na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
środa, 27 lipca 2011
Nie mam weny, nie mam tematu.
Bo ileż razy mogę pisać, że wyglądam wciąż urlopu.
Po co fafnasty raz poruszać temat tego, że czuję się nadęta jak balon, gruba i nieatrakcyjna.
Po raz kolejny musiałabym napisać, że po kontakcie z rodzeństwem, a raczej jego połówką, wpadam w czarną dziurę kompleksów, zazdrości, niemocy i bezsilności.

a ponadto...
Zagramaniczna ciocia wkrótce wyjeżdża, a ja wiem, że w momencie gdy matencja zostanie sama na sto pięćdziesiąt procent zadzwoni do mnie i będzie przeżywać wizytę, bo one obie charakterne i czasem to aż iskry lecą :-/
Młody martwi mnie bardzo i sama nie wiem czy coś jeszcze mogę w tej kwestii. Wnerwia mnie jego upiększanie opowieści i zachowań, podkolorowywanie rzeczywistości i mój/nasz kompletny brak wiary w jego słowa. Bo nie wiem czy znowu nie ściemnia.
Mała wraca z wojaży wakacyjnych w piątkowy wieczór. Życzy sobie ciasto z galaretką :-) ale w wykonaniu matencji, "bo ona robi lepsze" i tej wersji się trzymajmy :-)))

poniedziałek, 25 lipca 2011
I zaczyna się błędne koło, bo zasiedziałam się jak głupia do tej nieprzyzwoitej pory, więc:
rano wstanę półprzytomna,
będę przez 8 godzin odliczać dni do końca dniówki,
po obiedzie padnę na drzemkę, bo mi zwoje nie wytrzymają,
po tej wspomnianej drzemce już tak szybko wieczorem nie zasnę,
znaczy posiedzę troszkę w nocy
i znowu:
rano wstanę półprzytomna...
niedziela, 24 lipca 2011
Zaliczyłam wizytę u fryzjera i póki co jestem naprawdę zadowolona :-) Teraz dopiero mam na głowie tak zwany kontrolowany bałagan i nie ważne jak się te włosy ułożą jest dobrze :-)))

Mała z obozu znaku życia nie daje znaczy, że jest fajnie, nie ma czasu na nudę, a pogoda nie ważna.

Gościmy się bo wizyta przyszywanej cioci zagranicznej zobowiązuje. Wczoraj SZM przygotował tak pyszny obiad, że zapomniałam o dietowaniu, przypomniało mi się w połowie dania :-)
I doszłam potem do wniosku, że nie ma więc sensu takie dalsze samobiczowanie. Od poniedziałku dalsza walka zapowiedziana.

Pogoda u nas nie najlepsza, zimno, ale póki co nie pada. Do urlopu zostało mi jeszcze trochę. Jeżeli za rok znowu wpadnę na głupi pomysł urlopowania dopiero pod koniec sierpnia to trzepnijcie mnie wirtualnie po moim anonimowym łbie, proszę. Wczoraj oglądaliśmy nasze zdjęcia z zeszłego urlopowania i tak mi się teraz chce, że już mnie skręca...

Cały czas mi siedzi w głowie gigantyczny znak zapytania dotyczący tego mojego awansowania, bo im bardziej o tym myślę, tym bardziej mi się go chce i jak się rozejdzie po kościach będzie niesamowicie żal. Z drugiej strony czemu miałoby się rozejść po kościach, skoro oficjalna propozycja, zapytanie i odpowiedź już miały miejsce. ...ale z trzeciej strony - dopóki nie ma nic na pewno, nic na papierze, nic na zewnątrz nie wiadomo to praktycznie rzecz biorąc wszystko jeszcze patykiem na wodzie pisane.

Lęcę się ubierać, bo razem z Młodym na obiadek do matencji jadę. Młody oczywiście jako mój osobisty kierowca:-)
...a SZM na warsztatach fotograficznych, na które sama osobiście go wepchnęłam, za darmo to czemu nie skorzystać, prawda? Zobaczymy czy będzie zadowolony.
Miłej niedzieli wszystkim Czytaczom życzę!
Pa!
czwartek, 21 lipca 2011
Z placu boju donoszę, że
- wczoraj wieczorem NIE ZJADŁAM lodów orzechowych
- a dzisiaj też odmówiłam
i nawet mnie nie kusiły tak bardzo
:-)))

- - -
edit: 22.01
nie zjadłam również ciasta u matencji i czekoladek z ajerkoniakiem
:-)



środa, 20 lipca 2011
Póki co jestem konsekwentna i NIE ZJADŁAM  pracy ogromnej porcji przepysznego tortu. Jestem z siebie dumna :-)
Czyli pół dnia bez słodyczy za mną, aż się boję jak dam radę dalej, bo to nie chodzi o to, żeby jeść mało czy tez nie tłusto, nie, rzecz w tym żeby nie wciągać słodyczy, bo wszelkie słodkości to dla mnie pokusa okropna. Trzymajcie kciuki za dalszą część dnia.
A w lodówce pyszne lody... Buuu! Ale dam radę. Pooglądałam się na zdjęciach z wycieczki zagramanicznej - to też świetna terapia, od razu zmienia się myślenie :-)))

= = =



wtorek, 19 lipca 2011
Zapracowałam na to bardzo ciężko, sama, osobiście.
Mam co chciałam.
Nadbagaż i niechciane towarzystwo.
Dojrzałam do męskiej decyzji.
Jutro zaczynam.










