na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
piątek, 29 maja 2015

Już prawie...

...a jak powszechnie wiadomo "prawie" robi wielką różnicę...

Toaleta nadal bez zmian czyli lekka masakra i mniej więcej coś w ten deseń,,,

sobota, 23 maja 2015

Remont
trwa i trwa. Drugi tydzień dopiero a mam wrażenie jakby był i był nie wiadomo jak długo... Męczy takie życie. Kurz i ył jest dosłownie wszędzie. Nie pomogły mokre prześcieradła wieszane w drzwiach. Od początku wiedziałam, że to tylko półśrodek. Nie wiem kiedy my się odsprzątamy... Ale zanim sięgnę po środki czystości trochę czasu jeszcze minie... Pan jest rzetelny dokładny, ale nie ma magicznej różdżki którą mógłby zrobić pstryk i już by było po wszystkim. Nie mniej jednak z dnia na dzień łazienka nabiera barw, jeszcze bez fug, ale będą ciemne, jeszcze bez sufitu, pstryknięte na gorąco...

kącik lewy 
kącik prawy

Póki co toaleta bez zmian.
Pan_Złota_Rączka jest nadal fajny, ale codzienne opowiadanie mi najpierw co zrobić planuje, a potem co już zrobił, jest nieco męczące. :-)

Bieganie
nadal zastopowane. Obrzęk i lekki jeszcze ból nie pozwala na treningi. Żal mi trochę, a nawet bardzo, bo brakuje mi endorfin i włącza mi się funkcja jamochłona. I to jest silniejsze niż moja silna wola (która jest tak silna, że robi ze mną to co ona chce).

Miałam wielkie obiekcje decydując się na remont łazienki, bo obawiałam się, że wypstrykamy się z wszelkich oszczędności, a w perspektywie wszak gdzieś tam widniała kwestia wesela Młodego. Pojęcia nie miałam jakie plany i oczekiwania i czy w ogóle, ale taką zagwozdkę miałam gdzieś tam z tyłu głowy. Tymczasem sytuacja nieco się wyklarowała, bo przecież związe kten był się właśnie rozpadł. Nie, nie ulżyło mi, ale tak sobie myślę, że chyba nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Jego połówka gdzieś tam jeszcze wędruje i czeka aż on ją odnajdzie. A co by nie mówić łazienkę będziemy mieli cudną :-)

SZM
ostatnio mnóstwo pracuje. Szefostwo dowaliło im całe mnóstwo roboty. To fakt, że za dodatkową kasiorkę, ale czasowo nie wyrabia. Nie mam sumienia truć mu głowy, żeby jeszcze cokolwiek ze sobą robił w temacie ruchu. Poza tym w obliczu zrujnowanego remontem mieszkania wszelkie inne abstrakcyjne w tym momencie cele odchodzą w niebyt, bo jak tu się decydować na cokolwiek kiedy dom kurzem, pyłami i innymi remontowymi dobrodziejstwami zarasta.

Obstawiam, że do końca tego tygodnia remont pójdzie jeszcze na całego. I skończy się maj. W niedzielę czeka mnie jeszcze fajna wyjazdowa impreza sportowa biegowa. Najwyraźniej biec nie będę, ale pojadę jako kibic, bo żal mi odpuścić taką fajną akcję. Praktycznie rzecz biorąc maj będę miała niepobiegany. Qrcze...
W kolejnym tygodniu czyli pierwszym czerwcowym myślę, że nastąpi tak zwana wykończeniówka (lampy, blat nad pralką i tam inne których teraz nie pamiętam). A do moich własnych urodzin planuję doprowadzić to nasze mieszkanie do stanu czystości przedremontowej, albo i lepiej. I wtedy będzie gites! :-)

PS
Nowa wersja Bloxa mnie wkurza, bo nie mogę się tam odnaleźć, a nie mam ani czasu, ani ochoty, ani nastroju na naukę. Czy oni planują zlikwidować starą opcję?

niedziela, 17 maja 2015

Łazienkowe motywacje/inspiracje
czyli gabaryt pomieszczenia średnio rzecz biorąc 1,5m x 1,5m:

- po pierwsze tonacja zdecydowanie jasna
 
z jednym ciemniejszym akcentem w postaci ściany, tej na wprost wejścia:
[rozmiary płytek 75x25, a układane będą poziomo :-) ]

