na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
czwartek, 29 marca 2012
pracowo
I jutro już koniec pracowego tygodnia. Strasznie szybko mi to leci ostatnimi czasy. Ani się człowiek obejrzał, szast-prast i tydzień zleciał.
Dzisiaj po raz pierwszy od początku mojej przesiadki Niefrasobliwa_Ciotka_Klotka spędziła ze mną cza dokładnie na tym na czym powinna. Aż sobie to muszę zanotować, żeby mi nie umknęło.
Wgryzam się w temat, wczytuję w ustawy i rozporządzenia. Trochę jak ślepy we mgle, bo:
po pierwsze ona chyba nie jest zainteresowana tym, żebym ja się wyszkoliła dość szybko (i tu się nawet nie dziwię),
po drugie tłumaczy tak zawile i od dupy strony, że żal mi serce ściska (ale może dlatego, że patrz po pierwsze),
po trzecie muszę sama zgłębić temat, żeby mieć pojęcia faktyczne, bo tak na dobrą sprawę to ja nie wiem czy jest tak jak mówi ona, bo wolę sprawdzić, bo ona nie jest dla mnie wiarygodna, niestety.
Cały czas czekam na to przesiadkowe szkolenie, które jest mi potrzebne najbardziej, a które się wciąż nie może zacząć. Wszystkie inne szkolenia, studia i warsztaty są fajne i na pewno się przydadzą w przyszłości, albo tak po trochę, ale to na czym mi zależy najbardziej niestety póki co jest poza moimi możliwościami. Z drugiej strony patrząc na mój grafik zajęć obecnie, na to, że remont mi się zacznie lada chwila to jednak Bogu dziękuję, że się jednak jeszcze nie zaczęło. Może od maja coś ruszy, a jak nie to dopiero na jesieni pewnie. więc zostaje mi tak zwane samodokształcanie. Na ślepo trochę, niestety.
domowo
udało mi się wypchnąć SZM na szczepienie z potomkami więc mam szansę poklikać, ale tak tylko na szybciora.
Weekend będzie na wyjeździe, studencko, hotelowo.
świątecznie
goście już sproszeni. Skład ten co zwykle czyli teściostwo, rodzice i rodzeństwo moje. Szaleńczej jazdy na szmacie nie będzie, menu ustalimy z SZM, dam mu się wyżyć kulinarnie :-)
Bogu dzięki nie praktykujemy tradycji dawania sobie prezentów, (bo w moim rejonie się daje :-)), więc odpada ten problem.

z aktualności
dzisiejsze info na temat przedłużenia wieku emerytalnego z lekka mnie zdołowało, bo gazeta na F wyliczyła mi kiedyś, że na emeryturę przejdę w roku 2035. Masakra!
A jaki bodziec do samokształcenia w kwestii przesiadki pracowej :-)
poniedziałek, 26 marca 2012
weekend w domu
Starzeją się nam dzieci, oj starzeją. Zaplanowana impreza rodzinna, na którą podążyliśmy my dwa stare grzybki w charakterze delegacji rodzinnej. Bo Młody do pracy, a potem późno w nocy na swoją imprezę typu domówka (nienawidzę tego słowa, kto je w ogóle wymyślił?) z zaplanowanym powrotem rano. A Mała na urodzinowe party do koleżanki, które już założenia przeradzało się w pidżama-party, więc z noclegiem. I tak to pojechaliśmy sobie sami i wróciliśmy sami, znaczy przywiozłam SZM do chałupki. On poszedł spać, a ja zasiadłam do kompa i korzystając ze spokoju jaki był w domu wyprodukowałam sobie już pierwszy rozdział mojej pracy dyplomowej. Sama z siebie jestem dumna :-)
W niedzielę spałam do późna, w okolicach południa do domu wróciły dzieci, w myśl zasady, że dzieci dobrze wychowane wracają do domu na śniadanie :-))) SZM pichcił obiad, a ja stanęłam do prasowania i tak to wyprasowałam wszyściuchno. Na tamtą chwilę, bo w pralce kolejne rzeczy czekają już na powieszenie. A jak powalczyłam z żelazkiem to wpadli z wizytą rodzice. O dziwo nie było przepychanek słownych na linii matencja - tatencjusz. A po ich wyjściu zasiadłam do kompa pod pretekstem rozliczeń podatkowych. I nim się za nie wzięłam to sporo czasu minęło. Ani się obejrzałam jak północ wybiła. Ale była przecież zmiana czasu więc trochę inaczej to będzie, albo byłoby...
dietowanie
nie chcę zapeszać, ale tak gdzies w środku siebie utwierdzam przekonanie, że trzeba coś dla siebie zrobić, że tak dalej być nie może. Żadnych katorżniczych diet, żadnej krzywdy :-) Szlaban na słodycze i podjadanie z nudów, w przelocie, w biegu i wieczorem.
Dzwon alarmowy zadzwonił gdy jedna złośliwa, ciekawska i plotkarska baba zapytała czy może jestem w ciąży? A ja na to, że nie, tylko tak grubo wyglądam :-) Może zmyliła ją ubrana tunika, nie wiem.  Sama się zmitygowała, że przesadziła, bo jak potem powiedziała przecież brzucha nie mam, tylko biodra szerokie.
Obiecaliśmy sobie ruszyć dupcie na rowery. Obiecanki cacanki...
plany na najbliższe dni
Ten weekend zleci mi na pewno błyskawicznie.
Dermatolog, wymrażanie.
Wizyta u specjalisty z dziećmi, szczepienie na które może uda mi się wypchnąć SZM.
Szkolenie informatyczne.
Potem już prawie koniec tygodnia.
Kolejny weekend spędzę w hotelu i na uczelni.
Potem Święta, święta i po świętach. Znaczy goście na śniadaniu i obiedzie.
A zaraz po świętach remont.
I tak już do maja.
piątek, 23 marca 2012
SZM od wczoraj w delegacji. I nic. Cisza. Nie żeby zżerała mnie tęsknota, ale... Żadnego dojechałem, jestem na miejscu. Żadnego co słychać w domu. Nic, cisza w eterze. I źle się z tym czuję. Przesadzam, wiem, ale nic by się mu nie stało gdyby dał znać, że żyje, prawda?

