na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
piątek, 31 maja 2013

...i jeszcze ciutek z serii Anonimka teściowa:-)

Jestem pod wrażeniem faktu, że to przyszedł już ten czas kiedy to Młody przedstawia nam sympatię, dziewczynę. Myślę, że skoro zdecydował się na taki krok to uznał, że warto. I przyznam szczerze, że bardzo pozytywne wrażenie na mnie zrobiła ta dziewczyna. Wie czego chce, otwarta, miła, sympatyczna, normalna po prostu. Obawiałam się w głębi duszy, żeby nie okazało się, że to jakaś plastikowa Barbie, albo inny hardcore, ale widzę, że Młody ma dobre priorytety. Jak sam powiedział, fajne jest w niej to, że jest taka normalna.
Podświadomie póki co chciałabym, żeby to była właśnie ta, bo wrażenie zrobiła dobre i nawet jeżeli okaże się, że określenie "wie czego chce" oznacza, że dominuje, to może to i dobrze, bo Młody jakoś nie sprawia na mnie wrażenia typowego samca alfa i chyba potrzebuje kogoś kto przejmie stery (te, które do tej pory trzyma troskliwa anonimowa mamusia).
A może to tylko moje wrażenie...
czwartek, 30 maja 2013
wpis z cyklu - Anonimka teściowa :-)
czyli pierwsza wizyta zaliczona. Z racji święta i okoliczności naszej Parafialnej_Osiedlowej_Sypialni zaprosiliśmy dziewczę na obiad.  Pierwsze wrażenie, jak sama nazwa wskazuje, robi się tylko raz. Jest OK. I wygląd, i na pierwszy rzut oka psyche :-) Tak stwierdziliśmy zgodnie z SZM.
Pierwsze wrażenie całkowicie pozytywne.
wtorek, 28 maja 2013
Mój domowy Dzień Mamy to było wypasione śniadanko przygotowane przez pociechy. Pyszne wiosenne kanapeczki Małej i własnoręcznie przygotowane omlety Młodego. Mniam! Rzuciłam nawet postulatem, żeby to już była taka tradycja niedzielna, ale jakoś się chyba nie przejęli... :-)

W pracy mam dobrą passę. Wiem co robię. Od czasu do czasu ogarnia mnie lekka panika kiedy dzieje się coś, co komplikuje normę i nie bardzo wiem gdzie szukać, jak działać. Ale póki co jestem z siebie zadowolona. Inna sprawa, że podczas nieobecności N_C_K pracuje się spokojniej, bez trajkotu nad uchem.
Dylematy towarzyskie się pojawiają, ale staram się nie przejmować. Bo dotychczasowe kumpelstwo pracowe zarzuca mi, że nie mam dla nich czasu, a ja po prostu go nie mam. Dochodzi do tego, że głupio mi, że tak pilnie pracuję i czasu dla nich nie mam :-) A ja lubię miec zrobione od A do Z, a że to dla mnie nowości to zabiera mi to więcej czasu niż N_C_K. Poza tym ona znowu tak wiele to nie robi, bo to ja ogarniam i nadrabiam zaległości. Ech. Wiem, mam robić swoje i się nie przejmować, ale tak się nie da.

Leje i leje. Pogoda obrzydliwa, a ja właśnie zrobiłam pranie i czeka ono w pralce na powieszenie. Będzie się kisić jak nic.

Mała po zabiegu dzisiaj została skontrolowana. Podobno jest OK. Pożyjemy, zobaczymy.

Tyle razy obiecuję sobie powrzucać jakieś fotki, ale czasu brak.
Nawet nie obiecuję więc.

