na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
niedziela, 30 czerwca 2013
Niedziela spędzona u matencji i tatencjusza w towarzystwie zagramanicznego wujka, a potem również rodzeństwa mojego. Znaczy uroczystości rodzinne.
Wszystko jest strawne, ale do czasu. Jak wyjeżdżaliśmy to mało brakło a zaczęłabym warczeć.
Matencja rozmawia tylko na tematy swojego zdrowia, rzuca wstawki nie bacząc na to czy ktoś coś mówi, czy się go słucha czy nie, po prostu zaczyna do Ciebie mówić i nie masz wyjścia. Obyło się bez złośliwości w stronę tatencjusza. Wujek, który zawsze nadaje na te same tematy, nie dopuszcza innych do słowa, bo on sam lubi błyszczeć w towarzystwie, bo jest przecież ach i och.
Bardzo chciałam być na wieczornym koncercie miejskim, zobaczyć artystkę, posłuchać jej piosenek. Niestety mój plan nie wypalił, bo zasiedzieliśmy się u matencji, a poza tym nie miałam kompana do imprezowania, bo SZM nie lubi owej artystki i nie był zainteresowany. Najpierw chciałam sobie na siłę coś zorganizować, ale potem po prostu odpuściłam, bo stwierdziłam, że aż tak bardzo to mi nie zależy.

Mała za czas jakiś wyjeżdża na Węgry na 10 dni na zorganizowany obóz. Czy ktoś z Was wie ile mniej więcej kasy (znaczy forintów) jej dać w charakterze kieszonkowego? Będę wdzięczna za podpowiedź.
Mała
Znajomość Małej z kolegą W. trwa. Wyprosiła pozwolenie by móc pojechać go odwiedzić. Poczułam się w obowiązku przeprowadzić taktyczną rozmowę z córką i poczułam się z lekka uspokojona efektem. A nawet z lekka zdziwiona, żeby nie powiedzieć zagięta w temacie, kiedy to córka powiedziała mi, że najlepiej i tabletki i prezerwatywa, bo jedno chroni przed ciążą, ale to drugie również przed chorobami :-)
Pierwsze świadectwo Małej bez paska zaliczone. Pasek jest od 4,75. Średnia Małej to 4,73. Ech, peszek... :-)
Młody
Znajomość z koleżanką N. trwa. Nie został jeszcze oficjalnie przedstawiony jej rodzicom, tak jak to się odbyło w przypadku koleżanki N u nas, ale początkowo był zapracowany i nie miał wolnych weekendów, a teraz to nie wiem, nie dopytuję, nie naciskam. Chyba będę/byłabym rozczarowana gdy/by się okaże/okazało że ta znajomość to już prehistoria...
Praca
To brzmi groteskowo, ale żeby nadrobić zaległości i zrobić cokolwiek więcej niż wymagane absolutne minimum muszę się nieźle nakombinować przed N_C_K, której do pracy nie śpieszy się wcale, ma czas zawsze na wszystko i wiecznie twierdzi, że jest zapracowana na maxa i nie ma absolutnie czasu na nic więcej niż to, co niezbędne.
I tak kroczek po kroczku usiłuję wyprowadzić ten wózek na prostą, doskonale wiem, że czasu zabierze mi to jeszcze wiele, ale tak na dobrą sprawę póki co to nigdzie mi się jeszcze nie spieszy...
Wakacje
się zaczęły, ale nic ponad zapłacony już obóz Małej jeszcze nie wiemy. Pierwszy raz tak mamy...
sobota, 29 czerwca 2013
A jednak patriotka lokalna ze mnie...


