na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
środa, 27 maja 2009
z nerwów nie mogę spać.
Zżera mnie po prostu. Strach, obawa, lęk, złość na samą siebie. a taka byłam mądra, pewna i ciach prach - malutka się zrobiłam, zdrowaśki odmawiam, żeby tylko sprawa przyschła. Sama siebie pocieszam, że nie jest ważna, że nie będą chcieli mnie pognębić, że jestem takim malutkim robaczkiem, nic dla nich nieznaczącym. Bosze, brzmi jakbym zadarła z mafią. Nie, nie to nie to. Oczywiście nie mogę napisac o co chodzi, ale im bardziej o tym myslę, tym bardziej sama się nakręcam.
A sprawa zatacza szerokie kręgi, w mojej wyobraźni baaardzo szerokie, coraz szersze...
I najgorsze jest to, że to nawet nie ja zawiniłam.
Obrzydliwe.
Mam szczerą nadzieję, że za kilka dni, może nawet jutro, będę mogła tu napisać - "ależ napanikowałam'.
Trzymajcie kciuki.
najpierw rodzinnie:

Wczorajsza niepotrzebna ostra dyskusja na temat ocen Młodego. Niepotrzebnie ostra.
Coś mnie tknęło - zajrzałam w sms-y. Wiem, nie powinnam. ale pozwoliło mi to popatrzeć na sprawę z innej perspektywy.
...nie rozumieją mnie, zawsze się czepiają, nie potrafię się z nimi dogadać, pretensje o wszystko, mam już dość i jakieś coś na temat ewentualnej ucieczki...
Włączyła mi się syrena alarmowa. Zimny prysznic.
Problem w tym, że SZM nie rozumie o co chodzi.
Problem w tym, że on (SZM) twierdzi, że ja za bardzo pobłażam.
Problem w tym, że za każdym razem wyrzucam mu (SZM) jego niechlubną przeszłość szkolną.
Problem w tym, że jemu (SZM) się wydaje że ma rację.
Problem w tym, że nawet jeżeli go kocha i jest z niego dumny (a mam nadzieję, że tak właśnie jest) to sam zainteresowany czyli Mlody chyba tego nie wie, nie czuje, nie jest tego pewien.

stał się cud pewnego razu...
dostałam od Młodego upominek. Komplet biżuterii kupiony za ostatnie pieniądze. Naprawdę się bardzo ucieszyłam. Mam jednak wyrzuty sumienia, że właściwie to wyciągnęłam ten prezent dla siebie. I tak źle i tak niedobrze. ciężko mi dogodzić. O moich rozterkach Młody nic nie wie. W ostatniej rozmowie przy okazji jakichś świąt, czy może Dnia Kobiet, kiedy wyjaśniałam mu, że powinno się dbać o swoich bliskich, pamiętać o nich, że to mogą być drozbiazgi, nie liczy się koszt, ważna jest pamięć, sama chęć. A z drugiej strony sama siebie usprawiedliwiam, że przeciez tego chciałam; chciałam żeby pamiętał, czuł że trzeba. Zastanawiam się tylko czy argumentacja była taka jakiej oczekiwałabym, czy fakt, że "trzeba, bo znowu będzie gadanie".

Czy określenie kogoś słowem "cwana" to okreslenie dobre czy złe?
Powinnam się cieszyć czy zmartwić...? Podskórnie się martwię i sama przed soba udaję, że może to mieć pozytywne znaczenie :-)

teraz studencko:
sesja przede mną, wyjazd przede mną.
Korespondencja w sprawach decyzyjnych przybrała ton prawniczych formułek, zaniepokoiło mnie to. źle się z tym czuję.
W jednej sprawie, właściwie dwóch, różnych, zawaliłam - bo zapomniałam, po prostu, ale mam szczerą nadzieję, że konsekwencji nie będzie. Z niepokojem czekam na mailową odpowiedź w jednej i na końcowy efekt w drugiej sprawie. Nie ukrywam, że mnie ta pierwsza sprawa bardzo niepokoi.

i jeszcze pracowo:
totalny brak motywacji i wypalenie
smieszno-dziwne układy i zależności

no i wakacyjnie:
qrcze! euro znowu skacze w górę...

