na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
niedziela, 27 lipca 2014

Niestety nie lubię tamtego miejsca przy super-extra-mega-szafie i nadaję z pokoju Mlodego wykorzystując jego nieobecność :-)

Nadrabiam ostatnie odcinki Prawa Agaty (a'propos seriali - kręcą już 9 serię Rancza! Wszechwiedzący FB mi powiedział) i przy okazji niejako mi się zachciało kliknąć.

Upały okropne. Wczoraj mieliśmy pół dnia lenia, a drugie pół ogarniałam mieszkanie, bo źle się czułam ze świadomością, że jest nieposprzątane. Tak mam i nie jestem w stanie tego zmienić. Odpoczywam dopiero wtedy gdy wkoło jest ogarnięte. Cokolwiek by to nie znaczyło... To pół dnia lenia to było moje główkowanie na temat mebli, tych niby nowych, które to w końcu trzeba było wybrać. Nie jest to proste. Jutro jedziemy chyba już sfinalizować sprawę. Taką mam nadzieję.

Meblowe dylematy: jasne, czy ciemne? SZM - ciemne, ja jasne. Z upływem czasu, bo przecież wybieramy te meble już sto lat chyba, SZM dojrzał do tego, że takie ciemne mega ciemne jak on chciał to niekoniecznie, bo wszelkie paprochy i kurze widoczne z dala. No i bardzo dobrze, że do tego dojrzał sam, bo mnie się walczyć nie chciało. I może dlatego tak oporne mi to wszystko szło. Bo nie mam jasnej i klarownej wizji. Wysokie czy niskie? Takie czy siakie? I moja bitwa z myślami. Nawet teraz nie za bardzo jestem przekonana czy na pewno chcę tego co wybrałam.

piątek, 25 lipca 2014

Niestety jak się okazuje zrobienie super szafy i jednocześnie rezygnacja z mojego netowego punktu dowodzenia zaskutkowały brakiem wpisów... Bo przy pseudo-biurkowym miejscu w szafie nie siedzi się wygodnie, a na lapku w dużym pokoju pisze się niezręcznie zawsze może paść pytanie, a co Ty tam tyle piszesz?
A jak wiadomo mój blog to wielka konspira. :-)

Mebli jeszcze nie mamy. Tylko ja wiem jak bardzo mi się ich nie chce wymieniać... Zostało zasiąść, wybrać, zaprojektować, zdecydować i pojechać zamówić, bo już wiemy gdzie, ale to trwa już drugi tydzień i zabrać się nie mogę. Bo jak się nie chce to gorzej niżby się nie mogło, tak mawia matencja.

Zmiana miejsca moich wieczornych posiadówek z osobnego pokoiku przy necie na wielką, ale jednak wspólną kanapę w jednym pokoju z SZM to mimo wszystko było i jest dobre posunięcie. Bo cały czas miałam wrażenie, że zaczynamy żyć obok siebie a teraz jakby się to jednak zmieniło...

Wakacje. N_C_K dwa tygodnie urlopowała i pomijając fakt, że musiałam przygotować się do kontroli to i tak było fajnie. Aczkolwiek jak sobie wspomnę taki jeden moment kiedy to ze złości, bezsilności i niewiedzy chciało mi się płakać... a potem otworzyła mi się w głowie maleńka klapeczka i znalazłam rozwiązanie. :-) Mam nadzieję, że dobre, bo wyniki dopiero będą.

Za tydzień będziemy już na finiszu przygotowań do wyjazdu na wczasy i będziemy odliczać godziny do wyjazdu. Czeka nas tydzień nad morzem. Oby pogoda nam dopisała.

Coraz częściej łapię się na tym, że obserwuję relacje jednej mojej koleżanki z jej mamą. Patrzę z zazdrością i z żalem, że moja matencja taka nie jest.
Wiele by opowiadać o tym jaka teraz jest. I czasem sama nie wiem co o nich, obojgu, myśleć.

poniedziałek, 14 lipca 2014

Kibic ze mnie kiepski, ale wydaje mi się, że Niemcy zasłużyli na zwycięstwo. Strasznie ostro dzisiaj wszyscy grali, co i rusz stukali się głowami, krew się lała...
Żal mi było patrzeć na płaczących Argentyńczyków...

Mała z wojaży wróciła zmęczona, zadowolona, aczkolwiek narzekała na jedzenie. Teraz odlicza dni do imprezy o nazwie konwent, a potem obóz harcerski.

Młody dzisiaj wrócił ze stolycy. Siedział tam kilka dni, przy okazji wyprawy na koncert zespołu Metallica (jak to się odmienia?). Powiedział tylko, że strasznie w tej W-wie drogo. Wyznacznik piwo - 8zł. U nas 5-6zł.

