na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
piątek, 27 czerwca 2014

Siedzę w pracy sama samiuteńka w całym biurze. I jest gites!!!

Diagnostyka ginekologiczna wykonana. Wszystko OK, więc bez tak zwanych nerw. Szkoda tylko, że musiałam wywalić kasę za wizytę. ale za takie wiadomości to się lepiej płaci niż za te złe.

Dzisiaj zakończenie roku. Mała dostaje pasek. Potem idzie do fryzjera bo zdecydowała zrobić sobie grzywkę. a potem będzie mnie nękać, bo chce mieć kilka pasemek (ale specyfikiem do spłukania, a nie odrastania) i to ja mam jej to zrobić. I tak lepiej że to ja, bo fryzjerka mogłaby się za bardzo rozwinąć w akcji, a ja postaram się żeby było delikatnie i jeszcze się potem zdziwię, że tak mało są widoczne. :-)

Dalej nie mamy pomysłu na wakacje. w poniedziałek Mała rusza w tygodniową objazdówkę po Europie. Czeka ją 4000km.

wtorek, 24 czerwca 2014

... dobro wraca do nas, zawsze.
Traktuję, staram się traktować innych tak jakbym sama chciała być traktowana, obsługiwana.
W miarę możliwości daję napiwki, z myślą że ja też bym chciała je dostać.
Zatrudnionym pracownikom przy remontach domowych szykuję posiłek, co jak się okazuje nie jest takie częste. Ale wychodzę z założenia, że gdyby to mój mąż, syn pracował też chciałabym żeby ktoś go poczęstował śniadaniem na ten przykład.
Często oddaję swoje/nasz nieużywane już ciuchy innym, czy to bardziej potrzebującym czy też mniej. Mnie się nie przydadzą, ale może ktoś inny skorzysta. Do śmietnika szkoda, a może komuś okaże się to coś potrzebne.
Taką filozofię życiową wyniosłam z domu i tego uczę swoje dzieci.
I wiecie co, sprawdza się, działa i skutkuje, o czym przekonałam się już niejednokrotnie.

I tak sobie myślę, że fajnie, że tak to działa. Zrobiłam w szafach przy okazji stawiania szafy wnękowej, totalny misz-masz i kipisz, mnóstwo ciuchów powędrowało w świat. Wiele czasu nie minęło gdy moja ulubiona szwagierka zrobiła podobne porządki w swoich szafach i przytargała spore torby do nas. Obdarowała nie pierwszy już raz prawie nas wszystkich. Różnica między moimi a jej torbami jest taka, że jej ciuchy są nieco lepsze gatunkowo a do tego wśród tych rzeczy są ciuchy jeszcze z metkami. :-)
Za jakiś niedługi czas kumpelka zrobiła porządki w swojej szafie i obdarowała nas czyli mnie i Małą. :-)))

W kościele na mszy do koszyka zazwyczaj wrzucam jakieś drobne, 1-2zł. Ostatnio zdarzyło mi się z konkretnego powodu wrzucić dychę. Z myślą, że podzielę się, bo w końcu nie jestem w sytuacji tragicznej czy dramatycznej, mam to dam, po prostu. Nawet sama sobą się z lekka zdziwiłam, ale dałam :-) Wkrótce potem SZM przyszedł z informacją, że dostał lekką podwyżkę. Radosna to informacja więc fajnie było. Zaraz potem na kolejnej mszy, a raczej po niej, uznaliśmy za stosowne wrzucić z innego powodu kolejny banknot do koszyczka z tą samą motywacją, niech tam, mamy to damy, się podzielimy. I dzisiaj sie okazało, że ta zapowiedziana lekka podwyżka jest bardzo pozytywnie konkretna.
I nie mogę się opędzić od myśli "daj, a będzie Ci dane"

:-)))

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Żyję i mam się dobrze, dziękuję za wszystkie miłe słowa w komentarzach.
Jak będę miała doła to sobie wrócę do tamtego wpisu i poczytam komentarze.:-)

Party-niespodzianka - dla mnie, z okazji moich urodzin. To było takie miłe.
I pomyśleć, że ja wcześniej w głębi duszy przeżywałam, że nam się dróżki rozchodzą, że już nie jest tak fajnie jak było dawniej, że przesiadka pracowa jednak rozdziela... Ech.
Tak, stuknęło mi okrągłe, a jednak kanciaste czyli 45. W optymistycznej wersji to półmetek, może...
Jestem już dojrzała, spokojna, świadoma swojej wartości, asertywna kiedy trzeba (a przynajmniej tak mi się wydaje), pogodzona ze światem.
I gdybym miała wyliczać swoje osiągnięcia stosowne do okazji to na pierwszym bezapaelacyjnym miejscu postawiłabym swoje/nasze dzieci.
Bo cokolwiek bym nie mówiła o Młodym, jakkolwiek na niego nie narzekała, chciała go potłuc i ulepić na nowo, to i tak uważam, że fajny z niego facet. I przystojny i niegłupi. Tylko żeby dostał się pod skrzydła jakiejś mądrej kobiety, która go trochę ogarnie...
A Mała, Mała niech dalej będzie taka jak jest do tej pory. Po prostu.
Męża mam też fajnego, żeby tylko co nieco zrzucił z masy...
A te wszystkie studia i pracowe przesiadki to tylko miły dodatek.

