na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
czwartek, 25 czerwca 2015

Urodziny
miały być spokojne, ciche, liczyłam na jakieś wyjściowe ciacho, lody itp. Rodzinie zapowiedzieliśmy, że na imprezę nie mają co liczyć. Natomiast jedni tacy znajomi niespodzianie zawitali z życzeniami, a druga taka jedna jak się okazało w uzgodnieniu z moim SZM zajrzała popołudniową porą. I tyle było z rodzinnego wyjścia w gronie własnym. Dobrze, że asekurancko odmroziłam pyszne wielkanocne ciasta :-)

Chałupka
wysprzątana i na razie chłonę te momenty gdy jest czysto i wszystko lśni jak trzeba. Powinnam jeszcze zadzwonić do Pana_Złota_Rączka, ale tak mi dobrze w wysprzątanym kątku, że na samą myśl o jego wizycie odechciewa mi się dzwonienia.

Mała
odlicza dni do wyjazdu, a jedzie w poniedziałek, więc wiele czasu nie zostało. Zaliczyła profesjonalną wizytę u fryzjera czyli pasemka-refleksy, których na szczęście nie widać :-) I jeszcze hennę na brwi i rzęsy, i to był dobry krok :-)

Młody
po raz pierwszy w swojej karierze studenta (skończył 1 rok mgr) ma prawdziwe wakacje, bez żadnych wiszących nad głową egzaminów, zaległości itp.
Miota się trochę i szuka tej swojej połówki...

SZM
nadal uprawia tylko zajęcia z pilotem, albo medytacje w kranie wielkiego chrapa.

a ja
znowu biegam, drobnymi dystansami, kroczkami, cierpliwie itp. W głębi duszy cieszę się i świętuję utratę sporej wagi, czyli trochę anonimowego boskiego ciała. W pracy znowu kadrowa masakra, czyli 1. szkolenie, 2. urlop, 3. zwolnienie lekarskie i ciąża w perspektywie, więc pewnie dalej absencja, 4. macierzyński wciąż i nadal, a w tym wszystkim my dwie: N_C_K i ja. Super!

niedziela, 21 czerwca 2015

Najpierw obiecane fotki :-)

toaleta

...nijak nie chce ta moja toaleta pokazać się światu normalnie jak Bozia kazali,
tak więc już widzę te przekrzywione głowy wpatrujące się w monitor :-)
Na szczęście reszta zdjęć się już nie buntuje i jest OK do oglądania.

lazienka01

...przeogromny salon łazienkowy - głowa w górę :-)

lazienka03

ta sama łazienka - głowa prosto :-)

lazienka02

...i ten sam salon łazienkowy - głowa w dół :-)
Przyjdzie jeszcze czas na wymianę kosza na brudną bieliznę, bo ma być węższy, wyższy i z prostym wiekiem, żeby mógł służyć też za półkę na ciuchy. No i dywanik/ręcznik na podłodze zdałby się nieco inny, ale to też kwestia przyszłości.

Mam cichą nadzieję, że słychać ironię w moim głosie przy wypowiadaniu słów "salon łazienkowy" w stosunku do pomieszczenia o wymiarach 1,5 m x 1,5 m?

I moje kwiatki balkonowe do kompletu:

kwiaty01
niecierpek, który zachwycił mnie kolorem,
podobnie pelargonia,
a do tego jakieś takie białe w charakterze wypełniacza, jak już się rozrośnie oczywiście :-)

kwiaty02
tu inna wersja kolorystyczna: niecierpek, pelargonia i barwinek, który ma pięknie wypełniać kontrastowo przestrzeń i zwisać, jak się rozrośnie :-)

kwiaty03
tu zachwycająca kolorem pelargonia, begonia królewska
i biały wypełniacz przestrzeni, którego nazwy nie pamiętam:-)

A jechałam po kwiaty mając w planach tylko i wyłącznie begonie królewskie...

