na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
środa, 28 maja 2008
Po zebraniu u Młodego:

przyjemne...

"Proszę Pani, gdybym miała syna to życzyłabym sobie, żeby byl tak ułożony i kulturalny jak Pani dziecko. On się zdecydowanie wyróżnia kulturą bycia na tle rozgadanej klasy, a może i nawet szkoły..."

pożyteczne...

No cóż...Na sprawę ocen spuszczam kurtynę milczenia...

(na świadectwie trzy albo i cztery DWÓJE! Skandal...)
wtorek, 27 maja 2008
to temat na osobna notkę...

Młody ma w sierpniu 17 lat, duży facet jest, problemów póki co nie sprawia. Zalogował się na portalu fotka.pl. Zawarł tam jakies znajomości. W sobotę powiedział nam, że umówił się z kolegami, pojechał do WojewódzkiegoMiasta (do tego samego centrum handlowego gdzie czułam się jak sierotka-Marysia, o ironio!) i nie byłoby w tym nic złego, tylko, że już po fakcie powiedział nam, że to byli ludzie podobno grupa 10 osób z tejże fotki. Bo gdyby powiedział to bysmy go nie puścili.
    Nie podoba mi się to, nie wiem co to za ludzie, nie mam nad tym kontroli, nie mam na to wpływu. Wiem, nie mogę miec nad nim kontroli non-stop.
    Oszukał, ale ma rację, chyba bysmy go nie puścili. Przyznał się do oszustwa, sam z siebie. Generalnie to było tak, że zaczęlismy dopytywac z kim bowiem doszlismy do wniosku, że musi nam zostawić namiary na swoich nowych kolegów z klasy, bo ich nie mamy i gdyby się cokolwiek stało to nawet nie wiem gdzie i jakimi śladami, szlakami go szukać. No to nam powiedział, że to nie ludzie z klasy tylko z fotki.
    SZM już mi kiedyś zarzucił, że ja za nim obstaję i że nie powinnam przy Młodym krytykowac SZM. No wiem, ale czasem nawija takie androny, że po prostu nie mogę. Obiecałam sobie, że nie będę i się nie odzywałam, a SZM się rozwijał... Zaczęło się od oszukiwania nas, przez czas wolny spędzany głównie przed kompem, bo brak właściwego zapału (zdaniem SZM, oczywiście) do wodniactwa, a na ocenach i świadectwie się skończyło. Ciężko mi było ale wytrzymałam w milczeniu.
    Zbieram się w sobie do poważnej rozmowy z SZM. Nie wiem z czego wynika jego taki, a nie inny stosunek do Młodego. Mam wrażenie, że on Młodego nie szanuje, wydaje mu się, że postawienie go do pionu to odpowiednie postępowanie. Nie rozmawia z nim, on tylko mówi do niego a to różnica, wielka. A ja boję się, że Młody się zamknie, że stracimy z nim kontakt.
    Każda próba rozmowy z SZM kończy się tym, że SZM twierdzi, że jestem zbyt tolerancyjna i że mu pobłażam, że go faworyzuję. A ja wcale tak nie uważam, i nie mówię tego z przymrużeniem oka, bo bardzo staram się być sprawiedliwa mamą, która nie robi różnic między dziećmi.

