na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
piątek, 30 kwietnia 2010
...napisałam kiedyś te słowa w komentarzu na jednym z blogów. Napisałam i nie chcę by mi gdzieś umknęły, bo zawierają prawdę i wiele emocji. Dlatego wklejam je sobie tutaj też:

Matencja miotała się kiedy była młoda a my, dzieci mali. Zabrakło jej odwagi, siły przebicia i finansów, żeby zacząć żyć na własny rachunek. A może po prostu kochała ojca... nie wiem. Faktem jest, że od dziecka pamiętam że żarli się jak pies z kotem, że w domu była wieczna huśtawka nastrojów; raz dobrze, za chwilę źle. Dzisiaj z perspektywy czasu widzę, że w kategorii "miłość, partner, życie intymne, kobiecość" - zmarnowała swoje życie. W domyśle wiem, że w imię dobra dzieci, pełnej rodziny i takich tam. Nie wiem tylko czy było warto. Moje relacje z matencją, z rodzicami znasz. Z tego właśnie, z tych relacji i ich genezy biorą się moje wyrzuty sumienia i potrzeba bycia dobrym dzieckiem. Mam świadomość, że zrezygnowała z siebie dla dobra dzieci. Rezygnacja okupiona ogromnym kosztem nerwów i emocji, niekoniecznie dobrych, dlatego staram się sprawiać wrażenie, że jej "ofiara" nie poszła na marne, że ma oparcie w nas, dzieciach. Bo chyba oprócz świadomości, że dobrze wychowała dzieci nic więcej nie ma. Bo też mąż jej się trafił nie taki jakiego by chciała.
sobota, 24 kwietnia 2010
Babskie spotkania są jednak the best. Psychoterapia w pełnym wydaniu :-)

*
Kiedy rozglądam się wokół, kiedy patrzę na losy małżeństw mi znanych, kiedy posłucham zwierzeń niektórych koleżanek, kiedy przypomnę sobie incydent, który mną wstrząsnął to zdaje mi się, że mój SZM to mój wygrany los na loterii.

Jak zacznę tu kiedyś narzekać na SZM, kiedy będę miała doła - przypomnijcie mi proszę ten wpis :-)))
poniedziałek, 19 kwietnia 2010
Tyle myśli kłebi mi się pod czachą, że aż nie wiem od czego zacząć.

Wszędzie i wszyscy piszą o katastrofie. Nie mogę nie pisać, zbyt wiele emocji mnie kosztowała. To jest tak straszne, że aż niemożliwe do ogarnięcia. W sobotę oglądaliśmy wszystko od samiuśkiego początku, od info na pasku, że coś się stało.

Tragedia straszna. Tyle osób, tyle rodzin, tyle dzieci, rodziców, bliskich...
Nie głosowałam na Niego. Nie darzyłam Go sympatią. Dałam się chyba zmanipulować mediom, które pokazywały nam co i jak chciały. Od soboty pilnie śledzę serwisy, oglądam relacje telewizyjne, przeżywam wszystkie tragedie razem z nimi.
Dlaczego doceniamy kogoś dopiero wówczas gdy go braknie? Trzeba umrzeć by zostać docenionym?

Media żywią się tematem tej katastrofy na potęgę. Wierzyć mi się nie chce w taką ich metamorfozę, kiedy tak pieją z zachwytu nad Prezydencką Parą. Gdzie te zachwyty były wcześniej?
Ten kwiat polskiej inteligencji, ta elita, która zginęła, okazało się, że też ma ludzką twarz, uczucia i życie takie jakie nasze. Dlaczego dopiero teraz to odkryłam? Dlaczego wcześniej byli to sztywniacy z telewizora?
Spór o Wawel wywołał we mnie zażenowanie. Ja też nie zgadzam się z tą decyzją, ale w obliczu narodowego żalu nie przyszłoby mi do głowy oflagowywać się i maszerować z protestem w świetle palących się zniczy.
Festiwal żałoby narodowej kreowany przez telewizje, przez społeczeństwo chyba dobiegł końca. Kamerowanie i trzaskanie fotek z przodu, z tyłu, obok, nade i pode zniczem, Pałacem, konduktem czy też trumną to żenua totalna. Poza tym jak najbardziej OK. Pozytywnie zdziwiło mnie nasze społeczeństwo. Jednakże spodziewam się od jutra normalności i nie zdziwiłabym się gdyby jeszcze w tym tygodniu nasi wspaniali świetlani politycy wywinęli jakiś numer, który byłby totalnym zaprzeczeniem tych wszystkich wzniosłych słów, które padały w ostatnim tygodniu.
Bardzo mi żal prezydenckiej córki. Bardzo. Każdy normalny człowiek przeżywa tragedię na swój sposób, intymnie, w spokoju, w ciszy, tylko wśród bliskich. Przeżywanie jej w błysku fleszy i kamer to dramat. Jestem pełna podziwu dla jej postawy.






