na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
niedziela, 25 maja 2014
Notka z komorki pisana ciemną nocką niestety, bo nijak nie potrafię przejść do porządku dziennego nad faktem, że nie ma już mojego starego punktu dowodzenia. I sama sobie te krzywdę uczynilam... Depresja mnie jakas ogarnia. Nic mi się nie chce. Nawet wakacji. A jak pomyśle, że trzeba ruszyć w rajd po sklepach meblowych żeby coś do naszego pseudo-salonu znaleźć to już w ogóle wpadam w centralna czarną dziurę. Nie biegam. Nic. Czarną d....a mówię wam. Na własne życzenie. PS Czarną dziura to było - żeby nie było niedomówień. Pozdro!
środa, 21 maja 2014

I już po przemeblowaniu...
Szafa stoi, ciuchy rozmieszczone. Ale czy na pewno mamy więcej miejsca? Sama nie wiem... Żal mi tej mojej dziupli, którą miałam. Zostawiłam sobie namiastkę, czyli w szafie miejsce na lapka, ale to już nie to samo, a poza tym do lapka się trzeba przyuczyć, bo i klawiatura inna, i system operacyjny nie taki i w ogóle inaczej... Teraz nadaję jeszcze z pracy, bo N_C_K sobie już poszła do domciu więc mogę sobie pozwolić na chwilkę wytchnienia nim pójdę do domu.
A w domu przewróciłam do góry nogami wszystkie szafki i szafeczki, wyrzuciłam masę rzeczy, które do tej pory mimo moich nieustannych remanentów jeszcze się uchowały w czeluściach szaf. Wychodzę z założenia, że jeżeli nie potrzebowałam czegoś przez rok to na pewno nie jest mi to potrzebne. Na ogół wywalam, a zaraz potem okazuje się, że tego potrzebuję :-0 Ale nie lubię obrastania rzeczami więc działam wciąż i wciąż. Czasem mam wrażenie, że moje życie składa się z samych remanentów szafowych :-) Wy też tak macie?

niedziela, 18 maja 2014

Bieganie
Z założenia chcę biegać 4 razy w tygodniu, bo po pierwsze nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu, a po drugie nie dam rady czasowo. Liczy się jednak chęć i efekt choćby drobny więc jest OK. Lepiej troszkę niż wcale.

Zmiany meblowe
będą i to dosyć istotne, sama nie wiem czy dobrze na tym wyjdę, czas pokaże. Tak w ogóle to szykujemy się do wymiany mebli w tak zwanym dużym pokoju, czy też salonie jak mówią inni. Dla nas to duży pokój :-) Meble niestety swoje latka już mają i niestety to widać. Do tej zmiany szykujemy się już od jakiegoś czasu, bo plan jest falowy i powiązany z innym pomieszczeniem w naszym mieszkaniu.
Mamy w domu jeden maleńki pokoik, na dzień dzisiejszy mój punkt dowodzenia. Wymiary mikroskopijne; prostokąt, który na krótszych bokach ma drzwi wejściowe i drzwi balkonowe, a na tych niby dłuższych ścianach po jednej stronie dwie niskie szafki/komody i kaloryfer, a po drugiej biurko z kompem, nieco wyższa szafka/komoda i miejsce na odkurzacz.
Wymyśliłam, że w dużym pokoju chcę mieć więcej przestrzeni, a przecież rzeczy trzymać gdzieś trzeba. Wydumałam, że likwidując biurko komputerowe i rezygnując ze stacjonarnego komputera na rzecz laptopa, wykorzystam jedną ze ścian na szafę wnękową. Najpierw trzeba było jednak zakupić laptop, by móc brać pod uwagę rezygnację ze stacjonarnego kompa.  Z zakupem laptopa SZM nie miał żadnego problemu. Problem mam ja, żeby się do niego przesiąść. Bo ja jestem tradycjonalista, który lubi klawiaturkę, myszkę i nie lubię zmian w tej kwestii. W końcu jednak się poddam, bo będzie coś za coś.
Planuję więc w tym maleńkim pokoiku mieć na jednaj ścianie szafę wnękową, a na drugiej te dotychczasowe szafki/komody. W ten sposób pokoik stanie się jakimś rodzajem garderoby. Zyskamy kupę miejsca do przechowywania.
Potem jak już się zagospodarujemy, pochowamy wszystko, chwilkę pożyjemy z tą z szafą i zobaczymy jak się ona sprawuje, czego nam jeszcze trzeba itp. i dopiero wówczas zaczniemy rozpatrywać kwestię wymiany mebli w dużym pokoju.
I właśnie jutro z rana zapukają do nas fachmani od szafy. Czyli dzisiaj muszę się pożegnać ze stacjonarnym kompusiem, z którego do tej pory nadawałam. Kompusia przygarnie Młody, który go rozparceluje i wzbogaci swojego stacjonarnego staruszka.
Sama jestem ciekawa efektów tego przemeblowania, bo podchodziłam do tego jak do jeża. Po prostu zwyczajnie w świecie nie chciało mi się tych zmian.