Zdrowotnie matencja i tatencjusz podupadają. Ciśnienie bardzo wysokie. Zapalenie żył u matencji. Złe samopoczucie i wysokie (70) OB u tatencjusza. Zawsze tak mam, że jak coś z nimi nie tak to śni mi się strasznie ciemna woda, błoto, bajoro, albo maleńkie dziecko, matencja w ciąży itp. Niby nie wierzę w takie coś, ale coś jest chyba na rzeczy, bo to nie pierwszy raz kiedy się budzę i aż boję się tego dnia, który się właśnie zaczyna.


poniedziałek, 27 maja 2013
dziś pozytywnie:-)

domowo
Młody chce nam przedstawić koleżankę. To znaczy, że coś jest na rzeczy, jak sam przyznał od dwóch tygodni:-)

pracowo
N_C_K nieobecna i pracowałam sama. Zrobiłam sporo i sama z siebie byłam/jestem dumna. Jutro niestety N_C_K wraca więc wracamy do rzeczywistości.


sobota, 25 maja 2013
Dzień matki u teściowej zaliczony/
I naprawdę było fajnie, miło i sympatycznie. I bynajmniej nie była to zasługa teściowej, tylko SZM-owej siostruni jednej, i to niekoniecznie tej bardziej lubianej. Odśpiewaliśmy spontanicznie wiele piosenek o mamie, albo z mamą w tle, albo niezwiązanych z tematem, ale przerobionych na potrzeby chwili i dnia. I serio mówię, że było zabawnie, wesoło i sympatycznie. Aż mi żal, bo wiem, że matencji tak nie będzie.
Jutro świętujemy u matencji i już dzisiaj mogę powiedziec, że tak wesoło to nie będzie na pewno. Czego szczerze żałuję.



wtorek, 21 maja 2013
Zabieg mamy już za sobą. Obyło się bez zbędnych sensacji. Mała dzielna jest po prostu. Dla mnie trochę stresu było i pewnie dlatego teraz mi się oczy same zamykają.
Wczorajsze spotkanie dawnych koleżanek studentek obfitowało w niespodziewajki typu "k...a! będę babcią!". Nie dość że to po pierwsze primo nieplanowana ciąża, po drugie przyszła mama bardzo młoda, a po trzecie - partner jakby troszkę z innej bajki, to jeszcze pełna agresja na linii matka-córka. Jedna zawzięta, a druga też nie popuści. Bogu dzięki obce są mi klimaty tego typu rozgrywek personalnych i rodzinnych. Żal mi jednej i drugiej strony.
- - -
Jedni tacy od kilku lat jadąc na wakacje pożyczają od nas nazwijmy to sprzęt wczasowy. Wartość tego sprzętu to ok. 50-100zł więc nie jakiś tam mega majątek. Trochę mnie to denerwuje, bo skoro po raz kolejny wiedzą, że będą tego potrzebować, uważam, że powinni postarać się i zaopatrzyć, a nie bazować na pożyczkach.
I teraz czekam kiedy padnie pytanie znanej mi treści...
Macie jakieś pomysły na sensowną wymówkę?

