na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
środa, 29 lipca 2009
Dzisiaj po baaardzo długiej pauzie zainaugurowałam sezon rowerowy. Znowu. Konkretnie drugi raz byłam na rowerze w tym sezonie, wstyd się przyznać :-)

A Domator-komputerowiec poszedł na imprezę do klubu. Wróci nad ranem. Za moją, naszą zgodą. O wyjeździe póki co cisza. Aczkolwiek przypuszczam, że szturm dopiero nastąpi... :-)

Mała u matencji.

Wakacje. Luz - blues.
Chyba się zajmę SZM...
Niech się biedaczyna nie nudzi :-)

dopisek późną nocą:

I się nie zajęłam... Niestety, utknęłam przy zdjęciach z Chorwacji :-)
wtorek, 28 lipca 2009
Wierzyć snom, nie wierzyć... Niby nie wierzę, ale ilekroć przyśni mi się coś, co zwiastuje złe, mam w sobie taki wewnętrzny niepokój.Tłumaczę potem sama sobie, że to podświadomość, że to, śmo i owo, ale niepokój jak osad zostaje.

Jak się śnią małe dzieci, noworodki, niemowlaki to podobno źle. Woda, duża woda, zwłaszcza brudna, ciemna też źle.

Jakiś czas temu ilekroć śniło mi się dziecię maleńkie to matencja miała jakiś tam lekarsko-szpitalny incydent.
Zbieg okoliczności, przypadek. OK.
Na wakacjach tuż przed stłuczką śniła mi się powódź, ale woda była krystalicznie czysta i tylko do kostek, a jak zniknęła to tylko osad, jak z soli został.
No, OK, tam na wakacjach woda była czysta, a wcześniej zaliczyliśmy wycieczkę, gdzie takiej wody było mnóstwo, w strumyczkach, potoczkach, wodospadach, więc wiadomo - zapadła mi w pamięci.
Dziś w nocy śniło mi się, że w ciąży byłam, wysokiej ciąży i potem nagle z tego brzucha dziecko mi zaczęło wystawać na boki, tzn. rączki, główka i nóżki, a caluteńki tułów jeszcze we mnie był. I karmiłam je i jakoś nikt się nie dziwił. Teraz wiem, że to tak na jakiegoś potworka wyglądać by mogło, ale w śnie normą mi się zdawało być.
I nie wiem, czy stać by się mogło coś, czy sama szukam złego, czy może podświadomość mi psikusa robi, bo na okres czekam :-)))
niedziela, 26 lipca 2009
Poczta
Nie zaglądałam na pocztę już sto lat. Dziś postanowiłam nadrobić zaległości. Znalazłam tam przedawnione uprawnienia do blogów. Przepraszam tych, którzy myśleli, że ich nie przyjęłam. Jeżeli oferty/zaproszenia są nadal aktualne to polecam się pamięci. Obiecuję poprawę :-)

Matencja
Dzisiejsze popołudnie spędzone przy zdjęciach z wakacji. Zaprosiliśmy moich rodziców na wspominki wakacyjne. Było całkiem miło i sympatycznie. Aż się wierzyć nie chce.
Matencja próbowała kilka razy jakichś wybiegów zmiany tematu, czy też drobnego wywiadu w sprawie rodzeństwa, ale postanowiliśmy udawać głupich i nierozgarniętych, udaliśmy że nie załapaliśmy w czym rzecz.
Ręce opadają, bo matencja najpierw pyta się, radzi, przyznaje rację, a potem robi dokładnie odwrotnie, albo też robi to, co sobie umyśliła od samego początku. Mija trochę czasu i dojrzewa do momentu, że jednak to co powiedziałam ja ma sens, a jej decyzja nie jest taka trafna. I znowu się radzi, pyta, zastanawia, mysli i tak w kółko.
Nie mam już siły na zabawę w ciuciubabkę, mówię wprost - na ten temat nie będę z Tobą rozmawiac, bo moje zdanie w tej kwestii już usłyszałaś. Nie wiem czy nie czuje się urażona, ale doszłam do wniosku, że jestem osobą dorosłą, świadomą i nie dam sobą tak manipulować, szkoda mojego czasu, zdrowia i energii na takie czcze gadanie. To się chyba nazywa zdrowy egoizm.

