ona wszem i wobec rozpowiada jaka zawalona robotą, jak to wszyscy ją ścigali, jaka jest niezastąpiona, a jaka zarobiona, ile papierzysk leży i czeka w kolejce. I szlag jasny mnie trafia, ale z drugiej strony myślę sobie, że może trzeba jej przytaknąć, krzyczeć razem z nią w chórku i podtrzymać ten mit:-) Uprzedzając komentarze powiem, że nie deprecjonuję, nie umniejszam, robota jest, ale gdyby była systematyczna, dokładna i nie robiła wszystkiego na odwal to miałaby o połowę roboty mniej. Wszyscy wokół wiedzą, że baba ma w papierach burdel, szefostwo mówi, że jest niereformowalna, wszyscy wiedzą, że po prostu taka jest, a ona błyszczy i nie przejmuje się niczym.
domowo
Dziwna jest dla mnie świadomość, że na dzisiaj nie ma w moim planie dnia żadnego "muszę". Owszem, mam w planie to i owo, ale dlatego, że chcę :-)
remontowo
Przyjechał zlew! Jest tak samo ładny jak na zdjęciu :-)

...a tulipan od dowcipnego doktora stoi na baczność wciąż i wciąż. Chyba pierwszy raz mi się zdarza, żeby tulipan tak długo się utrzymał.
Zamówiona, kupiona w prezencie dla Małej książka Zimbardo "Psychologia i życie" jeszcze w drodze, ale ja też się na nią cieszę. Ake, dzięki wielkie! Na takie słówko porady właśnie liczyłam :-)))
A o wpisie o Małej wciąż myślę (Belita ;-] ), nawet chciałam jakoś z okazji tych urodzin, ale czasu ni ma, ni ma czasu, panie dzieju!

No to jednak lecę do tej kuchni, bo chciałabym i placki ziemniaczane, i rybę po grecku na jutro, i krokiety z mięsem na tak zwane zaś. Wiem, brzmi okropnie, ale dam radę!
środa, 14 marca 2012
W takim tempie jak teraz to ja długo chyba nie dam rady, a przynajmniej tak mi się wydaje.
Piątek po pracy - podjechaliśmy do IKEA, żeby obejrzeć, dotknąć, popatrzeć na system montażu i z pełną świadomością jednak zrezygnować z niklowanych paneli, które zdecydowanie minęły się z naszym wyobrażeniem. Z IKEA weszliśmy na chwilkę jeszcze do Castoramy rzucić okiem na kafelki/płytki. Prosto z auta na zebranie Wspólnoty. O 21 wieczorem zabrałam się za ciasto krówkę, które  miało udawać na dziewczyńskim przyjęciu urodzinowym tort. Potem przekręciłam się tu i ówdzie, przygotowałam to i owo, spakowałam się na wyjazd studencki i poszłam spać przed, a może nawet po pierwszej w nocy :-)
Sobota - jak już wspomniałam studencka. Wrażeń całe mnóstwo, od podróży począwszy na całej reszcie skończywszy. Nie mam siły na dokładne opisy. A hasłowo? Spróbuję:
Śliska droga - prawie czołówka na moim pasie - GPS mój nowy znajomy:-) - parking piętrowy - super hotel i jego tajemnice - nowe znajomości - wieczorny spacer po mieście - pokaz mody - centrum handlowe - nocne rozmowy - i już...
Niedziela - czyli znowu uczelnia - droga powrotna - a gdyby nie te wykłady to byłoby całkiem miło:-)
A po powrocie do domu urodzinowi spóźnieni goście:-)
Wieczorem padłam na nos.
Poniedziałek - rano szybkie rozpakowanie torby i wio do pracy. W międzyczasie kontakt z magikiem od prądu. Prosto z pracy - dermatolog i wymrażanie. Faktycznie nie boli:-) Długi powrót do domu, bo korki przeokropne do tej naszej Sypialni_Miejskiej. A po powrocie szybki obiad, pranie, prasowanie itp.
Wtorek - Po pracy, po późnym obiedzie błyskawiczny rajd po sklepach w poszukiwaniu akcesoriów prądowych i kafelek/płytek. Trafiony, zatopiony, kupione! Powrót po 21 i jeszcze farba na włos, bo emerytura za siwiznę na odrostach od ręki murowana :-)
Środa - z pracy biegiem do domu, bo fachmani od płytek już czekają żeby zobaczyć, pogadać, określić się cenowo itp. Błyskawicznie upichcony obiad, ale na jedzenie czasu już nie było, bo zajęcia w ramach szkolenia czekają. Szkolenie - super, serio! Po szkoleniu błyskawiczna wizyta u matencji, powrót do domu. a potem ekspressowa podróż do marketu w sprawie wczorajszego zakupu płytek ;-(
Został mi już tylko czwartek i piątek, a w sobotę znowu studencki wyjazd.
studencko
dojechałam te 100km, trafiłam gdzie trzeba, wjechałam nawet na piętrowy parking.
Atrakcje w postaci wypadków na drodze były, jak się napatrzyłam to mi potem nóżka mi tak lekko spadała z pedału gazu, ale dałam radę. :-)
Zakwaterowanie - lux! Samo centrum miasta. Spacery po mieście i spacery po ogromnym centrum handlowym to będzie normalka. Wszystko mi się podoba. W zasadzie gdyby nie te wykłady to byłoby superzaście :-)
Integracja studencka postępuje stopniowo. Wykładowcy póki co OK. Tempo zajęć i wszystkiego innego - zabójcze wręcz. Przede mną kolejny zjazd w najbliższy weekend.
pracowo
Kiedy Niefrasobliwa-Ciotka-Klotka ma wolne to ja odpoczywam od tego natłoku słów, który wydobywa się z jej ust.
Dzisiaj zaliczyłam poważną rozmowę z szefową. Wie dokładnie jaka ona jest, ale sama jej na to pozwala, bo cytuję "wiem, że ona jet niereformowalna".
remontowo
Już coraz bliżej, powoli posuwa się do przodu. Póki co negocjuję i umawiam fachmanów od wody, gazu, prądu, kafelek (a jednak kafelek!) i mocno się spinam, żeby wszystko zagrało jak trzeba. Jutro powinna dotrzeć do mnie przesyłka ze zlewem. Dzisiaj zakupiliśmy gniazdka, kontakt, ramki do kompletu. No i kafelki.
Musze coś pokombinować, żeby pozbyć się dotychczasowego sprzętu czyli kuchenka, zmywarka, okap, zlew. Może Allegro, sama nie wiem.
domowo
Urodzinowe przyjęcie się udało. Tatuś zdał egzamin. Stos prezentów stoi i woła "spójrz na mnie!" Dziecko nie dostało jeszcze prezentów od nas, od rodziców. Dziecko w prezencie chciałoby dostać książkę o podstawach psychologii. Padłam z wrażenia jak to usłyszałam. Mała ogląda namiętnie Housa i pewnie stąd to zainteresowanie. Podstawy psychologii dla dzieci? Jest taka książka...?

 
1 , 2