I takie to myśli mi chodzą po głowie od soboty...
    Spotkanie klasowe coraz bliżej, a ja dochodze do wniosku, który potwierdza moją bądź co bądź, kobiecość (w którą czasem wątpię i ze świecą jej szukam). Ja nie mam co na siebie włożyć! Przejrzałam szafę. Elegancko, sportowo, na luzie, obojętnie byle oczywiście wyglądac ok. Ok to znaczy mnie ze siedem kilo i 10 lat :-)
    Przytyło mi się i ubranie się nie jest takie proste, bo opina mi się mocno tu i ówdzie, a czego jak czego, ale oponek nie trawię. Dziś mały galopek po kilku butikach, ale to co mi się widziało na wieszaku to na mnie już nie było takie fajne, a poza tym nie jest łatwo w obecnej chwili znależć fajny ciuch w moich ulubionych kolorach. Wszędzie żółcie, zielenie, róże, aż krzyczą te kolory. A ja szukam czerni, bieli, a gdy szaleję to czerwieni, ale to już ekstremum. Trzymam się żelaznej zasady z zeszłego roku jeszcze, że choćby nie wiem co ja tylko te trzy kolory, żeby potem nie było problemu co do czego pasuje lub nie.
    Przelciałam po kilku przymierzalniach, zdołowana wróciłam do domu, wywaliłam szafę w poszukiwaniu kreacji, że może jednak i wkurzona na maxa założyłam sama sobie szlaban na lodówkę (który to już raz). Żeby swoją frustrację spożytkować jakoś sensownie pojechałam z SZM na rowerową wycieczkę. Zrobić rekonesans knajpy, w której się będziemy spotykać. Namachaliśmy się ostro, góry i doliny, w sumie 28 km. Ssie mnie w żołądku, ale kolacji nie zjem, choćby nie wiem co. Muszę wrócić do poprzedniej wagi. nie ma takiej możliwości, żeby nie. Koniec, kropka.
    Nie wymagam od siebie powrotu do formy w tydzień (a szkoda!), ale do wakacji na pewno. Zakładająć, że odrzucam podjadanie, slodycze i posiłki po 18.00, że nie będę się napychać tylko jeść rozsądnie zwracając uwagę na to CO jem, że pozbędę się nawyku - zjem, bo szkoda wyrzucić, to spodziewam się efektu. I obym miała rację!
czwartek, 22 maja 2008
Halo!
...miałam nic nie pisać, nie miałam ochoty, chęci, tematu... ale jak tak powędrowałam sobie po innych znajomych blogach to mi się ciut zachciało :-) Czasem tak jest, że jak się wyżyję w komentarzach to już mi pisania dość, a czasem wcale mi się pisać nie chce.

Dwa tygodnie "zielonej szkoły" Małej przeleciały jak z bicza strzelił. W sobotę wieczorem dziecię moje wraca na łono rodziny. Dobrze jej tam chyba, bo do soboty dzwoniła, a od soboty ciiisza.

Pierwszy raz od kilku już lat nie byliśmy na procesji bożociałowej. Do tej pory chodziliśmy, bo Mała sypała kwiatki. Rok temu zakończyła karierę idąc jako komunistka (u nas komuniści nie sypią), a w tym roku jej nie ma więc w ogóle problem odpada. Pogoda dziś też nie najlepsza. Podobno nad morzem ładnie, SZM widział w wiadomościach słoneczny Gdańsk, więc pewnie mają dzieci ładnie, i niech mają. :-)

Pogodziłam się już z faktem, że do spotkania klasowego jednak nie uda mi się zrzucić kilku kilo więc dla osłody wczoraj wrąbałam pączka i tabliczkę gorzkiej czekolady z orzechami, a dziś 8 sztuk czyli caluteńkie serduszko Ferrero Rocher. Mniam pyszności!
Wczoraj zrobiłam porządek ze zdjęciami. Jakiś czas temu w końcu wywołałam zaległe fotki (prawie 1,5 roku życia w fotkach), ale jakoś nie bylo czasu włożyć ich do albumów. Wczoraj w końcu się dokonało. I jak tak porządkowałam, bo ja oczywiście chronologicznie (:->), to zobaczyłam siebie, jak tyłam i jaka byłam szczuplasta. I chcę z powrotem. Bo się teraz źle czuję. Serio! Tylko na samym chceniu nie może się skończyć. Wiem, temat rzeka, więc koniec.

