na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
środa, 31 lipca 2013
Walizki stoją od wczoraj. Póki co prawie puste.

...za cholerę nie potrafię się zmobilizować, ruszyć dupencji i sfinalizować pakowania. Kiedyś czytałam, że to jest jakaś zmiana w mózgu czy coś w ten deseń, jednostka chorobowa jakaś, że człowiek mobilizuje się tuż przed terminem, godziną zero. I ja tak właśnie mam. Muszę wiedzieć, że jest deadline, nóż na gardle i wtedy wpadam w kurzy szał, biegam z błyskiem w oku i rach-ciach w try miga robię to, co dzień-dwa wcześniej szło mi jak krew z nosa. I za to się nie lubię, bo mi to przeszkadza w funkcjonowaniu. Potem działam do późna i w efekcie zazwyczaj jestem niewyspana, zmęczona.

...
czas najwyższy już ruszyć te cztery litery...
wtorek, 30 lipca 2013
Walizki do pakowania zostały wyciągnięte i pierwsze rzeczy już w nich wylądowały :-) Za dużo pakowania nie ma bo to zaledwie 9 dni pobytu.
Potem powrót do domu, szybkie przepakowanko i znowu start do góralskiej rodzinki SZM.
Negocjuję z SZM, żeby to nie było zbyt długo, bo owszem lubię ich ale nie aż tak, żeby siedzieć im na głowie przez calutki tydzień. :-)

poniedziałek, 29 lipca 2013
...i pojechali.
Zamieszania było sporo, bo 9 osób w naszym mieszkaniu to już z lekka tłok.
Złapałam się na tym, że aby mieć chwilę spokoju, ciszy, samotności wychodziłam na balkon. Bo taki tłumek mnie męczył. Zbyt mała powierzchnia dla takiej ilości luda.
Goście fajni, mili, sympatyczni. Minus jeden, ważny, istotny, ale póki co (dla nas, bo ich to mi żal) do przeżycia. Przesadna religijność głowy rodziny. Jestem pod wrażeniem spokoju i uległości jego partnerki. Snuć by można opowieści długiej treści. Ale co mi tam, nie mój cyrk, nie moje małpy.
Było fajnie mimo przeraźliwego upału, który był po prostu obrzydliwy, męczący i w ogóle odbierał chęć życia. Goście zjechali w piątek i już od progu zakomunikowali, że będą tylko do poniedziałku wbrew wcześniejszym ustaleniom. Powiem szczerze - nawet się ucieszyłam, bo było mi to na rękę. Wszak czeka nas pakowanie nad morze :-) Mój tatencjusz mawia, że gość jest dobry rzadko i krótko. I coś w tym jest, bo mimo całej fajności czuję się po prostu zmęczona i nie tylko ja, bo sama Mała mi też tak powiedziała.
Dzisiaj zaraz po pracy mmo upału rzuciłam się w wir sprzątania, zmiany pościeli, porządków ogólny i doprowadziłam chałupę do stanu wyjściowego. Pralka pracowała na pełnych obrotach, schło w ekspresowym tempie, bo żar się z nieba lał. W ferworze walki nie przeszkadzał mi upał, bo i tak byłam upocona na maxa więc pomachałam jeszcze żelazkiem przy zaległościach i teraz schnie ostatnia partia prania, a sterta do prasowania jest już raczej symboliczna :-)