Młody
Chłopak będzie miał wkrótce 18 lat. Zastanawia mnie co z nim jest nie tak. Nie wiem czy nie jest nawet źle...
Rówieśnicy umawiają się z dziewczynami, randkują na potęgę, spotykają się popołudniami w gronie swoich znajomych. A mój syn całe dnie spędza przy komputerze, albo gra albo gada na jakiś forach, czatach, tlenach. Ma towarzystwo realne, od czasu do czasu gdzieś tam wyjdzie, ale nie jest to stała paczka i nie jest to normą, to znaczy nie jest to codzienne to wychodzenie, codzienne to jest raczej siedzenie przed kompem :-(.
To samo z dziewczynami. Jak już sobie jakąś upatrzy to musi być z daleka. Tak jakby priorytetem była odległość. Zapewne przesadzam, ale chwilowo tak to odbieram. Musiałabym go chyba odciąć od neta, żeby zobaczyć czy da sobie radę. I do tego komórka w garści i non-stop sms-y.
Dobra, przyznam się, przeglądam je od czasu do czasu, żeby mieć rękę na pulsie, ale chyba mnie pokarało. Bo o ile w pewnym momencie dobrze było wiedzieć, że chłopak ma dość konfliktu na linii on-rodzice, o tyle wolałabym chyba nie czytać erotycznych smsików, które dostaje i które wysyła. Martwi mnie tylko, że to jakaś wirtualna znajomość. Kojarzy mi się z uprawianiem wirtualnego seksu, co moim skromnym zdaniem nie przekłada się na pozytywne doświadczenia praktyczne :-)
Nie ukrywam, że ciężko mi o tym pisać. :-)))

Prezent ;-)))
Sprawiłam sobie wczoraj spóźniony prezent urodzinowy. Zasugerowany przez SZM, ale chyba on w tej kwestii ma rację. Jeszcze trochę i zapewne rozpuściłabym urodzinowa kasiorkę, albo pokupowała mało znaczące drobiazgi, o których się potem nie pamięta, resztę dokładając do tak zwanego "życia". Prezent tym razem bardzo mi się podoba. Naprawdę. :-)))

piątek, 24 lipca 2009
Wynik OK.
Uff!
czwartek, 23 lipca 2009
Przed wyjazdem zaliczyłam wizytę u gina.
Niby jest dobrze, ale jest też drobny jeden mięśniak i w obrazie usg - torbiel.
Zalecone powtórne dokładniejsze badanie usg. Termin na drugą połowę sierpnia.
Tymczasem należy zrobić badanie krwi Ca 125. Znaczy markery nowotworowe.

Jadę jutro z ranka.
Niby się nie boję, niby jest OK, bezstresowo.
Ale - niby...
Jutro z rana jadę zrobić badanie Ca 125.
Znaczy markery nowotworowe.
Brzmi okropnie
środa, 22 lipca 2009
Podróż.



SZM najpierw się mądrzy, że droga prosta i wie jak jechać. Nie przygotowuje trasy, nie opisuje, nie robi prawie nic w kierunku trasowych przygotowań. Prawie - bo kupuje GPS-a. Wydaje mu się, że to załatwia wszystko.
Efekt - nadłożyliśmy drogi po polskiej stronie, a znajomi musieli na nas czekać :-(
Było nerwowo. Nawet momentami bardzo. Bez awantury, właściwie bez słów. To chyba we mnie wszystko buzowało. Czekałam tylko kiedy na coś wjedziemy, albo o cos zahaczymy, bo SZM co chwilę coś tam klikał na tym ichnim ekraniku zamiast patrzeć przed siebie. Potem się wyluzowało, przewietrzyło... :-)
Drogi wspaniałe. Wiadukty, tunele, mosty. Marzenie. Polskie drogi nie mogą nawet stanąć obok tamtych.
Moment kiedy zza ceglastych gór wyłoniło nam sie morze, wysepki i ogromne góry w tle - niezapomniany. Bezcenny. Obrazek jak widokówka.
I ta jazda pośród chmur. Cudo!

