na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
wtorek, 29 lipca 2008
Urlopowego pobytu w domciu dzień pierwszy zaliczony :-)
Wycieczka w okolice też była. A jakże, rozrywkowa. Doszliśmy jednak do wniosku że przy obecnych temperaturach jakiekolwiek wycieczkowanie nie ma za bardzo sensu.
Jutro w zamian tapetujemy kuchnię. Z deszczu pod rynnę? Chyba nie.
Stęsknione dzieciaki posiedza domciu, w cieniu, w spokoju, przy necie (!) i telewizorni, w której nie wiedzieć czemu zrobiło się nam strasznie dużo programów. Pomyłka, albo zachęta, bo jak się człowiek przyzwyczai to żal będzie jak odetną :-)
A my odwalimy kawał dobrej i bardzo potrzebnej roboty. Plany sobie, życie sobie więc wszystko się okaże w tak zwanym międzyczasie.


...miałam prasować, bo mi już caluteńkie pranie pourlopowe wyschło. Właśnie - plany sobie, życie sobie...
poniedziałek, 28 lipca 2008
Wróciłam. Jestem. Melduję się po powrocie.Zebraliśmy się wcześniej.
Pogoda, a właściwie brak ładnej pogody bardzo dał się nam we znaki. Bardzo. Atmosfera, która właściwie od samego początku nie była taka jak być powinna, w miarę pogarszania się pogody kisła coraz bardziej.
Podsumowując, nie było źle, ale...
Niestety nie mogę powiedzieć, że naładowałam akumulatory, z miłą chęcią pojechałabym jeszcze gdzieś, żeby tak naprawdę odpocząć.
Spalałam się psychicznie. Nie potrafiłam przejść nad pewnymi rzeczami do porządku dziennego. Pewne zachowania, sytuacje są dla mnie ciężkie do zaakceptowania, boli mnie to i kaleczy mi psychikę. Zastanawiam się tylko czy ten facet w całym tym układzie jest szczęśliwy czy też przymyka oko dla tak zwanego świętego spokoju...
    Codziennie zadawałam sobie w głowie pytanie czy powinnam coś powiedzieć, czy lepiej nie... Skończyło się na tym, że nie powiedziałam nic. Zacisnęłam zęby i stwierdziłam, że nie mój cyrk, nie moje małpy, a to co dotyczy mnie osobiście to kiedyś może przy okazji... Generalnie nie wnikam w ich małżeńskie sprawy (żeby było jasne). To nie ich relacje spędzały mi sen z powiek. Po prostu nie potrafię, nie mogę pojąć jak to się dzieje, że osoba miła fajna sympatyczna zmienia się w ciągu kilku lat w... tyrana, despotę, sama nie wiem jak ją nazwać. Szukałam winy oczywiście w nas, w naszych zachowaniach, ale nijak nie potrafię jej wytłumaczyć, znaleźć żadnego sensownego wytłumaczenia.

    Szczerze mówiąc chętnie spakowałabym tę moją rodzinkę w auto i pojechała na te kilka dni jakie nam zostały (bo przecież do pracy dopiero za tydzień) gdziekolwiek, ale gdzieś.

    Wróciliśmy mając szczere zamiary jeżdżenia na wycieczki w okolice, ale co nam z tego zamiaru wyjdzie... tego nie wie nikt.

    Muszę przyznać, że generalnie spartoliliśmy sobie te wakacje na własną prośbę. Od początku coś to umawianie nam nie szło. Trzeba było zrezygnować i zamiast szarpać się na dwa obozy Młodego pojechać rodzinnie na tydzień choćby, ale gdzieś nad morze, nad wodę :-) Gdyby nie kasa (a właściwie jej brak) to byłabym skłonna szukać jakichś ofert lastminutowych.
    Mądry Polak po szkodzie.

