na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
Z remontowego frontu
Tak zmęczona to ja dawno nie byłam... Boli mnie chyba wszystko. Dłonie, nadgarstki, barki. Od wchodzenia i schodzenia po stopniach drabiny boli mnie (mocno dokucza) kolano (to, z którym mam zawsze problemy). Od bycia non-stop na funkcji play bolą mnie nogi, mam wrażenie, że mi pękną, bo aż pieką, zwłaszcza wieczorem. No i kręgosłup, ale o dziwo nie ma dramatu, obym tylko nie zapeszyła.
No to ponarzekałam maksymalnie...
Meble
Są super, warte ceny w każdym calu. Świetnie wykończone, dopracowane. Zawiasy - okucia spełniają swoją rolę, bo wszystko pięknie wyhamowuje, domyka się i w ogóle jest cacy :-)
Zmieściłam wszystko co musiałam, co chciałam i co planowałam zmieścić. I jeszcze mam lekkie luzy lokalowe :-)
Uczucia mieszane mam odnośnie opuszczanego stolika, który przypomina mi stoliczek z przedziału PKP :-) Już ustaliliśmy, że oboje inaczej go sobie wyobrażaliśmy i jak nam bardzo będzie przeszkadzał, to przy następnym tapetowaniu powiesimy go na balkonie :-)
Układając rzeczy w szafkach doszłam do wniosku, że warto było zdecydować się na szafkę cargo, bo jest super. I że gdybym jeszcze mogła to zmieniłabym kolejność innych szafek. Tę z mikrofalą dałabym nieco dalej, bo rzadziej jej używam. Ale to już musztarda po obiedzie. I właściwie to żaden dramat.
Obojgu podoba nam się bardzo, co chwila wchodzimy sobie popatrzeć, powzdychać, nacieszyć się i w ogóle. Dzieciaki też zachwycone :-)
Czeka nas jeszcze nauka lokalizacji wszystkiego począwszy od grnka, a na mące i soli skończywszy. I muszę też nauczyć się obsługi zmywarki i kuchenki. Nie chciało mi się ślęczeć nad instrukcją i caluteńkie naczynia przepłukałam z tego kurzu myjąc je ręcznie. To dopiero rodzaj lenistwa, co?
Refleksje prawie-poremontowe
Cały czas gdzieś tam podskórnie, podświadomie czekam.
Sam remont przeszedł bez większych i specjalnych komplikacji, nie było dramatów, sytuacji krytycznych, wielkich obsuw terminowych czy jakichkolwiek innych. Czekam więc na ten moment kiedy się okaże, że coś nie gra, że coś jest zawalone, na dramat jakiś. To chore jest, wiem, ale tak mam. I tak było. Serio!
Ekipa montuje meble, a ja już w myślach się denerwuję, że pewnie kafelki położone nie tak jak trzeba, że ściany krzywe, że gniazdka niedopasowane. A oni nic, cisza.
Padłam z wrażenia kiedy po przyjeździe mój caluteńki przedpokój zajęli swoim sprzętem. Było tego całe mnóstwo, łącznie z wielkim odkurzaczem :-)
Potem zeszłam z tego świata prawie z zawałem serca kiedy przypomniało mi się, że potrzebujemy miejsce na kable do oświetlenia podszafkowego, (które już zamontował nam SZM) a ja zapomniałam im o tym powiedzieć. Ekipa z uśmiechem poinformowała, że oni zawsze zostawiają luzy za szafkami, bo tam musi być wentylacja, więc OK, kabelek na pewno przejdzie.
Kolejne zejście zaliczyłam gdy przyszedł czas montowania kuchenki i jeden pan monter się zdziwił, że jest to model zintegrowany. A ja już miałam włączoną opcję paniki, że na pewno mają zrobioną szafkę na osobną płytę i osobny piekarnik. A oni powiedzieli, że im jest wszystko jedno, że to żaden problem. Jeszcze się tylko upewniali, gdzie będą pokrętła, czy na dole czy u góry :-)
I tak powoli remont dobiega końca, a ja wciąż czekam i cały czas mam wrażenie nieczystego sumienia, że jakoś tam mi się udało bez sensacji, rewelacji i bólu...
a w domu...