niedziela, 11 kwietnia 2010
...brak mi słów, by opisać to, co czuję. Nawet nie próbuję.

piątek, 09 kwietnia 2010
Zaliczyłam popołudniowo-wieczorny rajd marketowo-sklepowy z Małą. Kasiorkę prezentową dostała i mała elegantka chce teraz sobie sprawić trochę fajnej-extra-super garderoby. No tośmy poszłyyy. Od 17.00 do 21.000. Naprzymierzała się, biedna, ledwo żywa wróciła. Z jedną sukienką, stertą majtek(!) i książką-cegłówką, to już ostatni tom wampirzej sagi.
wtorek, 06 kwietnia 2010
...czyli jak zwykle.

Sama sobie zafundowałam taki maraton niedzielny. Na własne, osobiste życzenie. Niestety.
Na śniadaniu wielkanocnym - moi rodzice i teściowa. Na obiedzie skład ten sam.
Początki nawet nie były najgorsze. Ale im dalej, dłużej tym gorzej. Wspieraliśmy się wzajemnie w kuchni ile wlazło. Koniec końców daliśmy radę, ale wspólnie doszliśmy do wniosku, że taka mieszanka wybuchowa w postaci naszych dwóch mam to na dłuższą metę jest nie do wytrzymania. Serio. Najprawdziwsze serio na świecie.
Każda z nich zachodzi nam za skórę na swój sposób. Oczywiste, że mnie bardziej drażni teściowa, a matencja moja  bardziej drażni mojego SZM. Chociaż sama nie wiem czy matencja drażni mnie mniej. Drażni mnie po prostu inaczej.
Relacje między moimi rodzicami to temat na powieść-rzekę. Nie obyło się bez pouczeń i komentarzy i tym razem.
Teściowa i jej postawa życiowa "inni są po to tylko by to mnie było dobrze" drażni mnie samą swoją obecnością i paroma innymi rzeczami też, ale szkoda czasu na wyliczanki.
Między śniadaniem i obiadem mieliśmy wątpliwą okazję wysłuchania komentarzy naszych babć pod adresem ludzi z telewizorni. Już wiem dla kogo są te tak zwane kolorowe gazety. z plotkami na temat ludzi ze świata telewizji. Licytowały się  wręcz która więcej i oczywiście lepiej wie, która jest bardziej zorientowana i poinformowana. A rzucały takie herezje, że aż zęby bolały. Loża szyderców normalnie.
Po południu zjawiła się reszta gości na imprezę urodzinową. Przy życiu podtrzymywała mnie myśl, że przede mną wspaniałe lenistwo w poniedziałek wielkanocny.

I taki właśnie był ten świąteczny poniedziałek. Niespieszny, leniwy, smętny w pozytywnym tego słowa znaczeniu, śpiący, relaksujący i rodzinny w naszym ścisłym czteroosobowym gronie.

Dzisiaj do pracy ciężko się było zwlec. Oj ciężko.
Jutro mam przymusowe wolne - ktoś musi pilnować naszego mieszkania, bo przecież kluczy Małej nie ma, a zamówione wkładki do zamków mają być na jutro, ale czy będą to się dopiero okaże. I oczywiście nieplanowany wydatek, i to nie taki mały.

Jeszcze powinnam przelać kasę za kolejny egzamin Młodego, wykupić mu jeszcze jedna godzinę, przynajmniej jedną, żeby nie zapomniał jak się jeździ w oczekiwaniu na kolejny termin. I zła jestem, bo specjalnie zapisywał się na kurs w sierpniu (!!!), żeby przy maturze mieć już święty spokój z tym prawem jazdy, a tu wychodzi, że wszystko na raz.
I zabrało się w końcu to moje dziecko za ta maturę, przygotowuje prezentację. Chyba strach mu w końcu tyłek ścisnął. Bo ja go jakoś zdopingować nie mogłam. Nawet zagroziłam odcięciem internetu w jego kompie, bo co wchodzę do pokoju to okienko gg na ekranie świeci, a nauka poszła oczywiście w las.
Dziecko chce się dostać na prawo. Pesymistyczny ze mnie prorok, ale obstawiam, że musi postawić na plan B, bo ten A na pewno nie wypali. Głośno tego nie mówię. Nie ukrywam też, że chciałabym się mylić...