To se ponarzekałam, ale jak tak człowiek wywali co mu na sercu leży to jakoś lżej...
czwartek, 17 lipca 2008
Dlaczego przejrzałam wiadomości Młodemu?
Nie, to nie chodzi o zwykłą babską ciekawość.
    Pisałam już chyba kiedyś, że Młody był na spotkaniu jakiejś grupy ludzi, którzy spotkali się na Fotce. Nie powiedział nam, że to spotkanie netowych znajomych, dowiedzieliśmy się po fakcie. Niby sam powiedział, ale musieliśmy go w rozmowie z lekka przydusić, no i było to po fakcie :-) Nie powinnam jako blogująca Anonimka-matka wypowiadać się nagannie na temat znajomości netowych, ale... No własnie ale. Mlode to głupie, naiwne, mało sprytne, więc jak na matkę (żeby nie powiedzieć matencję) przystało nie jestem zwolennikiem takich znajomości w wykonaniu dorastającej młodzieży.
    Dziś się złamałam, bo nie dość że do południa zrobił wszystko co miał przykazane, a roboty było sporo, bo jutro wyjazd (nareszcie!), to jeszcze na dzień dobry powiedział, że to ludzie z Fotki, obiecał stały kontakt sms-owy i w miarę wczesny powrót z MiastaWojewódzkiego, gdzie to spotkanie ma miejsce. Usiłowałam zrzucić odpowiedzialność na SZM stosując numer stary jak świat pod tytułem "jak cię puści tata, to idż", ale SZM wybrnął twierdząc, że Młody ma pomagać w domu, bo jutro wyjazd. nie miałam sumienia zmiękło mi serce, bo przecież na kija mi on po południu, wszystko co miał zrobić to już zrobił. I padło magiczne "jak się zgodzi mama to idź".
Pozwoliłam. Mam szczerą nadzieję, że nie będę żałować. Nie omieszkałam o tym powiedzieć Młodemu.

    Pakowanie trwa. Był pomysł, żeby jechać dziś, ale jestem zwolennikiem opcji "jutro z rańca".

    Gdyby nie dane mi było tu zajrzeć, to trzymajcie się cieplutko i do przeczytania za dwa tygodnie.

...a jeżeli gdzies po drodze na szlakach górskich natkniecie się na taka chateńkę to pomyślcie, że może tam właśnie wczasuje Anonimka :-)


niedziela, 13 lipca 2008
Mała "sprzedana" na kilka dni. Chłopaki w kinie. Za chwilę pewnie wrócą.

Źle się pakuje rzeczy na wakacje kiedy za oknem non stop albo błyskawice i grzmoty albo leje jak z cebra.

...a jutro do pracy. Znowu.
Odliczanie włączone.
Jeszcze tylko poniedziałek, wtorek, środa, czwartek i ...
WAKACJE! Znów będą WAKACJE! WAKACJE będą znów!

ps
...czy przejrzenie sms-ów w komórce i wiadomości w komuniaktorze nastoletniego syna jest bardzo naganne?
sobota, 12 lipca 2008
Czuję się jak mucha w smole. Przyspieszam ale nic to nie daje. Nie mam w sobie dość energii by cokolwiek zacząć działać. Upał obrzydliwy. Kręgosłup boli. plany miałam wielkie. to ostatni weekend przed wyjazdem. Chcialam posprzątać umyć okna, zmienic pościel, itp. Jeżeli nie zrobię tego ja, teraz, to matencja będzie sobie żyły wypruwać żeby wszystko błyszczało po naszym powrocie. Chyba w takim razie nie damy im kluczy :-)
SZM na męskiej imprezie grillowo-ogródkowej. Muszę go odebrać. Tyle rzeczy chciałam zrobić, a snuję się po domu jak niedobita pszczoła...
piątek, 11 lipca 2008
Odliczam dni do urlopu.
Za tydzien o tej porze będziemy już w podróży...
Nie spodziewam się rewelacji na urlopie. W zasadzie nie spodziewam się niespodzianek. Jedziemy w znanym towarzystwie, tak jak rok temu, w to samo miejsce, do tej samej samotni. Ale chcę odpocząć od pracy, od tych samych twarzy, tematów, problemów, układów. Jestem zmęczona psychicznie. Co przekłada się na zmęczenie fizyczne. Ból mięśni, stawów, wręcz porażenie odcinka kręgosłupa. nie jest to przyjemne, ale mam cichą nadzieję, że przez weekend mi przejdzie. Najgorsze jest to, że nie bardzo nadaję się do jazdy na rowerze. A tego akurat mi żal.

*

Dziś wieczorkiem imprezka urodzinowa. Tort i inne dobre rzeczy zapewne. A moja dieta...? Chyba wrzucę na luz i tyle. Zobaczę jeszcze czy warto się będzie złamać, czy powód złamania diety będzie tego wart :-)