Gdyby ktoś z Was zechciał zagłosować na jedno miasto to wielkie dzięki w imieniu własnym składam i mieszkańców jego :-)


= = =
30.06
- wszystkim głosującym wielkie DZIĘKUJĘ!


poniedziałek, 24 czerwca 2013
Bardzo dziękuję Wam wszystkim za życzenia :-) Oby się tylko spełniły :-)))

Najpierw świętowałam w pracy. Podwójnie. Ze starą ekipą, a potem z przesiadkową. Uznałam, że jestem na tyle zintegrowana z przesiadkowym gronem, że postawię im ciacho, a co mi tam. Poza tym jak mawia SZM dobrze mieć w pracy dobre układy towarzyskie, a nie tylko pracownicze. Byłoby mi głupio gdyby wyszło na jaw, że jedni ciastko dostali, a drudzy nie. I bardzo fajnie to wypadło.
Potem były życzenia domowe i prezent. No i ciacho :-)
A potem babska imprezka. Bez ciacha :-)
Babska impreza wyszła superzaście. Impreza wcale nie moja urodzinowa, ale jakby emocjonalny prezent dla mnie. Był nas pełny komplet i nagadać się nie mogłyśmy. I na tej imprezie czułam że jestem razem z nimi, że należę, że fajnie jest, że trzeba to kultywować, bo takich znajomości, przyjaźni już się nie stworzy na pewno.

Na sobotę sama sobie zafundowałam gości w domu, bo ku mojemu zdziwieniu zjechali się wszyscy zaproszeni. I z jednej strony fajnie, a z drugiej tradycyjne towarzyskie "kwiatki" i "smaczki" imprezowe pojawiły się jak zwykle. Wcinali wszystko aż im się uszy trzęsły. SZM szepnął mi w kuchni na ucho pytanko: czy oni nic od rana nie jedli? :-)
Dawno już nie skaszaniłam ciasta i właśnie spierniczyłam drożdżowe. Caluteńka blacha zakalca. Do tej pory szczyciłam się tym, że drożdżowego nie da się zepsuć, że robię je zawsze i bez zastrzeżeń. No więc właśnie dałam ciała. Na szczęście było to ciasto nr 2, do którego mogłam się po prostu gościom nie przyznać i tak też zrobiłam :-) I nawet wiem jakie błędy popełniłam: za dużo truskawek (zbyt wiele soku) i do tego jeszcze za dużo posypki i z tego razem zrobiło się piękny, urodziwy i dorodny zakalec. Na szczęście truskawkowe ciasto z bezą wyszło wspaniałe :-)
*
A dzisiaj/wczoraj, znaczy w niedzielę, zaliczyliśmy kolejną wizytę w tak zwanej instytucji odchamiającej. Już na zakończenie sezonu. Uwielbiam ten moment gdy widownia stoi i nagradza aktorów zasłużonymi gromkimi brawami. Aż mnie wtedy ściska w gardle...
I zapomniałam zadzwonić do tatencjusza z życzeniami. Ostatnio zapomniałam też zadzwonić z życzeniami do jednego mocno zaprzyjaźnionego wujka zagramanicznego i zapewne był się na mnie obraził, bo zawsze dzwonił z życzeniami, a teraz cisza. I jego obraza jest w pełni uzasadniona, bo on zawsze pamięta, a u mnie z tą pamięcią to różnie bywa. Za tydzień zjawi się osobiście to muszę go przeprosić, udobruchać, bo mi głupio.
*
A w temacie wyjazdu na wesele - jednak chyba nie pojedziemy. Muszę tylko powiadomić Młodych o naszej zmianie planów. Coś chyba muszę wymyślić, jakiś powód sensowny. Tylko jaki...?
Po pierwsze już mi się trochę odechciało tak ogólnie. Nacieszyłam się świadomością, że jadę i to mi chyba wystarczy.
Po drugie będę szczera do bólu: podróż kosztuje, prezent dać trzeba, a kasy na zbyciu nie mamy. I w gruncie rzeczy tę weselną kasę wolę wydać na wyjazd z moją wlasną rodzinką na jakies krótkie wakacje niż na wesele kuzynostwa, z którym na dobrą sprawę tak normalnie to nie utrzymuję kontaktów.
Po trzecie dobrowolnie rezygnuję z rodzinnego wyścigu pod tytułem kto jak wygląda i z kim usiąść przy stoliku, żeby się dobrze bawić. Do tego wszystkie dochodzi fakt, że moje rodzeństwo z rodziną swoją jedzie, a ja jak znam siebie, będę się bezustannie porównywać z nimi, do nich i w ogóle. Tak więc dla mojego zdrowia i higieny psychicznej lepiej dla mnie będzie nie jechać.
Po czwarte SZM od początku nie ma ochoty jechać, ja pojęcia nie mam jak tam będzie i czy warto jechać (bo wróżką przecież nie jestem, a gwarancji na dobrą zabawę nie mam żadnej), i jak potem mam słuchać że po co to nam było jechać, to mi się po prostu odechciewa, bo aż tak bardzo to mi nie zależy.
Po piąte - w dalekiej lub niedalekiej przyszłości unikamy kłopotliwego zaproszeniowego rewanżu...
I tak to.
Jeszcze tylko potrzebuję jakiś sensowny powód takiej zmiany planów... A może lepiej i bezpieczniej bez wdawania się w szczegóły...


