na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
sobota, 23 kwietnia 2016

Wczorajszy dzień owocnie wypełniony sprzątaniem u matencji, zgodnie z założeniami do 17.00, bo potem ważne dla mnie zebranie. Matencja jest zarośnięta rzeczami. Za każdym razem odbywa się tak zwany remanent i przy okazji uda mi się coś wyszarpać, żeby wyrzucić albo puścić w świat, a przy tym zmniejszyć ilość przydasiów u niej. Ostatnio razem z rodzeństwem wymyśliliśmy, że będziemy brać cokolwiek by nam nie dawała, a co my z tym zrobimy to już będzie nasza brocha. Innej opcji nie ma, żeby tam jakoś ogarnąć. Wczoraj wywiozłam dwie siaty książek, które na pewno im się nie przydadzą, a stoją i zbierają kurz. To już chyba trzecie podejście do książek i powiem szczerze zostało mało i o to chodzi. Jeszcze muszę przejrzeć szkło. No i ciuchy, bo tzw. komis ciuchowy można zakładać. Będą mieli pięknie odświeżone mieszkanie no to przy okazji trzeba popracować nad przestrzenią do życia.

Dzisiaj z rana fajne bieganko zaliczone, pogoda fajna, słoneczko, 15 stopni, ptaszki śpiewają, zatem getry krótsze i  krótki rękawek bluzeczki, i czysta przyjemność z biegania. I o to właśnie chodzi :-)

SZM z Młodym pojechali zmienić kółka w aucie, ja za chwilę biorę się za chałupkę, bo póki co do matencji jednak ie ma po co jechać. Co się dało to zrobiłam wczoraj, a dzisiaj jeszcze prace trwają. Wieczorem mamy gości więc pomoc matencji odpada, ale mam wrażenie, że i tak jeszcze miszczu nie skończy wszystkiego.

Koleżanka prawie z mojej branży (tej po przesiadce) właśnie zmienia pracę. Na starcie dostaje tysiaka więcej, plus premia, pakiet medyczny i takie tam inne. Czyli jednak można :)

czwartek, 21 kwietnia 2016

Jak dla mnie dzisiaj już koniec tygodnia tak zwanego pracowego, bo jutro mam wolne :-) Niestety nie będą to tylko same przyjemności. Ale biorę to na klatę z dobrodziejstwem inwentarza.

Dzisiaj wizyta rodzinna sto lat nie widzianej córki chrzestnej. Wesele na horyzoncie to przyszedł czas na nawiązywanie więzi rodzinnych. Dam radę.

Jutro do matencji z pomocą, a wieczorkiem ważne zebranie, na którym bardzo chcę być, a nie jednoczesnie mam wyrzut sumienia, że tam pójdę zamiast pomagać matencji, zwłaszcza że dzisiaj też nie dam rady, bo gość w domu.

W sobotę wieczorkiem mamy umówione spotkanie ze znajomymi, ale od rana (zaraz po bieganiu oczywiście :-))) )mam w planach być u matencji. Chcę jej pomóc, pod warunkiem, że będzie sens już sprzątać, bo sama widzę, że słaba jest. Wzięła się za ten remont a nie bierze pod uwagę, że ma lat tyle ile ma, a nie 10 czy 20 mniej. Zaciska zeby, nie prosi o pomoc, tak zwana Zosia Samosia. Wolałabym konkretną, rzeczową sytuację - czyli jakie ma oczekiwania i z glowy, a tak to ja musze wychodzić z siebie i szarpać się z nią, żeby zechciała sobie pomóc. i nie chce, ale potem sama widzi, że ta pomoc chyba jest potrzebna. A może to ja wyolbrzymiam... ale tak to widzę.

Remont u matencji trwa, a nawet się rozwija. Z dwóch pokoi zrobiło się prawie całe mieszkanie za wyjątkiem kuchni. Się nie zdziwię jak ta kuchnia i tak będzie ruszona. Wtorkowy alarm remontowy, bo przecież na już i teraz trzeba koniecznie zedrzeć tapetę z przedpokoju. Stawiliśmy się cała trojką (Młody, SZM i ja) i już w trakcie pracy dowiedzieliśmy się, że tak właściwie to wcale nie na jutro ten przedpokój tylko jak pan miszczu będzie miał czas, a przecież musi skończyć to, co robi teraz. No i się zagotowało w nas. Zaciskamy zęby, staramy się być mili i uprzejmi, ale powiem szczerze o serdeczność ciężko.