Już odtrąbiłam koniec tygodnia pracowego. Tempo pracy dzisiaj było zabójcze. Masakra po prostu. Nawet nie miałam siły, czasu i ochoty  powkurzać się na Niefrasobliwą_Ciotkę_Klotkę.

Świadomość, że ten weekend spędzam w domu - bezcenna. Że mnie czeka jutro impreza urodzinowa mojej chrześnicy - mniej cenna. Da się przeżyć to spotkanie rodzinne, zagryzę zęby, nie będę wdawać się w dyskusje, podjem coś pysznego i zaraz potem postanowię po raz kolejny, że odstawię słodycze :-) Jak patrzę w lustro to widzę swoje gigantyczne biodra i to nie nastraja mnie optymistycznie. A wiosna idzie i w stare letnie ciuchy muszę się zmieścić. Muszę, bo mam teraz inne priorytety, a nie kupowanie ciuchów. Więc szlaban na lodówkę i łańcuch na słodycze!
...ale od poniedziałku, bo przecież jutro te urodziny :-)

Coś muszę wymyślić, żeby szybko nakarmić rodzinę. Ale z drugiej strony... Młody w pracy do późna, SZM teoretycznie nie wiem kiedy wróci (bo skąd, skoro nie daje znaku życia), Mała właśnie wchłonęła tosty, a ja coś tam sobie znajdę. Ewentualnemu delikwentowi rodzinnemu, który okaże się być głodny zawsze mogę zrobić jajecznicę, prawda?