poniedziałek, 20 maja 2013
Chciałoby się rzec nie dzieje się nic.
Zawsze jednak coś się dzieje. Raz coś jest większe, a raz mniejsze. Ot takie życie.
Matencja póki co OK. Jej wcześniejsze sensacje to skoki ciśnienia, krwotok z nosa, a potem nieprawidłowe EKG i podejrzenie zawału serca. Jak już pisałam na szczęście hospitalizacji nie wymagała. A teraz póki co jest OK. Przypuszczam, że przydługie odwiedziny najpierw siostruni matencji, a zaraz potem niespodziankowy przyjazd siostruni tatencjusza, przyczyniły się do tych skoków. Bo jak mawia tatencjusz: "gość jest dobry rzadko i krótko". I tej wersji będę się trzymać :-)
Pracowo u mnie niby bez zmian. Co jakiś czas słyszę z ust dyrekcji, że chcą, żebym to ja się tym zajęła, żebym to ja pilotowała, żeby to była moja działka, a nie N_C_K. I z jednej strony to fajne, ale z drugiej uciążliwe. Bo ja tam jestem raczej na występach gościnnych, wpadam i nie bardzo wiem w co ręce włożyć, żeby zrobić wszystko i mieć zapięte na ostatni guzik, bez specjalnych komentarzy, gderania i narzekania, że się nie da, że roboty wiele, że to śmo i owo. A N_C_K nie dość, że zaczyna od biadolenia to jeszcze robi tylko tyle ile naprawdę musi. Ale nic to. Dam radę. Zacisnę zęby, policzę do 10-ciu, pooddycham głęboko. Będzie dobrze.
Pracowo u SZM chyba już spokojniej. Przynajmniej w temacie jego osoby. W każdym razie urlop możemy planować. Tyle tylko, że sami nie mamy pomysłu na te wakacje.
Młody cały czas spotyka się z taką jedną koleżanką N., która póki co nie została nam jeszcze przedstawiona, ale jak widzę coś mu się z tego klaruje. Może w końcu trafił na swoją połówkę.
I tak najpierw się martwiłam, że jej nie ma, a teraz dumam czy dobrze trafił.
Nie wiem co z niego za student. Więcej czasu spędza w domu niż na uczelni. Niby to ostatni rok licencjata na dobrej publicznej uczelni, ale z tego co inni rodzice opowiadają, to reszta goni w piętkę, a nasze dziecko ma na wszystko czas. SZM dzisiaj doszedł do wniosku, że pewnie poszedł po najmniejszej linii oporu i podszedł do tematu minimalistycznie, robi tyle tylko co musi, bo mu się wydaje, że jak powie, że nazywa się Młody Anonimski to praca, dobra stała posada sama do niego przyjdzie. Już się nie wypowiadam w tej kwestii, bo sama nie wiem co myśleć.
Mała jutro ma zaplanowany zabieg chirurgiczny. Chirurgia jednego dnia, ale znieczulenie pełne. I dopiero teraz mnie stres zżera i denerwuję się czy aby na pewno wszystko będzie OK. Trzymajcie proszę kciuki.
Serialowo podgoniłam sobie kolejno Prawo Agaty, Przyjaciółki, Lekarzy i teraz jestem na bieżąco. A te obecne sezony jakoś teraz się kończą. Stopniowo nadrabiam zaległości w Ranczo, które oglądam z prawdziwą przyjemnością.
Obiecuję sobie dooglądać ambitne kinowe polskie filmy, ale póki co zrobiło się ze mnie serialowe zwierzę. Wygodne zwierzę, bo zdecydowanie wolę oglądać za jednym zamachem kilka odcinków jakiegoś serialu w internecie niz polowac na odcinek w TV. Oglądam wtedy kiedy JA chcę i kiedy MNIE pasuje, a nie wtedy gdy każe mi ramówka telewizyjna.
Tragedia ludzka, na szczęście odległa. Dawny daleki kolega z pracy popełnił samobójstwo. A wydawał się taki silny. Nie przypuszczałabym, że będzie zdolny do takiego kroku.
Czy samobójstwo to siła i determinacja czy może strach i słabość...?
czwartek, 16 maja 2013
Wyniki OK. Bogu dzięki.
Wracam do w pełni pozytywnego myślenia.
Za trzymanie kciuków serdecznie dziękuję :-)

Wyjazd rekreacyjny w góry zaliczony. Pogoda była prześliczna wbrew temu co zostawiliśmy w domu. Fotki może później.

Matencja po dwóch incydentach szpitalnych a dokładniej rzecz biorąc - izbach przyjęć. Na razie póki co nie jest źle, bo do szpitala nie przyjęli.

Mała zerwała z chłopakiem, o którym mi wcześniej opowiadała. Jak sama powiedziała, nie chciałam go oszukiwać, a to nie było "to". Brzmi dorośle, co nie?

Młody coś tam kombinuje z jedną taką laska, może co mu z tego wyjdzie. Póki co to wciąż tylko koleżanka :-)))

Rowery nadal w piwnicy.