Im bliżej do spotkania klasowego tym mniej mi się chce. Pisałam już? Jak znam siebie będę potem tydzień albo dwa do tyłu, bo moja chora psyche będzie porównywać mnie i moje życie do koleżanek. Już teraz wiem, że zapewne moja chora psyche uzna, że jednak "one maja lepiej" (cokolwiek by to nie znaczyło, a znaczyc może wiele). Pracuję nad tym, jestem zapobiegliwa i już teraz rozkładam ich losy i swoje na czynniki pierwsze, i obiektywnie mogę powiedzieć, że nie jest źle. Że gdyby liczyć plusy i minusy to wychodzi mi bilans dodatni, ale ja siebie znam... zresztą wiem doskonale że podliczanie i porównywanie dziejów, losów, życiorysów jest bezsensem totalnym, ale tak to bywa na i po spotkaniach klasowych po latach.

SZM chory. Rozbiera go gorączka i za bardzo nie wiem dlaczego. Mówi, że czuje się grypowo, wygląda źle. A ja od czasu mojej pamiętnej grypy w lutym jeszcze chadzam do laryngologa i bynajmniej nie w celach towarzyskich :-) Niestety.

Doszlismy z SZM do wniosku, że bez Małej to smutno nam w domu, pusto. Bo Młody już duży, sam się sobą zajmie, opieki jako takiej nie wymaga, więc problemu praktycznie nie ma żadnego. I tak własnie w tygodniu pojechaliśmy do kina, a co tam, raz się żyje. Pojechaliśmy do ogromnego centrum handlowego, do multipleksu, na komedię romantyczną, polską. Poszliśmy jeszcze coś zjeść. Mówię Wam - prawie randka... :-)

...I wiecie, jak tak sobie czekałam na to jedzenie, siedziałam i obserwowałam te tłumy, tych młodych ludzi to takie przedziwne refleksje mi się nasunęły. Że my, że ja, w tej SypialniMiejskiej znaczy na osiedlu, mieszkam jak na wsi jakiej (pozdro dla Iksińskiej) i pojęcia nie mam co się w świecie dzieje. SZM to co innego, bo do pracy do WojewódzkiegoMiasta jeździ, to obyty w świecie :-) A ludzie chodzą wystrojeni jak z katalogów, obyci w świecie tłumów, sklepów; ja się czułam jak prowincjonalna gęś co to się wyrwała do miasta (bo tak wszak chyba właśnie było!).
...I tak sobie myślę, ja to pól biedy, daję radę, ale czy to nasze Młode dziecko da sobie radę w tym szerokim świecie... Dziecko chce na prawo. Dziecko chce do Krakowa, Katowic albo do Opola. Samo? Tak w świat? Bez mamy, taty i reszty? ...no nie wiem jak ja to przeżyję... Nie potrafię sobie wyobrazić sytuacji gdy on wyfruwa na studia w świat.

Moja praca licencjacka skończona, jeszcze czekam na ostateczne zaklepanie przez panią promotor, ale przygotowane do druku mam wszystko. I idę dalej. Zdecydowanie (znaczy to jest wersja na dziś :->).

No to się naklikałam...

...ktoś tu pisał o braku chęci do pisania?
niedziela, 18 maja 2008
Moja chęć pisania zamiera. Wypisałam się. Nie mam na co narzekać, albo też na wszystko już ponarzekałam, a powtarzać się nie lubię :-) Jakoś tak jest, że jak jest źle to człowiek chce się wyżalić, wyrzucić z siebie złe emocje, usłyszeć, przeczytać dobre słowo. A w moim zyciu nie jest źle. Nie strzelają fajerwerki, ale tak szczerze mówiąc jest OK. Obym tylko w złą godzinę tego nie wyklikała...

Za kilka tygodni czeka mnie spotkanie klasowe 20 lat po maturze. Im bliżej tego terminu, tym mniej chce mi się na nie iść. A poza tym mam do zgubienia jakies 5 kilo :-)

Naszoklasowe życie też umiera. Ludzie już nasycili się odkrywaniem dawno niewidzianych znajomych. Fora pustoszeją, nikt nie wrzuca nowych tematów. Jakość witryny poprawia się, zniknął Pan Gąbka, ale uciekły emocje, ekscytacje związane z poszukiwaniem znajomych z dawnych lat. Mojej pierwszej miłości nie znalazłam do dziś :-) Może to i dobrze... A może umarł, na przykład...

