na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
wtorek, 30 czerwca 2009
Powinnam być cała w skowronkach, z listą rzeczy do zapakowania w garści biegać po mieszkaniu. A nie jestem. Szczerze powiem, że nie mam jakoś ochoty na te wakacje. Nawet nie tyle na same wakacje, co na taka daleką podróż. Przeraża mnie z lekka. I jeszcze tylko to tu to tam czytam a to deszcze, a to powódź, a to oberwanie chmury. W samej Chorwacji pada deszcz i piękna pogoda, a właściwie mit o tej bezdeszczowej pogodzie w Chorwacji wziął i upadł. Boję się, że przejedziemy tyle km-ów i będziemy mieli pogodę jak nad Bałtykiem. Nie tego oczekiwałam. Poza tym moja wyobraźnia podsuwa mi rózne okropności. Pogodowo-powodziowe, aż po wylanie morza i zalanie nam auta, wszak kwaterkę mamy tuż przy morzu :-)
Obiecuję sobie solennie, że jutro już na pewno wezmę się do roboty, bo jedno pranie pralkowe i ręczne mnie czeka, potem jeszcze prasowanko w postaci drobnej sterty wysokości około 1 skromnego metra. no i jeszcze powrzucać to wszystko do torby.
O szczegóły podróżne też trzeba zadbać. Wyposażenie auta (się okazuje, że nie mamy w aucie apteczki :-/), dodatkowe trójkąty, Zielone Karty, mapy, trasy i wszelkie takie atrakcje. Ech!

Będzie dobrze. MUSI być dobrze.
poniedziałek, 29 czerwca 2009
...a jednak pojechałam.

Jakiekolwiek rozmowy z matencją są bezcelowe.
Starość, choroba, charakter czy taki ciemnogród... Sama nie wiem.
Ręce opadają.
Jeżeli kiedykolwiek wpadnę na pomysł poważnej rozmowy z matencją - przypomnijcie mi, proszę, ten wpis.

niedziela, 28 czerwca 2009
i po imprezie. Uff!
Teraz już tylko myślę o urlopie, o wyjeździe, jaka trasa, może nocleg, a może nie,  co spakować, czego nie zapomnieć.


O efektach manipulacji matencji, nieporozumieniach rodzinnych i innych atrakcjach tego typu, które ciągną się do tej pory wolę nie myśleć.
Udaję, że ich nie ma.
Zasugerowałam dziś matencji przeprowadzenie rozmowy oko w oko i wyjasnienie wszelkich nieporozumień z rodzeństwem i małżonką. Zastanawiam się czy tam nie pojechać. Bo jak znam życie jeszcze się może okazać, że to wszystko to moja wina, więc może lepiej przy tym być...
...ale tak po prawdzie to nie chce mi się z domu dupci ruszać. :-)
piątek, 26 czerwca 2009
Inny rodzaj doła...

Wczorajsze nieporozumienia rodzinne na linii matencja - dzieci nie nastrajają optymistycznie. to był ciężki dzień. Boję się tylko, że to nie koniec manipulacji i jeszcze się okaże że wszystkiemu winna jestem ja. Co zrobić z taką matencją...?

Pogoda do bani. Wszędzie wokół woda, powodzie. Nawet jak się rozpogodziło to i tak trąbią, że będzie padać.
Nawet w Chorwacji pada i pogoda coś nie teges. Pomijam fakt, że przejedziemy tyle km-ów, że powodzie, w Polsce, Czechach, Austrii, Węgrzech, znaczy na naszej trasie (chyba) to jak już (zakładając optymistycznie) tam dotrzemy cało i zdrowo to będzie chłodno i deszczowo. O rany! I jak tu się cieszyć?
I jeszcze te nerwy co zastaniemy po drodze...