Komunikat na głównej Bloxa trochę mnie przestraszył, bo a nóż-widelec zniknie moje pisanie? Przykro by mi było, to jakby zniknęła cząstka mnie samej. Porządny kawał mojego życia. Więc jak tu się nie obawiać...
sobota, 03 kwietnia 2010
Niestety wczorajsze wędrówki szlakiem zabawy Małej nie przyniosły oczekiwanego rezultatu. Kluczy jak nie było, tak nie było.
Póki co pilnujemy mieszkania :-) Po Świętach muszę wybrać się do firmy, która montowała nam drzwi, żeby nas poratowali wkładkami do zamków. Ciekawam jaki to będzie koszt...

Nie byłabym sobą gdybym nie ruszyła dupencji w kwestii sprzątania świątecznego. Zaczęłam od auta czyli zaliczyłam wizytę na myjni. Zasłużoną, bo auto nasze nie było myte (w środku) od baaardzo dawna, nie powiem jak dawna, bo mi wstyd :-)
Złą energię wczorajszego dnia wyładowałam na myciu okna w pokoju Młodego, a okno u Małej zleciłam dzisiaj do mycia Młodemu.
Dzieci widzą, że chodzę jak bomba zegarowa i na wszelki wypadek same schodzą z drogi wrednej matki.
Wszyscy razem wypucowaliśmy chałupkę, łącznie ze schodami na klatce schodowej :-)

Dzisiaj padał u nas śnieg, zrobiło się nieziemsko zimno, wraca zima czy jak? Jeszcze schnie mi pranie, bo liczyłam na ciepły wiaterek na balkonie, a tu zong! I czeka sterta do prasowania, ale SZM się oferował w tej kwestii.

SZM rozkręcił się kulinarnie w kwestii Świąt, piecze mięsiwo. Karczek, schab, boczek i kiełbaska biała. Wspaniały aromat od wczoraj kręci w nosie.

W kwestii porządków jeszcze - to przycięłam Małej włosy, skróciłam znaczy się o jakieś 4 cm. Zachwycona nie była, ale ja jestem :-) Mam nadzieję, że będę jak zobaczę jutro efekt, bo ścinanie odbywało się przed wieczorną kąpielą więc efektu jakby jeszcze nie było, bo włosy mokre.

Późnym popołudniem padłam jak kawka i zaserwowałam sobie solidne spańsko i teraz oczy mam jak gwiazdy, o spaniu nie ma mowy. Rozsądek nakazuje jednak położyć się, bo od rana trzeba walczyć:-)

Jutro zajmę się sobą - swoimi włosami, znaczy farba na głowę, depilacje, nawożenie i uprawianie ciała swego, a ponadto wypieki słodkie mnie czekają.

I spowiedź. Nie lubię, ale pamiętam jak raz nie poszłam i jak strasznie źle mi było podczas mszy gdy wszyscy szli a ja nie. Nie bardzo wiem tylko czy o dobre samopoczucie mojego sumienia idzie czy może o świadomość odstawania od grupy. Ponadto dzieci patrzą a nie chcę pełnić roli rodzinnego antychrysta, grzesznika na etacie.

Ostatnie jeszcze zakupy (odebrać wędliny, pieczywo i tort urodzinowy), święconka do koszyka i już Święta; śniadanie (goście), obiad (goście) i popołudniowa zaległa  impreza urodzinowa Małej (dużo gości). Za to w poniedziałek - laba totalna... Zatem byle do poniedziałku :-)))


Wszystkim Wam
moi drodzy Czytacze i Blogoznajomi
wiosennych, radosnych
i przede wszystkim
spędzonych w miłej atmosferze Świąt

                               życzy Anonimka
czwartek, 01 kwietnia 2010
!#$#^%&^!!!

Młody najpierw nie został dopuszczony do egzaminu praktycznego, a potem w nowym terminie i po dokonaniu stosownej opłaty (!!!) pod sam koniec jazdy go zlał. Dupa blada!

...a dzisiaj Mała zgubiła klucze od mieszkania. Druga dupa blada!



Święta? Jakie Święta...