Przyznaję się bez bicia - nie biegam, ale bardzo chcę, więc dojrzewam do powtórnego startu. A przyda mi się bardzo, bo za chwilkę będę się toczyć.
W pracy ostro. Poza tym zapowiedziana, ale przyspieszona kontrola. N_C_K na urlopie, więc przygotowuję się sama. Mam wrażenie, że ona skróci sobie ten urlop, bo będzie chciała mieć nad wszystkim pieczę, ale bardzo bym chciała zdążyć ze wszystkim przed jej powrotem :-)
Poza tym super kiedy jej nie ma, bo jest spokój,  nikt nam nie trajkocze nad uchem.

Za nami impreza rodzinna w postaci restauracyjnej fety z okazji okrągłych urodzin teściowej. Było miło i sympatycznie. Aczkolwiek mam wrażenie, że oddaliliśmy się od siostrzyczek mojego SZM (i od mojego rodzeństwa zresztą też). Kiedyś częściej się odwiedzaliśmy, wiedzieliśmy co u kogo słychać, spędzaliśmy czas wspólnie. Teraz widzimy się tylko przy imprezach rodzinnych. Nie wiem czy to warto tak na siłę wyciągać rękę i dążyć do kontaktów, skoro druga strona jest kompletnie niezainteresowana. Niby to rodzina, ale sama nie wiem. Co mi po takiej rodzinie, z którą widuję się tylko przy okazji imprez rodzinnych?

Rozkminiam nowy telefon. Jest całkiem OK. A samo rozkminianie zajmuje sporo czasu...

Jakiś czas temu pojawiła się przed nami koncepcja/konieczność wymiany mebli w tak zwanym dużym pokoju czy może salonie, ale w salonie się nie śpi, więc chyba bardziej duży pokój pasuje :-) Gdyby mi ktoś kiedyś powiedział, że do takiego tematu będę podchodzić jak do jeża to chyba bym nie uwierzyła. A tak jest. Zmagamy się z tym tematem od chyba lutego albo marca. Szafa wnękowa to był wstęp do tego.
Najpierw okazało się, że SZM chce meble ciemne, a ja niekoniecznie. Spasowałam, bo nie miałam siły walczyć, dyskutować i przekonywać.  Po prostu mi się nie chciało. Wybraliśmy wszystko co było potrzebne, już mieliśmy je kupować, ale coś mnie tknęło by poszukać opinii we wszechwiedzącym świecie internetu. Okazało się, że to nie był dobry wybór. Zaczęliśmy jakby od początku, a w tak zwanym międzyczasie SZM dojrzał do tego, że ciemne meble to jednak samobójstwo w naszym przypadku. Zaliczyliśmy jeszcze jedną wizytę w sklepie meblowym, wyszkoliliśmy się w temacie mebli, zgarnęliśmy foldery i znowu trzeba przysiąść i wybrać. Stawiamy teraz na dąb sonoma. Taki kolor. :-)

 

Kolorowych snów tym, którzy jeszcze nie śpią!

piątek, 04 lipca 2014

Pojęcia nie mam jak tego dokonałam, ale coś mi się kliknęło i teraz przy pisaniu bloga otwiera mi się takie maleńkie okienko, że nie ma siły żebym zdołała odczytać to, co napisałam. No chyba że przy użyciu lupy...

środa, 02 lipca 2014

Temat naszych wakacji się skrystalizował. Polskie wybrzeże. Tylko my dwoje. Zaliczka poszła.

Za kilka dni powinnam stać się użytkownikiem nowego telefonu. Z jednej strony fajnie, ale z drugiej... znowu trzeba wszystko oswajać.Teraz korzystam z Samsunga (Android), a przesiadać się będę na Lumię 630 (Windows) i już jestem z lekka zdygana.

U matencji i tatencjusza przez długi czas był spokój. Dzisiejszy telefon matencji zwiastuje, że w krótkim czasie zaczną się u nich znowu wątpliwe dla nas atrakcje rodzinne.

Takie tam...

wtorek, 01 lipca 2014

Tym razem korzystam z lapka Małej i siedzę sobie na kanapie w dużym pokoju. Caluteńki wieczór tak przesiedziałam i nie powiem, fajnie mi tak było. Jedynym mankamentem był brak swobodnego klikania, bo głowę daję, że gdybym zaczęła cokolwiek więcej klikać to SZM mimo oglądania meczu, zapytałby co ja tak piszę. Bo sama chyba bym tak zrobiła. Czytanie, oglądanie, słuchanie, szukanie u wujka Google to wszystko w granicach normalnego serfowania po necie, ale wzmożone klikanie? :-)
Teraz SZM śpi i chrapie (a jakże!), a ja korzystam z okazji :-)

O czym to ja chciałam...

Nowe miejsce komputerowe nie jest ani wygodne, ani przytulne i to zapewne dlatego mnie nie ciągnie do netowego, a co za tym idzie również blogowego świata.
Niemniej jednak w końcu się zmobilizowałam i założyłam sobie konto na FB. Broniłam się przed tym długo, ale w końcu jakoś mnie wzięło i zaistniałam. Teraz sporo czasu spędzam na rozgryzaniu tamtych okolic. A złodziej czasu to przeokropny, prawie tak jak onegdaj Nasza Klasa.