czwartek, 20 czerwca 2013
Mała
na świadectwie paska jednak mieć nie będzie. Brzydką niespodziewajkę zrobiła jej pani z matematyki, która przy ocenach pół na pół powiedziała, że nie i koniec, tylko czwórka. W związku z tym Mała z lekka odpuściła polski, gdzie pani sama z siebie chce ją dopytać, bo chce dać jej piątkę. Ale nawet gdyby to właśnie czwórka z matmy obniża jej średnią do 4.73, a pasek jest od 4,75. I tak to.
Nie dla paska człowiek się uczy i jak sama Mała powiedziała zabiegała o ten pasek tylko dla nas, bo jej on do szczęścia potrzebny nie jest. Ale widzę, że jej przykro i jeszcze się martwi tym co powie tata, a powie na pewno i nie będzie to przyjemne, bo znam SZM.

Młody
poleciał dzisiaj podobno do pani promotor. Z drugim rozdziałem. Patrząc na to, co zostało na wierzchu na jego biurku w pokoju zastanawiam się czy on nie miał jeszcze jakiegoś zaległego egzaminu, ale mniejsza z tym. Wróci wieczorem, bo poleciał jeszcze spotkać się z koleżanką :-)

Młodość nie wieczność,
ale jakiejś specjalnej imprezy z tej okazji nie ma...
Jutro mój osobisty licznik przeskoczy mi o kolejne okienko. Wierzyć mi się nie chce, że już dwie czwórki mam na liczniku. Wieczorem będę świętować w moim babskim gronie, bo tak akurat wypadł nam termin spotkania. Na sobotę zapowiedzieli się teściowie, więc ściągnęłam też rodziców, żeby nie było krzywdy. A jak reszta zadzwoni z życzeniami to nieliczni wybrańcy się dowiedzą, że jak mają ochotę to zapraszam w sobotę na kawę, ciastko i lampkę chłodnego szampana. Zobaczymy jaka będzie frekwencja :-)

PS
czy u was z prawej strony ekranu też wcina się jakieś obrzydliwstwo typu zakładka reklamy, albo coś?
Related searches:
Daxter PSP
Stanisław Jerzy Lec
Lisa LaPorta

takie coś tam mi pisze i wcina się za każdym razem. Wyłączam to-to krzyżykiem, ale przy każdorazowej zmianie strony znowu jest. Tfu!


- - - - - - - - - - -
godz. 22.06

Spokojnie było, aż się Mała zdziwiła, bo jak sama powiedziała "Uff, przeżyłam, a myślałam, że będziecie bardzo krzyczeć" :-)
Pasek w końcu nie jest najważniejszy a przecież i tak jesteśmy z niej dumni, że ma taka ładną średnią i jest taka mądra i rozsądna.

A sam pasek był mi chyba potrzebny do tego, by móc sobie tak luźno rzucić gdzieś w rozmowie "córka ma zawsze świadectwo z paskiem".



środa, 19 czerwca 2013
Anonimka znowu będzie chłonąć wiedzę!