...ale za wiele to tej ściany widać nie będzie, bo przykryje ją od lewej strony szafka z umywalką (to lewy głębszy róg łazienki),

a od prawej kabina prysznicowa  (to prawy głębszy róg łazienki),
       
Tuż przy kabinie (w prawym bliższym rogu) stanie pralka wymieniona na nową tylko ze względu na swoje wymiary (60 x 40 x 85),
                                  
Bliski lewy róg to drzwi wejściowe, a na ścianie po lewej to nowy kaloryfer, mniej lub bardziej podobny do takiego:
=========================================================

W toalecie będzie bardzo jasno; mniejsze nieco, białe płytki z delikatnym melanżem w szarości. Dwie wiszące spore szafki już były, jedna lustrzana, druga biały lakierek. do kompletu dokładamy zestaw pod nazwą "umywalka z szafką"


Następuje też wymiana miski klozetowej z zestawu typu kompakt na zestaw podtynkowy
A na razie póki co toaleta wygląda tak:

sobota, 16 maja 2015

bieganie
...póki co uległo zawieszeniu, bo niestety kontuzja czyli przesilenie i przymusowy stop, bo noga boli. Popełniłam główny grzech początkującego biegacza, czyli zbyt szybko zbyt dużo i zbyt intensywnie. Zachłysnęłam się tym bieganiem i tak od razu chciało mi się dużo. A tu zonk! trzeba powolutku, pomalutku, małą łyżeczką, uzbroić się w cierpliwość i tyle. Na razie treningi przerwane, czekam aż zejdzie obrzęk, przestanie boleć, póki co ćwiczę stacjonarnie staw skokowy i czekam na wizytę u specjalisty o kontuzji sportowych. A mówią, że sport to zdrowie, hue, hue! I powiem szczerze, że nie przypuszczałam że tak się wciągnę, ale szczerze i z całego serca zazdroszczę tym, którzy teraz biegają... Samą siebie zadziwiam :-)
To zawieszenie biegania mimo wszystko, bądź co bądź, w dobrym czasie nastąpiło, bo aktualnie jestem bez łazienki, bo ...
remont łazienki
...trwa na całego. Stopniowe rujnowanie trwa od poniedziałku. Na początku wyglądało tak:
ruina łazienki
Od wczoraj obrazek się zmienia, bo do tej pory było tylko gorzej i gorzej, a teraz już w końcu stopniowo nabiera kształtu:-)

łazienka

Podobno w poniedziałek pojawią się na ścianach pierwsze płytki. Oby! Powiem Wam źle się żyje bez łazienki:-) Dobrze, że mamy w odwodzie możliwość kąpieli w okolicy. Pan_Złota_Rączka jest miły, dokładny, schludny i czysty. Pierwsze wrażenie jest OK, zobaczymy jak będzie dalej...

Najpierw Mała rozstała się, a raczej została odstawiona, brutalnie mówiąc, przez swojego absztyfikanta, o czym zresztą już pisałam, właśnie mi się przypomniało.
Kilka dni temu Młody został odstawiony przez swoją absztyfikantkę. Drugi raz mu zaserwowała taki numer i powiem szczerze - moim zdaniem lepiej żeby się już nie schodzili, bo się chłopak psychicznie wykończy. Takie huśtawki emocjonalne nie są fajne, a skoro dziewczyna nie jest zdecydowana na sto procent to lepiej niech się nie schodzą. Nie wypowiadam tej opinii na głos, bo tak chyba bezpieczniej dla mnie:-)

wtorek, 05 maja 2015

Bieganie

Wczoraj zaliczyłam swoją własną osobistą ciężko wybieganą, ale bez marszowej przerwy "dziesiątkę", czyli 10 km!!! Zajęło mi to godzinę i dwadzieścia minut, ale czas jest na razie bez znaczenia, liczy się fakt, że przebiegłam 10 km. Nie jest to taki luzik, bo ostatnie dwa, no może jeden kilometr to zdychałam prawie, ale założyłam sobie, że zrobię 10 i słowa dotrzymałam :-))