a teraz jeszcze notka:

Zasiedziałam się oglądając bezpośrednią transmisję z nocnego półmaratonu we Wrocławiu. Ale emocje... Nie, nie mam zamiaru biegać w półmaratonach, ale fajnie jest pooglądać. Zaliczyłam w mojej biegowej karierze jeden bieg i to bez specjalnego przygotowania, tak sobie z rozpędu wzięłam i pobiegłam; i było super. Dlatego mam przynajmniej mgliste pojęcie jaka to frajda brać udział w takiej imprezie. A spora ekipa z mojej okolicy pojechała pobiegać nocą po Wrocławiu, więc stąd to oglądanie.

Odwaliłam dzisiaj prasowańsko, caluteńkie prawie (bo rzeczy Młodego wyniosłam mu do pokoju, żeby sobie sam poprasował, bo mnie wkurzył przychodząc na bani o 5 rano z imprezy, podczas gdy zapowiadał, że wróci ok. 2). A mała wspomniana wcześniej doróbka drzwi do toalety jeszcze pewnie poczeka... :-)

Nie wiem jak to będzie z tym moim bieganiem, bo czuję tę kostkę, to nawet nie sam staw skokowy mnie boli, tylko przyśrodkowa okolica pięty daje znać, że żyje, istnieje no i lekko jest obrzęknięta. Udaję, że nie widzę tego obrzęku i boleję nad tym bardzo.
Rano na trening nie poszłam, bo po pierwsze mi się nie chciało, a po drugie uznałam,że bezpieczniej nie iść, bo jeszcze cały dzień przede mną.
Ze trzy godziny przestałam przy desce do prasowania, a potem w kuchni robiąc furę krokietów z mięsem. Potem se trochę dychnęłam, a potem pojechałam do Biedronki i do Lidla na zakupy spożywcze, bo w lodówce jakoś pustawo było.

Nauczona zeszłorocznym doświadczeniem zapowiedziałam SZM i rodzinie, że imprezy urodzinowej nie robię, że nie wiem czy będziemy w domu i takie tam i mam cichą nadzieję na miły spokojny dzień. Tesciowie nie przyjdą, bo już wiem, ale obawiam się czy matencja mimo wszystko nie zechce mi osobiście winszować. Zobaczymy.
Tak, mam dzisiaj urodziny. :-)

sobota, 20 czerwca 2015

Nadejszła wiekopomna chwila. Posprzątane, ogarnięte, większość niedoróbek już załatwiona, nawet kwiaty na balkonie posadzone. Jutro tylko odkurzyć dywan i drobna poprawka u drzwi do toalety. No i cała fura prasowania. Ale to już pikuś. Fotki jutro. Dobrej nocy.

czwartek, 18 czerwca 2015

Walka z kurzem właściwie zakończona, ale do efektu końcowego jeszcze sporo brakuje. Zwłaszcza energii i chęci z mojej strony. Lenia mam na maxa. Opuszki już prawie bez linii papilarnych, paznokcie wysuszone na wiór, stopy również. Masakra. I jeszcze całe mnóstwo drobnych rzeczy do zrobienia, tak zwanej wykończeniówki, ale powolutku idzie do przodu wciąż i wciąż. Musiałabym chyba załatwić sobie jeszcze wolne na piątek i wówczas może ogarnęłabym temat do końca. Ale rozejrzę się jutro w pracy.
Jutro w końcu do fryzjera. Odrost masakryczny, a zdecydowałam, że tym razem, pierwszy raz w życiu, farbować będę u specjalisty. Nie wiem co mi z tego wyjdzie, oby nie jakaś masakra.
Wczoraj zaliczyłam pierwszy trening po długiej przerwie. Zaliczyłam 5,2 km marszobiegiem tj. 3,5 min. biegu i 1 min. marszu. Powiem szczerze - czułam niedosyt. Ale tym razem będę biegać mądrze, rozsądnie i stopniować sobie wyzwania.
A przed wczorajszym treningiem stanęłam na wadze i... ta-dam!!! Proszę Państwa, zgubiono/wybiegano/zrzucono pełne 10kg. Sama widzę, że jest mnie mniej, ale nie spodziewałam się aż tyle. I oby tak dalej!
Młody już wakacjuje, bo jak powiedział po raz pierwszy nie ma zaległego egzaminu. Zadowolony z siebie :-)
Mała/Młoda też prawie wakacjuje, bo doznała kontuzji siatkarskiej. A jak wiadomo nie od dzisiaj paluszek i główka...