piątek, 26 lipca 2013
Młodemu rozsypał się ten czteromiesięczny związek. Przeżywa, sama widzę. Rozmawia z nami, a to dobrze. Mówi rozsądnie i zastanawiam się tylko czy tak mówi, bo mówi to co chcielibyśmy usłyszeć, czy faktycznie takie właśnie jest jego zdanie.
Mała z wywczasów swoich wróciła wczoraj zadowolona i opalona. Jej sympatia dzisiaj sprawiła nam trochę zawirowania, które okazały się szczęśliwie nie takie na jakie wyglądały, ale trochę emocji było.
Chyba wolałam kiedy oni oboje byli mali, młodsi i ja, czy też my oboje zastanawialiśmy się nad tym jaką by tu im frajdę sprawić.
A jeszcze SZM przez przypadek wrzucił na TV filmiki z lat zamierzchłych kiedy to Mała jeszcze maleńka była, a Młody był na serio młody. I my jacy inni... Takie zatrzymane w kadrze wspomnienia.
W pracy u SZM wciąż jeszcze się dzieje i dzieje i nikt nie jest pewien dnia ani godziny. A tu niespodziewajka dla SZM od szefa - znaczy podwyżka. To chyba mu dobrze rokuje. Oby.
Jeszcze dzisiaj spoko-luzik, ale jutro o tej porze w naszym domu, mieszkaniu będzie tłoczno. Nasza czwórka i goście czyli pięć osób.
Ciasto z bezą stygnie, fasolka po bretońsku właśnie się dogotowuje w szybkowarze, menu na dni następne wstępnie ustalone, zakupy prawie zrobione, pościel przygotowana. Niestety straszy cała fura rzeczy do prasowania, ale na to już nie poradzę nic, bo po nocy prasować nie mam zamiaru najmniejszego, a dzieci jutro posprzątają chałupkę więc nie mam sumienia zaganiać ich jeszcze do żelazka.
Boję się tych odwiedzin, boję się takiej ilości ludzi, ale nastawiam się pozytywnie. Będzie dobrze, bo musi być dobrze.

I jeszcze odliczanie - do naszego wyjazdu wakacyjnego zostało 7 dni.
Mam szczerą nadzieję, że nie będę musiała nas pakować w towarzystwie naszych gości...
poniedziałek, 22 lipca 2013
Pogoda jak marzenie, ale na wywczasy, a nie do pracy.
Mała wczasuje, zwiedza, odpoczywa, mam nadzieję, że wróci zadowolona. Wyjechała w poniedziałek z samiuśkiego ranka, a ja zaraz po pracy zabrałam się za porządki. Zaczęłam od jej pokoju i odświeżyłam co się dało. Pozaglądałam w kąciki rzadko odwiedzane. Znalazłam też to i owo. Ani się człowiek obejrzał a już za troszkę pojadę ją odbierać.
Młody siedzi w domu i nie zanosi się na to, by miał gdziekolwiek pojechać, bo jak mu sama powiedziałam wakacje by miał gdyby obrona licencjata była już za nim, a tak to ma niestety przed sobą trochę pracy, a nie wczasowanie. O wakacjach pogadamy po obronie. Problemem będzie by załapał się na rekrutację na magisterkę. Oficjalnie powiedziałam, że albo się studiuje, albo się pracuje, bo siedzenia w domu nie planujemy. Ręce mi opadają, jak widzę jak to on się zabiera do pracy, jak mu to idzie, jak krew z nosa. Rozdział nr 1 podobno ma zatwierdzony. Pisze rozdział nr 2 i czeka na akceptację ankiety, ale pani promotor póki co ma urlop więc nie widzę powodu, dla którego miałaby się fatygować i mu odpowiadać. Potem musi zrobić badania, uzyskać akceptację rozdziału nr 2, dopisać rozdział nr 3 i resztę plus tak zwane dopieszczanie całości. A z tym wszystkim powinien zdążyć jeszcze w sierpniu, bo pracę trzeba złożyć dwa tygodnie przed obroną, a 10-go jest rekrutacja na mgr.
Sama się zdziwię, jeżeli mu się to uda...

- - -
Pod koniec tygodnia na kilka dni wakacjowania zjeżdża do nas rodzinka SZM. Dwoje dorosłych i troje dzieci. Chyba pierwszy raz będziemy mieć taki najazd, mam nadzieję, że damy radę :-) Miejsca noclegowe już rozplanowane, menu ustalone. Daj mi Panie cierpliwości. I siły.