Naszło mnie na przetwarzanie truskawek.
Mam już 18 słoiczków dżemów. Pyszności.
I jeszcze kilka zrobię takich malutkich, bo to fajny pomysł na upominek zimową porą.

wtorek, 17 czerwca 2014

09.06.2014
Weny brak jakoś. Może i raczej to pewne, że jednym z powodów jest brak stanowiska dowodzenia, niestety. Teraz nadaję od Młodego, bo jeszcze nieobecny. Ale pisze mi się źle i skupić myśli nie potrafię. 

Koniec roku coraz bliżej. Mała chyba doczeka się w tym roku paska na świadectwie, ale nie mówi, że będzie na pewno. Zobaczymy. Niespecjalnie mi na tym pasku zależy, ale jak postanowiła to niechaj działa. 

16.06.2014
Z pełną świadomością stwierdzam, że ów brak własnego komputerowego kąta zaskutkował brakiem potrzeby logowania się do blogowego świata.
Nie, żeby tak od razu zdecydowanie i na zawsze powiedzieć adieu. Ale póki co jednak tak jest.

Relacja w skrócie, bo weny do rozpisywania się brak, ale jakieś silne poczucie obowiązku zakorzenione dość głęboko mam:

- Młody w końcu obroniony licencjacko, póki co rekrutuje się na magisterkę. Jego związek nadal trwa, więc chyba jest OK. Nie mniej jednak jest dokładnie tak jak mu przepowiedziałam. Gdyby obronił się o czasie słyszałby teksty w stylu: no super, świetnie, że sobie poradziłeś, gratulacje, itp. A ponieważ dokonał tego z rocznym poślizgiem aż chce się tylko powiedzieć: nooo, nareszcie!
- Mała zaliczyła komers na koniec gimnazjum (jestem dumna z fryzury jaką skonstruowałam jej na głowie), zrekrutowała się do szkoły średniej, powalczyła o oceny, czeka na koniec roku i świadectwo z paskiem, nie przejmując się dostaniem się do szkoły średniej. Zaraz potem wyrusza na wakacyjną ekspresową wędrówkę po kawałku Europy. A potem jeszcze z harcerzami na obóz, a nie z nami na jakieś wywczasy, z których dobrowolnie zrezygnowała na rzecz owych harcerzy, niestety.
- anonimowe relacje małżeńskie zdecydowanie poprawione. Jest dobrze, ale chyba mogło by być jeszcze lepiej, więc trochę pracy jeszcze przed nami :-) Kompletnie nie mamy pomysłu na wakacje. A najprawdopodobniej będą to wakacje tylko we dwoje.
- za kilka dni stuknie mi magiczna cyferka 45 i jestem w głębokim szoku mentalnym, bo kompletnie tego nie czuję.
- w pracy niby OK. Zapuściłam chyba korzenie, z N_C_K nawet mi się dobrze pracuje, daję radę, uodparniam się na jej słowotoki, zsocjalizowałam się z tym nowym środowiskiem, czuję wręcz, że stare środowisko pracowe nie jest mi już tak bliskie jak onegdaj, ale nic na to nie poradzę, taka kolej rzeczy. Na horyzoncie pojawiła się nam jedna "ciężarówka" i konieczność jej zastępowania przypaść ma mnie w udziale. A to mnie akurat nie uszczęśliwia.
- dokształcanie podyplomowe ewidentnie zakończyłam. Póki co :)))
- badania TK w kierunku kontrolnym są OK, ale zdecydowanie nakazują pogłębić diagnostykę ginekologiczną. Pokazały się dwie struktury torbielowate (45mm i 18mm) których jeszcze w kwietniu dowcipny doktor nie widział.
- bieganie póki co ustało, znaczy się zaprzestałam, ale postanawiam i obiecuję się poprawić.
- babskie spotkania umierają śmiercią powolną i żal mi tego bardzo z jednej strony, a z drugiej jednak nie tak bardzo jakbym się spodziewała.

 

Pozdrowionka kochani, o ile ktoś tu w ogóle jeszcze zagląda.

:-)))

 

 

wtorek, 03 czerwca 2014

Tia...
nie ma już mojego kątka-zakątka komputerowego. Nie ma dawnego biureczka, lampeczki, skrzywionego fotela biurowego i ciepełka, jakie płynęło z tego maleńkiego pokoiku.
I powiem szczerze - już wiem co to są uczucia mieszane :-) Bo z jednej strony żal mi tego, co właśnie sama sobie zlikwidowałam, ale z drugiej strony cieszę się z tej szafy.
Tylko jakby radość jest raczej jakby mniejsza niż żal za rajem utraconym :-(

I usiłuję zadomowić się w tym lapku, ale idzie mi jak po grudzie.

Poza tym żyję, mam się prawie dobrze, ale nie powiem żeby było super. Zwłaszcza na linii SZM i ja, nad czym boleję bardzo. Bo to jest takie nienazwane, delikatne, drgające, ulotne niefajne coś, co czuć w powietrzu, dusi w klatce i dławi w gardle. ...ale jakby co to zawsze można powiedzieć też "ale o co chodzi?"
I z tym mi źle. Bo nie chcę takiego małżeństwa jakie mają moi rodzice, a widzę, że chyba w tym kierunku idziemy...