O Młodej/Małej nie pisałam.
Cóż, problemów nie sprawia, więc i tematu nie poruszyłam. Świadectwo z paskiem chyba i cała plejada własnoręcznie zrobionych origamiowych upominków z okazji Dnia Matki.

a odchudzanie?
 - apetyt rośnie, niestety.
Sama siebie ganię, ale pociąg, nałóg do słodkiego jest silniejszy ode mnie. Z naukowego punktu widzenia mogę sobie wytłumaczyc, że to może o magnez chodzi, ale rozum mówi zupełnie cos innego. Czas powiesić szlaban na barku. W przeciwnym wypadku bardzo szybko odrobię te stracone kilogramy.
czwartek, 07 maja 2009
Ni z gruszki, ni z pietruszki wzięło mnie dzisiaj i powstało takie dzieło... rozkosz dla podniebienia. Drożdżowe rogaliki z jabłkiem. Cieplutkie, pachnące, posypane cukrem pudrem. Poezja!

Nie powiem ile zjadłam. Przecież muszę trzymać wagę, prawda?


środa, 06 maja 2009
Rano, po drodze do pracy. Zazwyczaj przechodzę przez osiedlowy skwerek; klombik teraz tulipanowo-bratkowy, obok trawniczki, ławeczki, kosze na śmieci i do tego walające się wokół dowody wieczornych imprez plenerowych na tychże ławeczkach. Dzisiaj rano młody mężczyzna stosownie przyodziany w odblaskową kamizelkę sprzątał ten skwerek. Opróżniał kosze, zamiatał... W pewnym momencie odłożył ogromną miotłę, oparł ją o ławeczkę, ogromny wór na smieci do połowy pełny odstawił na bok, sięgnął do kieszeni i wyciągnął dzwoniący telefon komórkowy. Zaczął rozmowę.
Niby nic dziwnego. Ale długo miałam ten obraz przed oczami.

Jak niewiele czasu potrzeba było by telefonia komórkowa rozprzestrzeniła się wśród nas. Jak bardzo jest już dostępna. Pamiętam czasy gdy biznesmeni (cokolwiek by to słowo wówczas nie znaczyło) szpanowali prowadząc rozmowy przez telefony komórkowe wielkości małej cegłówki.

poniedziałek, 04 maja 2009
Nie lubię przymierzania, szukania i dopasowywania ciuchów. Nie lubię i już.
Ale buty to zupełnie inna historia. Buty to ja mogę zawsze, wszędzie i o każdej porze. Pojechałam załatwić reklamację i tak mimochodem przeleciały mi dwie godziny.
Żeby nie było, że wyszłam z pustymi rękami. Zakupiłam byłam buty do wody, na wakacje :-)

...a w głowie siedzą mi takie jedne. Czerwone baleriny. Może poczekają. Im więcej o nich myślę tym bardziej żałuję że ich nie kupiłam...

a ja ich nawet nie przymierzyłam.
piątek, 01 maja 2009
Ciepło, słonecznie, pogodnie, lekki wietrzyk wieje... żyć, nie umierać. Cudna pogoda.
Dobrze się stalo, że tydzień wcześniej zrobiliśmy sobie odnawianie dużego pokoju, z rozpędu zabralismy się jeszcze za przedpokój. Stoi jeszcze ta skrzynka z malunkami w przedpokoju. Stoi i straszy. SZM i Mlody pojechali na wycieczkę rowerową, nie miałam na nią ani sił, ani ochoty, bo cel i towarzystwo (docelowe) nie nastrajało mnie do niej. Siedzę sobie więc w domciu, obiadek mam z wczoraj, za chwilkę ruszę dupcię i wezmę się za te wszystkie reszteczki pod tytulem, tu domalowac, a tu podkleić, tu jeszcze zetrzeć i takie tam inne.

Wczoraj zaliczyłam wizytę u kosmetyczki, jest to godne odnotowania, ponieważ ostatni raz byłam nim się Mała na świecie pojawiła. Uznałam, że czas zadbać o siebie :-)

W pracy u mnie źle się dzieje, źle się pracuje. Nikt nikogo nie zwalnia, póki co, ale atmosfera jest do bani.


To, że tu nie piszę nie znaczy że do Was nie zaglądam, kochani!