na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
środa, 30 kwietnia 2008
Takie tam foto...


 spotkanie z...

- - -

z kim?
poniedziałek, 28 kwietnia 2008
Po raz pierwszy w życiu byłam na zebraniu w Spółdzielni. Horror! Nawet nie chce mi się opisywać co tam się działo. Blisko 4 godziny z życia wyjęte.
Wierzyć się nie chce, jak można ludziom robić wodę z mózgu.

A w domu rodzinni goście z wakacyjnych stron... Miło było, nie powiem.

W pracy coraz wyraźniejszy podział na szefa i resztę świata. To pewnie kolej rzeczy, ale męczą mnie takie układy. Męczy mnie zastanawianie się co kto powie, co kto powiedział, czy to prawda czy fałsz, ile z tego dodała sama od siebie, itp. Zepsuła się naprawdę świetna atmosfera. Żal.
czwartek, 24 kwietnia 2008
Wzięło mnie na sprzątanie. Głupia jestem, że dobrowolnie się wzięłam za takie rzeczy, ale to było silniejsze ode mnie.
Zmiana pościeli, kurze, podłogi, wykładziny, nawet balkony, a potem pranie ręczników, pościeli i jeszcze ciemne rzeczy ubraniowe. Jasne już popiorą się jutro.
SZM poszedł z Małą na rower, a ja kontynuowałam działania. Pojeździli po lesie, mała robi postępy. Dramat, bo rozwaliła kolano o pedał, a poza tym zaliczyła glebę 4 razy. Ale nie jest źle. Trzeba z nią jeździć, żeby się podszkoliła i nas potem nie hamowała w eskapadach :-) Był czas, że żal mi było, że dzieci z nami nie jeżdżą na te nasze eskapady rowerowe. Teraz Młody śmiga, a Mała już trenuje. Oby tak dalej!
Na szczęście jutro już piątek, koniec tygodnia. Jutro znowu babska imprezka. Mam zamiar się dobrze bawić.

środa, 23 kwietnia 2008
życie zawodowe

Jestem zmęczona układami w pracy. Jak do tej pory było OK, jednak od pewnego czasu coś się zmieniło. Było pewne wydarzenie, które ze zgranej (wydawać by się mogło) paczki, ekipy stworzyło grupę "pracownicy i szefowa". Niepokoi mnie to, że coraz więcej rzeczy wydaje się nas dzielić.

życie prywatne


sobota, 19 kwietnia 2008
    Wczoraj zaliczyłam pierwszą przejażdżkę rowerową w tym sezonie. Lightowo, bo zaledwie 5,7km. I nie nogi dały o sobie znać. Oddech. Było ledwo ponad 10 stopni i strasznie wiało jak się jechało. Uszy chciały mi odpaść. Trzeba jednak czekać na cieplejsze dni. A las powycinany, przetrzebiony... Podobno tak trzeba, ale nie zdziwiłabym się gdyby za jakiś czas się okazało, że coś tam powstanie.

    Dziś brzydka deszczowa sobota. SZM ma imprezę z ludźmi z roku, wspominać będa jak bardzo było źle. Zawiozłam imprezowicza do WojewódzkiegoMiasta. Młody tez pojechał, ale z ludźmi z klasy do tegoż WojewódzkiegoMiasta do teatru. W domu zostałyśmy we dwie. Wieczorem chyba trzeba będzie ich poodbierać, więc robię za taksówkę :-)
    Po drodze załatwiłam sprawę obuwniczą. Wypraktykowałam już, że warto trzymac paragony i domagać się reklamacji. Od lat już wymieniam tylko modele za drobną doplatą, albo i wcale. Dziś odebrałam  gotówkę :-)

    Mała odlicza dni do wyjazdu na "zieloną szkołę", a ja zrobiłam dziś przegląd letniej szafy małej elegantki. Nie jest źle.
Chłopcy niby posprzątali, gdy ja w południe pojechałam na zakupy, ale oczywiście podłóg nie ruszyli. Znaczyli odkurzyli, a tak zwaną mokrą robotę zostawili mnie. Za chwilunię się za to wezmę. Wczoraj powalczyłam z prasowaniem, to dziś mam zdecydowanie mniej. Jedno pranie dosycha, drugie jeszcze się pierze. I tak w kółko Macieju... Robota, robota...

A ja wciąż biję się z myślami - iść dalej na te studia czy zostać na licencjacie...
Minusy:
- kasa, przede wszystkim
- czas w ujęciu ogólnym (stracony)
- czas spędzony z rodziną (stracony)
- wkład pracy własnej, na pewno zdecydowanie większy niż teraz
- stres
- ...
Plusy:
+ kontynuacja tego, co zaczęłam by tylko otworzyć sobie furtkę na przyszłość
+ studiowanie w dobrym znajomym gronie
+ wspólne dojazdy
+ nie będzie mi żal, że mogłam iść, a nie poszłam... a także świadomość, że jak nie teraz to raczej wcale
+ tytuł, który już coś jednak daje, bo to co będę miała teraz, ten licencjat, tak naprawdę do niczego mi się nie przyda, to tylko furtka, na przyszłość
+ otwarcie możliwości zawodowych? to chyb zbyt szumnie powiedziane, bo po skończeniu studiów, w wieku 41 lat, bez praktyki zawodowej nie będę znaczyć wiele, bądźmy szczerzy.

