na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
środa, 30 maja 2012
Na prośbę SZM zrejterowałam z dzisiejszego szkolenia, bo to akurat było to mniej dla mnie ważne.
SZM zapowiedział niespodziankę, bardzo był tajemniczy i prosił żebym nie robiła obiadu.
Celebrowaliśmy więc rodzinny obiad w fajnej restauracji.
Jest się z czego cieszyć - awans i podwyżka to zawsze brzmi dobrze, prawda?
wtorek, 29 maja 2012
o czym ja bym tu...?
Moje kolejne babskie spotkanie w stałym gronie zaliczone.
Temat przewodni niezbyt wesoły; pogrzeby, tematy onkologiczne.
Nie zawsze musi być trzpiotowato i beztrosko.
Dzień Matki
zostałam obudzona skoro świt godzina 8.15, bo Mała przygotowała mi tak zwane śniadanie do łózka, zestaw full wypas czyli kolorowe kanapeczki, sałatka z pomidorów, jogurt owocowy i oczywiście moja ukochana kawa (z mlekiem), a potem jeszcze były życzenia i prezent w postaci pachnidełek. Z małego szpiega wyciągnęłam informację, że kupował, wybierał Młody :-)
Wizyty świąteczne u matencji i teściowej zaliczaliśmy w jednym dniu. U matencji bylismy sami, bez rodzeństwa i było ku mojemu zdziwieniu bardzo fajnie, spokojnie, miło, sympatycznie, rodzinnie. Sami byliśmy mile zaskoczeni.
W niedzielę goście u nas, zaproszeni własnoręcznie, na tak zwany odbiór kuchni :-)
W poniedziałek towarzyska wizyta rodzinna, czyli matencja, tatencjusz i dawno niewidziany wujek z daleka.
Od poniedziałku zaczął mi się gorący czas. Teraz mam wszystko naraz: praca, studia, dwa kursy szkoleniowe no i dom.
Przede mną już tylko zajęciowe dni tygodnia i weekendy. Prawie do końca czerwca.
Sama dobrowolnie zrezygnowałam ze spotkania studenckiego. Jakoś tak podskórnie mam obawy, że przesadziłabym jadąc jeszcze do knajpy na to spotkanie, bo i tak mnie w domu prawie nie ma. A po drugie naprawdę wolę pojechać po zajęciach do domu.
Pracowo
Doprawdy sama nie wiem co się stało Niefrasobliwej_Ciotce_Klotce, aż podejrzewam jakiś podstęp z jej strony, ale wzięła się w garść i naprawdę zaczęła mnie szkolić. Nie ma jakiś fantastycznych zdolności, umiejętności pedagogicznych, ale się stara. Inna sprawa, że widzi, że coś już połapałam, że przypominam jej o wielu sprawach, o których ona już zapomniała. I myślę sobie niech pracuje jak najdłużej, byle bym ja wgryzła się w temat. A jak skończę szkolenie przesiadkowe zamierzam poprosić o jakąś drobną podwyżkę...



czwartek, 24 maja 2012
Wczoraj byłam tak potwornie zmęczona, że szczerze powiem przeczytałam dzisiejszy mój tekst o Małej z zaciekawieniem, bo nie pamiętałam go po prostu. I nim nie zaczęłam klikać wydawało mi się, że tyle rzeczy jeszcze mogę dopisać, o tyle cech uzupełnić, a jak już kliknęłam to wszystko mi umknęło.
Jak to wszystkie mamy mają, tak i ja nieba bym moim dzieciom, w tym przecież i Małej, przychyliła i serce mnie boli kiedy pojawiają się jakieś niesnaski koleżeńskie, na które nie bardzo mam wpływ. I sama nie wiem co robić, jak reagować, co powiedzieć, jakiego rozwiązania szukać. Staram się mówić otwartym tekstem, szczerze przede wszystkim, pokazując jej mój punkt widzenia i za każdym razem zapewniając, że się troszczę, martwię, niepokoję i że kocham oczywiście zawsze i mocno. Nawet się licytowałyśmy dawniej, kto kogo kocha mocniej i do anegdot rodzinnych przeszła riposta Małej, że ona dłużej mnie kocha, bo kochała mnie już jak była w moim brzuchu, a ja o niej jeszcze nie wiedziałam :-)