środa, 10 czerwca 2015

Ten nowy Blox to masakra jakaś dla mnie. Chciałam dodać fotkę, ale nijak nie ma opcji dodaj plik. Pogubiona jestem dokumentnie, na szczęście opcja pod nazwą stary widok nadal działa więc póki co jest dobrze, a martwić będę się niczym Scarlett z Przeminęło z wiatrem czyli jutro :-) Ale ja nie o tym chciałam...

Wczoraj Pan_Złota_Rączka zabrał manele, zainkasował kasiorkę i powiedział do zobaczenia. Do zobaczenia, bo kilka drobnych rzeczy ma do zrobienia, ale to dopiero za kilka dni, jak my zrobimy to, co należy do nas :)
Toaleta wygląda tak:

toaleta
niestety trzeba sobie skręcić kark, żeby tę fotkę zobaczyć, bo setny raz już edytuję tę fotkę i za każdą razę wchodzi bokiem - zatem sory i miłego oglądania :-)

A ja od wczoraj walczę z kurzem i zaprzyjaźniam się ze szmatą.

A Małą właśnie wywiozłam na wycieczkę szkolną. Kierunek - Wielkopolska.

Miłego dnia Wam życzę...!!!

 

godz. 15:48

Tak, zestarzałam się, moje dzisiejsze tempo walki z kurzem mnie powala, zabija i masakruje. Ruszam się jak mucha w smole. Pokój Małej załatwiony na maxa, łącznie z oknem. Ona sama wczoraj ogarnęła go tak wstępnie, dzisiaj ja doprecyzowałam i zakończyłam :-) Młody walczył wczoraj ze swoim - dzisiaj będzie(my?) go doprecyzowaywać. A póki co balkon duży wyszorowany, żeby pranie można było wieszać bez krępacji. Pralka od rana pracuje na maxa. A tymczasem ruszam do boju - ciąg dalszy zmagań kurzowych :-)

A sobotę... Industriada!!! Do soboty mam nadzieję być już odgruzowana - oby :-)