- - -
w pracy walczę sama ze sobą i mimo wcześniejszych moich wewnętrznych deklaracji samej sobie biorę się za zaległości N_C_K, bo potrzeba uporządkowania tego burdelu jest ode mnie silniejsza, a na to, że zrobi to ona nie ma co liczyć w żadnym razie. Więc działam.

- - -
Spotkanie towarzyskie najpierw studenckie, a potem babskie - zaliczone. Jak zwykle było fajnie. Tym razem bez moich wewnętrznych dylematów czy ja tam pasuję i takich tam innych.

- - -
a póki co byle do końca lipca, a potem nad morze!




piątek, 12 lipca 2013
Koniec tygodnia nareszcie. To raz.
Roboty nie przerobię, bo i po co. Wyhamowuję sama siebie, ale jest Ok. To dwa.
Powinnam częściej jeździć na zakupy ciuchowe, a nawet nie na zakupy, a do przymierzalni. Jak się naoglądam swojego ciała w przymierzalnianych lustrach, jak widzę to co widzę, to szlag jasny mnie trafia, żałość ogarnia i ogólny wk--w na to, że wyglądam jak wyglądam. Bo nie tak o sobie myślę, nie tak sobie siebie projektuję.
...a lustro w przymierzalni jest BEZLITOSNE.
I tak to.


a dla poprawy nastroju rzuciłam sobie na paznokcie wściekły róż. Naprawdę wściekły :-)

poniedziałek, 08 lipca 2013
Pod wpływem matencji strzeliłam sobie właśnie mini SPA w moje osobistej łazience, czyli maseczkę domową na twarz i dekolt. Będę piękna, młoda i jędrna. Póki co teraz jestem już ściągnięta na maxa, czuję się jak żywa mumia!
Aż żałuję, że nie mogę tu wrzucic takiej sweet foci. Powaliłaby Was na kolana.
Na pewno.
Weekend był się skończył, a szkoda bo był fajny.
Zaliczyliśmy rodzinną wycieczkę do Krakowa. Celem naszym były podziemia rynku. Polecam, bo naprawdę warto. Zaliczyliśmy też długi spacer. Naprawdę był długi, bo pod koniec gdy docieraliśmy do zaparkowanego auta myślałam, że mi nogi wyjdą ramionami. A w drodze powrotnej  obiecany postój na posiłek. Pogoda dopisała, nawet bardziej niż myśleliśmy.
I jeszcze tego samego dnia wieczorem zajrzeliśmy do dawno, naprawdę dawno bo chyba ze dwa lata nie odwiedzanych znajomych. A tam byli jeszcze jedni :-) Głupio i niezręcznie było nam odwoływać potwierdzoną wcześniej wizytę, więc mimo zmęczenia zjawiliśmy się tam. I fajnie było. Nie widzieliśmy się z nimi szmat czasu, ale na szczęście nie było krępującej ciszy, było wesoło i śmiesznie. Aż się chce powtórzyć taki wieczór.
A niedziela to był totalny luzik-leniuszek. Matencja dzwoniła z zaproszeniem na jakieś pyszne ciacho, ale nie dałam się skusić, bo zdawałam sobie sprawę, że jak przyjmę to zaproszenie to rodzina mnie zlinczuje. :-)

Mała wyjeżdża za tydzień, dzisiaj na moją prośbę wyciągnęła walizę i zaczęła wstępne przygotowania. Nie lubię pakowania na ostatnią chwilę, więc wolę jak wcześniej wrzuci sobie tam ciuchy, które chce zabrać, kosmetyki i wszelkie inne niezbędne duperelki. Nie chcę biegać z szaleństwem w oku na dwa dni przed wyjazdem.

Cieszę się, że skrystalizowały się nam te wakacje. Teraz jak już wiem gdzie i jak, to się cieszę i czekam, a przedtem byłam taka zawieszona w próżni.