Z bieganiem w tym tygodniu ciężko, bo po prostu nie mam na to czasu.

Z racji tego, że dzisiaj z pracy zrywam się wcześniej życzę Wam wszystkim, którzy tu zajrzą (o ile tacy jeszcze są, a jeżeli są, to szacun dla Was za wytrwałość i cierpliwość w stosunku do mnie) - życzę Wam miłego popołudnia i fajnego weekendu :-) I sobie samej też tak życzę i niech się spełnia, a co!

 

 

piątek, 15 kwietnia 2016

Mała okres dostała wczoraj, nie mniej jednak zaliczyłyśmy wcześniej wizytę u gina. Żeby czuła się bardziej dorośle i może mniej skrępowana, postanowiłam nie wchodzić do gabinetu razem z nią. Weszłam po niej ;-) Doktor zbadał jak mógł, zrobił usg, powiedział, że wszystko jeszcze pracuje i się ustala. Zalecił Yasmine na uregulowanie, na mniejsza bolesność (bo są dokuczliwe) i na wszelki wypadek też:-) Powiedział mi też, że mam mądrą rozsądną córkę, która patrzy do przodu. No i zaprosił do kontroli za pół roku i jak się wyraził - może będzie mógł wykonać badanie normalne :-)

Matencja zdecydowała się na malowanie mieszkania. Grubo wcześniej mówiła, że chce, ale jakoś było to w dalekiej przyszłości. Podesłałam jej miszcza, który godny jest polecenia. Wczoraj mi powiedziała, że miszczu od dzisiaj zaczyna. Jest co robić. Muszę zatem w dość napchanym kalendarzu upchnąć pomoc przy sprzątaniu. Ona oczywiście nie będzie nic chciała, ale potem to się odbije na jej zdrowiu. i już widze te dyskusje między nimi, bo oprócz malowania szykuje się wymiana 9kolejna) karniszy i pewnie jeszcze czegoś, tylko jeszcze o tym nie wiemy.

W temacie remontów - remont łazienki był rok temu. Podłoga w toalecie do poprawki, o tym już pisałam. Masakra była ze znalezieniem naszych płytek, ale udało mi się je upolować.  Szafka pod umywalką w łazience zareklamowana, w przyszłym tygodniu będą ją wymieniać. Złamane kółko przy kabinie prysznicowej naprawił czyli skleił SZM, ale serwis dosłał je wczoraj. Z gestem dorzucili jeszcze dwa :-)

Leniwy dzień w pracy. Kiedy mam takie chwile, że myślę sobie, że mam wszystko lub prawie, pochwytane, no i że jest całkiem ok, to aż się boję, że właśnie za chwilkę, za momencik coś pierdyknie tak, że odechce mi się wszystkiego. I właśnie się boję :-)))

Biegowo Mała troszkę wsiąkła. Sama przypomina o treningach. A SZM sam z siebie zaproponował rower w sobotę jeżeli pogoda dopisze.  :-)

czwartek, 14 kwietnia 2016

Wczoraj - Srebrne Gody czyli 25 lat w małżeństwie. Wytrwaliśmy :-) SZM jak to określił "odrobił lekcje". Niespodzianka z jego strony na maxa. Najpierw prezent pod tytułem pierścionek i to jaki! Potem obiad niespodzianka w towarzystwie rodziców obojga stron i zaraz potem szampan i tort. Czułam się dopieszczona na maxa, a przecież to święto nas obojga. A ja mu tylko taki drobny upominek... Za to w maju zabieram ich na weekend rodzinny :-) Nie mniej jednak jestem w głębokim szoku nad szczodrością SZM, który sam zadbał o wszystko.

Pierścionek piękny, cudny i w moim guście, ale niestety nieco za mały, czekamy więc na wymianę :-)

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

No i stało się - stary widok chyba nie działa. Masakra...

Weekend rodzinny zabukowany. Zdam relację jak wrócimy.