Filmowo
Zaliczyłam przez weekend moim zdaniem świetny polski serial. "Krew z krwi" z Agatą Kuleszą w głównej roli. Raptem 8 odcinków. Szczerze polecam, bo warto.
Bardzo chciałabym zobaczyć "Powstanie warszawskie". Muszę namówić SZM na rodzinne wyjście do kina, bo moim zdaniem Mała też powinna to zobaczyć.

 

 

piątek, 16 maja 2014

Do tego mojego biegania to muszę podejść zdecydowanie bardziej logistycznie.
Sporo wysiłku kosztuje mnie organizacja czasu. Po pracy to wiadomo, że raczej do domu. Po drodze jakieś szybkie zakupy i wio do kuchni szybko coś upichcić, bo już wiem, że z pełnym brzuchem źle mi się biegnie. Więc pichcę, by tuż przed przyjściem SZM z pracy, z obiadem być już w blokach startowych. Po obiedzie i w tak zwanym międzyczasie na szybciora cokolwiek zrobić w domu i około 19.00 móc wystartować ze świadomością, że jak wrócę to już bez chęci do jakiegokolwiek działania. Bo potem to już tylko prysznic i odpoczynek. Jak widać sporo czasu mi po prostu umyka.
Dzisiaj kiedy szykowaliśmy nasz pokoik do akcji poniedziałkowej sama doszłam do wniosku, że po prostu nie dam rady czasowo wykroić 30 minut akurat w okolicach 19.00. A szkoda, bo akurat deszcz zrobił sobie przerwę.
Jutro - spotkanko w moim pracowym towarzystwie, więc też raczej nie pobiegam, no chyba że rano, ale czy będę mieć potem siłę by przeżyć ten dzień do końca... :-)
W niedzielę - zobaczymy czy pogoda pozwoli.
Natomiast w poniedziałek - po pierwsze, zaplanowana akcja pod nazwą "zmiana w pokoiku", a po drugie - moje spotkanko ex-studentek.

:(

 

 

czwartek, 15 maja 2014

Zimno, wieje, leje... Nie poszłam biegać. Niby mogłam, bo co tam deszcz, przecież się nie rozpuszczę, ale wróciłyśmy z Małą z jej zajęć dosyć późno, Mała siadała do lekcji, więc biegać nie mogla, a mnie po prostu było zimno i do tego ta pogoda no i zostałam w domu. I trochę sama na siebie jestem o to zła. Bo nie dość, że zostałam to jeszcze podjadłam nieco. Ech...

Młody obroniony licencjacko. Nie ma fajerwerków i wodotrysków, jest tylko uczucie pod tytułem "no, nareszcie!".

Od dzisiaj znowu mamy ciepłe kaloryfery i to bardzo dobrze, bo w domu już było zimno i mokro.

Czy ja pisałam, że w nocy z pon. na wt. zaliczyłam ekspresową wizytę u matencji, przyjazd pogotowia a potem jeszcze wycieczkę na izbę przyjęć w szpitalu i powrót do domu jakoś przed trzecią nad ranem? Nie pisałam, to już wyjaśniam genezę tych nocnych atrakcji. Jak późno w nocy dzwoni domowy to już czuję, że nie dzwoni z błahego powodu. Tym razem kolejny krwotok z nosa matencji...

Jutro moje dotychczasowe stanowisko blogo-dowodzenia ulegnie planowanej destrukcji. Szykujemy się do nie tak znowu drobnej zmiany w wystroju tego pokoiku. Jutro przygotowania do akcji właściwej. Akcja właściwa w poniedziałek. A potem już tylko posprzątać :-)
Się będzie działo...