Skończyłam oglądać Ranczo. Dokończyłam też wszelkie serialowe odcinki, które mi jeszcze wisiały do obejrzenia (Lekarze, Przyjaciółki, Prawo Agaty). Teraz czekam na nowe sezony. Szkopuł w tym, że ja nie oglądam ich potem w TV, bo przeszkadza mi to, że muszę znaleźć czas wtedy gdy oni je emitują. Ja lubię sobie pooglądać wtedy kiedy to mnie pasuje. I najlepiej kilka odcinków jeden po drugim.
Wciąż mam jeszcze do zobaczenia połowę ósmego sezonu Gotowych na wszystko. I potem w temacie seriali to by było wszystko, musiałabym sobie znaleźć coś nowego do oglądania. Albo dooglądac te filmy, które na mnie wciąż czekają. Drogówka, W ciemności i cała masa różnych innych i polskich i zagramanicznych. Tylko, że do niektórych filmów to trzeba mieć nastrój, bo nie jest na przykład łatwy w odbiorze, a takie Ranczo na przykład to świetna odskocznia. I niejako zmusza do refleksji i pośmiać się można.

Specjalista medyczny zalecił mi jeszcze jedno kontrolne badanie TK za kilka miesięcy. Jak powiedział "wie pani, żaden złośliwy rak przez 10 miesięcy nie będzie siedział cicho, więc będzie pani mieć pewność". A na razie spoko-luz, tak na 99,9% :-)

A rano do pracy rodacy...
czwartek, 04 lipca 2013
wakacje
Krystalizują się nasze plany wakacyjne. Dzisiaj SZM zarezerwował nam tydzień nad Bałtykiem. Potem wracamy do domu, szybka przepierka i odstawimy Małą do góralskiej rodziny SZM, zaliczając tam również kilka dni. Nie powiem, żeby ten pobyt u rodziny SZM był moim wymarzonym sposobem na spędzenie drugiego tygodnia urlopu, ale póki co nie oponuję. Zobaczę co przyniesie życie. Po cichu w głębi duszy liczę na to, że może przedłużymy nasz pobyt nad morzem, a na razie cieszę się z tego co mam i zamawiam piękną pogodę na pierwszą połowę sierpnia :-)
Na te wywczasy jedziemy bez Młodego, bo już z nami jechać nie chce :-)
Młody
zaliczył dzisiaj pierwszy konflikt w swoim młodym związku. Pokłócili się ostro. Aż do łez. Obojga. Znaczy, że Młody zaangażowany mocno. Wszystko sam mi opowiedział.
Niejakim miodem w tej sytuacji na matczyne serce jest fakt, że jak Młody płakał to tuliła go siostra czyli Mała...
Mała
zapytana przez SZM nie chciała jechać z nami na wywczasy, bo chciała od razu na cały miesiąc w góry. Tu jednak matka-anonimka postawiła veto i zdecydowała zaocznie o rezerwacji miejsca również dla córki, która najpierw ostro protestowała, ale jak zobaczyła konkrety (miejsce i towarzystwo) to jej się oczka zaświeciły. A w góry przecież też pojedzie. Więc będzie i wilk syty i owca cała.
Pracowo
na chwilę obecną jest na plus.
Czuję, że ogarniam temat, że panuję nad sytuacją, że będzie dobrze.
Niestety do pełnej samodzielności jeszcze mi daleko, ale z drugiej strony może to i dobrze, nie będę rzucona od razu na głęboką wodę.
...
no to skoro tak dobrze się czuję, to już za chwileczkę, już za momencik powinna wyskoczyć jakaś śmierdząca niespodziewajka.

