na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Tegoroczną majówkę urlopujemy oboje. Młoy też ma urlop, ale nie chce urlopować razem z nami :-) Młoda z harcerzami na biwaku. Tak jakbyśmy już byli bezdzietni :-)

Zaczęliśmy dosyć intensywnie:-)
Sobota rano - 12 km biegu - czyli ja sama w lesie. Potem już we dwójkę rowerem 10 km po naszym lasku. Potem w auto i w drogę do naszych znajomych górali niskopiennych, bo tak o sobie mówią. A tam grill, procenty, no i wiadomo, pogaduchy do późna. Wizyta połączona z noclegiem, powrót w niedzielę przed obiadem.
Niedziela - powrót od górali niskopiennych zahaczony o zakupy w sklepie sportowym (SZM) i obuwniczym (ja). Potem deszcz nas przymusił do zostania w domu, a sen zmorzył, bo chyba ciśnienie spadało, podobno była burza, ale na pewno tego nie wiem. Miał być wypad na rowery. W efekcie po 19.00 zaliczyłam 8 km biegu w lesie, i widziałam ślady po deszczu, nawet się trochę zdziwiłam, że to aż tak :-)
Teraz jest środek nocy, żeby nie powiedzieć przedświtek, jestem po tej wieczornej drzemce wyspana na maxa i spać mi się nie chce. A na jutro mamy zaplanowany wypad w góry - Szyndzielnia, Skrzyczne, coś w te klimaty. Ale co z tego wyjdzie, nie wie nikt. Zobaczymy czy wstanę :-)

Do miłego!

środa, 18 kwietnia 2018

Pracowa nuda, panie dziejku, nuuuda...
Zrobiłam porządki w zakładkach bloga, przeczytałam swoją własną relację z wycieczki do Paryża i powspominałam z przyjemnością, bo to fajny wyjazd był.

Wczoraj załatwiłam sobie cały tydzień wolnego majowego. Trzy dni urlopu i calutki tydzień laby. Coś jednak trzeba zaplanowac.

Miłego dnia Wam zyczę! U nas pogoda cudna.

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Dzisiaj jak widac bedzie bez polskich liter, bo zamist nich sie krzaczki pojawiaja. Z czytaniem moze byc problem, bo sie trzeba nieco natrudzic zeby domyslic sie co autor mial na mysli... Nie moja to wina, jeno Bloxa.

"...zeby Wam sie zgodnie i przyjemnie zylo, ciezka to praca" napisala Dorota. Oj, swiete to slowa. Ciezko jest. Jeszcze w ciagu tygodnia kiedy gonimy miedzy praca a domem to jeszcze jak Cie moge, ale weekendy... masssakra.

Ruszylismy dupkensy na rowery. Dwie wycieczki zaliczone, pierwsza chyba 35 km, druga 45 km. Cieszy mnie to, bo znaczy to ze wakacje beda prawdziwie rowerowe. Oby.

A nasze relacje... Coz z perspektywy czasu widze, ze nudzimy sie ze soba. Nie bojmy sie slow. Ogladamy kompletnie rozne filmy, ja czytam, SZM tylko mowi ze czyta, ale nie czyta. A towarzysko zrobila sie nam pustynnie. Zorganizowalismy impreze sylwestrowa. Troche traktowalam to jak nawiazanie naszych relacji towarzyskich na nowo. Nie ukrywam, ze liczylam na jakies spotkania towarzyskie, zaproszenie na kawe i takie tam inne jak to kiedys bywalo. Tylko jedni staneli na wysokosci zadania i spelnili moje oczekiwania. To moze z nami jest cos nie tak. moze nie czekac tylko dzwonic i sie wpraszac. Moze to ja jestem taka dziwna... Smutne to. Deprecha mnie jakas w tym temacie ogarnia. Strasznie sie boje, ze skonczymy jak moi rodzice.

A nasze relacje... coz, mnie nie zachwycaja. Jeszcze jak w domu sa dzieci to da sie wytrzymac, ale jak pusto to masakra. Nie zgadzaja sie nam pomysly, checi, oczekiwania. Syndrom pustego gniazda po prostu.

Z bardziej przyjemnych rzeczy - skonczylam ogladac Czarne lustro. Fajny serial, godny polecenia, ale trzeba go sobie dawkowac, bo wiele na raz sie nie da. Z rozpedu jeszcze obejrzalam polskie dwa odcinki Czarne lusterko. Tez wymiata. Polecam.

A z kronikarskiego obowi?zku dodam, ?e rocznica slubu zaliczona czyli rodzinne wyjscie do fajnej knajpki, ze smacznym jedzeniem. Od dzieci butelka wina, a dla mnie od SZM niespodziewajka jubilerska czyli pierscionek :-)

Po tygodniu pauzy wrocilam do biegania, zresetowalam sie, zregenerowalam i powinno byc juz dobrze. Jestem zapisana na kilka biegow, a one same sie przeciez nie przebiegna. :-)

Fajnego tygodnia Wam zycze, u mnie wlasnie wyszlo slonko.

środa, 11 kwietnia 2018

Sto lat mnie tu nie było... I nawet nie wiem dlaczego tu znowu przylazłam. Tak mam chyba skonstruowaną psyche, żeby nie zostawiać zaleglości, że wszystko powinno być skończone, a nie rozbabrane.

Zaległości dla porządku powinny być najpierw, ale kurcze nic mi do głowy nie przychodzi... No to se popisałam.

:-)

W tak zwanym międzyczasie minęły Święta Wielkanocne. Oczywiście zafundowaliśmy sobie maraton z gośćmi, czyli na śniadanie wielkanocne rodzice i teście, którzy zostają do obiadu. Przy obiedzie dołączają połówki naszych dzieci, a po południu na kawę i urodzinowego torta Małej dołącza rodzeństwo nas obojga. Ufff. W poniedziałek za to kompletnie nic, zero, nuda panie... nawet dzieci nie było :-)

Wcześniej, przed świętami - impreza party niespodzianka dla matencji z okazji 75 urodzin. Wymyśliłam niespodziankę żeby uwolnić ją od przygotowań. Było miło i sympatycznie.Aczkolwiek mam wrażenie, że matencja nie potrafi się ucieszyć, tak naprawdę pełną radością. Ale ona tak zawsze miała.

Usiłowałam po świętach wrócić do postu, który robiłam rok temu. Tym razem chciałam krócej, ale po czterech dniach poległam. Dobre i te cztery dni. Wagowo przybrałam dwa kilo, codziennie sobie obiecuję, że właśnie od dzisiaj zero słodyczy, ale na obiecankach się kończy, a słodycze wciągam jak jamochłon :-0

Przed nami wspólne wyjście do knajpy, wspólne z dziećmi znaczy się, z okazji naszej rocznicy ślubu. 27 lat strzeliło, wierzyć mi się nie chce.