sobota, 06 czerwca 2015

Niestety w domu wciąż remontowo. Aczkolwiek podobno to już zdecydowany finisz. Pan_Złota_Rączka od tygodnia zapowiada finisz, ale jak powiedziałam na wstępie do Małej "nie wierzę remonciarzom" :-) Sama go uspokajam i prawie, że wolę żeby robił spokojnie, dokładnie i dobrze, a nie szybko i nerwowo, ale powoli wyczerpują mi się pokłady cierpliwości. Po prostu życie w takim rozgardiaszu męczy. W przedpokoju wciąż porozkładane kartony na podłodze, w progach do pozostałych pomieszczeń mokre szmaty i w caluteńkim mieszkaniu, wszędzie, na półkach, w szafach, wszędzie, wszechobecny kurz i pył. Nie wiem kiedy się odsprzątamy. Staram się być spkojna, ale nie jest to łatwe.
Do tego siedzę na czterech literach i nie biegam. Prawie caluteńki maj przesiedziałam na tyłku. Strzeliłam sobie 10 km i przeholowałam. Spuchnięty staw skokowy, który początkowo bardzo bolał. Teraz nic już nie boli, ale opuchlizna jeszcze troszkę jest. Fachman (do którego pobiegłam po ratunek) mówi, że jest duża, więc biegam do niego co tydzień i liczę na to, że za uszy mnie wyciągnie z tej opuchlizny. Zaliczyłam co prawda świetną imprezę biegową, której odpuścić nie chciałam, i czego wcale nie żałuję i za rok na pewno pojadę znowu, bo warto. Bieg samych kobietek :-) Super impreza i polecam :-))) Ale niestety po biegu znowu obrzęk, więc teraz powiedziałam stop i do końca remontu, do wysprzątania się nie idę biegać, muszę uzbroić się w cierpliwość i przesiąść na rower, bo jak fachman powiedział muszą być różne formy ruchu, a nie tylko bieganie i bieganie. Obiecuję sobie przesiadkę na rower, bo na rowerze jeździć mogę, biegać póki co jednak nie. Obiecałam sobie, że jak posprzątam i ogarne mieszkanie to zrobię porządek ze sobą i zafunduję sobie kosmetyczkę, tj. buzię, paznokcie i inne cuda, a do tego fryzjer z farbowaniem włącznie czyli remont mojej elewacji :-)
Zawirowania z naszą wspólnotą mieszkaniową przy okazji remontu instalacji elektrycznej doprowadzają mnie do stanu krytycznego. Bliska jestem rezygnacji z członkostwa w zarządzie. Z jednej strony rzuciłabym tym w diabły i niech się dzieje co chce, ja też chce tylko mieszkać i niczego nie mieć na głowie. Póki co zostało nas dwoje, jeden lekki oszołom i ja, bo ta trzecia osoba właśnie przez oszołoma zrezygnowała. Jak zrezygnuję i ja to zostanie tylko ten oszołom. Nie wiem czy tego właśnie chcę...
Remont trwa już miesiąc blisko, bo start nastąpił 11 maja... Zostaje mi czerwiec na wysprzątanie, lipiec na nacieszenie się i w sierpniu już wakacje. Masakra, jak ten czas szybko płynie...
N_C_K pracuje tylko do końca tego roku, zatem byle do grudnia lightowo, a od stycznia z pełną odpowiedzialnością i już na samą myśl mnie boli brzuch. Czy ja na pewno tego właśnie chciałam...?
Z powodu tego remontowania poczułam się zwolniona z obowiązku i praktycznie nie jeżdżę do matencji. I nie powiem żebym z tego powodu cierpiała. Moje sumienie szepcze mi do ucha jaka to wyrodna ze mnie córka i pewnie przyjdzie mi za to w przyszłości zapłacić, ale dusza jakby lżejsza bez bodźców z bezpośredniego pola walki na linii matencja - tatencjusz. Nawet mi raz ciśnienie skoczyła na maxa, bo tatencjusz sam z siebie do mnie zadzwonił, a tak normalnie to on do mnie nie dzwoni więc pewna byłam, że coś złego jest na rzeczy, ale jak sam mi powiedział, "nic się nie dzieje, noże pochowane".
Nasze stosunki czyli SZM i ja rzekłabym poprawne, bo po pierwsze SZM do późna siedzi w pracy, bo ma mnóstwo nadgodzin do wypracowania, po drugie nic złego się nie dzieje, a po trzecie ochów i achów też nie ma. Niestety.
Drażni mnie ta jego bierność, lenistwo, leżenie na kanapie z pilotem w garści, wysługiwanie się innymi (podaj mi prosze to czy tamto) i totalny brak woli walki z otyłością, a jest z czym walczyć. I z jednej strony go rozumiem, bo jak wróci po całym dniu z roboty to nic mu się nie chce, ale kurde mol niech się zbierze do kupy i zacznie cokolwiek to potem złapie bakcyla i samo pójdzie, bo się wciągnie. A on owszem, wciąga się i to chętnie, w piwko po pracy, do rączki pilota i w szybkim tempie wpada w tak zwane medytacje wydając przy tym odgłosy podobne do chrapania :-)