Temat wczasów na razie zamknięty. Przeczekamy rewolucję w firmie SZM i wtedy jak wszystko pójdzie po naszej myśli zaczniemy myśleć o urlopowaniu.

i tyle...




czwartek, 09 maja 2013
Specjalistyczne badanie już za mną. W przyszłym tygodniu wyniki. Przeraziła mnie ilość pacjentów w Instytucie. Patrzyłam na nich wszystkich i doskonale zdawałam sobie sprawę z faktu, że skoro przyjechali akurat tam to mają naprawdę ważny powód. Jakoś tak podskórnie podchodzę do tematu na zasadzie "mnie to nie dotyczy, bo ja tu tylko na chwilkę". Obym się nie myliła.
Cały ceremoniał badania rozpoczął się od testu ciążowego. Pierwszy raz w życiu robiłam sobie test ciążowy. Przy wykonywaniu tego testu wpadła mi do głowy myśl - a co będzie jak się właśnie teraz dowiem, że jestem w ciąży?
*
Dzisiejsza rozmowa szefostwem zostawiła mi w głowie zdziwienie i lekki szok. No i niepokój.
*
Wizyta u fryzjera zaliczona. Efekt zmiany fryzury jest. Na razie mam na głowie wersję tak zwaną uładzoną, żeby nie powiedzieć ulizaną. Rano umyję włosy i dopiero wtedy się okaże czy te włosy są dobrze ścięte.
*
A propos dietowania - wczoraj rano przed badaniem zdecydowałam się na słodką nagrodę za wytrwałość, a poza tym uznałam, że jak się okaże że jednak tego raka mam, to sobie jeszcze przynajmniej pojem smacznie i słodko, poczęstowałam się więc porcją, a nawet dwiema, pysznego ciasta, które czekało aż je dzieci zjedzą. A dzisiaj do kompletu wrąbałam 3 kostki (ostatnie) ptasiego mleczka i chyba 4 albo 5 mini batoników a'la Snickers. Popijam to wszystko drinkiem z sokiem i póki co nie mam wyrzutów sumienia. Rano dzisiaj waga wciąż jeszcze wskazywała "minus".
Zrzucone 5 kilogramów.
*
...