środa, 23 maja 2012
Gimnazjum, I klasa.
Mała chyba teraz przeżywa trudne chwile, zawirowania młodości, burze hormonalne i takie tam inne...
Nie potrafię tak z marszu, z biegu opisać swojej córki...
Bestyjka moja jest mądra, inteligentna, zorganizowana, zdyscyplinowana, odpowiedzialna, rzetelna, skromna, uczciwa, uczuciowa, samodzielna.
Długo bym tak chyba mogła wyliczać.
Na gruncie szkolnym - bez zastrzeżeń. Dziecko uczy się bardzo dobrze, samo pilnuje swoich lekcji, nie mam więc potrzeby zaglądania jej do zeszytów. Przyznam szczerze, że nigdy nie jestem na bieżąco, bo wiem, że mogę sobie na to pozwolić.
Jest zorganizowana, sama pilnuje swoich sprawi interesów, jakie by one nie były :-) Ona zawsze o wszystkim pamięta i wiem, że wystarczy, że powiem jej o czymś raz, a ona będzie o tym pamiętać i na pewno to zrobi, dotrzyma terminu, itp.
Jak każda nastolatka w swoim pokoju ma wokół siebie trochę bałaganu, ale generalnie wiem, że jest raczej porządnicka.
Jest bardzo wrażliwa, uczuciowa, a oczka ma w tak zwanym mokrym miejscu położone. Potrafi zadbać o bliskich robiąc to szczerze i z potrzeby serca, a nie dlatego, że trzeba, czy też tak wypada.
Zawsze pamięta o swoim starszym bracie. Zawsze przy zakupach gdy kupujemy coś dla niej (chipsy, lizak, jogurt, cokolwiek), ona pyta, a co dla Młodego? albo od razu bierze drugą rzecz mówiąc a to dla Młodego. Ja to nazywam "syndromem drugiego dziecka". Ona po prostu zawsze miała brata. A ten brat niestety był jakiś czas (6,5 roku!) jedynakiem i do dzisiaj nie może się przyzwyczaić do faktu, że ma młodszą siostrę, o której wypadałoby pamiętać.
Jeszcze w przedszkolu przejawiała bardzo silne cechy przywódcze. Rządziła dziećmi, rozstawiała je po kątach.
Małe dziewczynki bawiły się w kucyki Pony. Kucyki w zaprzęgu ciągnęły karetę. Jak myślicie kto nimi powoził?
Trzy dziewczynki na morskiej plaży budują zamek. Mała ustala zasady: Ty będziesz kopać, Ty lekko ubijać, a ja kontroluję.
Niejednokrotnie musiałam interweniować, żeby ją troszkę wyciszyć, wyhamować, i sama nie wiem czy dobrze robiłam, bo czasy takie, że chyba lepiej temu co łokciami umie robić sobie miejsce.




pracowo
Niefrasobliwa_Ciotka_Klotka po raz kolejny dzisiaj faktycznie wprowadzała mnie w istotne sprawy firmy. Nie zdarza się to często, więc czuję potrzebę zanotowania tego faktu tutaj :-)
domowo
SZM walczył na rowerze razem z Młodym, a ja cóż... szkoliłam się.



poniedziałek, 21 maja 2012
Spotkanie organizacyjne kursu szkoleniowego zaliczone.
Trochę przeraża mnie tempo narzucone przez prowadzących. Mnie nie zależy na samym papierku, ja jestem żądna wiedzy, prawdziwej rzetelnej wiedzy, popartej praktyką.
Póki co jestem przerażona moim prywatnym grafikiem, w którym oprócz pracy zawodowej przeplatają się dwa regularne stacjonarne szkolenia kursowe i wyjazdowe studia podyplomowe.
SZM powiedział: że tak tylko zapytam czy będziesz miała czas dla nas?
Szczerze powiedziawszy do końca czerwca chyba nie...
Aż się boję...

