na Bloxie - od września 2004, od marca 2008 - tutaj
Archiwum
O autorze
piątek, 31 lipca 2015

bieganie

ale wczoraj miałam superzasty trening. Serio! Tak mi się dobrze biegło, że sama sobie się dziwiłam. Upocona, zmasakrowana, ale jaka byłam zadowolona i szczęśliwa. Ile to endorfin mi się wczoraj wytworzyło. I jakie fajne tempo miałam. Biegłam z grupą tych "bardziej niż ja" i tak mi fajnie się biegło, na równi, a nie w ogonie :-) Suuuper! W sumie razem zrobiłam chyba z 8 km. Ale mierzone 5 km zrobiłam w 34 minuty. Może innych to nie zachwyca, bo znam takich co robią to w nieco ponad 20 minut, ale ja jestem z siebie dumna i zadowolona :-)))

Młody

siedzi w stolicy i bierze udział w jakichś młodzieżowych euroobradach. Te wakacje sobie ładnie zorganizował. Wcześniej zaliczał starą stolicę Polski, teraz współczesną, a zaraz potem wyrusza na zachód ;) Rok temu był związany z dziewczyną to nie miał takiego parcia na wakacje, tyle co razem pojechali nad morze, na tydzień. Związek się rozsypał, Młody singiel to i wakacje inaczej organizuje.
Zastanawiam się często i gęsto czy myśli jeszcze o tej dziewczynie, czy tęskni i przeżywa, a nawet marzy. Czy może tak jak powiedział to był taki zimny prysznic, bo to już drugą taką jazdę mu zafundowała i może już miał dość. Skryty i jest ciężko z niego wyciągnąć tego typu informacje.

Mała/Młoda

na tapecie nowa sympatia. Mała lat 17, idzie do 2 klasy liceum, sympatia zdał właśnie na studia. Wizerunek fajny, głowa w temacie nauki chyba OK, ale co tak naprawdę w głowie siedzi to się dopiero okaże. Znają się dwa lata, od jakiegoś już czasu był ten chłopak na tapecie, przewijał się w rozmowach, ale "to tylko kolega, mamo". Teraz awansował na chłopaka :-) Mała szczęśliwa. Chłopak mieszka w innej miejscowości, ale przyjeżdża autem i zabiera na wojaże, do parku jednego, drugiego, na lody i takie tam inne. Czaruje znaczy się :-) Plus jest taki że znali się wcześniej i jakoś płynnie przeszło to w bliższą relację
Byli na jakimś grupowym jednodniowym wypadzie w Beskidach. Mała, która nie lubi chodzić po górach weszła na Czantorię :-)

SZM

nie ma parcia na ruch w żadnym aspekcie, ani na dietowanie. W pracy ma masakrę, którą lekko osłodził awans, ale jakim kosztem. Na wakacje jedziemy ze służbowym lapkiem i telefonem. Rok temu też tak było więc się nieco przyzwyczaiłam. W temacie naszej bliskości - staram się, mam wrażenie, że on też, ale idzie jak po grudzie. Co do ruchu, diety to mam wrażenie, że im bardziej ja naciskałam tym bardziej on był przeciw. Teraz nie naciskam. Pytam tylko dla zasady czy idziemy na spacer, na rower, on mówi, że nie bo coś tam, ja przyjmuję do wiadomości i idę sama. To dorosły facet, który potrafi podejmować decyzje i powienien wiedzieć co robi.

Matencja

po malowaniu balkonu przyszła kolej na kuchnię. Ręce mi opadają. Powiedziałam co myślę, że normalnie to powinni powiedzieć dwa tygodnie wcześniej, że chcieliby malować, że zaczynają za dwa tygodnie i proszą o pomoc. Jest nas wszystkich spora gromadka, wzięlibyśmy się i zrobili. A oni nie. Oni sami. Ale jak powiedziałam są dorośli, wiedzą co robią, jak się zdrowotnie wykończą to zepsują swoje życie i nasze też, bo sami nie dadzą rady i dopiero wówczas docenią co mówię. Bo podobno oni specjalnie wyczekiwali żeby nas nie było. Rodzeństwo właśnie jest na wczasach, a my wyjeżdżamy.

wakacje - urlop

pakowanie w toku. Wyjazd dzisiaj w nocy. Zabieramy całe mnóstwo rzeczy, dmuchańców do wody licząc na to, że jednak wejdę do zimnego Bałtyku, ciuchy i buty do biegania, stertę książek, karty, gry, lapka też i 5 sezonów Breaking Bad. A synoptycy zapowiadają ładną pogodę.