Porządki jutro, teraz idę puścić pranie nr 1. I może House'a?...
czwartek, 22 marca 2012
Musiałam się trochę wyciszyć po tej gonitwie w ciągu dnia. Po raz pierwszy od kilku dni udało mi się obejrzeć wiadomości w TV. Przejrzałam newsy na Gazecie, a na świecie się dzieje, a i w Polsce też. Pomijam cyrki i dyskusje naszych politykierów w sprawie naszej emerytury (Gazeta na F wyliczyła, że pójdę na emeryturę w 2035 roku!). Z przykrością odkryłam, że Szansy na sukces już nie będzie. Toż to kawał historii naszej rozrywkowej. I do tego ta klasa prowadzącego. Żal.
domowo
SZM od rana do jutra wieczór w delegacji. Młody od rana na uczelni, a potem jechał prosto do pracy, a my z Małą zaliczyłyśmy rajd szlakiem załatwienia bardzo_ważnych_spraw. Różne takie, mniej czy bardziej ważne, ale czasochłonne. Prezent dla koleżanki, bo w sobotę Mała idzie na party. Przy okazji bytności w centrum handlowym zakupiłyśmy od razu drugi prezent dla drugiej koleżanki, bo za tydzień kolejne party. Przesunąć termin dostawy sprzętów agd, bo teraz nie bardzo jest gdzie je postawić. I trochę jeszcze innych.
matencja
... jeszcze na chwilkę do matencji, ale tam się nie da wejść na chwilkę, bo matencja wymyśla co chwilę to, owo i śmo. Najpierw piętnaście minut dyskutuje dlaczego nie chcemy herbaty, kawy, soku, ciastka (niepotrzebne skreślić), potem pyta, czy może jednak chcemy, potem znowu dlaczego nie chcemy, a czas mija. Jak już po raz fafnasty usłyszy, że nie bo nie (kiedyś dawałam się sterroryzować, ale teraz nie mam na to czasu) i nim się ogarnie co i jak, to nasz czasowy limit bytności u niej mija i wychodzimy. W sumie zajmuje nam to godzinkę. Moim zdaniem nie jest to mało, ale matencja sama sobie rozwala ten czas, bo zamiast spędzić go z nami na miłej pogawędce, rozmowie, to ona usiłuje wmanewrować nas w tę herbatkę, bo ma wrażenie, że wówczas posiedzimy dłużej (bo gorąca jest, nie?). I tak to. Więc jeździmy rzadziej, bo wiadomo, że na godzinkę się nie da. Tyle zyskała.
pracowo
doszkalam się i to mocno, widzę, że Niefrasobliwa_Ciotka_Klotka dostała ochrzan, bo ewidentnie wzięła się w garść i robi wrażenie, że mnie szkoli. A robi wszystko, żeby zbyt szybko nie sprzedać mi całej swojej wiedzy. Głupia nie jestem ani ja, ani ona chyba. Przeraża mnie ilość zaległości i jej niechlujstwo. Maleńką działkę tego królestwa już oporządziłam i bardzo dbam, żeby mi tam nie nabruździła. Ale co z resztą? Nim ja to odgruzuję to lata świetlne miną... Szefostwo wymyśliło sobie jedną taką akcję, którą zdusiłam w zarodku podpierając się paragrafami, ustawami i kodeksem. Mam wrażenie, że utwierdziłam ich w przekonaniu, że podjęli dobrą decyzję :-)
świątecznie
Tradycji staje się zadość i na śniadanie wielkanocne, a także obiad zapraszamy obie mamy z przychówkiem. Na popołudnie może jeszcze moje rodzeństwo. Faktem jest, że to będą moje najbrudniejsze święta, bo nie mam najmniejszego zamiaru nawet kiwnąć palcem w kierunku jakichkolwiek porządków w typie świątecznych z racji tego, że zaraz po świętach bierzemy się za ten remont kuchni.

...miałam w planach odgruzowanie mieszkania, ale jutro przecież piątek, a w ten weekend na uczelnię nie jadę. Mam w nosie sprzątanie, układanie, pranie i prasowanie. Za chwilkę wskoczę do łazienki, w pidżamkę, paciorek, siusiu i spać.
Dobranoc.

21.03.2012 godz.15.30

Moje życie w takim tempie mnie lekko stresuje. Gdzie te leniwe godziny, smętnie spędzane popołudnia kiedy nie musiałam się nigdzie śpieszyć?
Wczoraj sama zrezygnowałam ze spotkania ex-studentek na rzecz dziewczyńskiego wieczoru w towarzystwie Małej. I było sympatycznie, a Małej buzia się nie zamykała :-) Skonsumowałyśmy pizzę, połaziłyśmy po sklepach w centrum handlowym w poszukiwaniu kurteczki dla Małej, a na koniec zaliczyłyśmy słodki poczęstunek w miłym miejscu :-)
Teraz wpadłam tylko na chwilkę, sprawdzam pocztę i gnam na szkolenie. No to do wieczora, może?