... jeszcze Sajgon na maxa, ale już powoli wszystko się klaruje. Z prac remontowych został do tapetowania przedpokój, ale postanowiliśmy najpierw odgruzować resztę, żeby już zacząć jakoś normalnie funkcjonować :-)
Jutro mam wolne, mam więc nadzieję, że uda mi się wydobyć spod tych gruzów, tak by coś mieć z tego majowego weekendu.
Zdjęć póki co nie będzie, bo są w aparacie, a droga z aparatu do kompa to długa droga zwłaszcza gdy mieszkanie zagruzowane. Ponadto nie widać jeszcze kompletnego efektu końcowego, bo firma ma jeszcze dowieźć dwa brakujące elementy, które zostały zwymiarowane dopiero po montażu całości. Podobno mają być za trzy tygodnie.
z innej beczki
Temat: Mała i Koleżusia.
Mama Koleżusi wyjechała za granicę do pracy. Koleżusia (lat 14) została w domu z ojcem, który nadużywa procentów. Moja Mała (lat 14) została zobligowana przez mamę Koleżusi do podtrzymywania jej na duchu, odwiedzania, kontrolowania i takie tam inne. Wyraziłam swoją opinię, co na ten temat myślę, czyli że owszem mogą się odwiedzać, ale na zasadach takich jak dawniej (w tygodniu raczej nie), że Mała jest za młoda na bycie opiekunem Koleżusi, że na pewno nie będzie u niej nocować (ojciec!), że prędzej Koleżusia u nas może bywać niż Mała u niej.
Tuż przed wyjazdem mama Koleżusi pofatygowała się do mnie osobiście celem ugadania sprawy.
Ma kobita przechlapane z takim facetem. Przyznaję. Z tego co mówi, żadnego wsparcia ze strony rodziny nie ma. Facet narobił długów, ktoś je spłacić musi. Wyjeżdża i z tego co powiedziała, zrozumiałam, że nie ma nikogo kto by miał w tak zwanej pieczy tą Koleżusię. Nie znam tego taty, skoro pije i robi długi to wiarygodny nie jest. Moja Mała tam nocować nie będzie na pewno. Mimo próśb tej pani. Powiedziałam jasno i wyraźnie, że Koleżusia u nas to jak najbardziej, ale w drugą stronę mowy nie ma.
Tak niepozbieranej kobity to ja dawno nie widziałam. SZM tłumaczy, że znerwicowana, że pewnie facet daje jej w kość, że swoje przeszła, że tuż przed wyjazdem, i tak dalej. Ale ja i tak swoje wiem. Chaotyczna, niepozbierana, i jeszcze do tego gaduła i to jaka. Przebiła nawet mnie (faktem jest, że mnie się nie chciało wysilać na gadki-szmatki). I już myślałam, że nigdy nie wyjdzie. Serio!
Nie deklarowałam się na gotowanie tej Koleżusi obiadów (bo i z jakiej racji, prawda?), ale tak sobie myślę, że od czasu do czasu ją zawołam do nas. Ale nie chcę by to było normą, bo stanie się obowiązkiem.
Nie wiem czy ja bym się zdecydowała na taki wyjazd i zostawiła Małą, a przecież miałabym łatwiej, bo mój SZM nie pije...
piątek, 27 kwietnia 2012
Meble stoją!!!
Ekipa wpadła rano skoro świt o 7.30 i wyjechała przed 19.
Wow!!!

A nasze prace dalej trwają :-)
wtorek, 24 kwietnia 2012
Pozdrawiam Was wszystkich z remontowego frontu :-)
Plany nasze uległy spowolnieniu, bowiem meblowa ekipa zawita do nas dopiero w piątek. I bardzo dobrze!
Dzisiaj: tapeciarsko i malarsko kuchnię mamy zakończoną. Zawitał też pan elektryk i powpinał już przecudnej urody nowe gniazdka. A miał co wpinać :-) Nie zdążyliśmy z panelami, ale to jutro po pracy zacznie działać SZM, a ja do niego dołączę później jak wrócę ze szkolenia, albo też na nie nie pojadę, świat się przecież nie zawali.
Plan na jutro:
sufit w przedpokoju zagruntować, wytapetować, dwukrotnie pomalować i wytapetować ściany. To ja i Młody.