*

...Iksińska...
...z jednej strony ja rozumiem, sama niejenokrotnie miałam okresy kiedy chciało mi się przestać pisać bloga, nie miałam weny, itp. Potem jednak zawsze przychodził dzien, że choćby drobną notkę, ale wrzucałam. Zauroczenie blogiem jakiemu uległam miało taki skutek, że w ciągu dnia łapałam się na myslach, że to cos właśnie muszę sobie zapisać, że trzeba by to ująć, że warto napisac to czy tamto. Teraz bardziej łapię się na ciekwości co u kogo słychac, bo znajomych blogowiczów traktuję personalnie, jak starych dobrych znajomych i nawet jak nic nie piszę, a tylko sobie poczytam co tam u Was to mi lepiej, i wystarczy. Ale z drugiej żal mi tych osób, które się wycofały z blogowego życia. Niejednokrotnie wspominam zastanawiając się co u nich słychać... Joanna_32, Kalio, Zielonaherbata...
Trochę mam wrażenie, że nasze komentarze przymusiły Iksińską do zostania tutaj. I mam z tego powodu wyrzuty sumienia, drobne bo drobne, ale jednak, a z drugiej strony bardzo się cieszę, że jednak nie zrezygnowała.

*

:-)
natchnienie mi się wyczerpało...
wtorek, 08 lipca 2008
Dialogi u ortodonty w poczekalni

Mała tak ni stąd, ni zowąd:
- obiecasz mi coś mamuś? Obiecaj proszę!
- ?
- dożyj do setki!
- ???!
- wtedy zawsze będę z Tobą...
- ... będę się starać, ale to nie do końca zależy ode mnie, wiesz przecież.
Kurtyna opada, a łza po policzku Małej toczy się perliście.

- - -

Mała czyta gazetę na literkę F, która ma w zwyczaju przy nazwiskach osób opisywanych podawać w nawiasie liczbę lat.
- To Edyta Górniak jest od Ciebie mamuś młodsza? O TRZY lata?!!!
- :-)
- A wcale nie wygląda.
Jak to dobrze miec tak obiektywne (!) dziecko. Już się czuję piękna, młoda i dowartościowana. Wszak dzieci mówia prawdę, prawda? - i tej wersji będę się trzymać :-)))
Otępienie, zdrętwienie przeszło mi na moje "pracowe" życie. Mamt takiego lenia, taką niechęć do pracy, taki brak motywacji, apatię i jeszcze nie wiem co dalej. Wypalenie zawodowe, po prostu. Odliczam dni do urlopu. Robię tylko to, co muszę, prawie się nie odzywam. I chyba dobrze mi z tym. Zastanawaim się tylko czy współpracownicy zauważają... Dobrze, że nie pytają o przyczynę zmiany zachowania. Ciężko by mi było im wytłumaczyć. Gdybym się tak pracowo miała spowiadać to personalnie też byłoby się do kogo podczepić. Powinnam się już po tylu latach przyzwyczaić.

Młody wrócił zadowolony, opalony. Poopowiadał gdzie byli, co zwiedzali, jak imprezowali i niestety, co wypile, jak i również ile. Nie jestem z tego bardzo zadowolona, ale tak sobie myslę, że to chyba sukces wychowawczy w pewnym sensie, że dziecko mi opowiada o imprezach obozowych, o alkoholu przede wszystkim :-)

Jutro z Małą postanowiłam na basen wybrać się. Nie powiem, żeby mi się bardzo chciało, ale Mała bardzo chce, więc co robić...

Do mojego, naszego urlopu niewiele już zostało. Ponieważ nie chce mi się jechac jak cholera (na urlop mi się chce oczywiście, tylko ten wyjazd mnie trochę nurtuje), spodziewam się, że powinno być ok.

A w moim piekarniku, już wyłączonym, na jutro zieloniutkie faszerowane papryczki siedzą. Sos pomidorowy już czeka.

Raport z odchudzania? W niedzielę trasa 41km. Waga wskazuje mi dziś 3 kg mniej niż tydzień temu.
Ruch, zero słodyczy, podjadania i wieczornych posiłków. To jest recepta :-)
czwartek, 03 lipca 2008
Rodzinka już w komplecie:-)
Do domu z lotniska przyjechaliśmy o 3 nad ranem, a do pracy na 7.00.

Spać...!
środa, 02 lipca 2008
Młody własnie wraca. Dostałam cynk, że jada na lotnisko. Wolałam nie wiedzieć, teraz się denerwuję. Wiedziałam o której lądują, ale nie obliczałam kiedy do samolotu wsiądą. A teraz nerwy.
Mam szczerą nadzieję, że wraca zadowolony.
Przykro mi tylko, że na jednym spontanicznym po wylądowaniu i na jednym wymuszonym przeze mnie sms-ie się skończyło. Zakładam że było ok i nie miał potrzeby się kontaktować, że oszczędzał, żeby nie przepłacać za minuty. I póki co tej wersji się trzymam.

...ale szykuję się gdzies tam w środku do rozmowy na temat egoizmu uczuciowego i emocji.
 
1 , 2