22.03.2012 godz. 00.55

Dobranoc, nie mam siły klikać.
niedziela, 18 marca 2012
studencko
Kolejny zjazd za mną. Mózg mam wyprany i wyciśnięty jak gąbka. Branżowy bełkot jest straszny. Siedzę tam i zastanawiam się po co mi to, po jakie licho?
Wśród studenckiego towarzystwa czuję się jak uboga krewna, która trafiła tam przypadkiem, przez pomyłkę. Gdyby nie pracowe koleżanki to bym tam chyba umarła.
Wczorajsza i dzisiejsza podróż do celu w charakterze pasażera kosztowała mnie więcej nerwów niż gdybym sama była kierowcą. Też się dowartościowałam :-) Tekst pod tytułem: Anonimko jak tam z prawej? powalił mnie na kolana. Nie wiem jak Wy, ale ja siedząc za kierownicą nikogo nie pytam, nikomu nie wierzę, sama muszę sprawdzić. No i cała masa innych takich tam...
...czeka mnie napisanie pracy dyplomowej w iście ekspressowym tempie. Mam zamiar iść po bandzie jak się to mawia i czepić się tematu bliskiego, zawodowego, już przerobionego z okazji magisterki i licencjata. Zarzekałam się, że na ten temat już nigdy ani słowa, ale mam zamiar maksymalnie ułatwić sobie życie. Nie wiem tylko czy mi to się uda.
pracowo
Przy okazji studiowania oczywiście też "pracujemy", czyli obrabiamy tematy pracowe. Wychodzi na to, że na moje pracowe "przesiadkowe" stanowisko byli inni chętni, tylko szefostwo nie wyraziło im zgody. Widać szefostwo chciało mnie. Samo do mnie przyszło z propozycją. Troszkę się dowartościowałam, nie powiem że nie :-)
wakacyjnie
Fakt, że nie planujemy niczego nie oznacza, że nie trafią się nam niespodziewajki. No właśnie!
Firmowy wyjazd nad nasze polskie morze (na kilka dni, ale zawsze to już coś) za naprawdę śmieszne pieniądze. SZM się jeszcze zastanawiał, ale stwierdziłam, że nawet jeżeli trochę wysiłku nas to będzie kosztowało (bo to przyjemne z pożytecznym) to i tak warto. Jak wszystko pójdzie na super cacy to może nawet całość pójdzie za friko. Rany Julek jak się cieszę!!! Minus taki, że bez dzieci, ale damy radę. Młody to już stary koń (ha, ha) i ucieszy się z wolnej chaty, a Mała będzie miała wcześniej swoje atrakcje więc krzywda jej się nie stanie na pewno, a starszy brat przypilnuje.
Jeszcze trzymam kciuki za powodzenie naszego planu jesiennego zagranicznego wyjazdu w kierunku żabich udek :-)
remontowo
Póki co ustalone terminy robót: woda, gaz, prąd, murarka plus kafelki.
Kafelki w domu. Zlew w domu. Zmywarka, kuchenka i okap jeszcze w sklepie, ale już nasze, bo od kwietnia lecą nam już raty do spłaty. Akcesoria prądowe w domu. Panele wybrane, zamówione. Drzwi też.
Trzeba jeszcze zakupić tapetę na ściany i te wszystkie czary-mary i zaprawy do kafelek.
domowo
Jak słucham opowieści koleżanek studentek o ich mężach, którzy dramatyzują z powodu tego, że muszą przez weekend opiekować się dziećmi (swoimi!) to sama chyba przypnę mojemu SZM aureolkę. Jak Mała miała półtora roku, a Młody siedem lat więcej niż Mała, to SZM sam pojechał z nimi na wczasy. Ja nie dostałam wówczas wolnego z pracy. I generalnie zawsze sobie radzi. i nie narzeka.
Ech...

piątek, 16 marca 2012
W powietrzu już czuć wiosnę.
Wczoraj idąc do pracy widziałam klucz kaczek, które głośno krzyczały. Pewnie wołały, że wiosna tuż, tuż :-) Wszyscy ludzie zadzierali głowy do góry i z uśmiechem patrzyli w niebo. Fajne to było uczucie. Dzisiaj rano szyby w autach przymrożone, ale za to jaki piękny dzień.
Po pracy ogarnęła mnie wena szopa czyściocha, ekspresowo poczyściłam balkony i już mogę na nich wieszać pranie, ale to dopiero rano, bo w nocy pewnie znowu złapie mróz :-) A potem walczyłam z naszymi kurtkami i butami, szykując, wyciągając na wierzch wiosenne i chowając zimowe. Jeszcze tylko kilka rzeczy i mogę wskakiwać do wanny żeby zrelaksować się przed studenckim weekendem. Resztę sprzątania zostawiam domownikom, coś muszą jutro przecież robić, prawda? :-)
czwartek, 15 marca 2012
Powinnam stać już w kuchni nad garami, ale jakoś muszę wyluzować...
pracowo
Niefrasobliwa_Ciotka_Klotka wróciła do pracy po kilkudniowej nieobecności. Dobrze wiem kto i czego od niej chciał podczas jej nieobecności. Sama zbierałam papiery "do załatwienia po powrocie". I słyszę od rana jak to ona wszem i wobec rozpowiada jaka zawalona robotą, jak to wszyscy ją ścigali, jaka jest niezastąpiona, a jaka zarobiona, ile papierzysk leży i czeka w kolejce. I szlag jasny mnie trafia, ale z drugiej strony myślę sobie, że może trzeba jej przytaknąć, krzyczeć razem z nią w chórku i podtrzymać ten mit:-) Uprzedzając komentarze powiem, że nie deprecjonuję, nie umniejszam, robota jest, ale gdyby była systematyczna, dokładna i nie robiła wszystkiego na odwal to miałaby o połowę roboty mniej. Wszyscy wokół wiedzą, że baba ma w papierach burdel, szefostwo mówi, że jest niereformowalna, wszyscy wiedzą, że po prostu taka jest, a ona błyszczy i nie przejmuje się niczym.
domowo
Dziwna jest dla mnie świadomość, że na dzisiaj nie ma w moim planie dnia żadnego "muszę". Owszem, mam w planie to i owo, ale dlatego, że chcę :-)
remontowo
Przyjechał zlew! Jest tak samo ładny jak na zdjęciu :-)