"... z uwagi na ogromne zainteresowanie studiami podyplomowymi ... uruchomiono kolejną edycję ... uprzejmie informuję, że została Pani zakwalifikowana do udziału ..."

I tak to! :-)))



wtorek, 18 czerwca 2013
Młody ma już wszystkie egzaminy i zaliczenia załatwione pozytywnie. A jednak. Zostało mu więc skończyć pisać pracę, oddać i obronić. I tu jest Azor pogrzebany. Coś czuję, że założył sobie ten wrzesień, bo fizycznie nie da rady, po prostu. Poza tym już usłyszałam, że co takiego złego jest w obronie wrześniowej? No na przykład fakt, że chciałby kontynuować na tej swojej uczelni magisterkę, a z tego co wiem papiery składa się wcześniej. A on mi mówi, że bez obaw, da radę, bo jest/będzie przecież absolwentem i ma pierwszeństwo przy przyjęciu. No nie wiem ile w tym prawdy...

Zebranie u Małej zaliczone. Średnia ocen 4,67. Świadectwo z paskiem od średniej 4,75. Walczy więc to moje zakochane dziewczę o dwie piątki :-)

Dzisiejszy upał był po prostu makabryczny. A w pracy wielka gala w tym upale. Okropność.
Młody
dzisiaj miał chyba ostatni egzamin. Czeka na wyniki zaliczenia. i jest niebywale spokojny. A ja będę szczerze zdziwiona gdy okaże się, że ma wszystko zaliczone, bo on się prawie wcale nie uczył. Przynajmniej ja to tak widzę. Ja rodzic.
Wczoraj wieczorem po powrocie z pracy widziałam i sam mi powiedział "uczę się". Ale to chyba z lekka mało, zwłaszcza, że do egzaminu na dzisiaj...
Parokrotnie już upewniałam się czy na pewno Młody ma w planach obronę licencjata w lipcu, a on mi mówi, że tak. Bardzo chciałabym się mile zdziwić, bo też jakoś tej lipcowej obrony nie widzę. Ja to jednak stare pokolenie chyba jestem.
Wiem, życia za niego nie przeżyję, ale co się nadenerwuję to moje :-)
Spotkania Młodego z przedstawioną nam wcześniej koleżanką trwają i widzę jak pozytywnie na niego wpływają. Jaki zrobił się spokojny i przyjaźnie do świata nastawiony. Same plusy z tej znajomości. I oby tak dalej, bo sama się cieszę :-)

Mała
tymczasem zbiera piątki do świadectwa z paskiem i mam szczerą nadzieję, że uzbiera, bo w przeciwnym wypadku SZM nie da jej spokoju. Cały czas brzęczy jej nad głową o ocenach, powiedział nawet, że się w nauce opuściła, bo rok temu nie musiała o te piątki zabiegać. Mam wrażenie, że SZM zbyt wysoko stawia jej poprzeczkę, albo też przyzwyczaił się do jej piątek. I szlag mój wewnętrzny mnie trafia kiedy on tak ją wylicza ocenowo, bo sam w szkole nie był orłem, zaliczał się raczej do głębokich średniaków, a wymagania ma z księżyca.
Jutro zebranie w szkole to będę chyba znać już jakieś konkrety. Ale i tak uważam, że nie ma co dramatyzować skoro sprawa dotyczy świadectwa z paskiem lub bez, a nie na przykład braku promocji do kolejnej klasy :-)
Mamy na tapecie już kolejną sympatię Małej. Lat 17, uczeń technikum, z Miasta_Wojewódzkiego. Szczerze powiem ani urodą ani wzrostem nie zachwyca (ale jak mawia matencja "z ładnej miski się nie najesz" czy jakoś tak, albo "ładne na talerzu nie krają"), ale to kolega o którym już słyszałam grubo wcześniej, taki który z czasem stał się kolegą bliższym. A słyszałam o nim w samych pozytywach, ale w kontekście ichnich rozmów i tak zwanego rozumienia się.
Kolega przyjeżdża do nas, chodzą na spacery, siedza w pokoju, a potem Mała wychodzi z mega-wypiekami na buzi. :-)
A jak kolegi nie ma to i tak jakby był, bo widzę go cały czas w rogu ekranu laptopa Małej. :-)
Chyba wolałam tamten czas kiedy jeszcze chłopaków na tapecie nie było...
I powiem szczerze że nieco rozśmieszyło mnie (ale tylko w środku, bo nie dałam po sobie poznać ani tyci) kiedy w ustach Małej słyszę słowa o tym, że "ten związek i tak nie miał przyszłości". Zmroziło mnie za to gdy usłyszałam od Małej hasło, że dziewczyna nie ściana, zawsze można przesunąć.
Chyba czas na kolejne pogadanki pedagogiczno-rodzicielskie.