Bogu dzięki, remont już mam za sobą.
Dzisiaj ekipa zakończyła prace wszelakie :-)
Czas puścić przelew :-(
i znowu tydzień pracowy się zaczyna...
Weekend minął szybko.
W piątek firmowa integracyjna imprezka na świeżym powietrzu, a potem w knajpie. Było miło, sympatycznie, aczkolwiek bez fajerwerków. Zestarzeliśmy się, już nie chce nam się tańcować przy byle okazji :-)
Sobota to najpierw porządki, zakupy, pranie, potem pierwsza w tym roku WYPRAWA ROWEROWA. Wyprawa to nadużycie słowne, bo to tylko taka rozgrzeweczka maleńka była. SZM kondycji nie ma wcale. żal patrzeć jak się chłop męczy. Nie się co dziwić, bo kilosów mu przybyło całe mnóstwo. Ja tez mam ze sobą balast, ale mogłabym jechać razem z nim i jeszcze wokół niego kółka kręcić. Sam widzi, że nie ma żartów. Ostatnim razem też tak było. Ciężkie początki. W dodatku źle sobie ustawił siodełko i obtarł sobie co nie co, więc niedzielną przejażdżkę sobie darowaliśmy.
A wieczorem w sobotę pojechałam z Małą (bo SZM nie chciał) na Noc Muzeów. Zabrałyśmy ze sobą Koleżusię. I to był mój błąd strategiczny. Mała zamiast interesować się tym co ogląda zainteresowana była paplaniem z Koleżusią. Szlag mnie jasny trafiał, ale dusiłam w sobie złość. W pewnym momencie nie zdzierżyłam i szepnęłam tylko Małej, że porozmawiamy sobie z domu. Dzisiaj wywaliłam jej wszystko, co mi leżało na wątrobie.
Nie wiem czy z nerwów czy z nadmiaru wrażeń, emocji, czy też z tej wcześniejszej przejażdżki rowerowej, nabawiłam się wczoraj wieczorem takiej migreny, że miałam poważny problem żeby wrócić w nocy do domu, bo blask światła stopu samochodu przede mną wbijał mi się do środka oka, wwiercał do mózgu. To było okropne. Wróciłam, obłożyłam się żelową maseczką prosto z lodówki i padłam na kanapę bez czucia.
Niedzielę od rana planowaliśmy spędzić aktywnie. Jakie to plany nie były. Rower, wycieczka samochodem, spacer, wypad na działkę do rodziny. Skończyło się (jak zwykle) na siedzeniu w domciu. SZM upichcił obiad na dzisiaj, ja przygotowałam sobie już na jutro, kolejny raz poprzekładałam rzeczy z szuflady na półkę, a potem z powrotem, bo pierwotna wersja była lepsza, zabrałam się za prasowanie, przeżyliśmy odwiedziny teściowej, odbył się tak zwany "odbiór" kuchni, padło kilka pytań, po których ciśnienie wzrosło mi na maxa, ale dałam radę, byłam ponad to. A po ich wyjściu dokończyłam prasowanie i tyle.
Przy prasowaniu oglądałam po raz pierwszy program "Surowi rodzice". Nie zachwycił mnie. Taka telewizyjna papka.
Tydzień zaczyna się ostro, bo już w poniedziałek ruszają zajęcia z drugiego szkolenia. Zazębiły mi się z zajęciami pierwszego szkolenia, ale mam szczerą nadzieję, że zostaną ustalone inne dni. Trzymam za to kciuki.
Za to tydzień kończy się imprezką w babskim gronie. Na szczęście nadchodzący weekend spędzam w domu, a nie na studenckim wyjeździe. Ale sobota to pewnie wędrówka po mamach, a na niedzielę umówieni jesteśmy wstępnie na odwiedziny z cyklu "jak wygląda ta Wasza nowa kuchnia?".
Pracowo
W piątek kiedy Niefrasobliwa_Ciotka_Klotka wróciła po urlopie miałam w pewnym momencie ochotę rozpłakać się z bezsilności. Nie mogę, nie potrafię funkcjonować w takim totalnym chaosie. I wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że będzie to chyba dłużej niż rok. Obym się myliła...
Rozważałam też ewentualną rezygnację z tej przesiadki. Doszłam jednak do wniosku, że póki co niczym nie ryzykuję. Same plusy. Staż na nowym stanowisku leci (bo częściowy glejt już mam). Wszystkiego się uczę, a raczej staram się ogarnąć. Firma płaci za szkolenia, a co będzie w przyszłości się okaże. Mam szczerą nadzieję, że na tym rozpoczynającym się jutro szkoleniu nauczę się wszystkiego co powinnam wiedzieć. Bo póki co N_C_K robi wszystko (nie wiem czy świadomie, czy też nie, nie wnikam), żeby mi jak najbardziej zagmatwać wszystko. Jeżeli cokolwiek można pokazywac i tłumaczyć jak najmniej wyjaśniając, i to wszystko od końca, to ona właśnie tak robi.