Zatem do naklikania next time!

 

poniedziałek, 27 lipca 2015

Pisanie na komórce jest nieco (he, he!) uciążliwe. Myśli mi się kłębią, sto rzeczy chciałabym napisać, ale możliwośći klikania ograniczone, przynajmniej moje. To prawie jak rozmowa podczas biegania w moim wydaniu. Daję radę biegać i rozmawiać, ale tempo wolne musi być a i tak nad każdym tematem się zastanawiam i rozważam czy zaczynać, czy może dać się wygadać współbiegaczce. :-)

Odliczamy dni do wyjazdu, wczoraj Mała rozpoczęła misterium pakowania, dzisiaj zacznę ja. Na szczęście z praniem jest prawie, a z prasowaniem bez prawie na bieżąco więc ze spokojem mogę sobie planować co tam bym chciała zabrać. I nawet pusty pokój Młodego zaprasza do postawienia walizy, żeby nie zagracać tzw. dużego pokoju.  A Młody w Warszawie. Skoro nie ma go w domu to ja bez skrupułów korzystam z jego łóżka. Bardzo lubię spać sama, bo SZM tak okropnie chrapie. Już teraz wiem,że jak tylko dzieci wyfruną z gniazda to co jak co, ale spać na pewno będziemy osobno.

Dzisiaj w pracy póki co luz totalny, żebym tylko nie zapeszyła. Szefostwa niem, współpracowaczki nie ma, nikogo nie ma, tylko ja jestem :-) No to se klikam, co nie?

Wczoraj mieliśmy obiad z parowaru. Od jakiegoś już czasu chodzi za mną taki zakup, ale nie bardzo wiedziałam czy się sprawdzi. Sto lat temu kupiliśmy parowar teściom w prezencie, więc teraz korzystając z okazji pożyczyliśmy żeby się przekonać jak się żyje z parowarem. Wczoraj był debiut i jest OK. Po cichu powiem, że liczyłam na to, że im, teściom już się znudził i zostawią go nam, ale w międzyczasie SZM tak się zapalił do kupna, że od razu wczoraj wynalazł taki specjalny dla nas, nieco większy i lepszy, ale za rozsądne pieniądze. Kupować będziemy po urlopie, bo nie wiem ile potrwa dostawa i kto nam go potem odbierze jak wyjedziemy.

Trochę boję się tych wakacji... Czy się nie pozabijamy wzajemnie... Jak to zrobić żeby wszyscy byli zadowoleni, żeby każdy miał trochę tego co by chciał. Zabieramy karty, gry, na pewno laptopa, filmy. Wymyśliłam też, że na początek każdy z nas będzie miał do zagospodarowania i zaplanowania jeden dzień wedle własnej woli. Nie wiem tylko czy SZM i Mała/Młoda kupią ten pomysł. Tak sobie wyobrażam wspólne (w trójkę) spacery, zachody słońca, rozmowy itp. I aż się boję, a nawet jestem prawie pewna, że to tylko mrzonki, że na pewno będzie inaczej, że przyjdzie ten moment gdy będziemy na siebie burczeć. I oby to było jak najpóźniej... Zbyt wielką jestem pesymistką? Ja po prostu jestem realistką.