Panele w kuchni położyć, zamontować listwy plus drobne roboty tynkarsko-murarskie przy przedpokoju. To zadanie dla SZM.

Pierwszy dzień urlopu (starego!) minął...
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
Studencki weekend
upłynął miło i przyjemnie. Najpierw obowiązki, znaczy wykłady, a potem spacer ulicami miasta. Żałowałam, że nie zabrałam ze sobą aparatu (zdjęcia robione telefonem to jednak nie to samo), potem tradycyjnie, choćby tylko na chwilkę, ale jednak weszłyśmy do centrum handlowego. A wieczorem w hotelu moje własne prywatne SPA w hotelowej łazience :-)
remontowo
podczas mojej nieobecności prace trwały. SZM z pomocą Młodego pozdzierał tapety w kuchni i przedpokoju.
A dzisiaj zakończyli prace panowie kafelkarze.
Ściany i sufit już przygotowane więc jutro od rana razem z Młodym dajemy czadu, bo być może firma z meblami wjedzie już w środę, a czasu mało mamy.
Wszędzie kurz i pył, czy ja to kiedyś ogarnę?
domowo
wszystko póki co zakurzone, ale gra i bucy bez zastrzeżeń :-)
Mała zakatarzona, gardło pobolewa, póki co leczymy się sami, co będzie dalej, nie wiem.
towarzyskie pitu-pitu
jedni cieszą się maleństwem, drudzy zmagają się z diagnozą. Słucham, podrzucam pomysły, usiłuję podsycać nadzieję, ale doskonale wiem, że teoria, nasza wiedza na temat tego co się powinna i czego nie, ma się nijak do praktyki. W terii jesteśmy świetni, pod warunkiem, że nie dotyczy nas bezpośrednio.
pracowo
Kurs, pracowy, ten przesiadkowy, ten, na który cały czas czekałam i który de facto chyba jest mi najbardziej potrzebny z tych wszystkich moich aktywności naukowo-edukacyjnych, zacznie się chyba pod koniec maja.
Dzisiaj nawet SZM zapytał czy ja sobie nie biorę zbyt wiele na głowę...
Od jutra długi urlop. Gdybym tak miała leżeć i pachnieć to byłoby super. A my od rana do roboty. Planujemy jutro:
- wytapetować sufit
- pomalować go
- zagruntować ściany
- wytapetować je
- położyć panele
Tyle plany, a co nam z tego wyjdzie się okaże w praniu...
Trzymajcie kciuki!

piątek, 20 kwietnia 2012
Jutro moje chłopaki (SZM + Młody) mają walczyć na froncie remontowym. Młody polazł na jakieś ognisko i mam szczerą nadzieję, że jutro z rana nada się do użytku, bo jak nie to u SZM będzie miał przechlapane, bo od wczoraj trąbimy o tym, że w sobotę robota czeka. Po południu Młody idzie do pracy, ale do 15.00 spokojnie może pomagać. Czasem jak widzę zachowanie Młodego to ręce mi opadają.
U Małej się troszkę wyprostowało. Przeżywała mocno. I oczywiście usłyszałam, że sama namawiam ją do kontaktów z koleżankami szkolnymi, a one jej taki numer wykręcają, a ta koleżusia, do której mam troszkę zastrzeżeń, na pewno by jej tak nie wystawiła, bo ona, Mała znaczy się, wie, że może na koleżusi polegać zawsze i wszędzie, bo jak koleżusia coś powie, obieca to wiadomo, że będzie spełnione i dotrzymane.
remontowo
Ekipa kuchenna była na ostatnich przymiarkach. Już wiem, że jedna szafka, maskująca rurki c.o. będzie montowana później, i zostało to sensownie zaargumentowane.
Kafelki/płytki na ścianie już prawie w komplecie. W poniedziałek będzie fugowanie.
wymyśliłam sobie jeszcze szafkę łazienkową, a nawet dwie, ale na razie, póki co zaniosę projekt do osiedlowego sklepu, gdzie zapewne będzie zdecydowanie taniej niż w firmie kuchennej. Porównamy, zobaczymy, przeliczymy kasę i pomyślimy nad tematem...