Walczę z kilogramami

:-)))

- - -
edit: 20.13

Moje życie dzieli się na poszczególne etapy:

- (może) od jutra zacznę więc jeszcze dziś sobie podjem :-)
- zdecydowanie zaczynam od jutra, ale jeszcze coś wszamam
- tak się objadłam, że już nie mogę więc od jutra na pewno
- totalna desperacja więc czas zacząć
- ograniczenia jedzeniowe znaczy dyscyplina
- satysfakcja z efektu - jak mi fajnie!
- brak ograniczeń czyli Anonimka-jamochłon
- i na co to wszystko skoro znowu wyglądam jak wyglądam


Poniedziałek pracowy zaliczony. Uff.
Ciężko było. Brak chęci, powera, motywacji i sił. Okrojony urlopowo skład nie pomaga w pozytywnym nastawieniu. Odliczam dni do urlopu. Niestety idę na urlop ostatnia.
Od kilku już dni mentalnie wędruję po wakacyjnych chorwackich dróżkach. Znaczy przeglądam informacje na forum :-) Może dlatego ciężko tak potem wrócić do rzeczywistości?
Codziennie zadaję sobie pytanie czy propozycja ze strony szefostwa dojdzie do skutku, czy podołam, dam radę wciągnąć się w tyle nowych rzeczy i jednocześnie utwierdzam się w przekonaniu, że chcę tej zmiany.

Finanse temat rzeka znaczy dramat w czterech aktach czyli jeszcze trochę i przekroczymy dopuszczalny debet.
Zajadam finansowego stresa. Pochłaniam gigantyczne ilości jedzenia, jestem wiecznie głodna. Śledzie, słodycze, mięso, pieczywo, słodycze, czekoladki, ciasteczka i jogurty w dowolnej kombinacji. Nie jestem w ciąży, wszak mam Mirenę, bo inaczej pewnie bym się już nad tą ciążą zastanawiała, choć z drugiej strony kontrasty smakowe lubię od dziecka (biszkopty + ogórki konserwowe - pycha!).  Wagowo przybrałam sporo, ale póki co strategiczne miejsca (patrz biodra) jeszcze nie wyglądają tragicznie. I tej wersji będę się trzymać :-). W wakacyjne ciuchy jeszcze(!!!) wchodzę czyli dramatu póki co nie ma. Ale codziennie obiecuję sobie, że przyhamuję. Pewnie jak już dostanę okres to samo mi minie :-/

Przysnęłam dzisiaj podczas oglądania Transformers'ów i jakoś nie żałuję. A potem obejrzeliśmy lekki i przyjemny filmik Poznaj moich rodziców.
Nie dałam się już namówić na Wybuchową parę, mam nadzieję, że obejrzymy to jutro.

Po południu znowu była drzemka i teraz spać się nie chce. A rano budzik woła...