Kwatera, okolica, pogoda

Okolica, dom i apartament dokładnie takie jakie miały być. Przestronne, funkcjonalne, dosłownie nad morzem ze wspaniałym tarasem. Warte wydanych pieniędzy i przejechanych godzin. :-)))
Poranna kawa na tym tarasie smakuje wyśmienicie...



Przesympatyczni gospodarze. Ludzie jak się okazało mniej więcej w naszym wieku. Wydawać by się mogło, że można im tylko zazdrościć -  mają siebie, dwoje dzieci, pracę, fajny dom nad morzem, w pięknej okolicy. Ona zaczyna dzień od pływania w morzu, wieczorem siadaja na werandzie ze szklaneczką wina/wody. Czego więcej chcieć.... Cud miód i orzeszki, wydawać by się mogło. Kiedy podczas jednej z wieczornych pogawędek zeszliśmy na temat wojny - zmieniłam zdanie i ciężko mi było uwierzyć, że tyle przeszli i wciąż są tacy pogodni. Od początku wjazdu do Chorwacji nie mogłam odpędzić od siebie myśli o tej wojnie. Jak to było... Jak to możliwe...

Stres towarzyski

Objawił się w momentach błahych i wybuchł ze zdwojoną energią. Dotyczył SZM i Onej czyli Żony Drugiego Kierowcy. A ja trochę między młotem, a kowadłem. Widziałam błędy i niestosowności każdej ze stron, wiedziałam, że działają na siebie jak płachta na byka, wiedziałam, że SZM ma swoje racje, a Ona swoje. Na szczęście udawało nam się rozładowywać sytuację, trochę śmiechem, trochę żartem. Nie dochodziło do otwartych scysji. Zbyt dobrze się znamy, żeby sobie odstawiać takie numery. Ale pełnej sielanki nie było. Niestety. Jednakże decydując się na takie, a nie inne towarzystwo miałam tego pełną świadomość, SZM również.
W momencie próby, a niestety był taki, Ona zdała egzamin na piątkę i myślę, że to się liczy najbardziej. SZM też to docenił.
Ale czy spędzimy jeszcze wspólnie wakacje tego nie wiem. Śmiem twierdzić, że nie. I będzie to decyzja obu stron. Otwarta. Bez konsekencji w postaci zrywania kontaktów towarzyskich :-)



Bzdetka

Całe szczęście tylko bzdetka. Dla nas. Dla sprawcy na pewno nie bylo to ani wesołe, ani drobiazg. Mandat ok. 200 euro. Plus naprawa auta. U nas nie widać prawie nic. U niego lekki koszmarek.
Służba zdrowia przemiła. Wszyscy, prawie wszyscy mówią po angielsku. Mili serdeczni, przyjaźnie nastawieni. Konsekwencji medycznych nie było więc radiowóz odwiózł nas na miejsce.
Dodatkowe atrakcje w postaci przejażdżki ambulansem i radiowozem w programie wczasów nie były zaplanowane, ale cóż było robić...



Ceny

Niestety wszystko, absolutnie wszystko (może poza benzyną) jest tam absolutnie droższe. Nawet dwu- i trzykrotnie.
Wieźliśmy ze sobą jedzenie. Mięso, wędlinę, sery, zupki, makarony, ryż. Dużo jedzenia. Przyznaję. Ale nawet ten fakt nie przyćmiewa atrakcyjności Chorwacji.
Może gdybyśmy mieli większe zasoby finansowe nie byłoby problemów, ale z tego co zauważyłam jedzenie wiezie większość turystów; Polacy, Słowacy, Czesi, Chorwaci z kontynentu również. Dlatego też wszelkie apartamenty mają zawsze kuchnie z wyposażeniem.
Dla mnie to nie problem, bo co rano budził mnie SZM zaparzona kawką i gotowym śniadaniem dla wszystkich. Śniadanko stało już pod parasolem na stole na tarasie. Przygotowywał sam, albo z Małą, a czasem ja wstałam wcześniej... :-)))
Obiadem też zajmował się SZM. Chyba raz robiłam obiad osobiście. Poza tym wiadomo, że w grę wchodzą dania tak zwane szybkie :-)
Kolacji na ogół nie jedliśmy, albo był jakiś grill, albo kolacja u gospodarzy...

