na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
czwartek, 31 marca 2016

o rany na tym blogu już tyle?

Teraz dopiero odkryłam, że ominęłam rocznicę.

A jeszcze przecież istniałam na tym poprzednim, wcześniejszym.

Dokładnie od 20 września 2004.

O kurcze, tyle czasu...

i jak zwykle czyli święta, święta i po świętach :-)
Na śniadaniu jedni i drudzy rodzice. Ten sam zestaw na obiedzie.
Teściowa tradycyjnie już źle się czuła. Zastanawiam się czy to nie jest taktyka zwracania na siebie uwagi i wzbudzenia konieczności zainteresowania, zaopiekowania się nią. Za każdym razem źle się czuje. No chyba że to taki wiek... Sama nie wiem.
Moi rodzice nawet znośni. Przygłuchy tatencjusz, który udaje że wszystko jest OK i za cholerę nie da się wygonić po aparat słuchowy, i do tego matencja wykorzystująca każdą okazję by mu dowalić, albo cokolwiek ugrać wedle siebie. Męczą mnie te jej gierki, nie wykazuję zainteresowania i tyle. I za każdym razem gdy wyrzucam sobie jaka to ze mnie wyrodna córka, bez uczuć i empatii, to w momencie gdy ona zaczyna cokolwiek ze swoich gierek łapię się na myśli, że właśnie dlatego trzymam się z dala.

I miałam tu naklikane już nieco więcej, ale Blox mi to zeżarł był i uśmiechnął się złośliwie.  A tylko do akapitu udało mi się odzyskać. Dobre i to.

Kontynuując...

Popołudnie niedzielne wielkanocne spędziliśmy u mojego rodzeństwa, bo nas do siebie zaprosili. Momentami brakowało nam tematu, bo widzimy się rzadko. A też nie o wszystkim pogadamy przy matencji, bo czasem bezpieczniej się nie odzywać. I tak na przykład matencja nie wiedziała, że jadę do dużego miasta na bieg 10 km, bo nasłuchałabym się na bank jaka to ja jestem nieodpowiedzialna i na co mi to tak w ogóle. Nieodpowiedzialna, bo męczę się od dłuższego czasu z okropnym kaszlem, męczę się ale jest go coraz mniej. A co się nasłucham to moje. No więc uznałam i zapowiedziałam rodzinie, że mają nie mowić o wyjeździe. Po fakcie to co innego :-)

W Poniedziałek na obiedzie w charakterze gościa - dziewczyna Młodego, chłopak Małej niestety nie mógł dotrzeć. Trochę się rozpędziłam z tymi zaproszeniami, ale jakoś tak mnie naszło, a potem już było za późno. On nie mógł, liczyłam potem na to, że jej też coś wypadnie, ale dotarła i nie było źle :-) A po południu z kolei do siostry SZM jechaliśmy z wizytą tak zwaną proszoną. I tak nam minęły te Święta.

Za to wtorek oboje mieliśmy wolny, urlopowy. I to był bardzo dobry pomysł :-)

Uskuteczniamy z Małą marszobiegi.
Dzisiaj kiedy jej opowiadałam jaką wielką frajdę i satysfakcję miałam na ostatnim treningu kiedy czułam, że przyspieszam, że mogę jeszcze, że mam zapas w nogach (bo tak było!) to Mała mnie skomentowała: chyba wam tam jakieś pranie mózgu robią... Jak można się tak upajać tym, że się człowiek sponiewiera na maxa? A dzisiaj po marszobiegach kiedy szło jej super i kiedy poczuła to "coś" to mi powiedziała: chyba trochę rozumiem to wasze pranie mózgu :-)

Się Wam pochwalę, a co! W kwietniu mamy rodzinne święto - 25 rocznicę ślubu. Zastanawiamy się czy gdzieś nie myknąć na weekend. Rodzinnie w czwórkę, z dziećmi. Żeby było dlanich atrakcyjnie powinien tam być basen i inne fajerwerki. Raz się w końcu żyje, no nie? Tylko pomysłu nie mam gdzie i dokąd... Macie może jakieś takie fajne miejsce na południu Polski? Dokładnie rzecz biorąc mniej więcej w promieniu 200 km od stolicy Górnego Sląska :-) Jeżeli tak to uprasza się o info :-)))