Mała nad morzem. Młody na wyjeździe drużynowym. Zostaliśmy sami. Korzystamy ile wlezie :-) Dziś jeździliśmy po lesie, zbierałam konwalie... Po południu imprezka urodzinowa, rodzinna. Jutro planowalismy kino, rower, ale SZM zabalował mocno i nie wiem w jakiej będzie kondycji :-)

Zastanawiam się co mi dało blogowanie, na co mi to pisanie...?
Mam wrażenie, że właśnie dzięki blogowaniu dojrzałam, dorosłam, uspokoiłam się spojrzałam na siebie, na swoją rodzinę, na matencję i na swoje życie całkiem obiektywnie.
Nauczyłam się oceniać sytuacje z boku, patrzeć na wszystko z chłodną rezerwą.
Dowiedziałam się, że innym też jest źle, że też mają dylematy, problemy, lepsze i gorsze dni.
Zamiera we mnie potrzeba pisania. Nie, nie będę kasować blogów, ani tego ani tamtego utajnionego. Jak znam życie to za jakiś krótszy lub dłuższy czas zachce mi się znowu pisać, albo choć wrzucić jakis tekścik drobny. Poza tym, zaglądam przeciez do znajomych więc nie mogę skasować ścieżek :-) Brzmi to jak pożegnanie, ale to nie ma być, nie jest pożegnanie. To efekt mojego zastanawiania się - po co ja to wszystko piszę...?





środa, 14 maja 2008
Mała nad morzem.
A u mnie - zmęczenie materiału.
Pauza.
czwartek, 08 maja 2008
Zaszalałam dzisiaj.
Fryzjersko.
Ściemniam teraz na maxa.
Albo jeszcze bardziej...



poniedziałek, 05 maja 2008
    Oczywiście z mojego sobotniego siedzenia nie wyniknęło prawie nic konkretnego związanego ze studiowaniem :-) Zrobiłam porządek w zdjęciach w komputerze, nawet dwa wrzuciłam na N-K. Nasłuchałam się muzyki,  naszperałam w necie, napisałam jedną marną pracę i ani się obejrzałam druga w nocy była. No to poszłam spać.

    Dziś w południe zasiadłam i już siłą woli zmusiłam się do myslenia w kierunku studiów. No i dobra, napisałam drugą pracę zaliczeniową. A potem to już wymówki żadnej nie miałam, bo SZM wspierał mnie i co chwila pytał jak mi idzie, to się w końcu zabrałam za ten licencjat. Na chwilę obecną zostało mi napisac zakończenie (wiem, wiem, że to dramat!) i dopieścić edycyjnie, dołożyć focie (bo moja praca z fociami będzie), oświadczenia i załączniki. I gites!

    Rodzinka już w komplecie.
Młody przyjechał zmarznięty, bo się dziś ni stąd ni zowąd ochłodziło i to bardzo. I jeszcze marudzi, że ma zimny spiwór. Może i zimny, bo przecież stary; to jeszcze mój wyjazdowy śpiwór. Dziadka serce ruszyło zasponsoruje mu nowy, dał mi kasiorkę i mam kupić, już teraz, koniecznie, szybko, żeby na najbliższy wyjazd już miał nowy :-) Planowałam co prawda taki zakup na Dzień Dziecka, ale co mi tam.

    Tak bardzo się ochłodziło, że nie pojechaliśmy dziś na rowerach nigdzie. Praktycznie cały dzień przesiedziałam przy tym biurku, pisząc pracę i popijając winko (Kadarka, pychotka!). Wychłeptałam całą butlę, prawie sama.