I tak chodzę i myślę... Zastanawiam się bardzo mocno czy w ogole te studia do czegoś mi się przydadzą. a zdrugiej strony myślę, że będzie przede mną przynajmniej jakas szansa na zmianę. i przypominam sobie, że na pracę w obecnej Firmie też w zasadzie nie miałam szans, ale jakos tak gdzies podświadomie wierzyłam, że kiedyś się uda. Teraz gdzieś tam w środku mnie siedzi mały chochlik i szepce do ucha, żeby iśc, nie tracić szansy, że przyda mi się to kiedyś na pewno. Nie wiem jeszcze kiedy i gdzie, ale...
Aspekt finansowy tez jakby jest "za", bo SZM, własnie dostał pożyczkę. Aczkolwiek czekamy az uspokoi się sytuacja w jego Firmie.

    I wziąć za siebie by się trzeba, bo spotkanie klasowe z ogolniaka wkrótce, a moja waga jakby większa niż być powinna:-) I cały czas sama sobie się odgrażam, że jak tylko zacznę na rowerze to wtedy migiem raz-dwa, ale pogoda płata figle, bo rok temu to od marca już jeździliśmy a w tym roku amba! SZlaban na lodówkę nie pomaga bo to nie tyle o lodówkę co o słodkości idzie :-)))

    Pisałam już kiedyś, że mam pecha do fryzjerek? Jak już sobie jakąś znajdę, upodobam, i ona wie dokładnie co ma mi robić z włosami to zazwyczaj... zachodzi w ciążę! Jeżeli jakś fryzjerka ma problem z zajściem w ciążę to zapraszam, polecam się. Nie, nie zapładniam, ale dobrze oddziaływuję. :-))) Oczywiście pod warunkiem, że będzie taką fryzjerką, która mi przypasi. Kolejna poszła do odstrzału :-(

Ech, życie...

środa, 16 kwietnia 2008
W niedzielę minęło nam 17 lat małżeństwa. Dostałam prześliczne tulipany, zrobiłam im nawet zdjęcie, ale jeszcze jest w aparacie. :-)
Od miesiąca chyba cierpię na tak zwane zmęczenie wiosenne. Sennośc, ospałość, apatia, brak chęci do działania... Nie od miesiąca, właściwie to chyba od momentu gdy zawitała do nas nowa kanapa. Jest tak kusząco wygodna, że automatycznie układam się na poduchach, a zaraz potem powieki staja się ciężkie...
Wczoraj i przedwczoraj zaliczałam maraton Lostów, ciurkiem 7 odcinków czwartego sezonu. Zaraz lecę oglądac ostatni, ósmy. Na razie mam tylko tyle.

niedziela, 13 kwietnia 2008
Mam już prawie 38 lat.
Wcale tego nie czuję, czuję się co najwyżej na 28, no niech będzie 30. W głębi duszy wydaje mi się, że młódka ze mnie. :-)
Patrzę w lustro i ...czar pryska.
Nie, żebym wyglądała dramatycznie, nie w tym rzecz.
Z lustra patrzy na mnie dorosła, żeby nie powiedzieć dojrzała kobieta. A ja gdzies tam w środku cały czas mam wrażenie, że tak do końca to taka dorosła nie jestem.

Też tak macie?
wtorek, 08 kwietnia 2008
Nie taki diabeł straszny jak go malują. Ale głos miał taki, że się wystraszyłam nie na żarty.

***
Sprawa wyjazdu się krystalizuje.
Grecja autobusem? A może Bułgaria samolotem?
Tiaaa... to mamy problem. Taki szerszy.
Nie chce mi się opisywać wszelkich dziejów tego wyjazdu, ale powiem krótko; bo w tym cały jest ambaras, żeby obu chciało naraz.
Młody zamiast bić się piętami po tyłku (z radości oczywiście), że samolotem do Bułgarii, że dłuższy pobyt, że w ogóle jedzie, to w milczeniu cierpi, że nie jedzie do Grecji.
No tak - Grecja - dobrze brzmi....

Sprawa wyjazdu Młodego się trochę skomplikowała. Czekam na SZM, który przez telefon nie miał zbyt dobrych informacji. Jego firma wciąż przeżywa rewolucję.
poniedziałek, 07 kwietnia 2008
***
W pracy się dzieje...
Podobno mam bardzo czytelną twarz :-)
To wada czy zaleta?
:-)))

***
Niedziela pod znakiem wizyty w poradni całodobowej, bo matencja miała objawy udaropodobne.
Na szczęście fałszywy alarm.

***
Młody pod wrażeniem, wysyłamy go na obóz młodzieżowy za granicę. To jego pierwszy wyjazd w ciepłe kraje. Pojedzie jako delegat rodzinny ;-), bo żadne z nas się nie kąpało jeszcze w ciepłym morzu. Cieszy się bardzo, ja też, ale jednoczesnie jestem pełna obaw. Do tej pory jeździł na obozy zorganizowane przez znajomego ze świetnie dobraną kadrą i zorganizowanym czasem, mnóstwem atrakcji. A teraz się zwyczajnie boję, bo oferta z biura podróży to dla mnie jedna wielka niewiadoma.

***
Allegro mnie lubi.
Zakupy życia. Zamówiłam sztuk 2. Otrzymałam 5.
Sprzedający powiedział, że promocja :-)
Zachował twarz.

Dziś przyszły jeszcze 2 sztuki. :-)))

***
Zaokrągliłam się tak bardzo, że źle się czuję w tym towarzystwie. Zdecydowanie wolę samotność, towarzystwo fałdek mi nie odpowiada.
Czas się za siebie zabrać.
Szlaban na lodówkę i już!