A jutro z ranka jadę na studencki weekend. I nawet się cieszę, bo pomijając kwestię długich wykładów, powinno być miło, sympatycznie, bez kurzu, pyłu, remontu, za to z ciepłym posiłkiem :-)

czwartek, 19 kwietnia 2012
pitu pitu towarzyskiego ciąg dalszy
a jednak dramaty i to zdrowotne. W jaki sposób pocieszyć koleżankę, która właśnie dowiedziała się, że jej mąż ma złośliwego raka i podobno rokowania nie są zbyt pomyślne, a sam mąż w rozpaczy i beznadziei pogrążony? Nie potrafię znaleźć słów. Jestem po prostu bezsilna.
domowo
U Małej spektakl rozgrywek koleżeńskich. Czuje się odrzucona, bo tak ją potraktowały. Wycieczka szkolna i dobór towarzyski do pokoi. I okazało się, że w gronie gdzie ona z nimi zawsze to dla niej miejsca nie ma. Przykre to. Ja też znam to uczucie. Pocieszam jak potrafię, na szczęście dziewczę jest rozsądne, ale ile łez wylała to jej, bo nie jest to miłe. Jeszcze dyskusje na FB... O rany...
pracowo
Kiedy szefostwo zrzuciło na mnie pewne zajęcie - N_C_K nawet nie usiłowała się włączać w pracę, a wręcz stanowczo odcinała się od tego, wszystkich odsyłając do mnie. Dzisiaj szefostwo uznało, że kasa znaczy piniondz, za to zajęcie będzie dla niej. Musielibyście widzieć jakiego szwunga do roboty dostała... Mnie zrobiło się przykro, a nawet byłam wściekła gdzieś tam wewnątrz siebie i nie o kasę, ale o sam fakt. Usiłowałam jednak nie dać znać po sobie, tylko nie wiem czy mi się udało.
Przyznam szczerze, nie wiem czy dam radę psychicznie do czasu jej odejścia...

= = =
godz. 21.54
remontowo
Już wiadomo, że koniec roboty kafelkowej i murarskiej będzie dopiero w poniedziałek. Trochę szkoda, ale jakoś to przeżyjemy. w sobotę SZM z Młodym pozdzierają stare tapety, może zaatakują też przedpokój?
Tapety do kuchni - wybrane, czekają w sklepie, bo okazało, się że płatność tylko gotówką.
zaćmienie umysłu
nie wiedziałam kiedy to szeroko reklamowane Euro się zaczyna. Ale już wiem. 8 czerwca. A tu można głosować na piosenki...
remontowo
...bo niby jak ma być jak nie remontowo? Kuchnia polowa, znaczy remontowa, tymczasem w dużym pokoju. Wyciągnięte z szafek naczynia, których teraz nie używamy (bo zostawiłam na wierzchu wyliczoną ilość) ustawione w skrzynkach na balkonie. Nowe sprzęty agd upchnięte w pokojach dzieci. Paczki z panelami w dużym pokoju. Nowe drzwi i zlewozmywak w kącie w przedpokoju. Wszędzie kurz.
Od dzisiaj już widać jak demolka "o rany, ale sajgon!" naszej kuchni przechyla się w stronę "jak to będzie fajnie!". Powoli krystalizuje się obraz nowych kafelek/płytek.
Najbardziej męczy mnie bezczynność, bo ja bym w tym czasie już na przykład zerwała tapety w przedpokoju, albo w pokoju z kompem, bo też trzeba go odświeżyć, albo działała cokolwiek innego. Jedyny problem z miejscem, bo po prostu nie ma gdzie przełożyć tych wszystkich gratów. Wrzucam więc na luz i czekam. Szef-Magik mówi, że w najgorszym wypadku skończą w poniedziałek. I tak z czasem robót jest OK, bo robota idzie tylko popołudniami, a póki co wszystko trzyma się grafiku.