środa, 23 marca 2016

Dziękuję za pozytywną energię i trzymanie kciukasów :-)
Pierwsze 10 km na biegu konkursowym zaliczone z czasem 1 godzina i 5 minut z hakiem, czyli prawie 6. Jestem zadowolona, biegło mi się cudnie, lekko, rześko i bez kryzysów, a nawet w euforii. Przed metą czekał z aparatem foto SZM i zaraz potem kibicująca Mała. Było fajnie. Może Mała złapie bakcyla...
Dzisiaj byłyśmy na marszobiegu, bo jak sama powiedziała chce zacząć i prosiła mnie żeby z nią pobiegać. 2 minuty biegu i 1 lub 2 (w zależności od potrzeb) minuty marszu i tak nam zeszło 5 km w prawie 40 minut. Zachwycona Mała nie była, jak sama powiedziała nie polubię biegania, ale mam nadzieję, że jej się zmieni, bo początki są trudne, i podejście nr 2 będzie. Oby. Wspominałyśmy dzisiaj moje początki, kiedy dyszałam jak ryba wyrzucona na ląd i walczyłam o każdy oddech, a o rozmowie mowy nie było.

Podłoga w toalecie wciąż czeka na działania fachmana, który się nie odezwał, ale ja nie naciskam, bo przed Świętami nie uśmiecha mi się jego wizyta. Po Świętach będzie pracował u znajomych, więc pewnie w tak zwanym międzyczasie zajrzy do nas.

Jutro wyślę kartki świąteczne. Wiem, że jest późno ale cierpię na permanentny brak czasu na wszystko. Wczoraj w nocy siałam żeżuchę, booosze jak się to pisze - żerzucha? rzerzucha? rzeżucha? Chyba ta ostatnia najlepsza :-)

Nie wiem czy przed Świętami jeszcze tu zajrzę...

Kochani, życzę Wam spokojnych Świąt! Spędzajcie je tak jak Wam się zamarzy, niech to będzie Wasz czas!

                                                                                           Anonimka

piątek, 18 marca 2016

Dopiero co odprawiliśmy jedne święte a tu już drugie pukają w szybkę. Masakra z tym czasem, leci jak guuupi jakiś...

Jak nakazuje tradycja na śniadanie wielkanocne oczywiście mamy zaproszonych rodziców z obojga stron. Śniadanie i obiad, i mam szczerą nadzieję, że po południu uznają że już wystarczy i pójdą sobie do domu. Jest szansa, że matencja też tak uzna, bo żadnych innych gości nie planujemy, a ona tak ma że jak ktoś jeszcze będzie i zostanie to ona oczywiście też. Wredne to co piszę, ale czasem mogłaby się domyśleć, że zostaje młodsze pokolenie... Ech. A w poniedziałek może nas ktoś zaprosi, a jak nie to sami siedzimy i odpoczywamy :-)

Impreza osiemnastkowa Małej zaliczona. Rodzina stawiła się prawie w komplecie, czyli 20 osób do obskoczenia w naszym blokowym mieszkaniu. Powiem szczerze - od momentu kiedy zebrał się już cały komplet w głębi duszy odliczałam i czekałam kiedy już sobie pójdą do domu. Urobiłam się po pachy, donosząc, przynosząc, podając, myjąc, sprzątając i wszelkie inne ...ąc oczywiście z uśmiechem i zadowoloną miną.
Mamy w kwietniu rocznicę ślubu, dwudziestą piątą i SZM sugerował żeby może sprosić rodzinkę z tejże okazji. Jeżeli miałam jakiekolwiek zapędy w tym temacie to wierzcie mi, że umarły wszystkie, i z każdą chwilką tej osiemnastkowej imprezy utwierdzałam się w przekonaniu, że na pewno nie chcę ich tu z okazji moje/naszej rocznicy ślubu, bo to ma być moje/nasze święto. Nie omieszkałam oczywiście uświadomić SZM, że ich nie chcę.
Ale koniec końców przeżyłam, Mała zadowolona.