Fajnie mieć męża, który lubi gotować :-)))

Co do cen - tak samo drogie są wszelkie bilety wstępu, parkingi, pamiątki, drobiazgi...
Zastanawialiśmy się ile zarabiają Chorwaci skoro wszystko u nich jest takie drogie. A podobno ich zarobki nie powalają na kolana. Oni sami mówią, że żyje się im ciężko. Że kraj zadłużony. Każdy kraj ma swoje problemy. Patrząc na ich drogi wydawałoby się, że to kraina mlekiem i miodem płynąca, ale jak powiedział mi jeden Chorwat, jeżeli chcesz żeby przyjechali turyści, musisz mieć dobre drogi. To fakt.



Tytułem podsumowania

Wiemy już jak spakować się na kolejny raz. Wiemy jakie błędy popełniliśmy . Wiemy jak ich uniknąć. Wiemy na co się nastawiać, jak spędzać czas, jak przygotować się do podróży.
Ciuchów za dużo. Butów za dużo. Ręczników za dużo. Bielizny za dużo. Skarpet za dużo, w zasadzie nie potrzeba ich prawie wcale. Mnóstwo rzeczy totalnie niepotrzebnych.

Wróciliśmy cali, zdrowi, opaleni, wypoczęci, zrelaksowani i napaleni na raz następny.

Podsumowując powiem Wam, że SZM bakcyla złapał.
Już nie będę musiała go namawiać i przekonywać. :-)
Słowem - Yes! Yes! Yes!!!




opisałam dwa razy i widać Blox nie chce mojego opisu.
Coś chyba jest nie teges.
Za każdym razem ten sam komunikat w związku z czym daruję sobie kwieciste opisy. Będzie krótko zwięźle i dosadnie.
!!! ślicznie sobie opisalam w Wardsie podróż. Kopiuj / wklej - i za kija nie potrafię tu tego opublikować, bo mi non stop wyskakuje przed oczy komunikat, że tekst jest zbyt długi. No żesz ty...!
poniedziałek, 20 lipca 2009
Chronologicznie:-)

Koszmarna podróż. Next time trzeba na dwa razy, z noclegiem. 16 godzin w aucie to stanowczo za dużo.

Wspaniałe widoki, jak z obrazka i bez użycia Photoshopa.

Kwatera dokładnie taka jak miała być. Tuż nad morzem.

Pogoda rewelacja. Woda w morzu też.

Trochę stresu towarzyskiego, ale dało się przeżyć.

Drobna stłuczka, bzdetka.
Policja, przejażdżka ambulansem, kontakt z ichnią służbą zdrowia, potem kurs radiowozem. Dodatkowe wakacyjne atrakcje. Niestety okupione stresem, niby drobiazg, ale ważne że wszystko OK.

Cała masa fotografii, panoram, pejzaży...

A potem powrót i kolejne 16 godzin w samochodzie.

Ale było warto!!!

...a opalona jestem na maxa!

                        - donosi wywczasowana Anonimka


niedziela, 05 lipca 2009
W przedpokoju spakowane torby.
Wkłady do torby-lodówki już się mrożą.
Wypucowane auto stoi w blokach startowych.
Matencja znowu płacze i prawi kazania.
Mnie trawi wewnętrzny lęk i strach przed nieznanym.
Dzieci już się cieszą na wyjazd.
SZM jakoś tak bez sensacji.

Mam zamiar odpoczywać, pluskać się w cieplutkim morzu i grzać tyłeczek w słoneczku.

Wieczorem ruszamy.

Trzymajcie się ciepluteńko!