na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
wtorek, 29 czerwca 2010
Zdecydowanie zwolniłam tempo. Oddałam pracę i odpuściłam. wiem, że powinnam się przygotowywać do jej obrony, ale delikatnie mówiąc mało się tym przejmuję.
Zaliczałam ostatnio maraton sklepowo/butikowo/marketowy  poszukiwaniu kreacji na wesele :-) Dramatyczne chwile już za mną. Oglądanie siebie samej w lustrach przebieralni z pełną świadomością, że ma się na sobie 10 (słownie dziesięć) kilosów więcej do przyjemności nie należy. Ale dałam radę. Kreację zakupiłam, a nawet dwie. I buty, i dodatki. Vivat przeceny letnie!

Kiedy sobie pomyślę, że jeszcze trochę i skończę z ta nauką, siedzeniem nad materiałami, wyjazdami i wszystkimi innymi rzeczami, które wiążą się ze studiowaniem to jednak mi trochę żal.

Jutro wyniki maturalne. Aż się boję.
poniedziałek, 21 czerwca 2010
Żyję, ledwo dycham, ale żyję :-)

Zepsułam sobie średnią, ale nie narzekam. Ważne że do przodu!
Teraz już tylko - obrona.

To ze studenckiego pola walki.




...a tak prywatnie, osobiście to stuka mi właśnie pierwszy rok po czterdziestce.
I nie potrafię się zdecydować czy świętować bardziej radośnie czy w nostalgii i zamyśleniu ;-)
sobota, 19 czerwca 2010
...o jakaż byłam głupia i naiwna myśląc, że akceptacja pracy oznacza już prawie koniec studenckich zmagań.

Prawie jednak robi dużą różnicę.

Walczę od piątku i jeszcze trochę to potrwa na pewno.

Dupa blada.

Lęcę na grupowe konsultacje bo w pojedynkę nie dam rady na pewno.

Wspierajcie mnie jutro mentalnie. ... pliiiz, pliiiz!
poniedziałek, 14 czerwca 2010
Za chwilę będzie świtać, moja popołudniowo-wieczorna drzemka jeszcze mnie trzyma. Siedzę sobie właściwie na luzie, bo z radością donoszę, że mam już pracę w pełni zaakceptowaną. Znaczy wydrukować, przedłożyć do podpisu i zarejestrować.
wtorek, 08 czerwca 2010
Po pierwsze wyczerpuje mi się pokład cierpliwości. Mam dosyć starania się by wszyscy byli zadowoleni. Zdaję sobie sprawę z faktu, że to dla niektórych nie będzie przyjemne, ale naprawdę mam dosyć.
Zabrzmi to jakbym była wyrodna matką, ale mam dosyć kiedy siedzę i piszę pracę alb inne opracowania studenckie, a Mała co chwilę przychodzi, żeby się przytulić. Rany! Wiem, że przyjdzie czas kiedy ja będę chciała a ona nie, ale mnie to naprawdę przeszkadza, rozprasza.
Szlag jasny mnie trafia jak SZM wypytuje co robię i ile mi jeszcze zostało. Zapewne to objaw zdrowego zainteresowania bliskiej osoby, ale dla mnie brzmi jak odpytywanie i odliczanie. Wrr!
Mam dosyć starania się bycia miłą i serdeczną mamą, kiedy w środku aż mnie ściska. Wiem, wiem, każdemu się może zdarzyć, ale mnie i tak trafia. ...bo Młody dziś znowu (po raz drugi) zlał egzamin na prawo jazdy. I nie mam siły mówić, że to nic takiego, żeby się nie martwił, bo być może to jeszcze nie jego czas. Wrrr!
Trafia mnie jasna cholera kiedy matencja wydzwania ze swoimi problemami wagi niebagatelnej i jeszcze ma pretensje kiedy ja usiłuję skończyć rozmowę. Bo komu ona ma to wszystko powiedzieć? Zapewne kiedyś będę miała z tego powodu gigantyczne wyrzuty sumienia, ale mam wrażenie, że ona żyje w swoim własnym hermetycznym świecie i w tym świecie wazne sa tylko jej problemy. Bo nawet jak zapyta o nas to i tak widzę że jednym uchem wpada a drugim wypada.