Żeby nie było tak całkowicie rodzicielsko...
Oglądaliście Opole?
Bardzo chciałam oglądać, czekałam wręcz. W piątek w trakcie trwania koncertu i to jeszcze pierwszej części, przysnęłam. To samo w sobotę. Dopiero wczoraj zaparłam się kopytami i obejrzałam całość. Prawie, bo bez piosenki otwierającej czyli totalnej kompromitacji pani, która niedawno w serialu zagrała inną piosenkarkę. Dopiero dzisiaj zobaczyłam tę piosenkę na otwarcie i wierzyć mi się nie chciało, że tak słabo wypadła. Żenua totalna. Za to reszta OK. Oglądałam z prawdziwą przyjemnością. Żałowałam, że nie wpadliśmy na pomysł wyjazdu na koncert tak jak kilka lat temu. Pamiętam większość tych piosenek, kiedy jako dziecko razem z matencją oglądałyśmy opolskie festiwale.
A jak córka Czesława N. dała czadu to ciary mi po plecach szły... Serio.

...ażeby ci, którzy złorzeczą,
ażeby ci, którzy plują jadem,
ażeby ci, którzy bezprawnie pysznią się prawością,
może by tak spróbowali stać się ludźmi dobrymi.




Poszperałam trochę po necie i dowiedziałam się, że wystawa na której byliśmy to wystawa czeskiej firmy-naśladowcy. To jakaś czeska firma, która poszła w ślady takiego jednego, którego nazwiska celowo nie piszę.
I okazuje się, że tak zwana oryginalna wystawa też nie jest znowu tak daleko, bo w przygranicznym mieście Gubinie.
...nie mniej jednak do Krakowa było nam zdecydowanie bliżej.



czwartek, 13 czerwca 2013
Się dzieje...

Najpierw, kilka dni wcześniej oglądałam spektakl gigantycznych LALEK. Podobało mi się bardzo.



Byłam pod wrażeniem, że ktoś na to wpadł i ilu ludzi musi ze sobą współpracować, żeby osiągnąć efekt. Fascynująca była dla mnie zarówno sama lalka, którą wbrew sobie momentami personifikowałam, jak i praca tych ludzi.
A a ostatnio wybraliśmy się z SZM do Krakowa na wystawę.


Byłam i widziałam. Zdania ludzi są podzielone. Ja uważam, że warto. Jednakże musiałam początkowo wyłączyć w swojej świadomości myśl, że to oryginalne ciała ludzkie. Początkowo, bo potem zafascynował mnie sam przedmiot czyli ludzkie ciało. Świetnie skonstruowane, dopracowane... Fascynujące było oglądanie czegoś co do tej pory znałam tylko z obrazków w atlasach. Polecam, bo ta akurat wystawa jest takim właśnie atlasem.
Dzisiaj mamy zarezerwowane bilety na imprezę kulturalną, ale zdaje się, że SZM nie zdąży dojechać, bo niespodzianie musiał zostać dłużej w pracy.
A może jednak się uda. Sama nie wiem czy szukać towarzystwa czy jechać samej, czy całkiem zrezygnować. Bo jak poszukam towarzystwa, a on jednak dojedzie? No sama nie wiem.

- - - - - - - -
...a jednak zdążył :-)

 
1 , 2