Po raz setny to chyba napiszę - brakuje mi mojego kącika komputerowego. Laptop do mnie jakos nie przemawia. Nawet nie tyle sam laptop co pisanie w tzw. dużym pokoju, w towarzystwie SZM. W mojej dawnej samotni jest teraz szafa wnękowa czyli coś jakby garderoba. Jestem teraz na takim etapie ze wygodniej mi użyć telefonu do zajrzenia do neta niż zasiąść do laptopa. I pewnie dlatego też dramatycznie spada ilość wpisów. Nawy zastanawiam się czy ktokolwiek tu jeszcze zagląda... (Iksia to wiem 😊) Teraz leżąc w łóżku w pokoju Młodego piszę z telefonu co wcale nie jest takie wygodne... Iksia zapytała o nowych znajomych. Biegowych. Są. Całe mnóstwo, bo to naprawdę fajna i zgrana ekipa. Nie mniej jednak aż tak bardzo jakbym chciała to sie nie integruję bo z SZM to juz bym się chyba tylko rano w łazience mijali. Ludzie są fajnie, energetyczni, tacy, ktorym się chce po prostu. Okazji do spotkania jest mnóstwo, bo oprócz treningów są imprezy biegowe, spotkania tzw. izotonikowe, wspólne wycieczki rowerowe itp. Ale jak juz mówiłam spasowalam. Z jednej strony żal, z drugiej strony wiem ze nie powinnam się tak od SZM odseparowywać. A SZM nie ma parcia na ruch. Wcale, a wcale. Nie naciskam juz. Teraz przyjęłam taktykę jednego pytania "idziesz ze mną?". Jest dorosły,ma swój rozum, wie co robi. Przykro mi tylko po pierwsze ze nie da sie namówić na wspólne spędzanie czasu, tak jak przed laty. Po drugie że nic nie robi ze sobą. To okrutne i okropne, ale zlapalam sie na myśli, ze wstyd mi ze on jest taki otyly. Wiem, to głupie, nie na miejscu i bez sensu ale pamiętam to uczucie. Dzisiaj przy bieganku w miłym towarzystwie biegowej koleżanki ani sie obejrzalysmy i strzelilo nam ciut ponad 8 😁 A przez cale truchtanko gadalysmy jak najęte. Gadalysmy. Jak to brzmi. A na poczatku nie bylam w stanie zamienić słowa. Tak, widzę postepy i jestem z siebie dumna 😁
czwartek, 23 lipca 2015

Ani się człowiek obejrzał i już druga połowa lipca. Do naszego wyjazdu został raptem tydzień :-) Mała jednak jedzie z nami, nie jest z tego powodu zbyt szczęśliwa, padło nawet pytanie wprost czy aby na pewno nie ma opcji żeby ona została w domu. Mam nadzieję, że damy radę i nie będzie tragizmu. Oby tylko pogoda była, no i woda czysta. Nie spodziewam się co prawda kąpieli i pływania na maxa, bo Bałtyk jednak nie ma wody zbyt ciepłej, ale żeby chociaż człowiek mógł bez obaw pobrodzić w tej wodzie...

W domu jakby bez zmian. Dramatów nie ma, ale fajerwerków też nie ma. Biegam i zaczęłam używać aktywnie roweru :-) SZM dał się skusić RAZ na rower. Inna sprawa, że późno wraca z pracy. Ale nawet jak nie wraca tak późno to i tak mu się nie chce, taka prawda. A ja teraz od dwóch tygodni codziennie do mamy zapylam na rowerze. Razem w obie strony 15 km. I robię to z przyjemnością. :-) Nawet w upały. Pot mi po tyłku ścieka, ale frajdę mam niemożebną.

A matencja narzeka na zdrowie, że boli to i owo, dlatego też jeżdżę tam codziennie żeby w bólu pomóc. I nagle pewnego pięknego dnia zajeżdżam, a matencja właśnie okna myje. Nosz, zagotowało się we mnie, wkur.... się na maxa. A matencja jeszcze twierdzi, że niepotrzebnie, że powinnam ją pochwalić jak się dobrze czuje. Następnego dnia tatencjusz pomalował balkon, matencja oczywiście sprzątała. Wiek tatencjusza: 75, matencji 72, a balkon w starej kamienicy na 3 piętrze. Nie zdziwię, że jak za chwilę wezmą się samodzielnie za malowanie kuchni i po kolei pomieszczeń, bo tak planowała, ale odradziliśmy jej. Myślałam, że skutecznie, a tu się okazuje, że jednak niekoniecznie. Ręce mi opadają.