...rozpisałam się na temat tej baby i nie zdążyłam opublikować przed północą, ech...

piątek, 18 maja 2012
...szukam i szukam fotek mojej kuchni sprzed remontu i znalazłam tylko jakieś zabytki, ale niech będą, w końcu do marca 2012 aż tak wiele się nie zmieniało :-)
Tak wyglądało od strony przedpokoju, ta fotka jest z 2009 roku:



Gdyby ktoś z Was nie zauważył to dodam, że kuchnia jest wąska, długa, ma się wrażenie, że koniec jest tam gdzieś daleko, a lodówka stoi w najmniej odpowiednim miejscu, prawie na środku. Zresztą plan sytuacyjny był w tamtym wpisie :-)
Teraz to już historia :-)))


super-szuflady



i moje/nasze ukochane cargo :-)

Zdjęcia całości nie ma celowo :-)
...będzie później, jak wszystko już będzie w komplecie i jak już za meble zapłacimy :-)))



wtorek, 15 maja 2012
o czym to ja miałam...?
że cały czas pamiętam o fociach kuchennych, ale jakoś się nie składa...
że na świetnym filmie byłam, który polecam z całego serca! Tak wspaniale doładowuje emocjonalnie, że chciałoby się go obejrzeć po raz drugi.
że ciężko mi przywyknąć do pracy po tak długim urlopie,
że czas pędzi jak szalony
że nie wiem czy sobie na głowę zbyt wiele nie wzięłam
że znowu mam chwile zwątpienia czy dobrze robię przyjmując ofertę przesiadki w pracy, ale z drugiej strony... Tak, wiem, znowu marudzę.
że nie potrafię jakoś skupić się na tym wpisie...
że lista rzeczy do zrobienia, zakończenia remontu jest coraz krótsza, ale to co zostało to już chyba się nie doczeka realizacji :-)
poremontowo
chciałam do poremontowych doświadczeń dodać, już z pozycji użytkownika, że:
zmywarka pracuje mega-cicho w porównaniu do starej. Zwracałam przy zakupie uwagę na to, by można było ją nastawiać z wyprzedzeniem czasowym (starej nie włączałam późnym wieczorem, bo chodziła jak czołg), ale po pierwszym uruchomieniu kiedy okazało się, że ona pracuje "szeptem" już wiem, że raczej tej funkcji zbyt często używać nie będę :-) Trudno mi przestawić się na inny sposób pakowania. Każdorazowo obiecuję sobie, że obejrzę na stronie jakąś instrukcję pakowania, o której czytałam w instrukcji papierowej, ale na zamiarach się kończy.
Jeśli zaś idzie o kuchenkę gazową - dzisiaj kiedy wykipiał mi z lekka biały barszczyk doceniłam fakt, że każdy palnik ma osobne ruszta, bo ten jeden sobie czyściłam, a reszta nadal pracowała. Czarna szklana płyta troszkę mnie drażni, ale niklowana też wymagałaby czyszczenia, tak się pocieszam.
Zlewozmywak ma komorę jedną, ale zdecydowanie większą i głębszą niż stary i to mi ułatwia życie, zwłaszcza przy dużych garach :-)
Z szafek, mebli, szafki typu cargo jestem zadowolona niezmiernie i wciąż :-) Co chwilę jeszcze wędruję z różnymi rzeczami po różnych szafkach, półkach i szufladach poszukując najlepszego rozwiązania, ale myślę, że wkrótce się ten przemarsz logistyczny zakończy.
Dzisiaj chyba pierwszy raz zabrałam się tak na poważnie za gotowanie w szerszym aspekcie. Biały barszcz z jajkiem. Naleśniki. I już na jutro jednocześnie gotowałam wielki szybkowar jarzynowej (może wystarczy na dwa dni?) i marchewka z groszkiem do drugiego.
Od tygodnia SZM usiłuje dietować w swoim stylu. Mówi że lepiej się czuje. Luźniej :-)
Mnie poremontowo ubyło 3 kg i bardzo bym chciała, żeby to był początek...
sobota, 12 maja 2012
Torba stoi i czeka, już powrzucałam do niej ekwipunek niezbędny do przeżycia uczelnianego weekendu. Za chwilunię wskoczę do wanny, strzelę sobie szybki prysznic i do łóżka biegusiem, biegusiem, bo rano skoro świt trzeba wstawać i jechać po wiedzę... 
 
1 , 2