niedziela, 17 lipca 2011
Taka prawdziwie leniwa niedziela.
Mieszkanko dopieszczone wczoraj na maxa więc psyche też uporządkowane. Z rana doprasowałam kilka rzeczy, które mi zostały z czasów prania i pakowania Małej do wyjazdu.
Pogoda cudna, nawet aż za bardzo jak się okazało. Zrezygnowaliśmy z rowerów z powodu upału i duchoty właśnie.
Wypiłam pyszną kawę oglądając Dzień dobry TVN.
Doczytałam książkę.
Poszliśmy razem do kościoła na mszę, a zdarza się to rzadko.
Potem SZM przygotował obiadek, po którym mnie zmorzył sen.
Z całego prasowania został jednak stos koszul (bo ja nienawidzę prasować koszul i odkładam je zawsze osobno licząc na cud), które SZM sam z siebie poprasował po południu, kiedy ja przysypiałam.
Potem przesiadłam się do balkonowego fotelo-leżaka i ze szklanką winka z lodem w garści czytałam rozkoszując się chwilą. Z fotelo-leżaka korzystam z rzadka, wręcz okazjonalnie, ale sama świadomość, że go mam, że stoi i czeka warta była tego by go kupić. Dzisiaj przyszedł czas na korzystanie z dobrodziejstwa posiadania go :-)
Mała zadzwoniła zadowolona, a Młody polazł gdzieś do kolegi i ma wrócić o 23.00
Jedyny kwas to telefon matencji, która lamentuje przez telefon:
- że Młody nic się nie uczy tylko imprezuje, a ma przecież dwa egzaminy do zdania i że jakże to tak (odsyłam do rozmowy z zainteresowanym, niech on się nasłuchuje a nie ja)
- że jakże to tak, co ze mnie za matka, że nie kupiłam Młodemu osłony jelitowej przy antybiotyku (zapomniałam kupić, moja wina, a terapię ma bo się do niego kleszcz przyczepił)
- że smutno jej, bo nikt do niej, do nich nie przychodzi, nie dzwoni i w ogóle
(prawie wszystkie rozmowy sprowadzają się do tematu tatencjusza więc się nie dziwię, że nikt jej nie odwiedza, bo sama tego unikam;
kontakty towarzyskie im się urwały, bo towarzysko to oni zawsze byli kiepscy;
ze wszystkim swoimi koleżusiami się jakoś tak popstrykała i z perspektywy czasu nie wiem czy jej po prostu nie miały dosyć, czy to nie była jej wina, czy po prostu trafiała na kiepskie towarzyszki.
I co mam jej poradzić? Mówię, zachęcam niech idą na spacer - i słyszę wiesz, że ojciec się do spacerów nie nadaje, tak wiem on się do żadnego życia towarzyskiego nie nadaje, mam wrażenie, że życie towarzyskie to on ma swoje, głęboko odcięte od nas, a już na pewno od matencji.
Żal mi jej, bo towarzystwa nie ma żadnego, nikt nie dzwoni, nie zajrzy, a na swoim mężu wiesza psy, więc on też jakby odpada w przedbiegach)
Ale poza tym jest OK.

Szkoda, że jutro trzeba do pracy...
sobota, 16 lipca 2011
Mała wakacyjna wyjazdowo, już na miejscu.
Rano pojechaliśmy wyekspediować pociechę. Niezły tłumek rodziców żegnających swoje latorośle pod zamkniętym jeszcze centrum handlowym robił wrażenie :-) Oprawa muzyczna jak co roku ta sama. Lubię ten moment gdy autokary odjeżdżają, rodzice i dzieci do siebie machają, a z głośników słychać bardzo aktualne "...gdy nie ma dzieci w domu to jesteśmy niegrzeczni". :-)))

Zaliczyliśmy dzisiaj z SZM wycieczkę rowerową. Jakieś 15 km. Na spokojnie, ale postanawiamy, że będziemy jeździć częściej. Po wojażach zjedliśmy obiad i zasnęłam mając bardzo duże plany. Obudziłam się ok. 17.30 i na spokojnie zaczęłam ogarniać chałupkę.
W pokoju Małej na te dwa tygodnie zaaranżowaliśmy sobie sypialnię. Bardzo mi brakuje sypialni na co dzień.
Jak mnie wzięło na sprzątanie to nawet umyłam okna w dużym pokoju, ale tylko dlatego, że miałam straszną ochotę powiesić nowe firanki. Nowe, ale z historią :-) bo matencja sprawiła je sobie; kupiła, uszyła, zawiesiła i doszła do tego, że jej się nie podoba. A mnie owszem, ale w inny sposób, więc uszyła wg mojego widzi-mi-się i leżały i czekały na właściwy moment. I właśnie nadszedł. Wiszą.
SZM poszalał w kuchni i zrobił już dzisiaj pyszny gulasz na jutro. To będzie tak wspominkowo po naszej wycieczce na Węgry ;-/

Teraz Młody na imprezie w klubie, a SZM przysnął przed TV, gdzie leci Festiwal Piosenki Rosyjskiej, jeśli dobrze słyszę. Powinnam jeszcze ogarnąć kilka miejsc, dlatego póki co spadam stąd.

= = =
edit: 23.25
jeszcze nie spadłam, bo zaczęłam tak od niechcenia zaglądać do Was no i popłynęłam:-)
Pamiętacie jak pisałam, pytałam o płyn do płukania prania? No więc zakupiłam Silan żółty i piorę i piorę i piorę. a prania trochę było, bo to przed wyjazdem, a teraz po :-) W ciągu tygodnia już prawie mi się skończył litrowy zapas płynu :-)
Wpadłam w jakiś kurzy szał praczki. Może to trzeba leczyć?
piątek, 15 lipca 2011
Koniec tygodnia pracowego. Hurra!
Jutro wyprawiam na wakacje moje małe dziecko.
Duże zostaje w domu.
Indeks (bez wpisów!) mu przyjęli, ale na wrzesień dwa egzaminy kolą w oczy jak nic. Ech...

Nie rozpisuję się, bo póki co lecę do kuchni.

 
1 , 2