na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
wtorek, 24 marca 2015

w temacie biegania - niedziela wieczór:

Moje pierwsze 5 km w czasie 41 minut - zaliczone!!! :-)

 

sobota, 21 marca 2015

Wciągnęłam się w bieganie.
Idzie mi nawet OK, z treningu na trening lepiej i dłużej. Biegam co drugi dzień. Nie pochłaniam słodyczy. Waga mi co prawda raczej nie spada, bo wskazówka ani drgnie od pewnego momentu, ale chyba mi trochę tłuszczyku się spaliło, bo przyciasnawe spodnie nie są już takie ciasne :-) I generalnie zdecydowanie lepiej się czuję, a to bardzo dużo. Nie mniej jednak dystans 5 km bez marszowej przerwy to jeszcze dla mnie kosmos. ...ale wszystko przede mną...

W pracy constans. Wiem, że nic nie zmienię. Wiem, że nie mogę nie robić nic w oczekiwaniu na odejście N_C_K, bo jeżeli roboty niepoganiam ja, to ona zrobi wszystko ale dopiero na ostatnią chwilę, a ja na to pozwolić sobie nie mogę, bo się boję, że w ferworze walki i stresu nie dam rady, gdyby się tak zdarzyło, że zostałabym z tym sama. Po drugie nie chcę z nią iść na przysłowiowe noże bo po pierwsze nie leży to w mojej naturze, a po drugie obawiam się na wszelki wypadek, żeby mi czegoś nie nakrochmaliła i się potem nie wykaraskam. Teraz już tylko z górki...

W domu ok.
Nie decydujemy się póki co na remont łazienki, obawiam się zbyt dużych kosztów. Z drugiej jednak strony myślę sobie, że może jednak teraz i potem mieć już to z głowy.
Wakacje zarezerwowane. Polskie morze, tam gdzie rok temu.

Młoda
jedzie z nami, bo nie wypalił jej obóz harcerski. Na początku wakacji jedzie na obóz szkolny , a potem z nami, bo jakoś sobie nie potrafię wyobrazić tego, że my na wczasy, a ona miałaby zostać w domu z Młodym. Będzie miała osobny pokój i sprawa zabrania koleżanki pozostaje wciąż otwarta, bo w jej pokoju będzie wolne łóżko, za które niestety koleżanka musiałaby sobie zapłacić, bo pobyt jest płatny od osoby/łóżka, a nie pokoju :-)
Skrystalizowała się relacja Młodej z jednym takim kolegą, który już awansował na tytuł chłopaka. Młoda szczęśliwa, a przede mną chyba pogadanka pedagogiczno-uświadamiająca tak na wszelki wypadek. :-)

Młody
studiuje, pracuje, a jego związek trwa i ma się dobrze. Zabrał się trochę za aktywność fizyczną, chodzi na siłownię i walczy z oponką, która mu się zaczęła z lekka zarysowywać. Bałagani dalej, ale już jest na wyższym poziomie inteligencji dorosłego dziecka, bo nie robi nas w bambuko i jak mówi, że będzie do północy to jest.

SZM
odgraża się że weźmie się za aktywność ruchową w postaci rowerka, a le póki co musi czekać na pogodę. Ponadto SZM w pracy ma lekki stres, bo wciąż trwa wyrzynanie w jego firmie, słowem nie znasz dnia ani godziny, a każdy miesiąc bez wypowiedzenia jest miesiącem darowanym. I wydłużone godziny pracy. Niby nadgodzin nie ma, ale robotę zrobić trzeba. Nasza polska rzeczywistość.

Matencja
się sypie. Wczoraj świętowaliśmy jej urodziny. Wierzyć mi się nie chce jak na nią patrzę. I straszne jest to, że jej nieporadność, bierność, zagubienie mnie drażni. Bo tak wewnętrznie to ja nie jestem przekonana czy ona tak naprawdę nie wie tego czegoś, czy to jest raczej pretekst do nawiązania kontaktu, telefonu itp. Drażni mnie kiedy dzwoni i o coś pyta, ja odpowiadam, a ona mnie usiłuje przekonać, że to nie tak jak ja myślę. Pytam więc po co mnie pyta skoro sama już wie lepiej. I znowu mnie drażni. Samą siebie uciszam, dyscyplinuję. I w głębi duszy myślę sobe - Bosze jaka wyrodna ze mnie córka, bo inna pewnie to nie miałaby takich dylematów, problemów, to tylko ze mną jest coś nie tak, bo to ja taka bez uczuć jestem (tak mi zawsze matenca powtarzała) i pewnie wróci to do mnie ze zdwojoną siłą jak ja będę stara. I staram się bardzo żeby dzieci nie widziały tego jak bardzo mnie drażni matencja, jakie ma numery i odpały, ale problem jest w tym, że oni też się z nią męczą.
Pojechałyśmy kiedyś ze smakołykami do teściostwa i do moich rodziców. Teściostwo uśmiechnięte siedzi sobie razem na kanapie, TV gra, oni grają w karty, na stole herbatka. Piękny widoczek. U moich rodziców każde w osobnym pokoju, matencja ze zbolałą miną, sama, w wysprzątanym mieszkaniu, gdzie nie ma chyba życia, bo tatencjusz jak tylko może to ucieka na zewnątrz, a nikt tak chyba tak zupełnie szczerze i dobrowolnie tam nie zagląda. I przykro mi się zrobiło, że taki kontrast, że tak niekorzystny dla moich rodziców. I obawa, strach i przerażenie, żeby moje/nasze małżeństwo nie wyglądało tak jak matencji i tatencjusza.

A jutro najpierw bieganie, bo w soboty to rano po lesie :-) Potem szybkie zakupy i sprzątanie, bo po południu goście przyjezdni, najprawdopodobniej z noclegiem :-)

No to się naklikałam... UFF!