W temacie remontu łazienki i toalety, który mieliśmy w zeszłym roku chyba w maju, czeka nas poprawka podłogi w toalecie, bo słychać, że podłoga sobie a płytki sobie. Słychać, że pod spodem pusto. I problem jest tego typu, że nie mamy zapasu. Serio. Ani pól płytki. Bo uznałam, że jak trzeba będzie to przecież się zamówi, dokupi. Nie wzięłam pod uwagę możliwość skończenia serii. No i mamy problem. Zastanawiam się teraz czy tak na wszelki wypadek nie dokupić reszty, że mieć jakiś zapas w piwnicy. Taka byłam mądra i przekonałam SZM, że na kija nam zapas w piwnicy? I reklamujemy szafkę spod umywalki w łazience (Koło), bo nabiera wilgoci. Póki co reklamacja załatwiona pozytywnie, czekamy na wymianę. Przed imprezą Małej wysprzątałam sobie świątecznie chałupkę, ale nie wiem czy to był dobry pomysł, bo jak się kroi ta poprawka w toalecie to i tak się zakurzy sporo.

W pracy ogarniam. Zagospodarowuję teren i przestrzeń. Coraz bardziej czuję się u siebie. Stres mnie zżera, ale jakby już mniejszy, albo go oswoiłam.

Bieganie wdrożyłam w czyn, bo ileż można nie biegać? W całym lutym byłam tylko 4 razy. I o ironio schudłam 2 kg. Tzn. pewnie mięśnie mi spadły, żeby nie powiedzieć sflaczały :-) W niedzielę czeka mnie wielka biegowa impreza, dystans 10 km. SZM zarzeka się że pojedzie z Małą kibicować. A ja sama nie wiem czy chcę, żeby jechali tam ze mną. Ale jak już zdecydują że tak to wezmę to na klatę :-)))

Trzymajcie proszę kciuki za mnie i za pogodę!

wtorek, 15 marca 2016

Za każdym razem gdy klikam "przełącz na stary widok" serce mi drży czy aby na pewno stary Blox jeszcze działa... A piszą, że zmienia się w tym roku :-(

Stałam się matką dwojga dorosłych, pełnoletnich dzieci. Tak, Mała zaliczyła właśnie swoje 18 urodziny. Wierzyć mi się nie chce. Czas leci. Taka okazja wymaga wpisu jakiegoś sentymentalnego, sensownego, ale nie mam dzisiaj melodii do takich wpisów. Pomyślę o tym kiedyś, później.

W pracy urwanie głowy. Wszystko na raz. Chrzest bojowy prawie na każdym polu. Zatrudnienia grupowe, dyscyplinarka, zmiany angaży i takie tam inne perełki. W tym wszystkim ja i moje poczucie krzywdy, bo obiecana na samym początku stawka z dnia na dzień oddala się coraz bardziej, a ja guuupia liczyłam na to, że szefostwo stanie na wysokości zdania i słowa dotrzyma. Gdyby mi nie obiecali to nie byłoby sprawy, ale tyle było gadania, zachwytów, achów i ochów. A teraz nijak się to ma do obecnej polityki kadrowej. Zaciskam zęby i pracuję, bo co innego mogę. Mogłabym rzucić im w twarz co ja na ten temat myślę, zresztą szefostwo wie, bo kiedyś im przypomniałam, ale olali mnie sikiem panoramicznym, ale nie chcę tak drastycznie, bo myślę, że więcej mogę stracić niż zyskać. Głodem nie przymieram, ale przykro mi, że zrobili mnie w konia. I wiem, widzę wiele plusów tej przesiadki, ale gdyby nie obiecali to nie byłoby sprawy, a tak to mam poczucie, że mi coś odebrano.

Z bieganiem chwilowa pauza, bo taki okropny kaszel miałam, że aż mnie dusiło. Dwie serie antybiotyku i jeszcze mi tam lekko gra i bucy. Nie zrobiłam zdjęcia RTG, ale liczę na to, że jest OK. W niedzielę czeka mnie biegowa impreza wyjazdowa. Moje pierwsze zawodowe 10 km, ale podchodzę do sprawy lightowo, bez parcia na wynik, za to na na świetną zabawę i dużo pozytywnych emocji. Nie mam innego wyjścia.