Moje bieganie... hmmm, póki co więcej chyba jest gadania niż biegania, ale tak wewnętrznie bardzo mi się chce, gorzej z mobilizacją. Przedtem bardziej mi się chciało, bo byłam negatywnie naładowana i sfrustrowana, więc miałam potrzebę wyładowania się. Teraz jakby mi się wnętrze uspokoiło, więc trudniej jest mi się zmobilizować do wyjścia z domu. I codziennie sobie obiecuję, ale albo chęci na tyle silnej nie mam, albo czasu.

Nasze relacje czyli ja i SZM jakby uległy zdecydowanej poprawie. Być może to tylko w mojej głowie było tak, że cała byłam pełna pretensji. Sama nie wiem. Dobrze nam/mnie zrobił służbowy wyjazd SZM. Odpoczęłam od niego. Teraz jest OK.
Jak już pisałam planów wakacyjnych póki co nie mamy wcale. Nastawiamy się na to, że po prostu sobie gdzieś w Polskę na tydzień wyskoczymy. SZM co i rusz usiłował wymyślać nam jakieś towarzystwo, ale ja z uporem maniaka przypominałam mu, że te jego "propozycje" już kiedyś mieliśmy przyjemność przeżyć wakacyjnie i nie było to takie fajne. Albo starzejemy się (oni mają małe dziecko, a mnie się nie uśmiecha urlop z dwulatkiem i rodzicami, których styl wychowywania zdecydowanie mi nie odpowiada), albo odwykliśmy od przyzwyczajeń innych, albo też te przyzwyczajenie się nasiliły (czy oni zawsze tak bardzo klęli?), a może mamy inne oczekiwania? Sama nie wiem.

Młody też już ma spokój, bo w swojej dorywczo-studenckiej pracy ma pauzę wakacyjną, a co do studiowania to już złożył dokumenty na magisterkę i podobno jako absolwent tej uczelni ma pierwszeństwo przyjęcia. Oby! Tak więc jak to dzisiaj pięknie ujął, teraz zaczęły mu się prawdziwe wakacje. Tak jakby do tej pory nie wiem jak ciężko się uczył i pracował :-)
Za dwa tygodnie zmyka nam na kilka dni do stolicy, w tym na koncert zespołu Metallica (jak to się odmienia?).Nie wiem czy sobie coś zorganizuje jeszcze. Nie mam pojęcia czy coś oboje sobie planowali czy też nie. Zdaję sobie sprawę z tego, że musimy/chcemy go troszkę wesprzeć finansowo na jakiś wyjazd wakacyjny, tyko nie wiem czy on tym wie :-)

Mała zakończyła gimnazjum świadectwem z paskiem, nagrodą, listem gratulacyjnym dla rodziców i dyplomem dla mnie.I już wakacjuje. Dzisiaj/wcoraj osobiście odwiozłam dziecię na miejsce zbiórki w strugach deszczu, bo lało u nas caluteńki dzień. Teraz chyba już jest gdzieś po niemieckiej stronie. Potem Szwajcaria, Francja, Monaco, Włochy, Austria, Czechy i do Polski. Trzymajcie proszę kciuki za dobrą drogę i szczęśliwy powrót.
Zawsze tak mam, najpierw się cieszę na wyjazd, a potem denerwuję i zastanawiam po co mi to było :-)

Zaliczyliśmy ostatnio udział w imprezach miejskich, bo Mała bardzo chciała na koncert z okazji święta miasta. Jak tu puścić taką gimnazjalistkę na koncert w mieście, kiedy koncert zaczyna się o godz. 21? Wymyśliłam, że w takim razie niech sobie jedzie z koleżankami tak jak się umówiły, a my z SZM też pojedziemy i po tym koncercie spotkamy się w umówionym miejscu, zgarniemy dziecię pod nasze opiekuńcze skrzydła i wrócimy razem do domu. Z naszych obserwacji wynika że więcej rodziców zastosowało ten manewr, bo w naszym punkcie zbiórki, było więcej takich rodziców wypatrujących swoich pociech (zwłaszcza córek) :-) A naszej Małej koncertowanie tak się spodobało, że zaraz potem urobiła SZM na kolejny koncert z okazji święta innego miasta. Tylko tym razem trzeba było jechać nieco dalej. Wróciła przezadowolona i szczęśliwa.

Dzisiaj, właściwie to wczoraj bo to już głęboka noc, miałam wolne w pracy, żeby móc swobodnie wyprawić dziecię na wyjazd.
Jutro, czyli dzisiaj, za 5 godzin już niestety, obowiązuje mnie hasło "do pracy rodacy!"

 

Miłego dnia!