Gdyby skończyli w piątek, to przez sobotę SZM razem z Młodym mogliby zerwać do końca tapety i ułożyliby już panele na podłodze. A ja we wtorek (bo w poniedziałek po południu mam szkolenie) zabrałabym się już do klejenia tych tapet, których jeszcze nie kupiłam, a nawet nie wybrałam :-)
remontowo - nerwowo
tak, nerwowo, bo telepie mnie kiedy przy takiej polowej kuchni największym problemem dla SZM jest "co będzie na obiad?" Nie rozumiem tego, jestem w stanie przez tydzień, albo i dłużej, jeść tylko kanapki jeżeli trzeba. Nie umrę z głodu. SZM jak widać obawia się, że nie daj Bosze zrzuci parę kilo. Wiem, to drobnostka, ale trafia mnie, nic nie mówię. Tu se wywalę co mi leży na sercu, bo nie ma sensu ruszać tematu.
domowo
Młody sam poszedł na rozmowę do księdza. Nie wdaję się w szczegóły. Może kiedyś, nie mam weny ani nastroju do takich opowieści. Powiem tylko, że kupiłam medalik św. Benedykta.
w odpowiedzi na...
pytanie Iksińskiej chciałam napisać, że SZM do kucharzenia ciągoty miał chyba zawsze, ale z czasem stały się coraz większe. Z tego co mówi to lubił kucharzyć jeszcze jako dziecko razem z babcią, ale ile tego kucharzenia było naprawdę to nie wiem. Potem było prozaicznie aż do bólu.
Babcia umarła, mama była zapracowana (i raczej chyba mało zainteresowana gotowaniem), więc jeżeli SZM chciał coś dobrego zjeść to sobie musiał ugotować. Pamiętam, że jeszcze jako kawaler coś mi tam upitrasił i przywiózł dumny i blady :-)
W początkach naszego małżeństwa kucharzeniem zajmowałam się raczej ja. Raczej zdecydowanie ja :-) Bo tak wyniosłam z domu i wydawało mi się, że co on tam, facet w końcu, może wiedzieć o gotowaniu, jak i tak ja wiem lepiej :-) Na przestrzeni ostatnich lat, a zwłaszcza w momencie gdy ja studiowałam, jego możliwości, umiejętności rozkwitły. Inna sprawa, że ja przestałam wychodzić przed orkiestrę i dawałam mu pole do popisu.
SZM gotuje, wyżywa się kulinarnie, my pochwalimy, że smacznie, on jest zadowolony i chce mu się jeszcze.  Od jakichś dwóch - trzech lat zaczął też piec. Karpatka i sernik to jego popisowe ciasta. :-)))
Żeby laurka nie była taka piękna dodam tylko, że w ciągu tygodnia gotuję zwykle ja. SZM wkracza do kuchni w niedzielę, albo kiedy mają przyjść do nas goście, albo kiedy on sam (albo my) ma ochotę na coś co robi właśnie on.
SZM zazwyczaj zajmuje się mięsem i rybami. Nawet się za to (na dużą skalę) nie biorę.
Prozaiczne, zwykłe, codzienne dania obiadowe to moja działka. ;-)
towarzyskie pitu-pitu
wyczekiwane dziecko, o którym wcześniej pisałam już się urodziło. Wczoraj. To w jednej rodzinie.
Nic nie wskazuje na to, by w tej drugiej rodzinie miał zapanować spokój. Jestem w głębokim szoku, że ten właśnie facet, ten wzór, ta oaza, ideał wręcz, robi to co robi. To raz.
Zeznania połowicy nie są ani spójne, ani tak do końca szczere. Jak i sama połowica, zresztą. To dwa.
Mam bardzo mieszane uczucia w związku z tą sytuacją, bo nie powiem jej przecież, że tak w gruncie rzeczy to facet ma trochę racji i ja mu się częściowo nie dziwię, że czekaliśmy wszyscy kiedy mu się przeleje. To trzy.
Żal mi jej, bo źle jej nie życzę, bo przykro jest kiedy złe rzeczy dotykają naszych bliskich. I w tym wszystkim widzę jeszcze dziecko nastoletnie. I nie jest to fajny obrazek.
Ta inna ja, jednak gdzieś tam w głębi duszy, czuje niczym nieuzasadnioną taką maleńką satysfakcję, że butność, pewność, pewnego rodzaju pycha i zakłamanie, taka poza, że u nas zawsze wszystko cacy-cacy, że my tak właśnie chcemy i lubimy, że ta właśnie poza została gdzieś tam poruszona, że ta piękna lukrowana fasada nie jest ani stabilna, ani taka słodka i pyszna jak miała być. Mimo wszystko mam jednak cichą nadzieję, że to jednak tylko chwilowy kryzys i że minie.