poniedziałek, 01 lipca 2013
Rodzicielskie cienie, bo o blaskach już nie pamiętam

O Bosze, gdzie to te czasy kiedy się człowiek martwił tym, że kupka jest albo jej nie ma, a co by chciał, a jaki prezent, a kim będzie, a a czy w przedszkolu znajdzie kolegów, czy będzie płakał i takie tam inne dyrdymały...? Gdzie popełniłam błąd, że spod moich skrzydeł taka sierota beznadziejna wyszła, której brak odwagi cywilnej by strzelić prawdę prosto z mostu, która sama nie potrafi o siebie zadbać, zdaje mu się, że rozumy zjadł i nikt nie wie co kombinuje, bo on taki sprytny i cwany jest. Właśnie cwaniactwa mu brakuje, bo proste to jak but i fantazji mu brakuje, takiego smaczku. Prosty w obsłudze jak cep. Żal mówić, bo to moje dziecko, ale zawsze powtarzam, że trzeba by go stłuc, zmiksować i ulepić na nowo, może wówczas wyszłoby coś sensownego. !@@%$^*&(*&GYF!
 Bosze, daj mi cierpliwości i siły, żebym go sama osobiście nie wykarczowała. Jak słyszę to jego "tak, wieeem" to flaki mi się wywracają i mam ochotę zwymiotować. Ileż można...
No więc o co kaman?
Egzamin który podobno już zaliczony, ten trzymany w tajemnicy przed SZM, jakoś dziwnym trafem nie został wpisany do internetowego indeksu. Bo się babeczka pomyliła. Problem w tym, że w poprzednim semetrze też się pomyliła i jak się kuźwa okazało był do powtórki. Do doopy z tymi internetowymi indeksami. Papier to papier, człowiek widzi, trzyma, czyta i wie, a z tym netowym to mi gówniarz wciska kit co i rusz, i żyję w błogiej nieświadomości, myśląc jakie mam fajne, mądre dziecko. Głupia, głupia ja!
Brak zaliczenia z seminarium licencjackiego do kompletu. Bo napisany tylko i wyłącznie pierwszy rozdział, ale przyznam szczerze sama już nie wiem czy na pewno. Drugi był podobno oddany po terminie, to pierwsza wersja, potem do poprawy cały, to już druga, i do przerobienia ankieta, a to kolejna. Szlag jasny mnie trafia.
Maślane oczęta wgapiał i zapewniał, że tak, że w lipcu chce się bronić, żeby mieć z głowy, bo wakacje przecież. A jak się z prezentu a'konto ucieszył. No bo SZM mu sprezentował e-booka kupionego okazyjnie. No jak nie za obronę, bo nie wiadomo czy dasz radę w lipcu to za zaliczone egzaminy. Tiaaa. ZALICZONE! Jakie kuźwa zaliczone?
i jeszcze "bo wy mnie jak dziecko traktujecie". Jak dziecko? to ja Ci dupku żołędny pokażę jak się traktuje dziecko, które zawodzi zaufanie.
No więc po pierwsze wszelkie koszty związane z późną obroną, dodatkowymi egzaminami, zaliczeniami i co by to tam nie było - po jego stronie. Jeżeli się okaże że nie da rady się obronić we wrześniu bo cokolwiek - szuka pracy na stałe, studia zmienia na zaoczne i niech sobie życie układa, chce być dorosły to ma, ale z dobrodziejstwem inwentarza.
Po drugie - wakacje to tylko z nazwy - niezależnie od tego co by się to nie działo i co by to nie było - do domu powrót jak Kopciuszek. O północy. Nie później. Powrót w stanie trzeźwości absolutnej. Poczuję procenty i może się na drugi dzień pakować. Gdziekolwiek.
Po trzecie - ewidentne włączenie się w prace domowe. Bo traktowany był z lekka ulgowo, bo przecież się uczy, pisze pracę, tyle ma na głowie, młody jest i takie tam inne dyrdymały sobie wymyślałam. więc teraz będę matką wredną.
Myślę jeszcze nad zwrotem prezentu czyli e-booka, bo jakkolwiek by nie patrzeć to najwyraźniej nie zasłużył.
I do tego szlaban na auto.

Nie boli mnie fakt, że broni się we wrześniu (daj Panie, by tak było!), bo nie on pierwszy i pewnie nie ostatni, ale to że patrząc w oczy zapewnia o czymś co już z góry wie, że nie ma szans powodzenia, racji bytu i w ogóle prawa się zadziać.
Szlag!