Wczoraj też po raz pierwszy udało mi się w końcu wyciągnąć SZM na rower. Niestety tak jak przypuszczałam uruchomienie SZM, nauczenie go ruchu, nie będzie ani łatwe ani proste, bo po pierwsze dla niego to spory wysiłek, po drugie ta jego waga sprawy nie ułatwia, bo żaden z nas nie chciałby się ruszać z nadbagażem około 20 kg sadełka, po trzecie zdrowotnie wysiada. Trochę wysiłku, raptem 6 km w lesie, gdzie ja się nie zdążyłam nawet spocić, a jemu już w głowie ciśnienie łupało. Nie pospieszam, nie naciskam, wiem, że to wymaga czasu. Zrobiliśmy 6 km i grzecznie wróciliśmy do domu, jak już sprawdziłam, że z nim wszystko OK to poszłam wybiegać frustrację i agresję i zrobiłam tę dyszkę :-)
Tak wybiegałam frustrację i agresję, bo szlag mnie jasny trafia kiedy SZM wynajduje sto tysięcy powodów byle tylko nosa z domu nie wyciągać, byle wyłożyć ciało na kanapie i machać kciukiem po pilocie, a i to do czasu, bo szybo przysypia. Brr@#%$^! No trafia mnie po prostu jak widzę co ze sobą robi, ile coli w siebie wlewa, ile piwska i jak się tłusto odżywia. Ale dopóki on sam nie dojrzeje do tego, że coś trzeba zmienić to ja sobie mogę pogwizdać co najwyżej. Kilkakrotnie już powiedziałam, żeby coś zaczął ze sobą robić, i mówię to na głos, bo jak widzę moje delikatne sugestie pozostają bez echa. A mam wrażęnie że im bardziej ja się wkręcam w bieganie, im bardziej jest mnie mniej (A jest!!!) tym bardziej on jest sfrustrowany, bo pewnie jestem żywym dowodem dla niego, że jednak można że się da.
A ja sama zrzuciłam od lutego raptem 4 kg na wadze, ale ciało z tego biegania tak mi się zmienia, że ciężko mi uwierzyć. Rzeźbi się jak mawiają fachowcy :-) Zmieniam rozmiar, wchodzę w spodnie, które już tylko leżały na półce, zmieniam dziurki przy pasku w spodniach i zdecydowanie lepiej się czuję. :-)
Żeby nie było, że tak same ochy i achy na temat tego mojego biegania to powiem Wam, że wszystko mnie boli, że rano jak wstaję z łózka to zanim się rozchodzę to chodze jak paralita, że bolą mnie nogi, stawy, mięśnie, co chwilę coś innego, że jak idę to czuję każdy krok, ale zagryzam zęby mówiąc sobie że to drobny skutek uboczny, że będzie lepiej, bo przeciez kiedyś nadejdzie ten dzień gdy przestanie mnie boleć. A w nocy po przebieżce 10 kilometrowej to nogi tak mnie bolały, że sama nie wiedziałam gdzie i jak je ułożyć. Że boli mnie kostka, bark i biodro, że ruchowo jestem spowolniona, chyba że biegnę, ale to też nie tak od razu, tylko po dłuższej chwili biegu, kiedy mięśnie mi się rozgrzeją, kiedy się rozruszam nieco. O tym jakoś nigdzie nie piszą, jak się tak rozpływają nad zaletami tego biegania...

Mała

dzisiaj nie miała dobrego dnia. Kolega/chłopak ją zostawił, zerwał, nie chciał jej ograniczać, bo podobno chyba nie jest tak bardzo zaangażowany jak myślał i takie tam inne. Młoda przeżywała, płakała, bo nie jest to sytuacja komfortowa. Utuliłam, wyściskałam, pogadałam i zaprosiłam na babskie lody :-) Wydaje się, że humor trochę poprawiony, ale kto ją tam wie. Przy okazji usłyszałam miłe słowa jak to fajnie że ma taką mamę z którą mogę tak sobie pogadać... Powiem szczerze ja nie mogłam, bo matencji włączała się jakaś funkcja pod tytułem: Jak będziesz starsza to zobaczysz... dlatego staram się tak nie prowadzić rozmów ze swoimi dziećmi :-)
Wczoraj spaliłam 1000 kcal to dzisiaj mogłam sobie pozwolić na szaleństwo, no nie? A nasze szaleństwo lodziane było przesłodkie i przeogromne...

  

sobota, 02 maja 2015

Przygotowania do remontu łazienki czas chyba zacząć na poważnie. Czas najwyższy. Szukamy pralki. Główna wytyczna to jej głębokość. Wybrałam na razie jednego takiego Boscha.
Ależ mi się nie chce tego remontu...