poniedziałek, 06 maja 2013
Tyle gadania, czekania i już po weekendzie majowym, tak zwanym długim. Nie żebym tak bardzo planowała, ale czekałam na WOLNE :-)
Nie mogę napisać jak to aktywnie spędzaliśmy ten wolny czas i jakoś mi nawet nie jest żal :-) Zaliczamy wspólnie oglądanie jednego takiego serialu. Nadal, ciągle i wciąż, bo serial długi. Zważywszy na okoliczności przyrody w postaci kiepskiej pogody to chyba jesteśmy usprawiedliwieni aktywnością kanapowo-pilotową. Zaliczyliśmy też wizytę towarzyską, nieco odległą więc noclegową. A na sam już prawie koniec weekendowania - imprezę rodzinną i jeszcze dzisiaj wizytę u matencji.
*
Ja to sobie potrafię uprzykrzyć życie wydumanymi wyrzutami sumienia. Jak zwykle.
Do matencji zjechała w odwiedziny cioteczka. Jak tradycja nakazuje, nasza rodzinna tradycja narzucona niejako przez matencję, każdy gość rodzinny odprawia pielgrzymkę towarzyską czyli przyjeżdża do matencji, a potem w towarzystwie matencji odwiedza jej dzieci czyli moje rodzeństwo i mnie. I tak od lat. Szlag jasny mnie trafia, bo gości jest sporo, bywają często i nie zawsze mi to pasi, nie zawsze mi się chce, a ponadto kto powiedział, że gość musi być zawsze razem z matencją? No, ale to szczegół. Rodzeństwo moje ostatnio wyrwało się spod tego terroru, żyje własnym życiem, nie daje się i chyba im tego trochę zazdroszczę, ale mam wrażenie, że czasem myli im się zdrowy egoizm z obcesowością. A może to ja jestem przewrażliwiona, nie wiem.
Cioteczka do matencji zjechała w poniedziałek. O czym matencja nie omieszkała mnie uroczyście i oficjalnie poinformować. W poniedziałek chłopaki cierpieli na sensacje chorobowe. We wtorek po pracy zaliczaliśmy zakupy przedweekendowe i domowe. Młody już wyzdrowiony, wyruszył był w świat w środę, a po południu, przyznaję się bez bicia, bezczelnie skłamałam do słuchawki, że wychodzimy do znajomych (a zaoglądywaliśmy się w serialu i najmniejszej ochoty na jakiekolwiek odwiedziny nie mieliśmy). W czwartek ku mojemu zdziwieniu matencja nie zadzwoniła. W piątek pojechaliśmy z wizytą towarzyską do znajomych więc nas nie było w domu, a w sobotę spotkaliśmy się z matencja i z jej gościem na imprezie rodzinnej u rodzeństwa. I tak zeszło. A ja oczywiście z mega-wyrzutami sumienia z cyklu jaka to ze mnie wyrodna córka, bo przecież powinnam inaczej. W wyniku sobotniej gry słownej i tak zwanej towarzyskiej (Anonimko zajrzyjcie do nas jutro. To ja zapraszam przyjedźcie do nas z ciocią. Ale dlaczego nie chcecie? Dobrze, przyjedziemy. O!Zdzwionko!?), zamiast oni do mnie to ja do nich pojechałam dzisiaj. SZM powiedział mi, że nie jedzie bo nie ma z nimi o czym gadać. Młody dopiero co wrócił ze swoich wojaży więc nie był brany pod uwagę. Wzięłam więc ze sobą Małą obiecując sobie w duchu, że w przyszłości do teściowej też bez specjalnej okazji już nie pojadę, bo przecież też z nią nie mam o czym rozmawiać (tak jakbym nie wiem ile bez okazji jeździła, he he, i ileż to razy juz sobie tak obiecywałam, hue, hue).
*
Dochodzę też do wniosku, że zdecydowanie jednak się starzeję. Albo jestem niedostosowana, tudzież niewystarczająco dostosowana społecznie. Bosze, tylko ja wiem jak bardzo się męczyłam na tej imprezie rodzinnej towarzyskiej.
Ona_jedna_taka do mnie coś mówi i mówi, opowiada z przejęciem, zacięciem, a ja potakuję, słucham, robię miny i w duchu błagam żeby tylko nie wymagała z mojej strony dłuższych wypowiedzi, bo przecież pojęcia nie mam co ta kobieta do mnie mówi, ale skoro tak jej się dobrze gada to niech nawija, co mi tam.
Szlag jasny mnie trafiał w środku jak patrzyłam na zachowanie DrugiejPołowy mojego Rodzeństwa. Usiłowałam zachować spokój, ale tym razem zachowując po prostu wymowne milczenie, bo już mi się po prostu nie chce niezauważać i jeszcze robić dobrej miny do takiej gry. Zbyt leniwa się stałam.
No i do tego to moje zboczenie pod tytułem porównywanie z innymi, a konkretnie to w tym wypadku z Rodzeństwem moim własnym osobistym i jego rodziną. Nie wiem czy to nie przemawia przeze mnie zwykła ludzka zazdrość, a nie jakieś tam dumki psychologiczne. I dzisiaj jestem w takim nastroju, że śmiem twierdzić, że to zdecydowanie zazdrość. Nie zazdroszczę konkretu, ale z jednej strony żal mi, że nie jestem taka, siaka owaka, że nie mam tego śmego i owego, ale z drugiej strony Bogu dziękuję, że jestem właśnie taka jaka jestem. Czy to powinno się leczyć? :-)
I w dyskusjach z SZM też odpuszczam, nie chce mi się dyskutować, bronić zdania, opinii. Szkoda mi nerwów, emocji i czasu. Bo po co? Nie przyklaskuję temu, co on mówi, ja po prostu szybko krótko ucinam dyskusję jakimś sloganem, stwierdzeniem, że może i tak, albo może i nie, albo że nie wiem, nie jestem pewna i nie daję możliwości brnięcia w dalsze dysputy. Czasem mam wrażenie, że SZM wyczuwa, ale może tak mi się tylko zdaje.
*
Dojrzałam do wizyty u fryzjera. Jeszcze tylko muszę dojechać. Bo teraz jeżdżę do jednej takie pani do innego miasta, ale bliziuteńko. Tym razem zdecydowanie już nie zapuszczam. Marzy mi się taki efekt:

ale ponieważ włosów mam dużo i są puchate pewnie będzie to wyglądać z lekka inaczej.

Ale też mi się podoba :-)