Jutro impreza rodzinna. Moja urodzinowa. Roboty całe mnóstwo, bo praktycznie wszystko mam dopiero w powijakach.
Ani chęci do niej nie mam, ani ochoty, ani nastroju. Przed imprezą jeszcze spotkanie integracyjne w firmie SZM. Mam wrażenie że zbyt wiele srok za ogon chcemy złapać. Żeby nam tylko jakaś nie zwiała...
czwartek, 25 czerwca 2009
Koniec mojego doła.
Jakaś deprecha mnie chyba złapała, że tak przeżywałam ten prezent. Sama nie wiem. To znaczy wiem, że deprecha, że dół, ale dlaczego pojęcia nie mam.
Wczoraj niby przypadkiem zaciągnęłam SZM do Salonu Jubilerskiego pooglądać co jest, żeby w razie czego mieć jakiś wybór. Oglądałam pierścionki. Szczerze mówić żaden nie przypadł mi do gustu az tak, żeby go zamieniac i w głębi duszy przyznałam rację SZM, niechże będzie to co jest.
Jednakże powiedziałam, że dla mnie nie ma znaczenia ilość kamyków, ma się liczyć efekt.
 A pierścionek sobie kupię z cyrkonią.
Kiedyś. :-)))

Niniejszym ogłaszam koniec tematu pod tytułem prezent dla solenizantki.
środa, 24 czerwca 2009
Zamiast się cieszyć, że SZM mnie obdarowuje prezentami czuję się jakbym miała tonę na duszy. ciężko mi ogromnie. Nie chcę urazić, zrobić przykrości. Ale do cholery jasnej nigdy w życiu bym tego nie kupiła za takie pieniądze. Wszelkie drobne sugestie, że może wymienię, że nie pasuje, że lubię komplet, że chciałabym może pierścionek, że za takie pieniądze to nawet nie widać jego wartości, że na pewno będę rzadko nosić z obawy że zgubię, itp. na nic. Jak grochem o ścianę. Dowiedziałam się, że przecież nie mam zawieszek wiele, że on specjalnie białe złoto, bo ja ostatnio noszę tylko srebro więc będzie mi pasować i specjalnie łańcuszek, bo do kompletu, że ten co się zna to będzie wiedział, co to jest warte, że nie ma obawy że zgubię skoro do tej pory innych nie zgubiłam, że przecież nie mam TAKIEJ biżuterii, a kobieta powinna mieć, że to specjalna okazja, itp. I zamiast cieszyć się to od niedzieli chodzę z nosem spuszczonym na kwintę zastanawiając się ile razy w przyszlości usłyszę - dlaczego nie założysz TEGO?
Na wymianę jest 7 dni. Mam czas do soboty. Zaplątałam się niepotrzebnie, bo powiedziałam, że mi się podoba. Prawda jest taka, że może to i jest ładne, bo az takie brzydkie przeciez nie jest, ale biorąc pod uwagę kasiorkę to wolałabym mieć ładny komplet (kolczyki, zawieszka, pierścionek) z cyrkonią.
Jestem okropna. wiem. Nie potrafię docenić tego, że mój facet wydał swoje uskładane pieniądze, ktore zbierał na foto-cacko. To znaczy doceniam, ale żal mi że nie trafił, że się nie skonsultował. I zła jestem na siebie. Ech...
wtorek, 23 czerwca 2009
Zastanawiam się czy ten prezent ma być dla mnie czy dla SZM. Naprawdę. Próbowałam wspomnieć coś na temat wymiany, ale zobaczyłam minę SZM i mi przeszło. Mnie nie zależy na kamykach, a dla niego jak widzę to jest priorytet. Se upatrzył, wymyślił, a ja mam być dumna i zadowolona. Ktoś powie, że wymyślam, ale nie cierpię być uszczęśliwiana na siłę. Metki jeszcze nie oderwane, ale już wiem że dla zasady TEN drobiazg musi zostać. Nauczona doświadczeniem w przyszłości będę tak kombinować żeby sobie kupować prezenty sama.
Tak, SZM ma rację, na czterdzieste urodziny dostał mi się szczególny prezent. Długo go będę pamiętać. Na pewno.
poniedziałek, 22 czerwca 2009
SZM szarpnął się na tak zwany kosztowny drobiazg, który niespecjalnie mnie zachwyca. Zaszokował mnie mocno kwotą. Jakos tak niezręcznie jest mi powiedzieć mu, że trochę nietrafił. Sam fakt, że cacuszko jest z diamentem to dla mnie mało. Naprawdę. Powinien mnie zachwycić. A nie zachwycił.

Zbiorę się w sobie i mu jednak powiem.
To przecież ma być prezent dla mnie. Jeszcze go można wymienić.
Powinien się podobać przede wszystkim mnie, prawda?


Zbieram się tak od wczorajszego ranka...


PS
Zakończyłam rok akademicki. Indeks złożony.
niedziela, 21 czerwca 2009
Dobrze utrzymana czterdziestka to ja.

Od dzisiaj :-)
 
1 , 2