Aczkolwiek mam niejasne wrażenie, że facet robi wszystko, że to ona go wyrzuciła, bo brak mu chyba odwagi na to, by tak po prostu odejść. Sama nie wiem jakie znaleźć mu usprawiedliwienie...



poniedziałek, 16 kwietnia 2012
remontowo
woda, gaz, prąd - zrobione.
Stare kafelki - skute, parapet - usunięty, gruz - wyniesiony.
Stara kuchenka też już zniknęła.
Jutro przychodzi magik od kafelek i ścian.
W międzyczasie firma kuchenna ma podjechać na ostatni pomiar.
Sprzęt agd dojechał i już jest w domu.
Miałam zamiar zerwać tapety ze ściany, ale jakoś się nie zebraliśmy.
studencko
weekend studencki zaliczony.
Pierwszy etap pracy końcowej oceniony pozytywnie.
domowo
SZM został na włościach na froncie remontowym, bo ja na uczelni. Dał radę :-)
Dzisiaj do skucia starych płytek przyszedł pomocnik  magika kafelkowego. Chłopak plus minus w wieku mojego Młodego. I miałam takie mieszane uczucie, aż mnie świerzbiła myśl, że Młody będąc w domu może powinien mu pomóc przy wynoszeniu gruzu. Z drugiej jednak strony dlaczego powinien skoro za to płacę? Zwalczyłam to w sobie i dałam spokój :-)
Hmmm... tegoroczna rocznica nasza ślubna to pierwsza, o której zapomnieliśmy, wieczorem, po południu złożyliśmy sobie życzenia. Ja pamiętałam więc złożyłam, jak się okazało SZM pamiętał rano, nawet planował jakieś kwiatki, ale w ferworze zmagań uleciało mu z pamięci. Nie celebrowaliśmy, nie dostałam kwiatków, ale to pewnie dlatego, że oboje jesteśmy zakręceni tym remontem.
I tej wersji będę się trzymać :-)
pracowo
tyle się działo, że gdyby SZM do mnie nie zadzwonił to nawet bym sobie zdała sprawy z tego, że właśnie bije dzwon "do domu!"
:-)
bloxowo
kolejny już raz usiłuję opublikować ten wpis...
Sypie się ten Blox... Może faktycznie należy rozważyć jakąś przeprowadzkę...

piątek, 13 kwietnia 2012
remontowo
Punktualnie o 15 zjawił się Pan Magik i działa.
Demolkę uważam za oficjalnie rozpoczętą :-)))

- - - - -
godz. 22.14

21 lat temu podczas mszy świętej o godz. 13-stej Anonimka i SZM powiedzieli sobie sakramentalne TAK. A potem była zabawa do białego rana...
Wierzyć się nie chce, że to już tyle lat...
czwartek, 12 kwietnia 2012
remontowo
nie dzieje się nic.
Magik od wodnych rurek nie przyszedł, widać późno skończył pracę.
Pierwszy dzień obsuwy zaliczony. Mam nadzieję, że wiele ich nie będzie.
domowo
zebranie w szkole u Małej. Jest OK, średnia 4,86. Żadnych problemów :-)
pracowo
bez zmian
dyrdymałki towarzyskie
z jedną znajomą rodziną czekamy na narodziny małego obywatela. W każdej chwili :-)
Za drugą rodzinę trzymam kciuki, żeby się nie rozpadła. I z dnia na dzień jestem w coraz większym szoku. Nie zabieram głosu, nie stawiam diagnoz (bo i dlaczego bym je miała stawiać), wysłucham, wesprę, a przynajmniej się staram i w głębi duszy mam mieszane uczucia, bo uważam, że chyba facet ma racji sporo. I solidarność jajników nie ma tu nic do rzeczy. Nie mam jednak sumienia pogrążać kobiety. Niech sobie sami wyjaśniają. A przydałby się im chyba mediator.
I jak tak posłucham co się tam dzieje, porównam z tym jak było to aż się boję myśleć o nas, o mojej rodzinie. Bo my tu remont, zakupy, plany wyjazdowe i takie tam przyziemne sprawy bytowe, a tam u nich dramaty.




 
1 , 2