I jeszcze do tego dzisiaj jeździłam jak sierota. Mało brakowało, a facet wjechał by mi w tyłek, bo nie raczyłam go zauważyć, znaczy wymusiłam pierwszeństwo. Generalnie w ogóle byłam mocno zdziwiona zobaczywszy go we wstecznym lusterku. A to był tylko wyjazd z parkingu na maleńką osiedlowa dróżkę...

Przyznam się bez bicia jakaś słabość mnie dzisiaj dopadła. Frustracja, przemęczenie i bezsilność.
I złość na sama siebie, że ze świadomością, że nie mam czasu, że jestem zmęczona, że mam całą masę roboty, że mogłabym zrobić miliard innych rzeczy, z taką własnie świadomością pojechałam dzisiaj na kawę do matencji. Bo strasznie dawno u niej nie byłam i źle się czułam z tego powodu.
I zastanawiam się czy jestem córką dobrze wychowaną czy córeczką toksycznej mamusi.
a może ja się za bardzo zastanawiam...
Nie mam już siły do dalszych dywagacji.
I to jest już chyba total uzależnienie kiedy siedząc już u matencji myślałam sobie, że na pewno zrobi mi się lżej jak sobie to wszystko wywalę tu na Blogu
poniedziałek, 07 czerwca 2010
Jeżeli chodzi o pracę to zostało mi dopisać wstęp i zakończenie, a potem wszyściuchno pięknie wygłaskać i dopieścić. Suuper!
Szlag mnie trochę trafia. To, że jestem na takim a nie innym (dla wyjaśnienia dodam, że dosyć zaawansowanym, kończącym ewidentnie) etapie pisania pracy nie wzięło się znikąd. To są efekty ślęczenia przy kompie i nieprzespanych nocy, a potem przewalonych z tegoż powodu dni. Tymczasem niektóre z moich koleżanek miały całą tę pracę w głębokim poważaniu. Od ponad miesiąca jedynie stękając i utyskując, że na pewno nie zdążą i że na pewno czeka je wrzesień.
Ręce mi opadły, gdy dziś padła konkretna data obrony, a one w lament i histerię wpadły.
No i się zaczyna...
Pomóc, nie pomóc?
To jest chyba rozważanie w kwestii bycia fair w stosunku do nich i siebie samej.
Nie po to narzuciłam sobie tempo, żeby na koniec nie wiedzieć za co się złapać.
Jak się będę czuć powiedziawszy - sorry, ale to nie moja broszka.
Zapewne pomogę zgrzytając w duchu ze złości zębami.

Obrona obroną, ale do regularnych egzaminów sesyjnych jeszcze się trzeba przygotować.
i jak słyszę, że sorry, ale teraz to ja muszę nad pracą przysiąść, nie mogę nic opracować, to już mi się scyzoryk otwiera.

sobota, 05 czerwca 2010
Wrocław zaliczony.
Pogoda jak marzenie.
Powódź? Jaka powódź?
Miasto piękne.

Panorama R. naprawdę robi wrażenie.
czwartek, 03 czerwca 2010
Troszkę strach/obawa/niepewność mi dupcię ściska.
Siedzę sobie w ciepłym i suchym domeczku, a tymczasem jutro z rana czeka mnie wyjazd w stronę Wrocławia. Meteo grzmi od rana o burzach, deszczu, gradzie i oczywiście o fali powodziowej, która również we Wrocku ma się zjawić. Właśnie jutro.
Całkiem egoistycznie myślę, że nie chce mi się pchać w taką pogodę taki świat drogi. Natomiast nie potrafię sobie wyobrazić co czują ludzie, którym w domach jeszcze na dobre woda nie opadła a już maja świadomość, że idzie kolejna fala, albo i dwie. I znowu są ewakuowani.
wtorek, 01 czerwca 2010
Już nie te lata, wiek nie ten, nie te siły...
Nieprzespana noc daje mi się we znaki.
Praca już u promotora. W niedzielę dowiem się co i jak.
Idę zrobić coś jeść a potem SPAĆ
raport ze studenckiego pola walki:

...skończyłam właśnie poprawianie pracy.
Mam zamiar zaraz wziąć prysznic i jakby nigdy nic udać się do pracy.
A w międzyczasie podrzucić pracę do promotora.

Potem wrócić do domu, nie zapomnieć o dzieciach, bo to Dzień Dziecka przecież jest.

...i odsypiać nockę przesiedziana przed kompem.

PS
Młody wrócił cały i zdrowy :-)