...a tulipan od dowcipnego doktora stoi na baczność wciąż i wciąż. Chyba pierwszy raz mi się zdarza, żeby tulipan tak długo się utrzymał.
Zamówiona, kupiona w prezencie dla Małej książka Zimbardo "Psychologia i życie" jeszcze w drodze, ale ja też się na nią cieszę. Ake, dzięki wielkie! Na takie słówko porady właśnie liczyłam :-)))
A o wpisie o Małej wciąż myślę (Belita ;-] ), nawet chciałam jakoś z okazji tych urodzin, ale czasu ni ma, ni ma czasu, panie dzieju!

No to jednak lecę do tej kuchni, bo chciałabym i placki ziemniaczane, i rybę po grecku na jutro, i krokiety z mięsem na tak zwane zaś. Wiem, brzmi okropnie, ale dam radę!
środa, 14 marca 2012
W takim tempie jak teraz to ja długo chyba nie dam rady, a przynajmniej tak mi się wydaje.
Piątek po pracy - podjechaliśmy do IKEA, żeby obejrzeć, dotknąć, popatrzeć na system montażu i z pełną świadomością jednak zrezygnować z niklowanych paneli, które zdecydowanie minęły się z naszym wyobrażeniem. Z IKEA weszliśmy na chwilkę jeszcze do Castoramy rzucić okiem na kafelki/płytki. Prosto z auta na zebranie Wspólnoty. O 21 wieczorem zabrałam się za ciasto krówkę, które  miało udawać na dziewczyńskim przyjęciu urodzinowym tort. Potem przekręciłam się tu i ówdzie, przygotowałam to i owo, spakowałam się na wyjazd studencki i poszłam spać przed, a może nawet po pierwszej w nocy :-)
Sobota - jak już wspomniałam studencka. Wrażeń całe mnóstwo, od podróży począwszy na całej reszcie skończywszy. Nie mam siły na dokładne opisy. A hasłowo? Spróbuję:
Śliska droga - prawie czołówka na moim pasie - GPS mój nowy znajomy:-) - parking piętrowy - super hotel i jego tajemnice - nowe znajomości - wieczorny spacer po mieście - pokaz mody - centrum handlowe - nocne rozmowy - i już...
Niedziela - czyli znowu uczelnia - droga powrotna - a gdyby nie te wykłady to byłoby całkiem miło:-)
A po powrocie do domu urodzinowi spóźnieni goście:-)
Wieczorem padłam na nos.
Poniedziałek - rano szybkie rozpakowanie torby i wio do pracy. W międzyczasie kontakt z magikiem od prądu. Prosto z pracy - dermatolog i wymrażanie. Faktycznie nie boli:-) Długi powrót do domu, bo korki przeokropne do tej naszej Sypialni_Miejskiej. A po powrocie szybki obiad, pranie, prasowanie itp.
Wtorek - Po pracy, po późnym obiedzie błyskawiczny rajd po sklepach w poszukiwaniu akcesoriów prądowych i kafelek/płytek. Trafiony, zatopiony, kupione! Powrót po 21 i jeszcze farba na włos, bo emerytura za siwiznę na odrostach od ręki murowana :-)
Środa - z pracy biegiem do domu, bo fachmani od płytek już czekają żeby zobaczyć, pogadać, określić się cenowo itp. Błyskawicznie upichcony obiad, ale na jedzenie czasu już nie było, bo zajęcia w ramach szkolenia czekają. Szkolenie - super, serio! Po szkoleniu błyskawiczna wizyta u matencji, powrót do domu. a potem ekspressowa podróż do marketu w sprawie wczorajszego zakupu płytek ;-(
Został mi już tylko czwartek i piątek, a w sobotę znowu studencki wyjazd.
studencko
dojechałam te 100km, trafiłam gdzie trzeba, wjechałam nawet na piętrowy parking.
Atrakcje w postaci wypadków na drodze były, jak się napatrzyłam to mi potem nóżka mi tak lekko spadała z pedału gazu, ale dałam radę. :-)
Zakwaterowanie - lux! Samo centrum miasta. Spacery po mieście i spacery po ogromnym centrum handlowym to będzie normalka. Wszystko mi się podoba. W zasadzie gdyby nie te wykłady to byłoby superzaście :-)
Integracja studencka postępuje stopniowo. Wykładowcy póki co OK. Tempo zajęć i wszystkiego innego - zabójcze wręcz. Przede mną kolejny zjazd w najbliższy weekend.
pracowo
Kiedy Niefrasobliwa-Ciotka-Klotka ma wolne to ja odpoczywam od tego natłoku słów, który wydobywa się z jej ust.
Dzisiaj zaliczyłam poważną rozmowę z szefową. Wie dokładnie jaka ona jest, ale sama jej na to pozwala, bo cytuję "wiem, że ona jet niereformowalna".
remontowo
Już coraz bliżej, powoli posuwa się do przodu. Póki co negocjuję i umawiam fachmanów od wody, gazu, prądu, kafelek (a jednak kafelek!) i mocno się spinam, żeby wszystko zagrało jak trzeba. Jutro powinna dotrzeć do mnie przesyłka ze zlewem. Dzisiaj zakupiliśmy gniazdka, kontakt, ramki do kompletu. No i kafelki.
Musze coś pokombinować, żeby pozbyć się dotychczasowego sprzętu czyli kuchenka, zmywarka, okap, zlew. Może Allegro, sama nie wiem.
domowo
Urodzinowe przyjęcie się udało. Tatuś zdał egzamin. Stos prezentów stoi i woła "spójrz na mnie!" Dziecko nie dostało jeszcze prezentów od nas, od rodziców. Dziecko w prezencie chciałoby dostać książkę o podstawach psychologii. Padłam z wrażenia jak to usłyszałam. Mała ogląda namiętnie Housa i pewnie stąd to zainteresowanie. Podstawy psychologii dla dzieci? Jest taka książka...?