Mała od jakiegoś już czasu, no dawno temu, marudziła, że ma bolesne miesiączki, a że jakaś jej koleżanka też tak miała i się okazało, że jakieś cysty ma i w ogóle trzeba było wdrożyć leczenie, tabletki i takie tam inne. Nie wiem na ile to były obawy zdrowotne, a na ile hormony, ale w środę mi powiedziała, że od 7 dni nie ma okresu, a mieć powinna, bo w ciąży nie jest na pewno. Aczkolwiek dla abstrakcyjnej jakiejś pewności zrobiła test, który wyszedł negatywny. No i poprosiła mnie żeby do lekarza, bo się martwi. No i wizytę mamy we wtorek, a ja się zastanawiam, bo niby wierzę i mam zaufanie, ale tak bardzo się boję i nie o tę ciążę chyba teraz idzie, a o to zaufanie. Ale co ja pitolę, o ciążę też idzie, bo to kurczę by była totalna masakra i porażka moja wychowawcza chyba. O życiu Małej nawet nie wspomnę. No nie wiem. I miałabym przesrane na maxa, bo SZM by nie omieszkał mi przy każdej okazji wypomnieć, że to na pewno moja wina, bo to ja jestem tym bardziej liberalnym rodzicem, już słyszę to jego gderanie. Bo wiadomo, że sukcesy świętujemy wspólnie, ale od porażek jestem ja.

Dawno nie widziana kuzynka, będąca przy okazji moją córką chrzestną, zapowiedziała się z wizytą towarzyską. Majaczy na horyzoncie jakieś wesele, a przynajmniej ślub. Bo tak to działa. Rodzina mieszka daleko, kontaktuje się sporadycznie, albo wcale, ale w momencie gdy zaczyna się organizować wesele następuje zacieśnianie kontaktów i więzi. Ze dwa, trzy lata temu wymigaliśmy się od dwóch wesel, ale teraz chyba nie wypada. Myślę, że nawet nie powinnam o tym myśleć :-)

 

00:59, anonim002
Link Komentarze (3) »
czwartek, 07 kwietnia 2016

Zorganizowanie rodzinnego wypadu na weekend wcale nie jest takie proste. Już mi dziurkami w nosie wychodzi poszukiwanie bazy. Jak już znalazłam coś fajnego to kasa taka że mózg mi się zlasował. Albo cena ok, ale opinie do bani. No masakra jakaś. SZM powiedział, że pewnie i tak nie pojedziemy bo nie o to chodzi by złapać króliczka, ale by gonić go. I trochę racji ma, ale to mnie tylko utwierdza w konieczności poszukiwań. Bo kurczę chciałabym. Co sobie wymyslilam...? Dwa pokoje, z łazienkami, śniadaniem, w miłym ładnym otoczeniu. Fajnie by było gdyby była kręgielnia, bilard, restauracja, ten basen t już może niekoniecznie, bo ceny w takich ośrodkach są zabójcze, a baseny mikroskopijne. Uznaliśmy, że lepiej chyba mieć fajną bazę bez basenu, a na basen to sobie wyskoczyć gdzieś do jakieś aqua parku. Chciałabym wyjechać w piątek, jechać ok. 100 km i już być na miejscu, wracać w niedzielę po obiedzie. Mieć cudną pogodę. I sama nie wiem co jeszcze. No i oczywiście wszystko za małe, no niech będzie rozsądne pieniądze czyli tani luksus :-)

A siedzę po nocy, bo kurczę blade zasnęło mi się popołudniu. Jak przyłożyłam głowę po obiedzie, czyli po 17.00 to sie obudziłam przed 22.00. I teraz to masakra z tym spaniem.

niedziela, 03 kwietnia 2016

Sezon rowerowy uważam za otwarty.
W końcu udało mi się zmobilizować SZM do wyjścia na rower. Uf! Rozwalił mnie kompletnie i powalił na kolana kiedy zaczął się szykować i wyciągnął z szafy sportowy plecak-bukłak, który zakupił sobie rok temu, bo oczywiście był mu niezbędnie potrzebny. Wyśmiałam go mówiąc, że idziemy na maxpółgodzinną przejażdżkę więc nie wiem na co mu taki ekwipunek. Spasował. No i wyszło na moje, bo zrobiliśmy wszystkiego razem 7 km, bo ledwo dyszał, spocił się jak mysz i jeszcze zaczęła go boleć głowa. Nie naciskałam, bo zdaję sobie sprawę, że dla niego to wysiłek, a ja na dobrą sprawę nie zdążyłam się spocić. Wróciliśmy do domu i wyciągnęłam go na spacer, a raczej marsz. Zrobiliśmy 5 km. Na jutro umówiliśmy się w trójkę; Mała i ja będziemy truchtać, a SZM na rowerze koło nas. I to był bardzo dobry pomysł, bo ja już się trochę bałam, że nie dam rady fizycznie i z nim, i z nią, i jeszcze moje treningi.

:-)