środa, 14 maja 2014

Odpowiadając na pytanie Iksińskiej - nie dam rady namówić SZM, bo po pierwsze to on nie chce, po drugie to ma zbyt dużą masę i zrąbałby sobie kolana, a może i nawet za bardzo obciążył serce. Odgraża się, że zacznie jeździć na rowerze. Jeszcze kilka dni i może zacznie, jak przestanie padać. Przewagą biegania jest to, że deszcz mi w niczym nie przeszkodzi, chyba :-)

wtorkowe bieganie - samotne, bo bez Małej, ale powiem szczerze, chyba lubię biegać sama.
szczegóły:
Dystans: 3,78 km.
Czas: 00:31:15
Szybkość maksymalna: 17,1 km/h
średnia: 7,2 km/h

środowe, dzisiejsze:
Dystans: 4,47 km.
Czas: 00:46:56
Szybkość maksymalna: 11,5 km/h
średnia: 5,7 km/h

Wsiąkłam, znaczy się :-) Niesamowitą frajdę sprawia mi sprawdzanie na telefonie ile przebiegłam, jakim tempem, w jakim czasie i jeszcze rzut oka na mapkę, no miodzio! Ponadto nie objadam się obiadowo, żeby mi się potem źle nie biegało. A po bieganiu już mi się nie chce, bo jestem zmęczona :-) Same plusy z tego biegania... :-]

 

PS
Uprasza się o trzymanie kciuków. Jeden taki małolat anonimowy jutro broni się licencjacko :-)

 

 

poniedziałek, 12 maja 2014

Marszobieganie w towarzystwie Małej zaliczone. Sama widzę, że idzie mi coraz lepiej. A to zachęca do dalszego działania. Niestety dzisiaj za późno jadłam obiad i źle mi się biegało. Nauczka na przyszłość czyli wniosek źle się biega z pełnym brzuchem :-)

Tytułem podsumowania:
Dystans: 3,49 km.
Czas: 00:35:13
Szybkość maksymalna: 12,7 km/h (a na to akurat uwagi nie zwracam :-])
średnia: 8 km/h

 

niedziela, 11 maja 2014

Piątek i sobotę ze względów wyjazdowo-rekreacyjnych przeżyłam bez biegania. Jakoś sobie dałam radę. Nie powiem, żebym tęskniła :-)

A wspomniany wyjazd ogólnie rzecz biorąc był udany. :-)

 

środa, 07 maja 2014

Wczoraj biegałam sama, bo Mała nie mogła mi towarzyszyć. 30 minut. 100 kroków biegu, sto kroków marszu.
Samej też było miło. Słowo biegałam jeszcze chyba do mnie nie pasuje. Raczej usiłowałam biegać, koncentrując się na tym, by przeżyć:-)
Pozwoliłam sobie wczoraj na bieganie w lesie, gdzie przyznam szczerze było zdecydowanie fajniej i lżej mi się biegło, ale... po pierwsze byłam sama w tym lesie - trochę czułam się nieswojo, mając na względzie, że jakiś zły człowiek może coś chcieć ode mnie. Dzisiaj mi uświadomiono, że mogłam przecież spotkać dziki, których w naszej okolicy jest naprawdę sporo. I to też nie byłoby fajne. Poza tym trzymałam się skraju lasu, a skraj podobno najbardziej niebezpieczny :-) No, ale przeżyłam, nikt mnie nie gonił i niczego nie chciał na szczęście.
Wróciłam umordowana, prosto pod prysznic, w pidżamkę i do łóżeczka. Zasnęłam o 22, co w moim przypadku nie jest normalne.

Dzisiaj biegałyśmy obie, pobiegłyśmy w głąb lasu. I było fajnie.
Nie przeszkadzał mi lekki deszczyk. A Mała-alergik się w tym lesie w drodze powrotnej rozkichała na maxa, więc nie wiem czy ten las to jednak dobry pomysł. A biega mi się tam o niebo lepiej niż po chodniku.

- Mamo, a masz zakwasy?
- pewnie, że mam.
- serio? nie żartuj...
- jestem śmiertelnie poważna. Niestety.

- Mamo, a wiesz to fajnie, że biegamy razem.
-?
- spędzamy ze sobą więcej czasu, szkoda tylko, że na razie nie porozmawiamy (bo ja walczę o oddech), ale mogę mówić ja a Ty mnie tylko słuchaj :-)

poniedziałek, 05 maja 2014

Połowę dnia wolnego spędziłam przy kompie na blogowisku.
Drugą połowę w kuchni pichcąc obiad na dzisiaj (szpinak , jajko i ziemniaki) i na jutro, a może i pojutrze, bo zrobiłam cała furę gołąbków, które właśnie się zapiekają w piekarniku.
Popołudnie spędziliśmy sklepie sportowym na zakupach "biegowych".
I zaraz po powrocie oczywiście poszłyśmy obie biegać. Tak, biegałam!
I przeżyłam :-)
100 kroków biegu, tyle samo marszu i tak przez pól godziny.
Początki będą ciężkie, bo zapuszczona jestem strasznie. Skupiam się na tym, by nie umrzeć z przesilenia, ale pierwsze koty za płoty. Żyję i jestem z siebie dumna:-)
A buty - rewelacja, to fakt!

 
1 , 2