czwartek, 08 marca 2012
Pracowo
co i rusz zwalczam w sobie te złe podszepty, które mówią mi: po co się w to pchasz i tak nie ogarniesz wszystkiego, powiedz sama po co ci to? Więc po raz enty sama sobie odpowiem:
- że na dobrą sprawę mam przed sobą jeszcze jakieś lekko licząc 20 lat pracy. Wedle wyliczeń jednej z gazet na emeryturę pójdę w grudniu 2034 roku, więc pracy przede mną sporo. To raz.
- że perspektywicznie myśląc przesiadkowa posada jest zdecydowanie bardziej pewna, bez ryzyka redukcji i tym podobnych. Niby nie ma takiej pewności, ale... To dwa.
- zdrowotnie lepiej mi siedzieć przy komputerku i klikać cokolwiek by to nie było. To trzy.
- kasa, misiu, kasa - w perspektywie ma być wyższa. To cztery.
Tyle plusów. A minusy?
- bezpośrednie sąsiedztwo szefostwa,
- większa odpowiedzialność,
- inna grupa zawodowa,
no i nie wiem co jeszcze. Tak, wiem to już nudne...
Porządki
zrobiłam sobie takie prawie wiosenne porządki w samochodzie. Taki reisefieber przed weekendem (bo w ten weekend mam pierwszy zjazd studencki). Nie pojechałam do myjni, ale co się dało zrobiłam chałupniczo :-) Poukładałam klamoty w bagażniku i pochowałam mnóstwo rzeczy do zapasowego koła. W ferworze wiosennych porządków schowałam już szczoteczkę do odśnieżania. I taka zadowolona z siebie pojechałam do gina. Wychodząc z gabinetu przetarłam oczy ze zdumienia, bo... padał drobniuteńki śnieg! Pierwsze co to wydobyłam tę szczotkę do odśnieżania, bo to na pewno wszystko przez to, że ją schowałam!
zdrowotnie
przegląd u gina zaliczony. Stan mojego nadwozia i podwozia jest zadowalający. Do kontroli za rok. Podobał mi się jego komentarz na moje słowa, że nie było mnie u niego nieco ponad dwa lata. Tak, jak się założy Mirenę to się traci pacjentki. I tu uśmiech numer osiem :-)
I wyobraźcie sobie, że na koniec wizyty od Szanownego Pana Doktora Dowcipnego dostałam żółciutkiego tulipanka! Gin przygotował się do tematu, wszak to babski doktor, a dzisiaj Dzień Kobiet:-)
studencko
w weekend czeka mnie pierwszy zjazd studencki. No i podróż samochodem 100 km. Kierowca ze mnie raczej średni, ale myślę, że dam radę :-). Boję się tylko obcego miasta, ale mam zamiar nauczyć się obsługiwać GPS.
Podróż, spotkanie organizacyjne, zajęcia, obiad, zajęcia, czas wolny, nocleg w hotelu, śniadanie, zajęcia, obiad, zajęcia i powrót do domu. I za tydzień znowu.
domowo
dziewczyńska imprezka urodzinowa dla koleżanek Małej odbędzie się w sobotę. SZM powiedział, że spoko, da radę, więc sobie Mała szybciuteńko pospraszała koleżanki. Razem z nią 8 sztuk.
Jutro zakupy i ciasto krówka. To moje zadania. A potem, w sobotę, niech się dzieje co chce :-)
remontowo
mam już wybrany zlew, czekam na dostawę :-)     