    Patrzę na tę moją matencję i zastanawiam się czy ja tez taka będę, ile w niej zmian związanych z wiekiem, a ile cech charakteru. Patrzę, słucham, usmiecham się i cierpię w milczeniu, nie komentuję, nie neguję, nie potwierdzam. Słucham. Zawsze to samo. Tematy dyżurne. Ojciec. Co zrobił, co powiedział, co powiedziała ona. Co i gdzie boli, a także jak się czuje. Zazwyczaj źle, bo wtedy mówi. No i włosy, znaczy fryzura. Zapewne przesadzam, zdecydowanie przesadzam, ale coś w tym jest. Samą siebie podziwiam sprzed lat, kiedy miałam z nią zdecydowanie częstszy kontakt, kiedy brałam czynny udział w dyskusjach, przekonywałam, rozmawiałam...

    W dużym pokoju leży już walizka Małej z przygotowanymi rzeczami do wyjazdu. Za tydzień już jej nie będzie :-) Pogoda taka, że spakowałam czapkę, szalik i rękawiczki. Nad kurtką się zastanawiam czy dać zimową czy wystarczy gruba kamizelka :-)

    Jutro niestety do pracy, nawet nie patrzę na zegarek, wolę nie wiedzieć, że jest 2:39...

:-)))
sobota, 03 maja 2008
Ponad 3 godziny jazdy na rowerze.
Blisko 20 km.
Spalonych 2 500 kcal; tak wskazuje mi licznik :-)
Opustoszałe miasto, park i przyległości miejskie, gdzie normalnie się nie chadza, nie zapuszcza w takie rejony w trosce o swoje bezpieczeństwo :-)
A w drodze powrotnej spotkanie z Panem Prezydentem MojegoMiasta.


Obiecałam sobie, że dziś będę pracować nad swoją edukacją studencką. Zobaczymy co z tego wyjdzie :-)))
Długie weekendy powinny zostać zniesione. Serio!
W czwartek z rana pojechalismy w stronę atrakcyjnych turystycznie rejonów. Z rańca gdy jechaliśmy, nawet nie było źle. Jeszcze sobie pomyślałam; proszę, weekend, a korków nie ma. Wracaliśmy w południe, nasza droga, ok, luzy. Natomiast ta prowadząca do tych atrakcyjnych turystycznie rejonów to MASAKRA. Oni nawet nie jechali powoli, oni po prostu STALI!  Na obu pasach i wszystkich po kolei zjazdach. Mówię Wam, MA-SA-KRA!
I wyobrażam sobie teraz, że nawet jak już uda się tym wszystki weekendowym turystom dojechac do celu, to gdziekolwiek pójdą czeka ich inna odmiana drogowego korka czyli kolejka. Tłumy i kolejki do wszystkiego. No trzeba być natchnionym weekendoturystą, żeby jeszcze z tego czerpać przyjemność.
I teraz tak, my znaczy ci, którzy nie wyjechali na cały weekend nawet gdybyśmy chcieli gdzieś wyskoczyć na wycieczkę, to przecaś wpadniemy w te tłumy nieprzebrane i nici z mile spędzonego czasu.
Taka psychoza dlugoweekendowa najpierw była, że chleb, że mięso i kiełbaska na grilla, że zakupy, że piwo. Psychozie zakupowej nie ulegali ci, którzy wyjeżdżali, ale na nich właśnie czekają korki.

A co u nas?
Mała już od dawna planowała, że do matencji na weekend więc dziś ją zawieźlismy, a Młodego też wywieźliśmy na jego własną i osbistę prośbę. Na żagle.
I tym sposobem zostaliśmy sami. Wracając zaliczyliśmy knajpkę w miłym towarzystwie. Jutro planujemy wycieczkę rowerową, oby tylko pogoda dopisała.

Dzisiejszy dzień pracowity, porządki, pranie, prasowanie.
Wkrótce rozpoczniemy etap pakowania.
Najpierw Mała - szkolny wyjazd nad morze.
Potem Młody - Bułgaria.
Potem wszyscy razem - czyli wczasy rodzinne.
I raz jeszcze Młody - obóz żeglarski czyli rejs :-)
I jeszcze gdzies tam po drodze Mała do matencji.

Ani się człowiek obejrzy i wakacje za pasem.