W pracy póki co luz więc pozwalam sobie na blogowanie, ale nie jest tak zbyt często i to jest lekka masakra. Zachciało mi się biurowego stołka to mam  :-)

Spotkania babskie, które kiedyś odbywały się regularnie teraz chyba właśnie są w agonii. W tym roku widziałyśmy się DWA razy. Aż dwa. I jakoś nie mam ciągot by na siłę je organizować, bo coraz mniej się czuje związana z tamtymi dziewczynami. Jednak żal mi tylu wspólnych lat, ale ta jedność, przyjaźń i nierozerwalność to chyba już przeszłość. Rozeszły mi się z nimi dróżki. Najpierw łączyła nas szkoła, potem praca, potem już tylko toarzystwo. One nadal pracują razem, a ja z nimi jestem tylko z doskoku. Z Jedną_Taką się trzymałam bliżej, ale z racji tego, że SZM nie był nią zachwycony i jeszcze przyznam szczerze, że swoje miała za uszami, ja trochę odpuściłam temat, a ona to już całkiem więc i z nią drogi się rozeszły, a rodzinnie to już w ogole nam nie po drodze, mimo kilku razem spędzonych wakacji. Ale co tam szaty rozdzierać... Było minęło. Przykro jednak trochę.
Z obecną pracową ekipą tzw. przedprzesiadkową też mi się drogi rozchodzą. Bo nie mam nawet czasu na kawę i plotki wpaść, a jak już wdepnę to one oczekują, że opowiem co w biurze, a ja chciałabym usłyszeć co u nich, tak jak dawniej, prywatnie. I mam nieodparte wrażenie, że to już nie to samo.
Wiem, ludzie się zmieniają, ale żal.

W sobotę czekają nas odwiedziny rodzinki SZM, z gór :-) Nawet sobie o nich całkiem nie tak dawno myślałam, a tu proszę niespodziewajka. Miła.

Czas do domu. Koniec klikania, koniec dniówki :-)

poniedziałek, 13 lipca 2015
Dramatycznie źle się dzieje między nami. SZM i ja znaczy się. Działamy na siebie jak płachta na byka. Powietrze aż iskrzy od tej złej energii. Czepiamy się siebie o cokolwiek. Piszę w liczbie mnogiej bo żadne z nas nie jest bez winy. SZM ma inklinacje do dramatyzowania i wyolbrzymiania wszystkiego. Więc wymiana zdań z nim zazwyczaj kończyła sie magicznymi słowami na temat rozwodu. Tym razem padło o odwołaniu urlopu, a raczej rezerwacji. I mam wrażenie ze byłaby to bardzo trafna decyzja. Jak bardzo mi się nie chce jechać to tylko ja wiem. Mała jedzie bez żadnej koleżanki i z jednej strony ok, bez problemu i odpowiedzialności za cudze dziecko, a z drugiej strony żal mi Małej bo sie pewnie jak mops. Już mi się nawet pytała czy na pewno musi jechać. A my... No cóż coraz gorzej jest się nam porozumieć, coraz mniej wspólnych tematów, zajęć. On to brak chęci do ruchu, żeby nie powiedzieć lenistwo, brak woli walki z nadwagą, sympatia do piwska, i kilka innych rzeczy, których wymieniać nie będę żeby sobie ciśnienia nie podnosić. Nie mogę powiedzieć ze jest tak kompletnie zły i do bani. Nie, nie aż tak. Ale na dzień dzisiejszy te plusy ujemne przysłaniają mi jego obraz z plusami dodatni.i. I teraz wiem co to znaczy brak porozumienia i różne spojrzenia a te same rzeczy. Póki co jest po zabiegu chirurgicznym i jest w pełni usprawiedliwionym z braku chęci do ruchu. A raczejbraku ruchu, bo niby teraz to inny chcial tylko biedaczek nie może. A do tej pory to albo za zimno bylo, albo za ciepło albo zbyt wietrznie albo nie było czym oddychać. W sklepie oczywiście rozgląda sie za gadżetami różnymi bo to najpierw sie obkupić trzeba żeby zacząć jeździć. A mnie szlag jasny wewnętrzny trafia. I tak to. Dupa znaczy się. Tak, biegam nadal i wciąż. I jeszcze zaczelam na rowerze jeździć i to sama bo ileż można czekać aż się SZM zdecyduje. I jeszcze w radio podali ze nad morzem w czterech kąpieliskach sanepid wydal komunikat o bakterii echerichia coli w wodzie. W tych czterech jest i to do którego mamy jechac. Masakra.
czwartek, 02 lipca 2015

Wczoraj nastąpił historyczny moment, bo udało mi się wyciągnąć SZM na przejażdżkę rowerową. Niestety 5 km i dziura w dętce :-) Zatem spacerek do domu :-) Mam nadzieję, że to był start...