. Ale korciło mnie, żeby wziąć ten. Niestety argument ceny przebił wszelkie inne ;-/


A gdyby nie ceny to najbardziej pasuje mi takie małe cóś:


A to w innym ujęciu



wtorek, 06 marca 2012
Meble zamówione, zadatkowane.
AGD zakupione. Raty wyliczone. Spłata od kwietnia.
Drzwi do kuchni zamówione, zadatkowane.
Panele na podłogę wybrane, zamówione.
Magik od wody i gazu umówiony.

Do załatwienia:
- zlew do kuchni - niklowany czy kamienny? Skłaniam się ku niklowanemu, ale tu też jest haczyk: satyna czy jakieś inne coś, chyba len i jedwab? Muszę zbadać teren. Baterię mamy, bo ta co jest jest OK.
- coś na ścianę, znaczy płytki, może niklowane panele, o takie. Skłaniam się chyba ku płytkom. Namiary na fachowca mam, jutra zadzwonię, zbadam grunt.
- sprawy prądu czyli gniazdka i lampa plus monter. Namiary są, jutro obdzwonię towarzystwo.
- tapety na ścianę, bo przecież oprócz kafelek/płytek trzeba jeszcze tapetę położyć.
- roleta na okno - zamówić, bo się czeka
- firanka - też chyba ładna nowa. Ale to na samiuśkim końcu.

-----------
Pogrzebałam, poszukałam, poanalizowałam i zlew to chyba ten. Szkoda mi kasy na jakieś kamienne cuda, fragranity i inne podobne. Niklowany sprawdzony, tylko ten len to dla mnie nowość, muszę to gdzieś namacalnie zobaczyć zanim kupię.

Dobrej nocy tym, którzy jeszcze nie śpią...
poniedziałek, 05 marca 2012
rodzinnie poimprezowo
Impreza rodzinna zaliczona. Prezenty trafione. Mała zadowolona. Ciasto udane, skonsumowane. Tort niestety nie był tak dobry jak zwykle. Już go nie będę zamawiać. Żebym tylko o tym pamiętała... :-) Danie popisowe SZM zrobiło furorę i pękał ten mój kucharz z dumy.
Jak zwykle kilka tekstów w wykonaniu teściowej czy też matencji podniosło nam ciśnienie, ale już przyzwyczailiśmy się do tego. Odpuszczam złośliwości, celne riposty. Nie chce mi się.
Siostrunia SZM spisała się przyzwoicie, drugiej niestety nie było, a moje rodzeństwo też OK.
Wkrótce kolejna impreza rodzinna, ale my w charakterze gości, więc na luzie.
Czy ja już pisałam jak to jadąc zamawiać tort, na palcach jednej ręki (bo drugą trzymałam kierownicę) wyliczałam sobie niczym na liczydle kolejne lata i utwierdzałam samą siebie w przekonaniu, że to nie pomyłka, że to naprawdę 14 urodziny Małej. 14!!! Jaka ona Mała skoro to już 14 urodziny!?

zdrowotnie

Powinnam od poniedziałku wrzucić program oszczędnościowy w postaci diety, jakiejkolwiek, byle bez słodyczy, bo jak nie to przyjdzie moment, że w nic nie wejdę, a tak być nie może!
SZM lada chwila weźmie i pęknie. Ostatnio nie przebierałam w słowach i powiedziałam wprost, że taki gruby jeszcze nie był, że jak tak dalej pójdzie to pęknie, że nie chcę widzieć jak wygląda jego serce, że zrobił sobie jakiś taki sport pod tytułem ile jeszcze przytyję. Nie wiem czy podziała cokolwiek.
Na czwartek umówiłam się na wizytę kontrolną do gina. W styczniu minęły dwa lata jak się zamirenowałam. Kontrolę miałam mieć po roku. Czas już najwyższy na wizytę.
W przyszłym tygodniu umówiona jestem do dermatologa na zamrażanie zmiany dermatologicznej, którą się jakiś czas temu bardzo niepokoiłam. Przy okazji wymrożę jeszcze kilka rzeczy, bo wizyty umówione mam trzy. Czy zamrażanie boli? Nieopatrznie usłyszałam, że boli i już się boję, ale może to nieprawda...

żałoba pozwierzęca

Mały dramacik nasz rodzinny dzisiaj miał miejsce, bo zwierzak nasz domowy czyli świnka morska wzięła i umarła/zdechła sobie była. Brutalnie powiem, że rozwiązało nam to trochę problemów, bo SZM jak przystało na alergika z reakcją natychmiastową, już dorobił się wysypki i problemów z oddychaniem w kontakcie ze zwierzakiem. Zwierzak był chorowity ostatnimi czasy. A w ogóle był specyficzny i jedyny w swoim rodzaju. Bezproblemowy, nieszkodliwy.
Trochę mi głupio było rano, gdy się okazało, że zwierzak nie żyje, bo jeszcze wczoraj podczas imprezy rodzinnej mówiłam, że mógłby zwierzak wykazać się uprzejmością i zrozumieniem i wziąć odejść z tego świata.

...i jak zwykle siedzę po nocy, a rano będę półprzytomna. A wszystko przez to, że przygotowywałam sobie nową płytkę CD z muzyką do samochodu. Starą płytę już znam na pamięć.

na wesoło
- ile dorosły człowiek powinien spać w nocy?
- ...jeszcze pięć minut!
piątek, 02 marca 2012
pracowo - zawodowo
Syndrom wypalenia zawodowego w pełni kwitnie. Nic mi się nie chce i pod koniec tygodnia zaczynam warczeć na otoczenie. Zasoby mojej empatii wystarczają mi do połowy tygodnia. Bogu dzięki, że nie pracuję w soboty.
pracowo - przesiadkowo
Ręce mi opadli, bo kończę już nadrabiać jedne zaległości Niefrasobliwej-Ciotki-Klotki i już usłyszałam beztroską informację, że musimy jeszcze to i śmo, a nawet owo, bo ona już od ostatniej kontroli tego nie robi, a trzeba. Mogłam pani tego nie mówić, ale mówię otwartym tekstem, że jest do zrobienia. A ręce mi i tak opadli, bo nie wiem ile jeszcze takich kwiatków zakwitnie.
domowo
Sprawa problemu medycznego Młodego chyba już załatwiona na amen. A przynajmniej taka mam nadzieję.
Mała przeziębiona, ale bez kwalifikacji do antybiotyku. Odbierałam ze szkoły, z gabinetu higienistki, bo temperatura i ból głowy, ale dramatu nie było.
Jutro impreza rodzinna z okazji urodzin Małej. Urodziny będą dopiero za tydzień, ale niestety będę wówczas na wykładach studenckich :-) Powinnam więc z szaleństwem w oku działać w kuchni, ale póki co zbieram się w sobie. SZM wyczarował już imprezowe danie gorące pod tytułem zupa gulaszowa i nie pytajcie mnie jak to robił, ale pachnie smakowicie. A ja za chwilę powalczę z warzywami na sałatkę i z ciastem typu krówka :-) Tort zamówiony, jutro do odebrania. Śmietankowy. Jak zwykle :-)
remontowo
Szukamy magików do przeróbki wody i gazu. Jedni tacy po obejrzeniu zaśpiewali dużo. Drugi taki po info na telefon powiedział mniej, ale dopiero ma przyjść obejrzeć co i jak. Przydałby się też magik od prądu. No i budowlaniec, taki murarz. SZM wraca z pracy po 17.00 więc niewiele sam zdziała w tych kwestiach. Poza tym co fachman to fachman. I tej wersji będę się trzymać :-)
Jutro jedziemy obejrzeć/kupić panele i zamówić drzwi do kuchni.
Z istotnych rzeczy został do wyboru zlew i coś na ścianę. Płytki, panele, itp. Lampa i oświetlenie plus gniazdka i kontakty.

Nie mam weny do tworzenia głębokich przemyśleń, a tematów parę by się znalazło.

Lecę walczyć do kuchni.